Od Soreya CD Mikleo

sobota, 28 marca 2026

|
Przyglądałem się mu z nieukrywanym wzruszeniem. On był... cóż, ciężko mi było znaleźć odpowiednie słowa. Dbał o każdą najmniejszą rzecz. Na nic nie narzekał, a przecież miał pełne prawo. Wcześniej pracowałem i go naprawdę strasznie zaniedbywałem. Teraz ma być lepiej, ale dalej jest to kilka godzin, gdzie to jestem poza domem. To strasznie dużo. Powinienem... sam nie wiem. Nie mogę mniej pracować, na zimę te wydatki są w końcu większe, a to wszystko z mojego powodu. Muszę zadbać o zapasy jedzenia, zapasy drewna, utrzymać jakoś to ciepło tutaj... ja tutaj pochłaniam znaczną większość wydatków. Mikleo nie musiał się niczym przejmować. Wystarczyłby mu w końcu tylko domek, dostęp do wody, i... i to wszystko, tak naprawdę. Jeść nie musiał, ciepła nie potrzebował, tylko ja trochę to wszystko zaburzałem. Jakoś mu to później muszę wynagradzać...
- Zdecydowanie lepiej by ci było, gdyby coś tu z tobą było. Jakieś coś... kotek, albo królik. Bo owca chyba odpada, nie mamy na nią tu miejsca. Ale na króliczka? Króliczek chyba nie byłby taką złą opcją. Ale to najpierw musimy wiedzieć, czy możemy tu zostać – cicho westchnąłem czując, jak żołądek się ściska ze stresu już na samą myśl o tej rozmowie. Ostatnie godziny pomogły mi trochę o tym nie myśleć, ale teraz to wszystko znów wraca, i... i się boję. Tak szczerze się boję. Bo jeżeli rada uzna, że to ja i Miki jesteśmy problemem, a nie Ezekiel? I nas stąd wyrzucą? I jeszcze kowal będzie miał problemy? Z jednej strony chcę tej sprawiedliwości, dla Mikleo, on zdecydowanie nie zasługiwał na takie zachowanie. Był najukochańszy, najsłodszy i najlepszy, w przeciwieństwie do Ezekiela, on to mógłby się wręcz od niego uczyć, jak powinien się zachowywać prawdziwy anioł, i opiekun... a może nawet i rodzic, bo po tym, co od niego usłyszałem, przez chwilę nawet odechciało mi się żyć. I gdyby nie Miki, już naprawdę dawno bym się załamał. Bo bez niego po co bym w ogóle miał próbować żyć dalej? On daje mi sens w tym moim miernym życiu. 
- Będziemy mogli. A jeżeli nie, znajdziemy swój kącik gdzieś indziej. I wtedy... wtedy sobie sprawimy tego królika, kota, czy co ty tam chcesz – odpowiedział, gładząc pocieszająco mój policzek. 
- Zazwyczaj to ja mam pozytywne myślenie – zauważyłem z delikatnym uśmiechem. 
- Czasem cię trochę trzeba wspomóc – odpowiedział, tuląc się do mnie. - Nie przejmuj się. Póki jesteśmy razem, ze wszystkim sobie poradzimy. 
Zawsze ja tak mówiłem. A jednak, im dłużej nad tym myślałem... sam nie wiem. Chyba nasza miłość nie pokona wszystkich przeciwności losu. Tak mi się coś wydaje. Ale naprawdę milo w to wierzyć. Trochę dziecinnie, ale czasem nie mam ochoty dorastać. Zdecydowanie nie sprawdziłbym się jako dorosły. Zdecydowanie nie potrafię być dorosły, za głupi jestem do takich rzeczy. 
- Powinienem... powinienem się zabrać za sprzątanie. Już słońce zaszło, wątpię, by te obrady w naszej sprawie się dzisiaj odbyły. Mądrze więc będzie wypocząć na jutro, bo nie wiadomo, co nas może zaczekać – zdecydowałem, uśmiechając się delikatnie, by pokazać mu, że jednak nie przejmuję się tak bardzo tym wszystkim. - Przygotować ci coś do jedzenia? Może nie zrobię jeszcze ciasteczek... ale coś prostego chyba był dał radę zrobić – dodałem, oczywiście musząc się nim zająć. Nie mogę sobie przecież pozwolić na to, by czegoś mu teraz zabrakło.

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 To, jak Haru się mną zajmował... było doprawdy niesamowite. A może to dlatego, że minęło trochę czasu, od kiedy się z nim kochałem. A może też dlatego, że w końcu nie wstrzymywałem głosu?Tu nie było sąsiadów za ścianą. Tylko las, w którym to nikogo nie było. Odchyliłem głowę do tyłu, dając mu tym samym lepszy dostęp do mojej szyi, co Haru od razu wykorzystał, od razu zasysając i delikatnie podgryzając moją skórę. Czy zostawił na niej ślady? Bardzo możliwe. Czy w tej chwili się tym  przejmowałem? Niekoniecznie. Wszystko, czego chciałem, to przyjemność, której to właśnie mi Haru dostarczał. Jest w tym naprawdę wspaniały, tylko... 
Skąd to wszystko potrafi? Z kim się uczył? 
Szybko jednak ta chwila zazdrości minęła, a to wszystko dzięki mojemu chłopakowi. Jęknąłem głośno, powiedziałbym, że nawet bardzo głośno, jak na mnie. Niedobrze. A jak później nie będę się potrafił powstrzymać? Jak wtedy będziemy uprawiać seks? Będzie mnie będzie musiał jakoś kneblować, bo inaczej zdecydowanie nie będę się potrafił powstrzymać. 
- Jak ja uwielbiam twój głos – wyszeptał mi do ucha, wsuwając się bez ostrzeżenia w moje wnętrze. Wbiłem paznokcie w jego plecy, zagryzając mocno wargi. Odzywałem się za głośno i za często, musiałem się trochę powstrzymywać, nie mogę go aż tak rozpieszczać. 
- Tylko to we mnie uwielbiasz? - spytałem, po czym znalazłem jego usta i podgryzłem zaczepnie jego dolną wargę. 
- Oczywiście, że nie. Uwielbiam twoją talię, którą mogę objąć swoimi dłońmi. Twój idealny kształt pośladków. I twoje cudowne usta. I to, że jesteś tylko mój. A może zwłaszcza to? - odpowiedział, poruszając się we mnie szybciej. 
Haru oczywiście zajął się mną najlepiej, jak tylko mógł, i obyło się nawet krwi, a podczas ostatniej pełni... cóż, trochę krwi ze mnie ubyło. Na szczęście teraz już mnie tak nie gryzł, może troszkę podrapał, ale było to przeżycia. 
W końcu jednak potrzebowałem przerwy. Haru miał multum energii, ale ja byłem prostym  magiem, i to jeszcze w połowie człowiekiem. Moja tężyzna fizyczna doprawdy odbiegała od jego. 
- Jesteś niesamowity – odpowiedział, całując mnie w policzek i na chwilę położył się obok mnie. Podejrzewałem, że tylko na chwilę, i zaraz wstanie robić dwadzieścia rzeczy naraz, bo nie będzie w stanie za długo tu ze mną wysiedzieć. 
- Tym razem niewiele robiłem – przyznałem zgodnie z prawdą. Haru wszystko zainicjował, przejął całkowicie pałeczkę. A szkoda. Też chciałbym trochę poprowadzić, popatrzeć na niego z góry. Następnym razem to ja będę górować, siedzieć na nim i pilnować, by był zachwycony mną i moim prowadzeniem. 
- Tym razem? Następnym razem będzie inaczej? - zapytał, odgarniając moje włosy z czoła. 
- Oczywiście. Nie może być tak, że tylko ty coś robisz – odpowiedziałem, podnosząc się do siadu. Mój wzrok spoczął na udach, które były całe podrapane. Niektóre z tych zadrapań były dosyć głębokie. Pojawiła się w mojej głowie lampka ostrzegawcza, miałem nadzieję, że moja maść zadziała nawet na nieco już podgojone rany, bo po czymś takim takim na pewno pojawią się blizny. I że ja tego nie poczułem... chyba coś jest ze mną nie tak. - Każdego swojego kochanka w ten sposób oznaczasz? - zapytałem szczerze zaciekawiony, biorąc od niego ręcznik, by trochę tę krew wytrzeć. Takie po prostu miał upodobanie i każdego tak traktował? Czy może tylko wobec mnie jest taki zaborczy? 

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

piątek, 27 marca 2026

|
No tak… miał rację. Wiem, że będzie chciał upiec mi ciasteczka, choć nie mam pojęcia kiedy. I właśnie to czyni wszystko jeszcze bardziej ekscytującym, wciąż pozostaje to słodką tajemnicą, niespodzianką, której nie mogę się doczekać. A co najważniejsze, jestem pewien, że będę z niej zadowolony.
Uwielbiam słodkości. Czekolada to zdecydowanie moja słabość, ciasteczka, ciasta, wszystko, co ma w sobie choć odrobinę kakao, od razu zdobywa moje serce. Na szczęście bycie aniołem ma swoje zalety, nie tyję, nie muszę martwić się zdrowiem ani konsekwencjami objadania się. Mogę pozwolić sobie na każdą słodką przyjemność bez najmniejszych wyrzutów sumienia.
- W takim razie przygotuję ci przepis - Powiedziałem spokojnie, uśmiechając się do niego łagodnie. Wiedziałem, że to bardzo mu pomoże. Może i chce zrobić mi niespodziankę, bez mojej bezpośredniej pomocy, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, bym delikatnie go naprowadził.
W końcu wiem, co i w jakich proporcjach dodać, by wszystko smakowało naprawdę dobrze. A skoro zależy mu na tym, żeby zrobić to samodzielnie, niech tak będzie, niespodzianka pozostanie niespodzianką. Ja jedynie podsunę mu wskazówki, ukryte w prostym przepisie, tak aby uniknął kulinarnej katastrofy… i żeby żadne ciasteczka nie musiały skończyć w koszu.
- Naprawdę? Zrobiłbyś to dla mnie? — zapytał, a jego oczy rozjaśniły się natychmiast. Wyglądał na szczerze szczęśliwego, jakby właśnie dostał coś znacznie więcej niż tylko obietnicę przepisu. Ta drobna rzecz sprawiła mu wyraźną radość, choć w gruncie rzeczy nie było w tym nic nadzwyczajnego. A jednak… dla niego to miało znaczenie.
Uśmiechnąłem się lekko, patrząc na niego z czułością, której nawet nie próbowałem ukrywać.
- Tak, zrobię to dla ciebie - Odpowiedziałem spokojnie. - I tak nie mam wiele do roboty, kiedy jesteś w pracy. Dzięki temu przynajmniej czymś się zajmę. - Trochę bardziej się do niego przesunąłem i delikatnie pocałowałem go w policzek. Ten gest był naturalny, niemal odruchowy, pełen ciepła i czegoś więcej, czego nie trzeba było nazywać. - Poza tym… - Dodałem ciszej, z lekkim uśmiechem - Chcę, żeby ci wyszło. - Dodałem, mówiąc szczerze to co myślałem.
Sorey położył dłoń na moim policzku, uśmiechając się do mnie delikatnie. Jego dotyk był ciepły i uspokajający, jakby samą obecnością chciał mnie zapewnić, że wszystko jest w porządku.
- Nudzisz się, gdy pracuję? - Zapytał cicho, a w jego głosie dało się wyczuć nutę troski.
To było niepotrzebne. Naprawdę nie musiał się o mnie martwić.
Spojrzałem na niego spokojnie, odwzajemniając jego uśmiech.
- Nie, tak szczerze powiedziawszy to nie nudzę się, chociaż czasem fajnie jest mieć kogoś z kim mogę porozmawiać gdy nie ma cię w domu  - Odpowiedziałem łagodnie. - Na szczęście mam tu co robić. Sprzątam, gotuję, dbam o dom… o to, żeby zawsze było ciepło i przytulnie. Żebyś wracając miał wszystko, czego potrzebujesz. - Na chwilę zawahałem się, jakby dobierając słowa, po czym dodałem ciszej. - To moja forma podziękowania. Za to, że pracujesz… że dbasz o mnie. O nas. - Nie czekając dłużej, nachyliłem się i musnąłem jego usta w krótkim, czułym pocałunku prostym, ale pełnym znaczenia..

