Od Mikleo CD Soreya

czwartek, 30 kwietnia 2026

|
Zdecydowanie za szybko się poddawał. Mógł próbować dalej, dać sobie jeszcze jedną szansę… a on co? Już rezygnował.
Nie czekając, aż się podniesie, chwyciłem jego dłonie, uśmiechając się do niego delikatnie, jakby samym spojrzeniem chciał dodać mu otuchy.
- Nie stresuj się tak… i przede wszystkim nie denerwuj się - Powiedziałem cicho. - Skup całą swoją uwagę na świeczce. Myśl tylko o niej. - Poprowadziłem jego dłonie, nakierowując je w stronę małego, nieruchomego knota, który jeszcze przez chwilą był martwy.
- Zamknij oczy… skup się i pozwól swojej mocy zadziałać - Dodałem, próbując wesprzeć go swoją energią, choć brzmiało to niemal nierealnie nawet w mojej głowie.
- To nie wyjdzie… - Mruknął z rezygnacją, ale mimo to nie odsunął rąk. Nie poddał się.
Wziął głębszy oddech. Skupił się bardziej niż wcześniej, jakby odcinał się od wszystkiego dookoła. Przez chwilę nic się nie działo.
A potem… Płomień zadrżał. I nagle, zapalił się.
Przez moment patrzył w ciszy, jakby nie wierzył własnym oczom. A potem jego twarz rozjaśnił czysty zachwyt.
- Udało się! - Niemal podskoczył, rzucając mi się w ramiona, ściskając mnie mocno, jakby właśnie dokonał czegoś wielkiego.
Zaśmiałem się cicho, obejmując go.
- Widzisz? - Szepnąłem przy jego uchu. - Trzeba tylko trochę więcej wiary w siebie. - Odsunąłem się lekko i spojrzałem na niego z ciepłym uśmiechem, po czym delikatnie go pocałowałem, nie przestając się uśmiechać.
- Gdyby nie ty, na pewno by mi się nie udało… + Oczywiście, że w siebie nie wierzył. Jak zawsze. Taki już był, pełen wątpliwości, choć zupełnie niepotrzebnie. Przecież był kimś niezwykłym. Kimś więcej, niż sam chciał dostrzec… w końcu nie bez powodu okazało się, że jest w połowie aniołem.
Uśmiechnąłem się ciepło, unosząc dłoń i delikatnie muskając jego policzek.
- Powinieneś bardziej w siebie wierzyć - Wyszeptałem. - Jesteś niesamowity. Cudowny… i naprawdę mądry. - Pochyliłem się lekko i pocałowałem go w nos, nie kryjąc radości ani dumy z tego, co właśnie osiągnął, nawet jeśli dla niego było to tylko coś małego.
Dla mnie znaczyło znacznie więcej.
Sorey spojrzał mi głęboko w oczy, uśmiechając się łagodnie, jakby chciał mnie w ten sposób przekonać do swoich słów.
- Nie… to wyłącznie twoja zasługa - Stwierdził cicho.
Po chwili wypuścił mnie z objęć, niechętnie robiąc krok w tył, żebym mógł wrócić do przygotowywanego posiłku. Sam też rzuciłem szybkie spojrzenie w stronę kuchni  ostatnie, czego chciałem, to spalone jedzenie… albo, co gorsza, podpalona chatka.
Westchnąłem pod nosem i wróciłem do pracy.
Wszystko było już prawie gotowe. Dopilnowałem ostatnich szczegółów, po czym nałożyłem jedzenie na talerze, starając się, żeby porcje były równe. Zapach unosił się w powietrzu, przyjemny i ciepły, wypełniając wnętrze chatki.
- Gotowe - Rzuciłem z lekkim uśmiechem, zerkając w jego stronę. - Smacznego - Dodałem stawiając wszystko na stole wracając jeszcze po sztućce aby położyć je na stole.
- Dziękuję… i nawzajem. Smacznego - Powiedział, sięgając po swój talerz.
Wziął pierwszy kęs i na moment przymknął oczy, jakby naprawdę chciał nacieszyć się smakiem.
- Pyszne, jak zawsze - Dodał po chwili z wyraźnym zadowoleniem.
Uśmiechnąłem się pod nosem, siadając naprzeciwko niego.
- Cieszę się, że ci smakuje - Odpowiedziałem spokojnie, obserwując go przez chwilę. Było coś niesamowicie kojącego w tej zwyczajnej chwili, w cieple chatki, zapachu jedzenia i jego spokojnej obecności.
Sam też sięgnąłem po swój posiłek, pozwalając sobie na moment ciszy, która wcale nie była niezręczna. Wręcz przeciwnie, była dokładnie taka, jak powinna.