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Jego propozycja od razu mnie poruszyła. Było w niej coś, co budziło we mnie ciekawość i ciche pragnienie bliskości, tej subtelnej, ale intensywnej, którą mogliśmy sobie nawzajem podarować. Wiedziałem, że obaj tego chcemy. Skoro więc los dawał nam taką chwilę, dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać?
Czułem, jak rodzi się między nami napięcie lekkie, przyjemne, pełne obietnicy. Ja miałem ochotę na niego, a on na mnie. To było oczywiste, niemal namacalne. Wymiana spojrzeń wystarczała, by zrozumieć, że obaj myślimy o tym samym.
Kiedy wziąłem go na rękę, poczułem ciepło jego skóry i lekki dreszcz, który przebiegł mi po plecach. Bez słów zaniosłem go do pokoju, gdzie mogliśmy w końcu być tylko dla siebie, bez pośpiechu, bez rozpraszaczy.
Zatrzymałem się na moment, patrząc na niego uważnie, jakby chciał zapamiętać każdą drobną reakcję. Delikatnie przyciągnąłem go bliżej, pozwalając, by ta chwila trwała nieco dłużej. Wszystko działo się powoli, świadomie. Dotyk, spojrzenia, bliskość, która rosła z każdą sekundą.
Chciałem, żeby czuł się dobrze. Żeby ta chwila była dla nas obojga czymś więcej niż tylko ulotną przyjemnością. Dlatego pozwoliłem sobie na czułość, na drobne gesty, na uważność, na odkrywanie go krok po kroku.
I wiedziałem, że on czuje to samo.
Kochaliśmy się namiętnie, bez pośpiechu. Czas jakby przestał mieć znaczenie, należał tylko do nas. Mieliśmy go pod dostatkiem, mieliśmy przestrzeń i swobodę, której tak bardzo potrzebowaliśmy. Dom był cichy, a świadomość, że jesteśmy tu sami przez cały dzień i noc, tylko potęgowała to uczucie.
Nie było już miejsca na wahanie. Oboje chcieliśmy tego samego spełnienia, bliskości, zanurzenia się w sobie nawzajem bez żadnych ograniczeń. To nie była tylko chwila, to było coś więcej potrzeba, która dojrzewała w nas i wreszcie mogła znaleźć ujście.
Każdy gest, każde spojrzenie miało znaczenie. Byliśmy uważni na siebie, na swoje reakcje, na oddech, który przyspieszał z każdą chwilą. Pragnęliśmy nie tylko dotyku, ale też tej głębokiej, niemal niewypowiedzianej więzi, która rodzi się między dwojgiem ludzi w takich momentach.
Potrzebowaliśmy siebie i mieliśmy siebie w sposób najpełniejszy z możliwych. Fizycznie i emocjonalnie, blisko tak bardzo, że granice między nami zaczynały się zacierać. To była jedność, której nie dało się już pogłębić, bo byliśmy już dokładnie tam, gdzie chcieliśmy być.
I w tej chwili nic więcej nie było potrzebne.
Mój panicz pozwolił się dziś ponieść. Widziałem w nim cień wstydu, niepewność, która mieszała się z pragnieniem i właśnie to działało na mnie najmocniej. Każda jego reakcja tylko bardziej mnie zachęcała, by iść dalej, by powoli przełamywać jego opór i pokazywać mu, jak wiele przyjemności może z tego czerpać.
Chciałem, żeby czuł mnie jak najpełniej. Żeby z każdą chwilą pragnął więcej, bardziej świadomie, bardziej odważnie. Skupiałem się przede wszystkim na nim, na jego oddechu, na tym, jak stopniowo się otwierał, jak oddawał się tej chwili coraz bardziej.
Liczył się dla mnie on. Jego przyjemność, jego doświadczenie, to, co przeżywał tu i teraz. Ja mogłem poczekać wiedziałem, że na mnie też przyjdzie czas. Teraz najważniejsze było to, by on poczuł się dobrze, by zatracił się w tym bez reszty.
I widziałem, że zaczyna tego chcieć coraz bardziej.

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

poniedziałek, 23 marca 2026

|
Myłem jego ciało powoli, z dokładnością, by nie pominąć przypadkiem jakiegoś kawałka jego ciała. Chciałem o niego dobrze zadbać. Był w końcu pod moją opieką. A skoro był pod moją opieką, musiałem zadbać o każdą jego potrzebę. A jego potrzeby były jednak trochę inne, bo nie jest jakimś prostym śmiertelnikiem. Zawsze muszę o tym pamiętać. Nie musi się w końcu martwić o te potrzeby przyziemne, o jedzenie, o zmęczenie, i pewnie gdybym go nie zabrudził, nawet by się nie musiał myć. W końcu, raczej nie patrzyłem, czy go pobrudzę, czy nie. Chciałem, by mi było dobrze, by jemu było dobrze, i to było dla mnie najważniejsze. Ale w tej chwili właśnie naprawiam ten mały błąd. 
- I gotowe. Już jesteś czyściutki i pachnący... chociaż, tobie to powinienem sprawić jakiś płyn, który pachnie jak ciasteczka – zaproponowałem, uśmiechając się delikatnie. 
- Ciasteczka? - powtórzył, ewidentnie zaskoczony moim doborem słów. 
- No, ciasteczka. Bo pachniesz ciasteczkami – wymruczałem mu do ucha, i po chwili ucałowałem jego płatek. 
- Pachnę ciasteczkami... ciekawe – powiedział, trochę zawstydzony. I znów ten śliczny rumieniec na jego buzi. Muszę dbać o niego, by ten rumieniec zawsze się na jego policzkach się utrzymał tylko dla mnie. 
- Może jak w końcu troszkę więcej zarobię, to kupię odpowiednie składniki i postaram ci się jakoś upiec właśnie takie ciasteczka. Chociaż, troszkę się boję, że to zepsuje – powiedziałem z lekkim smutkiem. Tak niewiele umiałem, a tak wiele chciałem dla niego robić. Musiałem to zmienić. Uczyć się. Ale też żeby się uczyć, trzeba do tego środków, w końcu jak mi się coś nie uda, to trzeba to będzie wywalić do śmieci. A cukier, i czekolada, i inne takie rzeczy słodkie są dosyć drogie. Chyba się jeszcze powstrzymam. Zobaczymy, co to będzie, najpierw mamy zupełnie inne rzeczy, którymi musimy się zająć. I chociaż Miki robi wszystko, by moje myśli odwróciły się od czekającej na nas konfrontacji. 
- Zawsze ci mogę pomóc – zaproponował, co było urocze. 
- Chciałbym, żeby to była niespodzianka tylko dla ciebie. A skoro to ma być niespodzianka dla ciebie, nie możesz mi pomagać, prawda? - odparłem, zabierając się teraz za mycie jego włosów, które rosły jak szalone. Mam wrażenie, że odkąd byliśmy razem, jego włosy rosły w zastraszającym tempie. Tak to powinno wyglądać? Na czym to polegało? Bo przecież nie używał żadnych takich wcierek, czy specjalnych kosmetyków, nawet chyba nie jadł jakoś lepiej. A wyglądał zupełnie inaczej. Lepiej. Coś mu służyło, ale nie byłem pewien, co. 
- Jak już mi o tym powiedziałeś, to nie jest niespodzianka – zauważył trafnie, uśmiechając się lekko. 
- Ale nie wiesz, kiedy to zrobię. Więc pewnego dnia wrócisz do domu i co? I postaram się, by czekały na ciebie przepyszne ciasteczka – obiecałem mu. Jak ja to zrobię, to nie wiem... ale jak tylko ogarnę sprawy z moim tatą, i z pracą, i przyniosę więcej pieniędzy, zrobię zacznę robić zapasy na zimę i je zrobię... to to ogarnę. Zwłaszcza, że na ten zimny okres w roku obiecałem mu nie pracować. Jeszcze nie wiem, jak to będzie finalnie wyglądać, zobaczymy, ale postaram się nie złamać raz danego mu słowa. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Nie przeszkadzało mi to. Mogłem go wychowywać, uczyć, opiekować się nim... no, wszystko, czego tylko potrzebował. Kochałem go. Tak szczerze, całym moim sercem, i jak tylko było to możliwe na moje już prawie szesnastoletnie doświadczenie, a ono zdecydowanie nie było bogate w miłość. Znałem zaciekawienie, znałem pożądanie, ale miłość? To było dla mnie coś tak nowego, coś tak dziwnego... i coś tak strasznie pięknego. Samolubnego. Chciałbym tej miłości tylko dla siebie. Nie chcę się dzielić jego osobą z nikim innym. 
- Myślę, że jakoś sobie z tym poradzę. Mam w tym doświadczenie – uśmiechnąłem się do niego delikatnie. Jego ogon przez cały ten czas chodził, na lewo, na prawo, pokazując mi tym samym, jak strasznie się cieszył. Jakie to było pasjonujące... chyba nigdy mi się to nie znudzi. Trochę szkoda, że na pewnym etapie swojego życia nad tym zapanuje i nie będzie tego pokazywał, nawet dla mnie. Szkoda. Nie wiem, jak to działa, ale po prostu mi się jakoś to tak podobało. 
- Nie mogę się doczekać – wymruczał, kładąc dłonie na moich biodrach. O, to mnie zaskoczyło, nie powiem, że nie. 
- Doprawdy? Wilczek nie może się doczekać, aż jego pan założy mu obrożę na szyję? - zapytałem cicho, unosząc brwi. Trochę się jeszcze wstydziłem tego, że jego babcia była tuż obok. I tak mówiłem naprawdę dziwne rzeczy, chociaż i tak troszkę dziwiłem się sam sobie, że dawałem się w to wkręcić. 
- Na to się w życiu nie zgodzę – odpowiedział, prychając cicho, a ja tylko uniosłem jedną brew. W życiu się nie zgodzi? No, to jeszcze zobaczymy. Tego chciałbym nawet spróbować, i skoro ja dałem mu się związać, i oczy zakryć, to on da mi przypiąć do swojej szyi obrożę. A do obroży szyję. Ależ by się go świetnie prowadziło. 
- Zobaczymy – uśmiechnąłem się do niego szelmowsko. Delikatnie zmrużył oczy, ewidentnie się mu to nie spodobało, ale to nic. Ja sprawię, że z tego pomysłu będzie zadowolony. 
- Ja już gotowa, dzieci – usłyszeliśmy głos jego babci, która weszła na chwilę do kuchni. - Zostawiam ci go pod opieką. Jakże się cieszę, że ma kogoś odpowiedzialnego teraz przy sobie w tym dniu. Bez ciebie bałabym się go zostawić tutaj samego. 
Wyczułem, że sobie tylko żartowała i oczywiście udała Haru. Uśmiechnąłem się delikatnie, dając jej się wkręcić w tę małą grę. 
- Proszę się nie martwić i świetnie bawić. Jest w dobrych rękach, i on, i dom – odpowiedziałem, zerkając na Haru, który dalej się ode mnie nie odsunął. Ale on był śmiały, żeby nie powiedzieć bezczelny. 
- Wiem. Do zobaczenia – mrugnęła do nas i wyszła z pomieszczenia. Już po chwili usłyszeliśmy zamykane drzwi... i byliśmy sami. Tylko on, i ja, i cisza. Po raz tak właściwie pierwszy raz, bo nawet w akademiku ktoś był za ścianą. A tu cisza, spokój, wokół drzewa, natura, i intymność. 
- To... co robimy? - spytał z uśmiechem, wsuwając dłonie pod moją, a może raczej jego bluzę. 
- Cóż, troszkę mi zimno. Może byś jakoś się tym zajął? Nie wypada, bym ja, jako gość, tutaj marzł – powiedziałem, specjalnie się nieco wywyższając. Podobała mi się ta mała gierka, którą prowadziliśmy. Te spojrzenia, żarciki, niewinny dotyk... tak, chyba mi się to podoba. 

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

|
Rozbawiony pokręciłem głową, słysząc jego słowa. Czy naprawdę byłem aż tak słodki? Sam nigdy tak o sobie nie myślałem. Jeśli jednak on tak mnie widział… nie miałem serca zaprzeczać. Jego komplementy były może proste, niewyszukane, ale właśnie to czyniło je tak szczerymi. I wystarczały mi w zupełności. Dzięki nim czułem się zauważony, doceniony, a to było dla mnie ważniejsze niż jakiekolwiek wielkie słowa.
- Takie komplementy zdecydowanie mi wystarczą - Powiedziałem z lekkim uśmiechem, spoglądając na niego ciepło. - Nie oczekuję zbyt wiele… jestem raczej skromnym człowiekiem. To znaczy… aniołem - Poprawiłem się żartobliwie. - I naprawdę miło jest usłyszeć coś takiego. Wcześniej… nikt nigdy mi tego nie mówił. - Uśmiechnąłem się łagodnie, czując przyjemne ciepło gdzieś w środku.
- A to dlatego, że jesteś po prostu zbyt skromny - Wymruczał, zbliżając się do mnie. W jego głosie pobrzmiewała czułość, której nie dało się pomylić z niczym innym. - Jesteś taki słodziutki… taki milutki. I jeszcze ten zapach… - Dodał ciszej, jakby tylko dla mnie. - Jesteś po prostu przeuroczy. - Zanim zdążyłem odpowiedzieć, złożył delikatny pocałunek na moim czole, a potem pomógł mi wejść do bali. Ciepła woda otuliła moje ciało, rozluźniając mięśnie i sprawiając, że mimowolnie westchnąłem z ulgą. - Już się aż tak nie staraj i nie chwal mnie bez końca - Mruknąłem, choć w moim głosie nie było ani odrobiny sprzeciwu. Raczej ciche zawstydzenie. - Lepiej chodź tutaj… i dołącz do mnie. - Wyciągnąłem w jego stronę dłoń, patrząc na niego z wyraźną tęsknotą.
Chciałem, żeby był blisko. Żeby nie tylko stał obok, ale żeby naprawdę był ze mną ciepły, obecny, obejmujący mnie w tej spokojnej chwili. Chciałem spędzić z nim ten czas, nie tylko dzieląc kąpiel, ale też ciszę, spojrzenia i to wszystko, czego nie trzeba było wypowiadać na głos.
Sorey, nawet nie próbując się ze mną spierać, tylko lekko skinął głową i po chwili dołączył do mnie w kąpieli. Sam ten drobny gest wystarczył, bym poczuł się szczęśliwy. Odkąd jest przy mnie, każda chwila spędzona razem nabiera dla mnie szczególnego znaczenia, nieważne gdzie, byle z nim.
Choć wciąż bywam trochę nieśmiały i czasem brakuje mi odwagi, żeby samemu podejść, poprosić go o coś albo po prostu powiedzieć, czego potrzebuję, staram się. Naprawdę się staram. I wiem, że on to widzi… że to docenia. A to znaczy dla mnie więcej niż cokolwiek innego.
Mój partner bez zbędnych słów sięgnął po gąbkę i zaczął delikatnie myć moje ciało. W jego ruchach była czułość, jakby robił to nie z obowiązku, ale dlatego, że naprawdę tego chciał. Może nawet sprawiało mu to przyjemność.
Ja natomiast, nie mając nic przeciwko, pozwoliłem sobie po prostu się rozluźnić. Zamknąłem oczy, wsłuchując się w cichy plusk wody i skupiając na jego dotyku, zawsze tak kojącym, tak bezpiecznym.
I w tamtej chwili… naprawdę nie potrzebowałem już niczego więcej i nie będę potrzebował tego akurat byłem pewien. On sam zdecydowanie mi wystarczy do szczęście.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Jego słowa mnie rozbawiły, w końcu miał rację. Moja babcia jeszcze nie zdążyła wyjść, a ja już myślałem o piciu. No cóż… jakby to ująć, ten dom był również moim domem, a więc mogłem pozwolić sobie na więcej niż przeciętny człowiek.
W naszym domu, u Wilków, zawsze istniała pewna zasada: „co moje, to twoje, a co twoje, to moje”. Dzieliliśmy się wszystkim. Nigdy nie było między nami tajemnic. Nigdy nie zdarzyło się, żeby babcia jadła coś, czego ja nie mogłem spróbować, albo piła coś, co było dla mnie zakazane. Oczywiście, alkoholu jako dziecko nie mogłem, byłem za młody, ale nigdy nie czułem takiej potrzeby. To po prostu nie było mi potrzebne.
Teraz jednak wszystko się zmieniło. Jestem już prawie pełnoletni i mogę pozwolić sobie na coś więcej, choćby symboliczny kieliszek w towarzystwie babci albo partnera, którego ona zaakceptowała z zaskakującą łatwością. Mówiłem mu przecież, że ta kobieta go polubi i nie myliłem się.
Daisuke jest cudownym mężczyzną. Daje mi szczęście, radość i poczucie spełnienia, wszystko to, czego kiedykolwiek potrzebowałem. Moim szczęściem jest właśnie on. I dopóki śmierć nie spróbuje nas rozdzielić, nie pozwolimy, by cokolwiek stanęło między nami.
Nocami, a właściwie w każdej chwili, jesteśmy nierozłączni. Czuję, że jest przy mnie szczęśliwy, tak samo jak ja przy nim. Tworzymy jedność dziwną, a jednocześnie doskonale się rozumiejącą.
Jesteśmy jak woda i ogień różni, a jednak nierozerwalnie bliscy.
-;Wiesz, jak jest… nie wychowano mnie zbyt dobrze. Wychowywała mnie babcia, która rozpieszczała mnie najlepiej, jak potrafiła. No i potem wyrasta z tego taki młody dorosły, który wszystkiego oczekuje - Odparłem z lekkim, głupkowatym uśmiechem, dobrze wiedząc, że obaj tylko żartujemy. W końcu się kochamy, a na takie przekomarzanie można sobie pozwolić tylko wtedy, gdy obie strony naprawdę tego chcą.
- Zdecydowanie będę musiał nauczyć cię lepszego zachowania - Stwierdził, uśmiechając się zadziornie.
- Nauczysz mnie? Hm… już nie mogę się doczekać - Odpowiedziałem z tym samym zaczepnym uśmiechem, merdając wesoło swoim długim ogonem.
Moja babcia, która pojawiła się w kuchni, najwyraźniej usłyszała naszą rozmowę. Uniosła jedną brew i przyjrzała mi się uważnie. Oczywiście wiedziałem, że doskonale zdaje sobie sprawę z naszego żartu, choć jej mina była rozbrajająca, wyglądała, jakby trochę się obraziła. Ale znałem ją zbyt dobrze, by się na to nabrać. Ta kobieta nie miała powodu się gniewać, nie o coś takiego. Żartowaliśmy i ona o tym wiedziała. Ja zresztą też byłem tego pewien jak niczego innego na świecie.
- Źle cię wychowałam, tak mówisz? - Zapytała, a na jej ustach błąkał się lekki uśmiech.
- Cóż… według mojego partnera mógłby wychować mnie jeszcze lepiej - Odparłem z rozbawieniem, zrzucając winę na Daisuke wiedząc, że babcia i tak nie odbierze tego poważnie.
- I bardzo dobrze. Trzeba pilnować tego młodego wilka. Jest za mało odpowiedzialny - Musisz o niego dbać, żeby nie narobił więcej głupot - Powiedziała, stając po jego stronie, choć śmiała się przy tym cicho.
- Obiecuję pani, że będę pilnował - Zapewnił, a babcia od razu uśmiechnęła się ciepło i wróciła do przygotowań do wyjścia.
- No widzisz… musisz mnie wychowywać - Rzuciłem, wyraźnie rozbawiony całą sytuacją.

<Panicznu? C;>

Od Soreya CD Mikleo

środa, 18 marca 2026

|
Skoro moja najsłodsza Owieczka chciała kąpieli, ja z wielką chęcią przygotuję jej kąpiel. Muszę tylko pamiętać, że mój piękny Miki nie lubi gorących kąpieli, więc musiałem pamiętać, że woda nie może mieć zbyt wysokiej temperatury. Ciepła, ale nie za ciepła, i dobrego olejku też muszę użyć, by ładnie pachniało. Teraz tak właściwie sobie zdałem sprawę, że nie mam pojęcia, jakie on zapachy lubi. Nigdy mi nic nie mówił na ten temat... a ja głupi nie dopytywałem. Wolał kwiatowe nuty? Owocowe? Cytrusowe? A może bardziej takie jedzeniowe słodkie, jakieś takie ciasteczka czy inne rzeczy... a może wręcz przeciwnie, był fanem jakichś takich głębokich, poważnych nut, jakichś drzewnych, skórzanych, może bursztyn, piżmo... nie, nie czułem go w tych nutach. On pachniał jak słodziutkie ciasteczko, przynajmniej dla mnie. Ale czy takie zapachy są jego ulubionymi? Będę musiał się dopytać, ale jakoś tak dyskretnie... dobra, tą dyskrecję sobie mogłem odpuścić, i tak nie umiem być w ogóle subtelny, czy dyskretny. 
Wlałem do naszej małej balii to, co miałem, jakąś magnolię, czy coś takiego. Magnolia to chyba był jakiś kwiat... tak mi się coś wydaje. I całkiem nieźle pachniało. W najbliższym czasie będę musiał zrobić jakieś zapasy tych płynów do kąpieli... ale najpierw może skupię się na tym, by załatwić tę sprawę z moim tatą. Nie mogę przecież pozwolić mu, by zrobił krzywdę mojemu chłopakowi. On w końcu nic złego nigdy nie zrobił. Wręcz przeciwnie, to najsłodszy i najukochańszy serafin na tej ziemi. Powinien się cieszyć, że mam kogoś takiego przy sobie. Na nikogo lepszego nie mogłem w końcu trafić. 
- Miki, gotowe – zawołałem po niego, prostując się. Było wszystko... no, może jeszcze brakowało tu świeczek. Co prawda, było całkiem widno, ale nawet jak jest widno to potrafią zrobić klimat. A ja jestem głupi i o tym pomyślałem za późno. Powinienem się bardziej starać. Zaskakiwać go. Pokazywać mu, że kocham go nad życie i jeszcze troszkę bardziej, no bo właśnie taka była prawda. Gdybym był tylko trochę lepszy, sprytniejszy, mądrzejszy, łatwiej by mi było pokazywać te wszystkie emocje. Chciałbym, żeby był świadom, jak bardzo jestem mu wdzięczny za.... no cóż, tak właściwie, to wszystko. Gdyby nie on, nie wiem, co ja bym zrobił ze swoim życiem. Pewnie dalej bym był w akademii i zastanawiał się, czemu nie potrafię robić tych wszystkich rzeczy, jakie to anioły powinny w moim wieku umieć. Dalej nie wiem, gdzie zmierza moje życie, ale wystarczy mi, że Mikleo jest obok, i ja jestem szczęśliwy. I wtedy się nie przejmuję. Wtedy wiem, że wszystko na pewno się nam uda...
- Pięknie pachnie – przyznał, wchodząc do środka, mając narzuconą na swoje smukłe ciało moją koszulę. Mój panie... on wyglądał tak cudownie. On miał ciało jak... sam nie wiem, do czego można je porównać. Nie jestem w końcu poetą. Jak łabędź? A może bardziej jak łania...? W sumie, łanie są właśnie takie smukłe, i wdzięczne, i mają duże oczy, zupełnie właśnie jak Mikleo. Ale Mikleo i łania... jak serafin wody ma być podobny do łani? Mój Miki był naprawdę dziwny. Piękny. I mój, calutki mój. 
- A ty cudnie wyglądasz – powiedziałem bez ogródek. - Szkoda, że jestem taki głupi. Chciałbym umieć robić ci naprawdę wspaniałe i kwieciste komplementy. A tymczasem najlepsze, co mogę powiedzieć... to nie wiem, to może to, że przypominasz mi łanię. I jak to powiedziałem na głos, brzmi to tragicznie. Wiesz, co, nie zwracaj na mnie uwagi, ja po prostu głupi jestem... może po prostu się skupmy na kąpieli – zaproponowałem, starając się ukryć zażenowanie. Przecież im bardziej ja się staram, tym prędzej go stracę, za głupi dla niego jestem.

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Można to było interpretować na dwa sposoby. W ten pozytywny dla nich, że nie są tak dziwni, albo w ten negatywny dla mnie, czyli że to ja dziwaczeję. Albo jedno i drugie naraz, taki dziki duet. Nie odbiegałem daleko od prawdy, w moim świecie takie wychowywanie dziecka, pozwalanie mu na taką swobodę jest dziwne. Pewnie gdyby nie to, że jestem już głową rodziny, nie miałbym pełni swobody po osiągnięciu pełnoletności. To, że ktoś jest pełnoletni nie znaczy, że jest dorosły. Ma prawo nie wiedzieć, czego chce, ma prawo popełniać błędy, ma prawo być jeszcze trochę dziecinny, niepewny i niewszystkowiedzący. A przynajmniej takie prawo ma przeciętny nastolatek. Ja nie mam. Ja muszę już dorastać, stanąć na wysokości zadania, jakie postawił przede mną świat... ale to nic. Przywykłem do tej presji, nauczyłem się z nią żyć. I miałem szczerze nadzieję, że on jej nie odczuwa. Ma wsparcie w swojej babci, i powinien z tego korzystać. To jest luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić. 
- Może... albo to ja staję się takim samym dziwakiem – wzruszyłem ramionami, a na moich ustach zabłąkał się nieśmiały uśmiech. 
- Nie obraź się, ale zawsze byłeś trochę dziwakiem – powiedział lekko. - Ta nonszalancja na twarzy, wiecznie zirytowane spojrzenie, no i te rękawiczki, jakbyś się brzydził świata. Nie zrobiłeś dobrego pierwszego wrażenia. 
- Też byś był wiecznie zirytowany, jakbyś czuł świat w ten sposób, co ja – powiedziałem, nie mając mu tego za złe. Byłem świadom tego, jaką buduję wokół siebie aurę, i zamierzałem to utrzymywać. W ten sposób mniej osób mną się zainteresuje, a skoro się mniej osób mną interesuje, mniej muszę rozmawiać i wchodzić w interakcje. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kogo taka niedostępność kręci. Taką cierpliwość, jeśli osoba mi się spodobała, byłem w stanie nagrodzić. Ale teraz mam jego, i nikt inny mnie nie interesuje i nie zainteresuje. 
- Coś o tym wiem, bo też to czuję, przynajmniej nosem. Każda emocja ma swój zapach, zapach każdego jest inny, więc niezły bukiet się może wytworzyć – wzruszył delikatnie ramionami. - Widzisz, ile mamy ze sobą wspólnego? Pasujesz tu idealnie. 
- Miło jest w końcu gdzieś pasować – stwierdziłem krotko. Miło jest zostać zaakceptowanym takim dziwnym, jakim się jest. 
- Cała przyjemność po naszej stronie – odpowiedział, chwytając moją dłoń i składając na moim policzku delikatny pocałunek. - Tak właściwie... może napijemy się dzisiaj czegoś? - uśmiechnął się sugestywnie, co wywołało u mnie rozbawienie. 
- Twoja babcia jeszcze domu nie opuściła, a ty już chcesz przeprowadzić atak na jej zapasy? Przydałoby ci się trochę wychowania, wilczku – powiedziałem zaczepnie, wyciągając rękę, by podrapać go za uchem. 

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 16 marca 2026

|
Od razu cicho się zaśmiałem, gdy jego słowa w końcu do mnie dotarły. Był w tym momencie taki uroczy i trochę zagubiony, a jednocześnie wciąż pozostawał kimś o wiele bardziej doświadczonym ode mnie. Mimo że to ja byłem starszy, miałem wrażenie, że to on widział więcej, przeżył więcej i rozumiał znacznie więcej rzeczy niż ja kiedykolwiek zdążyłem.
W gruncie rzeczy wiele z tego, kim teraz byłem, zawdzięczałem właśnie jemu. To dzięki niemu nauczyłem się wielu rzeczy, o świecie, o ludziach, a może nawet trochę o samym sobie. I chyba nigdy nie powiedziałem mu wystarczająco wyraźnie, jak bardzo byłem mu za to wdzięczny.
- Spokojnie, mój drogi - Powiedziałem w końcu łagodnie, wciąż z lekkim uśmiechem. - Nie mam w głowie żadnych dziwnych czy nieprzyzwoitych myśli. Nie jestem taki jak twoi poprzedni partnerzy. - W głębi duszy jednak odczuwałem pewną cichą satysfakcję z tego, że to właśnie ja pojawiałem się w jego snach. Było w tym coś dziwnie przyjemnego świadomość, że gdzieś w jego podświadomości to ja zajmuję miejsce, które mógłby zajmować ktoś inny.
Ale tak naprawdę wiedziałem też, że gdyby kiedyś śnił o kimś innym, nie miałbym prawa się na niego złościć. Nie byłem przecież dzieckiem… choć zapewne dla wielu osób jeszcze długo nim pozostanę.


— Ty naprawdę jesteś kochany. Bardzo kochany… chyba nawet zbyt kochany. Gdyby nie ty i twoje dobre serce, moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej — stwierdził cicho.

Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, pochylił się i pocałował mnie w policzek, a potem przytulił do siebie mocniej, niż się spodziewałem. Przez chwilę pozwoliłem mu na to, jednak jego uścisk szybko stał się trochę zbyt silny. Przyznam, że ciało wciąż mnie bolało i nie było to już tak przyjemne, jak powinno.
- Sorey… trochę za mocno - Poprosiłem cicho.
Niemal natychmiast poczułem, jak jego ramiona się rozluźniają.
- Wybacz. Po prostu nie potrafię ukryć radości - Wyszeptał, po czym delikatnie pocałował mnie w czoło.
Uśmiechnąłem się pod nosem i przeciągnąłem lekko, próbując rozluźnić napięte mięśnie.
- Nie musisz jej ukrywać - Odpowiedziałem spokojnie. - Ale nie musisz też mnie dusić. - Zaśmiałem się cicho, a potem spojrzałem na niego z łagodnym uśmiechem. - Przygotujesz nam kąpiel? - Zapytałem, unosząc lekko brwi i posyłając mu jeden z tych uśmiechów, którym rzadko potrafił się oprzeć i obaj dobrze to wiemy.
Sorey uśmiechnął się do mnie i delikatnie skinął głową.
Oczywiście, że przygotuje kąpiel, w końcu to ja go o to poprosiłem. A on zawsze lubił spełniać moje prośby. Zresztą działało to w obie strony, bo ja również lubiłem robić dla niego różne rzeczy, zwłaszcza kiedy widziałem, jak bardzo go to uszczęśliwia.
To zresztą ja zaproponowałem wspólną kąpiel. Sam byłem tym trochę zaskoczony, bo zazwyczaj byłem dość wstydliwy i rzadko wysuwałem takie propozycje. Tym razem jednak było inaczej.
Czułem, że właśnie tego potrzebuję, jego bliskości, spokoju i chwili tylko dla nas. Wspólna kąpiel wydawała się idealnym sposobem, żeby na moment odciąć się od wszystkiego i po prostu pobyć razem, bez pośpiechu, bez zbędnych słów.
Chciałem tylko tej ciepłej wody, ciszy i jego obecności obok mnie.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
~ Ciekawy sposób na wychowywanie mnie? - Pomyślałem. Mój partner chyba zapomniał, że nie jestem już dzieckiem. Mam siedemnaście lat, a za kilka miesięcy skończę osiemnaście. To chyba całkiem logiczne, że moja babcia nie pilnuje mnie już na każdym kroku ani nie mówi mi, co wolno, a czego nie. Tym bardziej nie wtrąca się w to, z kim się spotykam i jakie decyzje podejmuję w swoim życiu.
W końcu byłem wystarczająco dorosły, żeby samodzielnie decydować o wielu sprawach. Nie robiłem nic złego, niczego, co wymagałoby czyjejś kontroli. Dlatego naprawdę nie rozumiałem, co tak bardzo go zaskakiwało.
- Skarbie, mam siedemnaście lat… właściwie za chwilę osiemnaście - Powiedziałem spokojnie. - To chyba normalne, że babcia nie pilnuje mnie już jak małego dziecka. Nie stoi nade mną i nie mówi mi, co mam robić ani czego mi nie wolno. Czasy, kiedy musiała mnie kontrolować, dawno minęły. Teraz po prostu żyję po swojemu i nie robię nic złego. - Uśmiechnąłem się lekko w jego stronę, po czym wróciłem wzrokiem do zlewu. Ciepła woda spływała po talerzach, zmywając resztki śniadania, które wcześniej przygotowałem. Skupiłem się na prostym rytmie mycia naczyń, choć kątem oka wciąż obserwowałem jego reakcję, zastanawiając się, co tak naprawdę chodziło mu po głowie.
- Oczywiście, rozumiem to. W końcu jesteś już prawie dorosły - Powiedział cicho. - Ale mimo wszystko… trudno mi sobie wyobrazić, żeby moja babcia zgodziła się na coś takiego. Wiesz, nadal jesteśmy młodzi. A poza tym… jesteśmy mężczyznami. - Na chwilę zamilkł, jakby sam próbował poukładać myśli. - Twoja babcia naprawdę nie ma nic przeciwko temu, żebyśmy… żebyśmy razem spali? - Zapytał w końcu ostrożnie.
Wyraźnie nie potrafił zrozumieć jej podejścia. W jego głosie było więcej zdziwienia niż osądu. Dla niego to wciąż było coś trudnego do przyjęcia, choć w rzeczywistości nie było w tym nic złego. Przecież nikogo nie krzywdziliśmy. Byliśmy razem, bo tego chcieliśmy.
Westchnąłem lekko i oparłem dłonie o blat kuchenny, odwracając się w jego stronę.
- Moja babcia to nie twoja babcia - Odpowiedziałem spokojnie. - I dobrze o tym wiesz. Ona jest naprawdę dobrą, ciepłą kobietą. Nigdy nie powiedziałaby ani nie zrobiła niczego, co miałoby mnie zranić. - Zatrzymałem na nim wzrok, mówiąc już trochę ciszej. - Po prostu chce, żebym był szczęśliwy. Wie, że dorastam, że mam swoje potrzeby i uczucia. I rozumie też jedno, że cię kocham. - Na moment się uśmiechnąłem. - Dla niej nie ma znaczenia, czy jesteś mężczyzną, czy kimkolwiek innym. Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem i że nic złego się nie dzieje. Chce tylko, żebym był szczęśliwy. - Wyjaśniłem, kładąc talerze na suszarce.
Mój partner westchnął cicho i usiadł na blacie kuchennym. Przez chwilę przyglądał mi się uważnie, jakby próbował jeszcze raz przemyśleć wszystko, co przed chwilą usłyszał.
- Jesteście naprawdę dziwną rodziną - Stwierdził w końcu, kręcąc głową z lekkim rozbawieniem.
W jego głosie nie było jednak złośliwości, raczej szczere zdziwienie pomieszane z uśmiechem.
Spojrzałem na niego znad zlewu, ocierając dłonie o ściereczkę.
- Cóż… - Odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. - Do takiej właśnie rodziny chciałeś dołączyć. - Uniosłem brew, patrząc na niego zaczepnie. - Więc chyba nie jest aż tak źle, skoro nadal tu jesteś. - Dodałem szczerząc się jak głupi do sera.

<Panicznu? C:> 

Od Soreya CD Mikleo

środa, 11 marca 2026

|
 Widziałem, jak mój słodki Miki już zaczynał zasypiać, dlatego go nie dopytywałem już o nic. Po prosty przysunąłem go bliżej siebie, szczelniej opatuliłem skrzydłami i zamknąłem oczy. Nie miało teraz sensu go wypytać, a w sumie te nie wiem, czy tak bardzo bym chciał wiedzieć, co takiego czasem gadam. Moje sny potrafią być naprawdę dziwne, więc zdania wyrwane z kontekstu, które to gadam, są na pewno dziwne. Najważniejsze, że nie uważa, że go obrażam, bo takie sytuacje też miałem. 
- Dobranoc, Owieczko – powiedziałem cicho do niego, także przymykając oczy. Teraz nie miało sensu zabieranie się za sprzątanie, czy cokolwiek innego. Obudzę się, to wtedy się zabiorę za sprzątanie, i kąpiel i wszystko, co tylko trzeba będzie zrobić. 
Mikleo mi nie odpowiedział, a więc to oznaczało jedno, już zasnął, moje zmęczone maleństwo. Wsunąłem nos w jego włosy, i całkowicie odciąłem się od wszelkich bodźców. 
Obudziłem się... sam nawet nie wiem, może jakieś dwie, trzy godziny później? Podniosłem swoje powieki i pierwsze, co zauważyłem, to rozbawioną twarz mojej Owieczki. Mikleo zdecydowanie nie spał. I to nie spał od dłuższego czasu, tego też byłem pewien. A skoro nie spał od dłuższego czasu, i się we mnie wpatrywał, i był rozbawiony... nie spodobała mi się konkluzja, do której doszedłem. 
- Znów coś gadałem? - spytałem zawstydzony czując, jak moje policzki zaczynają pąsowieć. Już sama myśl, że coś głupiego powiedziałem sprawiała, że czułem się głupio. 
- Może... ale nie martw się, to nie było nic złego – odpowiedział, gładząc mój policzek. - Musiałeś mieć bardzo interesujący sen. 
- Tak? Nie wiem, nie pamiętam nic – powiedziałem cicho, dalej zawstydzony. - Może powinienem sobie zaklejać usta na noc? Wtedy będziesz mógł normalnie wypocząć. 
- Ale po co? Przecież wypoczywam. Naprawdę mi to nie przeszkadza, wypoczywam całkiem nieźle. Naprawdę mi to nie przeszkadza, wiesz? Właściwie, to bardzo ciekawe, i urocze – odpowiedział, uśmiechając się szeroko. - Nie musisz się tego wstydzić. Nic złego nie robisz. 
- A jak kiedyś coś złego powiem? I cię skrzywdzę, bo pomyślisz, że cię obrażam, a śni mi się jakaś głupia głupota? - zapytałem, odrobinkę się tego obawiając. Nie kontroluję w końcu tego, co mi się śni. Znaczy się, niektórzy to potrafią, ale mi się nigdy nie udało, i najpewniej nigdy mi się nie uda. 
- Przede wszystkim wiem, że może ci się śnić jakaś głupia głupota. I na pewno się nie obrażę, nigdy nie musisz się tym przejmować ani się wstydzisz. Chyba, że zaczniesz gadać imię jakiegoś faceta, wtedy mogę się obrazić – powiedział, a ja się lekko zmieszałem. Boże, przecież to się może wydarzyć... ale nie dlatego, że myślę o kimś innym i że kogoś innego chcę, w życiu, ale przecież może się jakiś chłopak pojawić w moich snach. - No już, żartuję tylko, nie spinaj się tak. 
- Ty żartujesz, ale moi poprzedni partnerzy mieli do mnie o to problem, bo przez sen mówiłem twoje imię. Znaczy, chyba żadnych dziwnych czy dwuznacznych snów. Po prostu za tobą tęskniłem i... rany, po co ja w ogóle o tym mówię – wymamrotałem czując, że język mi się plącze. Jeszcze pomyśli, że miałem o nim jakieś dziwne sny, kiedy byliśmy tylko przyjaciółmi, i będzie mnie miał za dziwaka, i niewyżyty, i jeszcze mnie zostawi. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Jego babcia była naprawdę przedziwną osobą. Pozwalała mu pić jawnie wino, mało tego, robiła to z nim, i jeszcze teraz chce nas zostawić samych, kiedy wie, że jego wnuk jest bardzo pobudzony, delikatnie to ujmując. I jestem tu z nim ja. Przecież to oczywiste, że nie będziemy grzeczni. A jednak... przyzwala na to wszystko. Która normalna babcia, matka, ojciec... kto normalny z opiekunów tak robił? Nie wyobrażam sobie, by moja babcia przyzwalała mi na podobne rzeczy. Zostałbym chyba zamknięty w pokoju o chlebie i wodzie, bym przemyślał swoje zachowanie bardzo dobrze i by takie głupoty mi z głowy wypadły. O ile dostałbym chleb i wodę. Wierzę, że ona byłaby do tego zdolna. Zleciła moje porwanie, obwiniała, że dałem się złapać... co jeszcze mogłaby zrobić, bym to ja czuł się winny tego, że żyję?
- Dziękuję – powiedziałem z delikatnym uśmiechem, stawiając jeden z kubków przed jego babcią, a drugi obok miejsca, na którym ja miałem usiąść. - Przygotować ci kawę? 
- Nie trzeba, nie mam ochoty, za to jestem strasznie głodny – odpowiedział, uśmiechając się do mnie ładnie, a jego uszka tak uroczo się mu poruszyły. Jakże mi się one podobały... chyba nigdy mi się to nie znudzi. 
- Skoro tak chcesz – powiedziałem, zajmując swoje miejsce. - Smacznego – dodałem grzecznie, zabierając się za jedzenie. 
Bardzo rzadko jadłem śniadanie na słodko. Tak właściwie, to w ogóle ich nie jadałem w domu. Słodkie czyli niezdrowe, taką zasadę wyznaje moja babka, i przez to nasz kucharz także musi uważać na to, co przygotowuje. Bardzo, bardzo rzadko zdarza się, że babka gdzieś wyjeżdża i na jakiś czas zostaję sam w rezydencji, i wtedy kucharz stara się coś przemycać słodkiego specjalnie dla mnie. Mam naprawdę kochanego kucharza. 
I jeszcze bardziej kochanego chłopaka. Jak tylko Haru zauważył, że bardzo ciągnie mnie do słodkiego, tak często starał się pilnować, by coś słodkiego mi przygotować. A tu muffinki, a tu jakieś ciasto, a to koktajl, gorąca czekolada, czy też pełne dania. Dopiero przy nim dowiedziałem się, co to naprawdę znaczy posiłek na słodko. I odrobinkę mnie to martwi, bo moja waga staje się coraz to większa, ale jemu to przecież nie przeszkadza. Nie wiem, jakim cudem on uważa, że jestem za chudy. Powiedziałbym, że w tę drugą stronę, no ale ja jestem przecież zbyt surowy względem siebie. 
- Bardzo dobre – pochwaliłem go, zerkając na jego talerz. Ja dopiero co zacząłem, a on... cóż, już kończył. Zajęło mu to chwilę, by pochłonąć swoją porcję. Chyba powinienem zaproponować mu inne śniadanie. Jakieś bardziej... mięsne. Jakąś szynkę na kanapki... albo tatar. Tatar też mógłby być dla niego dobry. Ale głupi ja o tym nie wiedziałem. 
- Cieszy mnie to, starałem się dla ciebie – odpowiedział, uśmiechając się szeroko. Zaraz też wstał od stołu, by zacząć sprzątać. Muszę się trochę pospieszyć, jeżeli chcę mu dotrzymać kroku. 
- Ja też dziękuję. Pójdę się przygotować do wyjścia – powiedziała jego babcia, odstawiając talerz do zlewu i wyszła z kuchni, zostawiając nas samych. Tym razem nie próbowała sprzątać po posiłku. Może też dlatego, że nie widziała w tym sensu, Haru już był w swoim świecie i miał swoje tempo. 
- Trochę się nie spodziewałem tego, że będziemy mieć szansę pobyć dzisiaj sami – powiedziałem cicho, podając mu pusty talerz. - Twoja babcia ma bardzo ciekawy sposób na wychowywanie. Moja w życiu by tak nie postąpiła.

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

wtorek, 10 marca 2026

|
Rozbawiony jego słowami położyłem dłonie na jego głowie i zacząłem delikatnie głaskać go po włosach.
- Twoje sekrety są u mnie bezpieczne. Nie musisz się bać. Nikt nigdy nie dowie się, co tak naprawdę mówisz i robisz, gdy zapada noc - Wyszeptałem cicho, przesuwając palcami po jego miękkich włosach.
Nie chciałem mówić mu wszystkiego, co zdarzyło mi się usłyszeć. Prawda była taka, że nigdy nie powiedział przez sen niczego złego. Nigdy też nie zrobił nic, co mogłoby mnie zranić albo sprawić, że poczułbym się urażony. Zawsze był po prostu… sobą. Kochany, szczery i trochę rozgadany, nawet wtedy, gdy spał.
Czasami mam wrażenie, że mógłby prowadzić rozmowy przez pół nocy, nie budząc się ani na chwilę. A mimo to uwielbiałem te jego drobne wybryki. Był dla mnie najcudowniejszym człowiekiem/ aniołem na świecie, trochę chaotycznym, trochę zabawnym, a jednocześnie tak dobrym, że momentami wydawał się wręcz anielski. I właśnie za to kochałem go najbardziej.
- Cudownie wiedzieć, że moje sekrety są bezpieczne - Stwierdził po chwili, lekko się nadąsając. Napuszył policzki i rzucił mi spojrzenie, które chyba miało mnie przestraszyć… a może zawstydzić.
Szczerze mówiąc, nie zawsze rozumiałem jego spojrzenia ani słowa, które czasem do mnie kierował. Bywał zagadkowy, pełen drobnych gestów i min, których znaczenie pozostawało dla mnie tajemnicą. Ale to wcale mi nie przeszkadzało.
Bo nawet jeśli nie rozumiałem wszystkiego, kochałem go takim, jaki był. Z każdą jego wadą, z każdą dziwną miną i każdym szeptem wypowiedzianym przez sen.
- Ale mimo wszystko bardzo chciałbym wiedzieć, co tak naprawdę słyszysz, kiedy śpię. Z drugiej strony wolałbym wcale nie mówić przez sen… Wiem, że potrafię wtedy kogoś obudzić. W akademiku nieraz miałem przez to problemy, bo gadam za głośno - Westchnął cicho. - Nie chcę, żebyś przez to ciągle chodził poddenerwowany tylko dlatego, że coś mruczę przez sen. - Najwyraźniej naprawdę bardzo się tym przejmował. W jego głosie było słychać zakłopotanie, a może nawet wstyd. Zastanawiałem się, dlaczego aż tak bardzo go to martwi. Przecież nigdy nie powiedział nic złego. Nigdy nie zrobił nic, co mogłoby mnie zdenerwować albo zranić.
Dla mnie było to raczej… urocze.
- Skarbie, nie przejmuj się, mi naprawdę w żadnym wypadku to nie przeszkadza i przeskalać nie zacznie - Powiedziałem łagodnie, muskając palcami jego policzek. - Nie powiedziałeś niczego, czego już bym o tobie nie wiedział. - Uśmiechnąłem się lekko, przypominając sobie niektóre z jego nocnych opowieści. - Co prawda czasem potrafisz mnie zaskoczyć. Ostatnio na przykład bardzo przejmowałeś się jakąś wiewiórką… a innym razem mówiłeś coś o psach biegających wokół ciebie. - Zaśmiałem się cicho pod nosem. - Ale wiesz co? To na swój sposób bardzo słodkie i zupełnie niecodzienne. Zresztą… dokładnie tak samo jak ty. Jesteś słodki i niecodzienny. Mój wyjątkowy anioł. - Nachyliłem się do niego i delikatnie pocałowałem jego miękkie usta, zatrzymując się przy nim na krótką chwilę, jakbym chciał tym gestem rozwiać wszystkie jego obawy.
Sorey westchnął ciężko, ale mimo to przytulił mnie jeszcze mocniej do siebie, jakby jego ciało i te wielkie skrzydła mogły ochronić mnie przed całym światem. W rzeczywistości przecież nic złego się nie działo, a jednak w tym uścisku było coś uspokajającego coś, co sprawiało, że wszystkie troski wydawały się nagle dużo mniejsze.
Czułem, jak powoli ogarnia mnie zmęczenie. Dzisiejszy dzień był długi i męczący, a po wszystkim, co się wydarzyło, moje ciało domagało się wreszcie odpoczynku. Przeciągnąłem się lekko i przymknąłem oczy, pozwalając sobie na chwilę ciszy w jego ramionach.
- Może… jeśli sobie zasłużysz, kiedyś ci opowiem - Szepnąłem cicho z nutą rozbawienia.
Powoli zamknąłem oczy, czując przyjemne ciepło jego bliskości. Myśli zaczęły się rozmywać, a sen z każdą chwilą przyciągał mnie coraz mocniej.
Otulony jego skrzydłami i spokojnym oddechem tuż przy moim uchu, odpłynąłem w końcu do krainy snów.

<Pasterzyku? C:>  

Od Haru CD Daisuke

|
  W gruncie rzeczy wcale mnie to nie zaskoczyło. Moja babcia bardzo często wychodziła z domu podczas pełni. Doskonale wiedziała, jaki jestem i jakie potrafią być młode wilki, kiedy księżyc wisi wysoko na niebie. Wiedziała też, czego wtedy potrzebujemy. Sama przecież kiedyś była w moim wieku i przechodziła przez to samo. Również potrzebowała wtedy odrobiny przestrzeni, ciszy i zwykłego zrozumienia.
Dlatego jej zachowanie w ogóle mnie nie zdziwiło. Wręcz przeciwnie, cieszyłem się, że jest aż tak wyrozumiała. Nie każdy rodzic czy opiekun potrafiłby podejść do tego w taki sposób. Wielu reagowałoby strachem albo próbą kontrolowania czegoś, czego i tak nie da się powstrzymać. Babcia jednak zawsze rozumiała więcej, niż mówiła na głos.
- Oczywiście. Myślę, że damy sobie radę - Powiedziałem z lekkim uśmiechem. - Zarówno z obiadem, jak i z tym, żeby przy okazji nie zdemolować domu. - Starałem się zabrzmieć żartobliwie, choć w gruncie rzeczy było w tym sporo prawdy. Podczas pełni różne rzeczy potrafiły pójść nie tak. Emocje były silniejsze, zmysły wyostrzone, a cierpliwość zdecydowanie krótsza niż zwykle. - A dla ciebie też coś zostawimy - Dodałem po chwili.
Uśmiechnąłem się łagodnie do kobiety. Znałem ją wystarczająco dobrze, żeby czytać między jej słowami i rozumieć znacznie więcej, niż wypowiadała na głos. W jej spojrzeniu była ta znajoma mieszanka troski i spokoju, jakby wiedziała, że tej nocy i tak wszystko potoczy się tak, jak powinno. I że jedyne, co naprawdę może zrobić, to dać nam trochę przestrzeni i zaufać, że poradzimy sobie sami.
- Nie musicie mi nic zostawiać, poradzę sobie. Zaraz będę się zbierała, a wy… proszę, zachowujcie się. Chciałabym mieć do czego wrócić - Odparła rozbawiona, poprawiając się wygodniej na krześle i czekając cierpliwie na herbatę.
W jej głosie brzmiało więcej żartu niż prawdziwego upomnienia, ale wszyscy doskonale wiedzieliśmy, że mówi to tylko w połowie dla śmiechu.
- Nic się nie stanie - Zapewniłem spokojnie.
Skupiłem się z powrotem na przygotowywaniu śniadania, starając się nie przypalić tostów. W tym czasie Daisuke stał przy blacie i nalewał właśnie herbatę do dwóch kubków, jednego dla siebie, drugiego dla babci. Para unosiła się leniwie znad gorącego naparu, wypełniając kuchnię znajomym, kojącym zapachem.
Przez chwilę w pomieszczeniu panował spokojny, domowy nastrój, jakby nadchodząca pełnia była jeszcze bardzo daleko, a nie tuż za progiem.
Poruszając lekko ogonem, krzątałem się przy blacie, przygotowując śniadanie. Zgodnie z życzeniem Daisuke zrobiłem dla nas tosty z owocami. Pokroiłem je szybko, ułożyłem na ciepłym pieczywie i doprawiłem odrobiną miodu, żeby wszystko smakowało jeszcze lepiej.
Na szczęście szło mi to sprawnie. Dzięki temu przygotowanie śniadania zajęło tylko chwilę i ani oni nie musieli długo czekać, ani ja nie straciłem zbyt wiele czasu.
Po chwili postawiłem talerze na stole.
- Proszę bardzo. I życzę smacznego - Powiedziałem z lekkim uśmiechem.
Zająłem swoje miejsce na krześle, przysuwając się bliżej stołu i w końcu mogłem na moment odetchnąć, zanim zaczniemy jeść.

<Paniczu? C:> 

Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 8 marca 2026

|
 Może nie byłem ekspertem, jak chodzi o kobiece głosy. Nawet z ciekawości nigdy nie chciałem z kobietami spróbować. Nigdy mnie one nie interesowały. Od razu wiedziałem, że swoją przyszłość chciałbym budować tylko z innym mężczyzną, jeśli miałbym zaznać chociaż odrobinkę szczęścia. Niektórzy to ponoć okrywają, a ja od samego początku wiedziałem, że jestem inny, jak chodzi i o moją rasę i orientację. Coś było ze mną nie tak, no i moje przeczucie mnie nie myliło. 
- Czy ja wiem? Mnie podoba się tylko twój głos. Mógłbym go słuchać cały czas, a ty używasz go tak mało, czy to przy seksie, czy tak na co dzień. Mówię tylko ja, zagłuszam cię, przez sen gadam... że ty masz dla mnie cierpliwość, to ja w szoku jestem – przyznałem cicho, poprawiając jego kosmyki opadające na czoło. Mój słodziaczek. Widziałem, jak moje słowa go peszyły, czego nie rozumiałem. Nie umiał przyjmować komplementów, a przecież był najpiękniejszą istotką na świecie. Każdy ślepy był w stanie to stwierdzić. 
- Twój głos też jest ładny. Wypełnia ciszę, która to towarzyszyła mi praktycznie całe życie – powiedział, nieśmiało unosząc wzrok. Był padnięty. Chwila, i mi tu zaśnie. A ja przytulę go, ukryję w swoich ramionach, wsunę nos w jego pachnące kosmyki i także mu w tej czynności potowarzyszę. To całe sprzątanie ogarnę, jak wstanę. Albo już jutro...? Wszystko zależeć będzie od tego, kiedy się obudzimy. Bo jak się przebudzę w środku nocy, to jaki ma to sens? 
- Mój głos to jest tak dobitny, że wszystko wypełni – odpowiedziałem spokojnie, łagodnie, nie chcąc go przypadkiem wybudzić. Tak to już jest z moim głosem, muszę się pilnować... a później będę i tak coś tam mamrotał przez sen i tak. Muszę w końcu jakoś to ogarnąć, o ile się da. Nie chcę go wybudzać, bo śnią mi się jakieś dziwne sny. - Zwłaszcza w nocy. 
- Czasem lubię sobie ciebie posłuchać w nocy, wiesz? Ciekawych rzeczy się można dowiedzieć. Zabawnych też. Raz miałem okazję posłuchać twojego oburzenia na wiewiórki, które to ukradły ci jedzenie. To było interesujące – powiedział cicho a kąciki jest ust uniosły się w delikatnym, nieśmiałym uśmiechem. 
- Co to za ciekawe rzeczy? - zapytałem, marszcząc brwi. Co ja mogłem mówić przez sen? Zdradzałem mu swoje plany? Pomysły na randkę? A może obawy? Musiałem wiedzieć więcej. 
A Mikleo co? Uśmiechnął się tylko tajemniczo, a następnie zamknął oczy i przysunął się bliżej, chowając twarz w mojej klatce piersiowej. Opatuliłem go ramionami, i nie tylko, wysunąłem swoje skrzydła i nimi też odgrodziłem go od całego świata, by nic mu się stało. Bardziej niż do latania lubiłem je wykorzystywać do chronienia go. To było takie... naturalne. Jakby do tego zostały stworzone. 
- Okrutny jesteś. Ja tu ci zdradzam moje najskrytsze sekrety przez sen, a ty  mi o tym nie mówisz – bąknąłem cicho, gładząc delikatnie jego plecy. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Nie spieszyłem się. Wybrałem odpowiednie ubranie, bardziej postawiłem na to, by było mi ciepło; wybrałem spodnie doskonale przylegające do mojego ciała, i do tego ukradłem jedną z jego bluz, czerwoną z żółtą gwiazdką na środku. Początkowo miałem założyć coś ze swojej torby, ale jakoś tak jego bluza wisząca na krześle rzuciła mi się w oczy i jakiś taki diabeł mnie pokusił, by ją założyć. Była może z raz założona, pachniała jeszcze tą charakterystyczną nutą świeżego prania, i do tego jeszcze zapach ciała mojego chłopaka. Może na święta kupię mu perfumy? Coś, co podkręci jego naturalny zapach? Coś, co będzie dla mnie bardziej trwałe, wyczuwalne... ale też nie mogę przesadzić. Jego nos by mi tego nie wybaczył. Trudny przypadek mi się trafił, ale na pewno mu sprostam. 
Zadowolony poprawiłem swoje włosy, czesząc je tak, jak lubił, czyli z grzywką opadającą mi na czoło, później szybka, poranna toaleta i mogłem iść do mojego chłopaka. Przyjemny zapach unosił się w powietrzu, a to oznaczało jedno, już zabrał się za przygotowywanie śniadania. Też powinienem się pospieszyć, przygotować kawę, rozłożyć talerze. Niewiele, bo niewiele potrafiłem, ale chociaż tyle. 
- Dzień dobry – przywitałem się grzecznie, kiedy wszedłem do kuchni. Nie był tam tylko Haru, ale i jego babcia. Od razu zauważyłem, że starsza kobieta wyglądała jak zawsze pomimo pełni, a jednak nie byłem bardzo zaskoczony. Biło od niej doświadczenie. Jest doskonale świadoma swoich emocji, potrzeb, siły, a coś tak czułem, że to właśnie one mają wielki wpływ na to, czy wilcze cechy się uwidocznią, czy też nie. Widzę to po Haru. Czasem pomagam mu rozplątać kłębiące się w nim emocje, i na chwilę jego spojrzenie staje się miękkie, bardziej ludzkie niż wilcze. 
- Dzień dobry – odpowiedziała kobieta. Zauważyłem także, że Haru na dźwięk mojego głosu od razu zaczął merdać ogonem. Ależ to było słodkie, i kochane. Uwielbiam tę jego wersję. - Masz na sobie ciekawą bluzę. 
- Prawda? Jakoś tak mi się rzuciła w oczy – powiedziałem z łagodnym uśmiechem. I sądząc po spojrzeniu, Haru był zachwycony moim pomysłem. Chociaż, on był też zachwycony z powodu tego, że tylko się rozciągałem. - Przygotować pani kawę?
- Z chęcią, chłopcze, z chęcią. 
- Skup się na tostach, bo przypalisz – rzuciłem w stronę Haru, sprzedając mu lekkiego pstryczka w nos, kiedy tylko byłem wystarczająco blisko niego. To go trochę obudziło, od razu się skupił na patelni.
- Poradzicie sobie z obiadem sami? - spytała nagle jego babcia, co dosyć mnie mocno zaskoczyło. Kobieta lubiła działać w kuchni, i chce oddać Haru pałeczkę? Nie znam jej długo, ale wiem, że to do niej niepodobne. 
- Tak, bez problemu. A co, coś się stało? - spytał mój chłopak, na chwilę odwracając się w jej stronę. 
- Jak jeszcze nie wiedziałam, że przyjedziecie, umówiłam się na ten dzień z przyjaciółką. No wiesz, z Adrianną. A nie lubię odwoływać spotkań. Mam nadzieję, że wybaczycie mi te kilka godzin nieobecności – wyjaśniła, a mi coś tu się nie zgadzało. Wychodzi na kilka godzin z domu podczas pełni? Zostawia nas samych? Tak po prostu? Kiedy wie, jak ta pełnia u młodego wilkołaka wygląda? Jak dla mnie to nie jest przypadek, a misterna intryga, ale nie wiem, co na to Haru, on ją zdecydowanie lepiej zna, może faktycznie zwykłe zrządzenie losu, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. 

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

sobota, 7 marca 2026

|
 Przyznam, że trochę mnie tym rozbawił. Przecież dałem się ponieść na tyle, na ile było to w ogóle możliwe. Znajdowaliśmy się w miejscu, w którym nie mogłem pozwolić sobie na zbyt wiele. Chatka wcale nie była tak dobrze zabudowana, jak mogłoby się wydawać, tylko cienkie ściany oddzielały nas od reszty świata. Gdyby ktoś naprawdę chciał, bez większego problemu mógłby nas usłyszeć. A tego zdecydowanie żaden z nas by nie chciał.
Już i tak ludzie potrafili wyzywać nas od najgorszych. Tylko dlatego, że się kochaliśmy. Bo przecież jako mężczyźni byliśmy razem, a według nich nie powinniśmy. Bóg rzekomo tego nie chciał.
Ale czy ktokolwiek tak naprawdę wiedział, czego Bóg chciał?
Czy ktoś kiedykolwiek zapytał Go o to naprawdę?
Wiem, że to śmiałe pytania. Może nawet niebezpieczne. A jednak trudno było mi je zatrzymać tylko dla siebie. Skoro ludzie, anioły i inne istoty, których, jak wierzyliśmy, w tym świecie było przecież tak wiele, potrafili tak łatwo rzucać oskarżenia, twierdząc z absolutną pewnością, że Bóg tak właśnie postanowił… to dlaczego sam Bóg nigdy tego nie potwierdził?
Dlaczego milczał?
Gdybyśmy naprawdę nie mogli być razem, czy w ogóle bylibyśmy?
Nigdy nie poczułem, żeby wszechświat miał coś przeciwko naszej miłości. Nigdy nie uderzył w nas piorun. Nigdy nie nawiedził mnie sen, w którym Bóg mówiłby, że robimy coś złego. Nigdy nie wydarzyło się nic, co byłoby znakiem, że ktoś ponad nami naprawdę nas potępia.
To tylko ludzie tak bardzo chcieli nas osądzać.
- Sugerujesz, że za mało się poniosłem? - Zapytałem w końcu, unosząc lekko brew.
Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech, choć zmęczenie coraz wyraźniej dawało o sobie znać. Spojrzałem na niego spod półprzymkniętych powiek.
- Mogłem być głośniejszy? - Zadałem całkiem proste pytanie takie, na które odpowiedź znałem jeszcze zanim padła. W sprawach intymności, w bliskości ciał, był ode mnie znacznie bardziej doświadczony. Wiedział więcej, potrafił więcej niż ja. A jednak wciąż próbowałem, ucząc się powoli wszystkiego przy nim.
Był moim pierwszym.
I miałem nadzieję, że będzie też ostatnim.
Szczerze mówiąc, nie chciałem nigdy zakochiwać się w kimś innym. Wiem, że jako anioł powinienem kochać kobietę. Taką, z którą mógłbym, a może nawet powinienem, mieć potomstwo. Tak przynajmniej mówił świat. Tak powtarzali inni.
A jednak, ku niezadowoleniu całego tego świata, wybrałem mężczyznę.
Mężczyznę, z którym chciałem spędzić resztę swoich dni.
Bez względu na to, co myślą inni. To nie było ich życie. Nie oni mieli prawo decydować za nas. Nie oni powinni mówić nam, kogo możemy kochać.
Chciałem kochać i być kochanym, ale przez osobę, którą sam wybrałem. Nie przez kogoś narzuconego tylko dlatego, że ktoś twierdził, iż tak właśnie chciał Bóg.
Zwłaszcza że sam Bóg wciąż milczał.
Nie wypowiadał ani jednego słowa.
- Wiesz… lubię twój głos - Powiedział cicho. - I gdyby nie to, że ściany są takie cienkie, nie pozwoliłbym ci być tak cicho. Wiem, że stać cię na więcej. A ja chcę dać ci tyle miłości i czułości, ile tylko potrafię. - To było naprawdę urocze z jego strony.
Był młody, z resztą tak jak ja. A mimo to potrafił okazać mi tak wiele emocji. Tyle uczuć, tyle bliskości. Pokazał mi życie, którego u boku dziadka nigdy bym nie poznał.
I chyba właśnie dlatego kochałem go jeszcze bardziej.
- Myślę, że mój głos wcale nie jest aż tak piękny. Na świecie jest mnóstwo mężczyzn i kobiet, którzy mają o wiele ładniejszy głos ode mnie. - Mimo tych słów pochyliłem się i pocałowałem go lekko w policzek, wdzięczny za jego ciepłe słowa.

<Pasterzyku? C:>

Od Haru CD Daisuke

|
Otrząsnąłem się, energicznie potrząsając głową. Musiałem wrócić na ziemię. Jego smukłe ciało sprawiało, że moja wyobraźnia zaczynała galopować zdecydowanie za daleko. Pełnia księżyca zawsze była dla mnie trudna, zbyt wiele bodźców naraz uderzało ze wszystkich stron, rozpalając zmysły i rozpraszając myśli.
Bycie wilkołakiem wcale nie było takie proste ani przyjemne, jak mogłoby się komuś wydawać. Czasem zastanawiałem się, czy gdybym naprawdę miał wybór, nie zrezygnowałbym z tej części siebie, z tego wilczego „ja”, które czaiło się gdzieś pod skórą.
A jednak… była też druga strona.
Dzięki temu byłem inny. Silniejszy. Bardziej wyczulony na świat, na zapachy, dźwięki, emocje. Może nawet… w pewien sposób lepszy?
Nie potrafiłem tego jednoznacznie nazwać. Wiedziałem tylko, że miałem w sobie coś więcej, coś dzikiego i niezwykłego coś, czego zwykły człowiek nigdy nie mógłby doświadczyć.
Westchnąłem cicho.
Naprawdę? Takie rozważania z samego rana?
To zdecydowanie było zbyt wiele jak na początek dnia.
- A, no tak… przepraszam. Już idę - Powiedziałem z lekkim, trochę zakłopotanym uśmiechem, po czym opuściłem pokój.
Na szczęście miałem coś, co mogło skutecznie odciągnąć moje myśli od tych wszystkich rozterek.
Śniadanie.
Postanowiłem przygotować coś naprawdę dobrego, słodkie tosty z owocami. Proste, ale pyszne. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem do kuchni, czując jak znajomy zapach chleba i świeżych owoców powoli wypełnia przestrzeń.
Chciałem zrobić dla niego wszystko, co tylko mogłem. Każdy drobiazg miał znaczenie, każdy gest, każda chwila.
Chciałem, żeby czuł się przy mnie dobrze.
Bezpiecznie. 
A przede wszystkim… szczęśliwie.
- Cześć, babciu - Zwróciłem się do starszej kobiety, która właśnie stała przy kuchennym blacie i zalewała herbatę wrzątkiem.
- Cześć, Haru. Jak się czujesz? - Zapytała, zerkając na mnie uważnie. - Widzę, że twoje wilcze wcielenie znowu daje o sobie znać. - Na te słowa moje uszy poruszyły się mimowolnie, lekko drgając z rozbawieniem i odrobiną zawstydzenia.
Zastanawiające… Babcia była przecież wilkołakiem tak samo jak ja, a jednak u niej nie było widać żadnych wilczych akcentów. Żadnych uszu, kłów ani ogona. Zupełnie jakby była zwykłym człowiekiem.
Czy to możliwe, że z wiekiem takie rzeczy po prostu zanikają? A może… to kwestia kontroli? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że kiedyś też będę potrafił nad tym panować.
- Tak… niestety nie potrafię tego ukryć - Przyznałem, wzdychając cicho. - Co ty właściwie robisz, babciu, że nikt nie dostrzega twojego wilczego „ja”? - Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem, takim spokojnym i cierpliwym, jakby dokładnie wiedziała, jakie pytanie prędzej czy później zadam.
- Z czasem się tego nauczysz - Odpowiedziała łagodnie. - Medytacja, spokój, kontrola własnego ciała… a przede wszystkim jego zrozumienie. Gdy naprawdę poznasz samego siebie, twoje wilcze cechy nie będą pojawiały się tak łatwo. Nawet podczas pełni. - A więc w tym tkwiła cała tajemnica.
Fantastycznie.
Znając mnie i moje wieczne roztrzepanie, osiągnięcie takiego poziomu spokoju graniczyło chyba z cudem.
- Rozumiem… - Mruknąłem z lekkim rozbawieniem. - W takim razie pewnie jeszcze bardzo długo mi to zajmie. - Odwróciłem się do blatu i zacząłem przygotowywać składniki.
- A na razie robię nam śniadanie. Zjesz z nami? - Babcia skinęła głową z wyraźną aprobatą.
- Chętnie. - Odwzajemniłem gest krótkim kiwnięciem głowy i zabrałem się do pracy. W końcu tosty z owocami same się nie zrobią.

<Paniczu? C:> 

Od Soreya CD Mikleo

piątek, 6 marca 2026

|
 Robiłem wszystko, by doskonale zadbać o mojego słodkiego partnera. Traktowałem jego ciało jak świątynię, wręcz z czcią. Bardziej, niż moje potrzeby, miałem w głowie to, by zająć się nim. By usłyszeć jego piękny głos, który tak nieśmiało rozbrzmiewał. Nie mogłem wymagać więcej, ściany były zbyt ciebie, a na nasz temat i tak już można usłyszeć paskudne plotki. Po co mamy im dawać jeszcze więcej powodów? 
W końcu jednak jego ciało było na skraju wytrzymania. Chcąc nie chcąc, musiałem dać odpocząć jego ciału. Pięknie się dzisiaj sprawił... Z każdym naszym kolejnym razem jest coraz to lepszy, mniej zagubiony, i bardziej chciwy... a może raczej powinienem powiedzieć chętny. Łakomy. Wytrzymał coraz to dłużej. Jeszcze trochę i będzie sam inicjował zbliżenia. Jestem ciekawy, jakby wyglądało przejęcie przez niego pałeczki. Może się wkrótce tego doczekam? 
– Byłeś niesamowity – wyszeptałem mu do ucha, po czym ucałowałem jego płatek. Mikleo oddychał ciężko, nieregularnie, a jego policzki były pięknie różowe. Moje maleństwo słodkie. No czy on nie jest najpiękniejszy na świecie? I jeszcze najcisowniejszy, jak chodzi o charakter? Przecież on jest jak nieoszlifowany diament, który każdy odrzucał, a ja go powoli odkrywałem. I co będzie, jak go odkryję całego? Jak nauczę go tej wiary w siebie? Będzie chciał być dalej ze mną? A może uzna, że zasługuje na kogoś lepszego? No bo zasługuje, taka jest prawda. Ja zdecydowanie jestem dla niego niewystarczający. 
– Jesteś zbyt miły – powiedział, starając się unormować oddech. 
– Jestem tylko szczery, Owieczko – przyznałem, otulając go ramieniem i przyciągając do siebie. Powinienem wstać, posprzątać, zrobić pranie, zmienić pościel, umyć jego, siebie... Ale nie chciało mi się. Dobrze mi tu było. Tylko ja, on, ciepło i miękki materac... i chociaż przez chwilę zero problemów. Znaczy się, one były, owszem, nie zniknęły magicznie, niestety, ale na tę chwilę nie musimy się tym przejmować. – Uczysz się z każdym naszym razem. Poznajesz swoje ciało. Moje ciało. Powoli zaczynasz poddawać się instynktowi. I to najlepsze, możesz robić. 
– Skoro tak mi mówisz... będę to robił częściej – przyznał, uśmiechając się lekko, zawstydzony. 
– Szkoda, że nie mamy miejsca, w którym faktycznie mógłbyś dać się ponieść – powiedziałem cicho, trochę zasmucony tym faktem. 
Może, jak będzie cieplej, udamy się na jakąś wycieczkę? Na piknik w lesie, na jakiejś polance, albo nad jeziorkiem...? Z dala od wszelkich zabudowań i ludzi. Nikt go nie usłyszałby. Nikt by nas nie widział. Ale do tego jeszcze mnóstwo czasu... no chyba, że tak jak mój ojciec zapowiedział, wyrzucą nas stąd. Wtedy i tak będziemy musieli stąd odejść, więc... cóż, zobaczymy. Ale muszę o tym pomyśle pamiętać, kiedy przyjdzie odpowiedni czas. Myślę, że taka randka może się mu spodobać. Chciałbym go w ogóle zabrać na taką prawdziwą randkę, ale tu? Gdzie go zabiorę? Nie ma kawiarni. Nie ma restauracji. Nie ma żadnego miejsca, które by się do tego nadawało, a nawet jakby było, to nie bylibyśmy mile widziany. Musiałem zadbać o takie atrakcje sam, a to nie jest takie proste. Bo w końcu, co mógłbym tu dla niego zrobić? Może jak będzie zima, zabiorę go na łyżwy...? Których nie mamy. Cudownie. Z nim mam troszkę ciężko, nie będę ukrywał. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Czy się wyspałem...? Nie było najgorzej. Trochę ciasno, musiałem spać w bardzo konkretnej pozycji, by jakoś sobie dać radę i nie przeszkadzać i jemu, i sobie, no ale nie chodziłem w nocy. To było najważniejsze. Oby to się już więcej nie powtórzyło. W akademiku jeszcze było to do przeżycia, nawet jak jakimś cudem nie zamknę drzwi, to znam okolicę. A tu? Byłbym kompletnie zgubiony, a wiem z doświadczenia, że przez sen potrafię zajść naprawdę daleko, o ile nie wbiję sobie wcześniej czegoś w stopę. Ból zbudzi mnie od razu. 
– Mam wrażenie, jakbym przez całą noc spał przygnieciony jakimś głazem. Ale poranne ćwiczenia poradzą sobie z tym małym bólem – powiedziałem, uśmiechając się lekko. 
– Wybacz. Jesteś taki mięciutki i chyba jak spałem, wziąłem cię za pluszaka – uśmiechnął się do mnie niepewnie. Było mu głupio. 
– Nic się nie stało. Jestem ci tak właściwie za to wdzięczny, wiesz? Mocno mnie trzymałeś, i zostałem całą noc w łóżku, a to dla mnie najważniejsze – powiedziałem miękko, wyciągając dłoń, by pogładzić jego policzek. Ależ on wspaniale wyglądał z tymi wilczymi akcentami. Nie wiem, dlaczego tak bardzo podobał mi się w tym wydaniu, ale dostrzegałem w tym coś sensownego. – Szkoda, że pełnia ma miejsce dzisiaj – dodałem cicho, bardzo cicho, niemal bezgłośnie, ale bałem się, że ktoś to mimowolnie może podsłuchać, a tak mianowicie jego babcia. Jakoś tak bym się dziwnie czuł, gdybym wiedział, że ona to słyszała. Już teraz się bałem, że mówię nieco za głośno. 
– Też żałuję. Ale jeszcze mnóstwo pełni przed nami. Nadrobimy – obiecał i mnie ucałował w czołówce. Czułem dokładnie miejsce, w którym zostawił miejsce, przedziwne było to uczucie. – To co, głodny? Przygotuję może jakieś śniadanie? Tosty w jajku przychodzą mi do głowy, co ty na to? – zaproponował, a jego oczy zabłyszczały w ekscytacji. No tak, muszę cały czas mieć z tyłu głowy to, że jest przecież podczas pełni. Już wiedziałem, że dzisiaj nie będę go potrafił dogonić. 
– Brzmi smakowicie – przyznałem, uśmiechając się łagodnie. 
– A może... zrobię to na słodko? Mamy trochę owoców, które kupiłeś wczoraj - uśmiechnął się zadziornie. 
– Wspaniały pomysł. Zbieramy się? – powiedziałem, nie mogąc się już doczekać spróbować słodkich tostów. Tosty na słodko... to jest w ogóle możliwe? Chyba nigdy nic takiego nie jadłem. 
– Zbieramy – potwierdził, podnosząc się gwałtownie do siadu. Od razu zauważyłem, że jego włosy tak pięknie mu się odgniotły, a to przez to, że spał w mokrych. Wyglądał naprawdę zabawnie... cóż, teraz tego nie poprawi tak łatwo. 
Także podniosłem się z łóżka. Przeciągnąłem się delikatnie, poprawiłem włosy, wstałem i zacząłem delikatnie rozciągać mięśnie. Proste ćwiczenia, by miło rozpocząć dzień. Czułem przy tym badawcze spojrzenie Haru. Widziałem kątem oka, jak patrzy na mnie jak zaczarowany, a ja po prostu delikatnie się przeciągałem. Każdy, najmniejszy mięsień czy to ramion, czy to nóg. 
– Nie miałeś iść na dół, by przygotować nam przepyszne śniadanie na słodko? – spytałem rozbawiony. Co on we mnie takiego widział? Robiłem zwykłe skłony, a on się gapił i nie mógł przestać. Co on teraz miał w głowie, że tak się ze wszystkim zatrzymał? 

<Wilczku? c:>

Od Mikleo CD Soreya

czwartek, 5 marca 2026

|
Jego słowa trafiały do mnie w niezwykły sposób. Czułem, jak powoli oswajam się z jego obecnością, z bliskością, która jeszcze chwilę temu wydawała mi się krępująca. Wciąż się wstydziłem, wciąż nie potrafiłem mówić o pewnych pragnieniach na głos… a jednak gdzieś w środku wiedziałem, że on tego potrzebuje. I że ja również tego potrzebuję, nawet jeśli jeszcze nie potrafiłem się do tego otwarcie przyznać.
- Wiesz… jeśli chcesz, możesz mi to wszystko pokazać. To, o czym mówiłeś - Wyszeptałem w końcu nieco zawstydzony, patrząc mu prosto w oczy. - Wtedy będę miał pewność, że nie mówisz głupot. - Słowa ledwo przeszły mi przez gardło, ale kiedy już je wypowiedziałem, poczułem jednocześnie ulgę i lekkie napięcie.
- Skoro prosisz tak ładnie… chyba nie mogę ci odmówić - Odpowiedział z delikatnym uśmiechem.
Rumieniec natychmiast rozlał się po mojej twarzy.
Sorey powoli się do mnie zbliżył. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, poczułem jego usta na swoich. Pocałunek był ciepły i namiętny, ale jednocześnie zaskakująco łagodny. Jego dłonie przesuwały się po mojej skórze ostrożnie, niemal badawczo, jakby chciał upewnić się, że każdy gest jest dla mnie w porządku.
Pod wpływem jego dotyku po moim ciele zaczęły przebiegać przyjemne dreszcze. Było w tym coś niezwykle intensywnego, a jednocześnie uspokajającego. Napięcie, które nosiłem w sobie przez cały dzień, powoli zaczęło ustępować.
To było… dobre. Naprawdę dobre.
Może właśnie tego w tej chwili najbardziej potrzebowaliśmy, chwili bliskości, która pozwala zapomnieć o wszystkim innym.
Jego usta powoli wędrowały dalej. Najpierw po policzku, potem po linii szczęki, aż w końcu zatrzymały się na mojej szyi. Każdy delikatny dotyk wywoływał kolejne fale ciepła rozchodzące się po moim ciele.
Westchnąłem cicho, czując jak jego wargi muskają moje obojczyki, a potem powoli przesuwają się niżej. Nie było w tym pośpiechu, tylko cierpliwość i uważność, która sprawiała, że każda sekunda wydawała się dłuższa.
Nie chciałem tego przerywać.
Nie chciałem mówić „nie”.
W tej chwili liczyło się tylko to, że byliśmy tu razem.
Przyjemny dreszcz przebiegł po całym moim ciele, gdy rozsunął moje nogi i przyciągnął mnie bliżej siebie, łącząc nas w bliskości, której nie potrafiłem i chyba nawet nie chciałem się oprzeć. Mój oddech natychmiast przyspieszył, a palce zacisnęły się na jego plecach. Paznokcie mimowolnie wbiły się w jego skórę, kiedy kolejne fale przyjemności zaczęły rozchodzić się po moim ciele.
Nie chciałem, żeby to się kończyło.
Naprawdę nie chciałem.
Pragnąłem tylko, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
Jego bliskość, ciepło jego ust i dotyk gorących dłoni sprawiały, że cały świat przestawał istnieć. W tej jednej chwili potrafiłem myśleć tylko o nim, o jego zapachu, o jego oddechu tuż przy mojej skórze, o sposobie, w jaki mnie obejmował.
Każdy jego ruch wywoływał we mnie coraz silniejsze emocje. Serce biło mi szybciej, a w mojej głowie mieszały się pragnienie, ekscytacja i coś jeszcze coś, co sprawiało, że nie chciałem się od niego odsuwać nawet na chwilę.
Byłem całkowicie skupiony na nim i na tym, co między nami się działo. Na jego dotyku, na pocałunkach, które co jakiś czas składał na mojej skórze, jakby chciał upewnić się, że wciąż tam jestem, że wciąż jesteśmy razem w tej chwili.
A ja pozwalałem mu na wszystko, oddając się temu uczuciu coraz bardziej, czując jak przyjemność narasta i wypełnia mnie od środka, doprowadzając moje zmysły na skraj szaleństwa.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
Szczerze mówiąc, jego słowa trochę mnie rozbawiły. Jak właściwie miałby się rozpychać na tym łóżku? Miejsca było tu naprawdę niewiele, właściwie było tak ciasno, że trudno było mówić o jakimkolwiek „rozpychaniu się”. Oczywiście teoretycznie mógł spróbować zająć trochę więcej przestrzeni, ale w takim miejscu byłoby to raczej bardzo skomplikowane. Jeśli już mieliśmy tu razem spać, jedynym rozsądnym rozwiązaniem było po prostu przytulić się do siebie jak najbliżej i mieć nadzieję, że żaden z nas w nocy nie zepchnie drugiego na skraj łóżka. A jeszcze gorzej gdy zepchnie go całkowicie z niego..
- Spokojnie, myślę, że sobie poradzę. Ty zresztą też, jesteś drobny. Poza tym nie wydaje mi się, żebyśmy aż tak się rozkopywali w nocy, żeby nie dało się tu spać - Powiedziałem spokojnie. - A skoro już raz spaliśmy razem i nic się nie stało, to teraz też wszystko będzie w porządku. - Pochyliłem się lekko i pocałowałem go w czoło, po czym przyciągnąłem bliżej do siebie. Poprawiłem kołdrę, która zsunęła się trochę na bok, i otuliłem nas nią dokładniej, żeby było nam cieplej. - A teraz już się niczym nie przejmuj. Spróbuj zasnąć, jesteś zmęczony, więc najwyższa pora odpocząć. - Przytuliłem go jeszcze mocniej, czując jak powoli rozluźnia się w moich ramionach. Sam również zamknąłem oczy, pozwalając, by ogarnęło mnie przyjemne zmęczenie. W ciszy pokoju było słychać jedynie spokojny oddech i ciche szelesty kołdry, gdy staraliśmy się ułożyć jak najwygodniej w tej niewielkiej przestrzeni. Mimo ciasnoty było w tym coś kojącego, ciepło drugiej osoby sprawiało, że wszystko wydawało się prostsze.
Mój panicz kiwnął delikatnie głową i wtulił się głębiej w moje ramiona. Wiedziałem, że za chwilę zaśnie, ewidentnie miał już dość tego dnia. Zresztą ja sam powoli odpływałem w krainę snów. Najważniejsze było dla mnie to, że mój ukochany był obok mnie cały, zdrowy i bezpieczny. Ta myśl działała kojąco i pozwalała mi wreszcie zamknąć oczy.

Obudziłem się rano u boku mojego ukochanego panicza, który wciąż jeszcze spał. Jego oddech był spokojny i równy, a twarz wyglądała tak niewinnie w porannym świetle wpadającym przez okno. Ja już nie spałem, otworzyłem oczy wcześniej i przez chwilę po prostu leżałem nieruchomo, nie chcąc go obudzić.
Pierwszą rzeczą, którą poczułem, był lekki ruch uszu. Poruszyły się odruchowo, reagując na ciche dźwięki poranka. Chwilę później poczułem też, jak mój ogon delikatnie porusza się za moimi plecami. Dopiero wtedy w pełni dotarło do mnie, że już nie śpię, a nowy dzień powoli się zaczyna.
Spojrzałem na niego jeszcze raz. Wciąż spał spokojnie, wtulony we mnie tak, jakby nawet przez sen nie chciał się odsunąć.
- Naprawdę jesteś przyjemny dla oka, kiedy masz te swoje słodkie wilcze uszy - Usłyszałem nagle.
Dopiero wtedy zorientowałem się, że się obudził. Jego głos był jeszcze lekko zaspany, cichy i miękki, przez co od razu zwrócił moją uwagę. Spojrzałem na niego z lekkim zaskoczeniem.
- No wiesz… a ja myślałem, że jeszcze śpisz - Odparłem rozbawiony, przyglądając się jego ślicznej, wciąż trochę sennej twarzy.
Uniosłem dłoń i delikatnie położyłem ją na jego policzku, muskając kciukiem skórę. 
- Wyspałeś się? - Zapytałem cicho.
Patrzyłem na niego przez chwilę z ciepłym uśmiechem. Poranne światło wpadające przez okno sprawiało, że wyglądał jeszcze łagodniej niż zwykle, a jego rozczochrane włosy tylko dodawały mu uroku.

<Paniczu? C:> 

Od Soreya CD Mikleo

|
 Bez wahania uważałem, że nie ma nic gorszego, niż żyć na tym świecie bez niego. Mikleo był dosłownie dla mnie wszystkim. Każdym moim oddechem. Wsparciem w każdej kwestii. Nie widziałem żadnej innej osoby poza nim. W życiu nie byłem tak beznadziejnie zakochany, jak właśnie w mojej Owieczce, i to było takie... piękne. Kochałem to uczucie, i jednocześnie nienawidziłem. Bo w końcu, ja go tak kocham, ale co, poza moim uczuciem, mogę mu dać. Jestem biedny, w każdym znaczeniu tego słowa. Nie mam żadnego majątku, i to absolutnie nic. Mój charakter też nie jest jakoś bardzo złożony, jestem prostym człowiekiem, czy tam aniołem, czy po prostu tym czymś, czym jestem. Chcę jego szczęścia, ale jak mam mu je dać, kiedy nie wiem, jak mam to robić. Im bardziej się staram, tym jest gorzej. Chciałem go zaprowadzić do miejsca, gdzie będzie czuł się dobrze, swojsko, gdzie będzie mógł być szczęśliwy, i co? Mój ojciec prawie go zaatakował. Gdyby tylko nie zareagował w odpowiedniej chwili, albo gdybym nie stanął pomiędzy nimi... nie chcę nawet myśleć, co ten ogień by mu zrobił. Jeśli był taki, jak mój, naprawdę mocno mógł go skrzywdzić. Zwłaszcza jego, serafina wody, on powinien zdecydowanie bardziej uważać na ogień, i na mnie, skoro mogę go tak skrzywdzić. A on... a on, oczywiście, uważa swoje. 
Tak jak chciał, spędziliśmy ten czas intymnie, ale tak intymnie, jak to on uważał za intymne, czyli leżeliśmy, przytulaliśmy się i cicho spędzaliśmy czas. Nie miałem z tym problemu, mogłem w ciszy obserwować jego piękno. Chociaż lubię mówić, tak nie miałem pojęcia, jak mogę opisać jego piękno. Brakowało mi zwyczajnie słów. Albo może nie było takich słów, które byłyby dla niego dobre? Może... muszę je wymyślić? Albo lepiej nie, zawsze byłem strasznie słaby w takie rzeczy. Wystarczy mi, że jest dla mnie moją Owieczką, to wyjaśnia wszystko. 
- Czemu mi się aż tak przyglądasz? - zapytał w pewnym momencie, co mnie zaskoczyło. Coś było dziwnego w moim spojrzeniu? Nawet nie miałem tej świadomości. 
- Tylko cię podziwiam, Owieczko. W końcu mam chwilkę, by to zrobić, tak na spokojnie, dokładnie... dawno nie miałem ku temu okazji. Miałem taki piękny widok pod nosem, a nie potrafiłem go dostrzec – powiedziałem, delikatnie się do niego uśmiechając. To były proste słowa, nawet niewyszukane, niewymyślone, bo ja zdecydowanie nie potrafiłem wymyślać takich rzeczy. Mówiłem tylko to, co w sercu czułem, bo w moim umyśle to tam nic nie ma. A on się zarumienił. Mój słodziaczek. Trochę go nie rozumiałem... ale niech mu będzie. Niech się rumieni. Przepięknie wygląda w tym rumieńcu. 
- Głupoty gadasz – powiedział, uśmiechając się do delikatnie, nieśmiało. Skoro jego takie zwykłe słowa zawstydzały, to co dopiero, jak będę mu to pokazywał, a nie tylko mówił. 
- Zgadzam się, głupoty gadam. To może zamiast gadać głupot, które cię zawstydzają, to pokażę ci, jak bardzo jesteś dla mnie piękny i jak bardzo cię kocham? - zaproponowałem, uśmiechając się do niego niewinnie. Oczywiście, zrobię coś więcej tylko, jeśli da mi na to pozwolenie. W przeciwnym razie nawet nic z nim nie zrobię. To byłoby okropne z mojej strony, gdybym robił coś przeciwko jego woli.

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Jak dla mnie trochę przesadzał. Staram się być dobry, jednakże wychodzi mi to trochę średnio. Nie miałem za wielu okazji, by tego się uczyć. Dopiero przy nim trochę miałem szansę tego zaznać... znów. Po tak długiej przerwie czuję, że znów komuś na mnie zależy, tak szczerze i dba o moje uczucia. Niby jestem ważną personą w tych wyższych kręgach, a jednak często miewałem wrażenie, że nikogo nie obchodziłem. Jeszcze moje zdanie nie miało siły przebicia. Czułem, że kiedy mój głos w końcu zacznie być naprawdę ważny, zaczną mnie traktować zupełnie inaczej, ale ja na ten czas mam zupełnie inne plany. 
- Daj spokój. W tej kwestii są na pewno lepsi ode mnie. Nie umiem jeszcze być dobry. Nie umiem reagować na okazywaną mi dobroć. Dalej uczę się jeszcze tego pojęcia. I dlatego uważam, że mogłeś trafić trochę lepiej – powiedziałem cicho, zgodnie z tym, co czułem w sercu. 
- A jednak tylko ty spośród tych wszystkich ludzi zobaczyłeś we mnie kogoś więcej niż mordercę – powiedział, uśmiechając się łagodnie. W duchu nie zgodziłem się z tym stwierdzeniem. Była przecież jeszcze ta jego przyjaciółka, Flora, ona też widziała w nim coś więcej, ale nie chciałem w tej chwili przytaczać jej imienia. Zdecydowanie zepsułoby to nastrój. - Masz w sobie więcej dobra, niż ci się wydaje. Po prostu musisz to dostrzec. 
- Dalej uważam, że widzisz mnie w samych superlatywach, bo mnie kochasz. Ale niech ci już będzie, powiedzmy, że masz rację – powiedziałem, delikatnie się uśmiechając. - Położymy się? Zmęczony jestem – poprosiłem, mając ochotę w końcu położyć się na łóżku. 
- A co z moimi mokrymi włosami? - spytał, co mnie zaskoczyło. Zapamiętał to? Nie wpuścił jednym uchem, a drugim wypuścił? Zazwyczaj właśnie to robił. 
- Ten jeden raz jakoś to przetrwają. Chyba, że chcesz jeszcze posiedzieć te dwie godziny, chociaż ja długo nie wytrzymam – przyznałem zgodnie z prawdą. Naprawdę byłem zmęczony, i jutro jeszcze też będzie dla mnie intensywny dzień. Znaczy, dla mnie, a dla niego? On to już w ogóle będzie miał problem. Ale jak za wiele emocji będzie się w nim kłębiło, mogę mu z nimi pomóc. Jak zawsze. Od tego tu jestem. Chociaż już żałowałem, że nie będziemy mieć jutro tej chwili dla siebie. Myślę, że jemu by dobrze to zrobiło, i mnie. No ale przy starszej pani w domu takich rzeczy robić nie będziemy, wstyd jednak by mi nie pozwolił. Może, gdyby jej zmysły nie były wyostrzone jakoś bym się dał przekonać, ale w takim przypadku mój wstyd chyba prędzej by mnie zabił. 
- Dobrze, w takim razie się połóżmy – zdecydował, ciągnąc mnie ze sobą na materac. Abyśmy się mogli na tym malutkim łóżeczku pomieścić, musiałem się naprawdę mocno do niego przytulić. Mi to nie przeszkadzało, byłem dosyć drobny, ale miałem nadzieję, że Haru też miał jakoś w miarę wygodnie. Na pewno, jak zamieszkamy ze sobą, zadbam o to, byśmy mieli wielkie łóżko, z mięciutkim materacem, byśmy na pewno mogli się pomieścić. 
- Wygodnie ci? Nie rozpycham się za bardzo? - zapytałem zmartwiony, przyglądając się mu z uwagą i zmartwieniem. Nie wiem, jak mógłbym się inaczej ułożyć, by dać mu jeszcze troszkę więcej miejsca.

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

środa, 4 marca 2026

|
Nie chciałem wychodzić z domu. Tu było nam dobrze. Bezpiecznie. Komfortowo. Nikt na nas nie patrzył, nikt nie szeptał za plecami ani nie wytykał palcami, a właśnie tego najbardziej miałem dość. Potrzebowałem odpoczynku. Ciszy. Jego obecności. Tylko tego.
Siedziałem na blacie blisko niego, trzymając dłonie na jego ramionach. Wpatrywałem się w jego oczy, jakbym próbował zapamiętać każdy ich odcień. Jak bardzo kocham tego mężczyznę… Jak uwielbiam jego spojrzenie, dotyk, ciepło, które mnie otulało. Bliskość, której potrzebowałem bardziej, niż potrafiłem przyznać.
- Wolę być tutaj z tobą - Powiedziałem cicho, przytulając się do niego mocniej. - Mam dość tych spojrzeń… tych palców kierowanych w naszą stronę. - Westchnąłem, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. - Poza tym… wolę spędzać z tobą czas. Tak… intymnie. - Zbliżyłem się do jego ust i musnąłem je w pocałunku, który z każdą sekundą stawał się głębszy, bardziej namiętny. Odpowiedział bez wahania, przyciągając mnie bliżej. Jego dłonie pewnie objęły moje plecy.
- Aniołku… tego się po tobie nie spodziewałem. Intymnie? - Uśmiechnął się zadziornie, muskając nosem mój policzek. - Masz ochotę na coś więcej? Chcesz, żebym cię skosztował? - Zarumieniłem się i odwróciłem wzrok, czując, jak serce bije mi szybciej.
- Sorey… - Szepnąłem zawstydzony. - Nie o to mi chodziło. Intymność to nie tylko seks. Tulenie się, całowanie… bycie blisko. To też jest intymne. - Pokręciłem głową z lekkim niedowierzaniem, jakby jego sugestia była jednocześnie rozbrajająca i rozczulająca.
- Więc mówisz, że nie masz ochoty na seks? - Dopytał ciszej, ale jego dłonie mimowolnie zacisnęły się na moich biodrach.
Spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem.
- Nie powiedziałem tego. Chcę twojej bliskości. Bardzo. Ale może najpierw po prostu odpocznijmy… Niech wszystko nam się ułoży. W brzuchu. A potem zobaczymy, co dalej. - Musnąłem ustami czubek jego nosa, zostawiając tam delikatny pocałunek.
Jego spojrzenie złagodniało.
- Rozumiem. W takim razie… zapraszam do łóżka. - Nie zdążyłem zaprotestować ani nawet zareagować, gdy chwycił mnie w pasie i bez wysiłku uniósł. Zaśmiałem się cicho, obejmując go za szyję, a chwilę później leżałem już na miękkiej pościeli. Ułożył się obok mnie i natychmiast przyciągnął mnie do siebie, jakby bał się, że mógłbym zniknąć. - Kocham cię, owieczko - wymruczał, wtulając twarz w moje włosy. - Parsknąłem cicho śmiechem.
Owieczko? Mimo, że już trochę mnie tak nazywał, wciąż było to nowe. Ciekawe, skąd mu się to wzięło. Gdybyśmy mieli prawdziwą owcę, dopiero miałby zabawę… Szkoda tylko, że to takie wymagające stworzenia. Choć znając jego entuzjazm, pewnie i na to by się kiedyś uparł. A ja? Chyba nie miałbym nic przeciwko, jeśli tylko byłby obok.
Na razie jednak wystarczało mi to. Jego ramiona wokół mnie. Spokojny oddech na mojej skórze. Ciepło, które koiło wszystkie napięcia.
Zamknąłem oczy. Tu było moje miejsce. Przy nim.
- I ja kocham ciebie, Sorey. Kocham jak nikogo innego na tym świecie. - Uniosłem głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy, chcąc, by zobaczył w nich całą prawdę. - I bez względu na to, co się wydarzy… albo czego los nam oszczędzi… będę przy tobie. Bo cię kocham. I nikt ani nic tego nie zmieni. - Wtuliłem się w niego mocniej, wsuwając dłoń pod materiał jego koszulki, żeby poczuć ciepło jego skóry. Jego serce biło spokojnie pod moimi palcami, równym, pewnym rytmem, który uspokajał moje własne myśli.
Przy nim świat przestawał być taki głośny. Przy nim wszystko miało sens.
Czułem, że tylko obok niego potrafię oddychać pełną piersią, że tylko z nim moje życie nabierało kolorów, głębi i znaczenia. Nie chciałem tego zmieniać. Nie chciałem nawet wyobrażać sobie innej przyszłości.
Kochałem go. I ta miłość była czymś stałym czymś, czego nie mogły ruszyć ani spojrzenia obcych ludzi, ani ich szepty, ani lęki, które czasem budziły się w środku nocy.

<Pasterzyku? C:>