<Pasterzyku? C;> 

Od Haru CD Daisuke

|
Jego propozycja bardzo mi się spodobała. Chętnie napiję się whisky, w końcu i tak babcia jej nie wypije.
- Pomysł doskonały - Przyznałem z uśmiechem, składając krótki pocałunek na jego policzku. - A wracając do jedzenia… masz ochotę na coś konkretnego? - Dopytałem, bo kompletnie nie wiedziałem, na co mógłby mieć teraz nastrój.
- Wiesz co? Chciałbym, żebyś mnie zaskoczył - Odpowiedział bez wahania.
Westchnąłem w duchu. No świetnie… właśnie tego mi było teraz najbardziej potrzeba, kulinarnego wyzwania.
- No dobrze - Odparłem po chwili, zbierając się w sobie. - W takim razie ty przygotuj whisky i szklanki, a ja zrobię coś dobrego do jedzenia. - Pochyliłem się jeszcze raz, muskając jego policzek, po czym wstałem z łóżka. Narzuciłem na siebie tylko spodenki, chodzenie nago po chatce było może kuszące, zwłaszcza przy nim, ale uznałem, że jednak tym razem sobie daruję.
W kuchni otworzyłem lodówkę, szybko przejrzałem jej zawartość, a potem zajrzałem jeszcze do szafek, analizując, co mamy pod ręką.
I wtedy wpadłem na pomysł.
Steki z karkówki, pieczone z cebulą, dynią i pomidorami, aromatyczne, lekko słodkie od warzyw, z wyraźnym, mięsnym smakiem. Idealne do whisky.
Uśmiechnąłem się pod nosem. O tak, to może się udać.
Samo przygotowanie karkówki nie było szczególnie trudne. Po pierwsze dokładnie umylem. A następnie pokroiłem mięso na równe plastry, a potem dokładnie doprawiłem je solą, pieprzem i tymiankiem. Na koniec natarłem każdy kawałek czosnkiem, żeby wydobyć z niego głębszy aromat. Skropiłem wszystko oliwą i odstawiłem na chwilę, by przyprawy mogły się dobrze wchłonąć, zanim trafiło do piekarnika.
W międzyczasie zabrałem się za dodatki. Przygotowałem świeżą sałatkę z warzyw, dokładnie taką, jaką najbardziej lubił mój panicz. Wiedziałem, że to zawsze trafiony wybór. Nie zapomniałem też o ziemniakach. Może nie zrobiłem ich zbyt dużo, ale miałem nadzieję, że ta porcja w zupełności wystarczy, by go zadowolić i dopełnić cały posiłek.
Kiedy wszystko było już w trakcie przygotowań, w kuchni zaczął unosić się przyjemny zapach pieczonego mięsa i przypraw. Uśmiechnąłem się pod nosem, wyglądało na to, że niespodzianka naprawdę może się udać.
Byłem zadowolony z efektu. Pyszny, intensywny zapach szybko rozszedł się po starej chatce i, zgodnie z moimi przewidywaniami, przyciągnął mojego panicza do kuchni. Po chwili stanął obok mnie, opierając się lekko o blat i zaglądając mi przez ramię.
- Co tak ładnie pachnie? - Zapytał z zaciekawieniem.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Przygotowałem karkówkę z cebulą i pomidorami. Do tego sałatka warzywna i ziemniaki - Wyjaśniłem, zerkając na niego z satysfakcją. - Możesz już usiąść i nalać whisky, a ja zaraz wszystko podam. - Poprosiłem, zerkając na niego przez ramię.
- Oczywiście, już się robi - Odpowiedział bez wahania i ruszył w stronę stołu.
Patrzyłem jeszcze przez chwilę, jak przygotowuje szklanki, a potem wróciłem do nakładania jedzenia. Po kilkunastu minutach wszystko było gotowe. Ułożyłem porcje na talerzach i zaniosłem je na stół, gdzie już na mnie czekał.
Postawiłem przed nim talerz i uśmiechnąłem się lekko.
- Smacznego. - Spojrzałem na niego z ciepłem, widząc w jego oczach zadowolenie, które tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że naprawdę udało mi się go zaskoczyć.

<Paniczu? C:> 

Od Soreya CD Mikleo

piątek, 17 kwietnia 2026

|
 Nie chciałem się na to godzić. Oczywiście, że nie chciałem. Jak już coś robię, to robię to od początku do końca. Z drugiej strony, gdyby to on by był na moim miejscu, to z pewnością bym chciał go odciążyć i posprzątać. Zatem... nie miałem wyjścia. Musiałem się zgodzić, bo wiem, że to coś, co ja bym zrobił na jego miejscu. Chociaż z niechęcią się zgodzę. Dla mnie mógłby po prostu sobie odpocząć, to byłoby dla niego najlepiej, ale nie zmuszę go, chociażbym bardzo chciał... a nie chce. Zmuszanie kogoś do czegoś, czego ten ktoś nie chce, jest chyba najokropniejszą rzeczą, jaką to można tej osobie uczynić, i to niezależnie od tego, do czego się tę osobę chce zmusić. 
- Jeśli bardzo nalegasz... to niech ci będzie. Chociaż nie jestem zmęczony, więc mogę posprzątać – zaznaczyłem, by przypadkiem nie stwierdził, że musi posprzątać. Nic nie musi. Przy mnie naprawdę nic nie musi. Wystarczy mi tylko, by był szczęśliwy. I kochany. I piękny, ale on w ogóle nic nie musi robić, by być piękny, bo jest piękny w każdej chwili, niezależnie od tego, co robi. 
- Możesz zapalić świeczki. Robi się ciemno – kiwnąłem głową, na co od razu podniosłem się od stołu. - Myślałem, że zrobisz to siedząc. Wiesz, swoim żywiołem – odpowiedział, na co delikatnie się zawahałem. 
- Nie wiem, czy tak potrafię. Do niedawna nawet nie byłem świadom tego, że ogień jest moim żywiołem – odpowiedziałem niepewnie, wracając na swoje krzesło. Przez te wszystkie lata myślałem, że jestem tym zwykłym, podrzędnym aniołem, tej najniższej rangi. Ale chyba to dzięki tym genom mojego taty, ale oczywiście w oczach jego i innych aniołów i tak jestem zdyskwalifikowany przez krew mamy. Gorzej, jak z tym żywiołem przekazał mi coś więcej, jak chociażby coś ze swojego charakteru. Poniekąd charakter też jest przekazywany genetycznie... co ja takiego po nim mam? Aż boję się o tym myśleć. 
- Spróbuj. Skoro już wiesz nową rzecz o sobie, to trzeba nad nią uczyć się panować – odpowiedział, uśmiechając się delikatnie. - Zwłaszcza, że ogień to trudny żywioł. 
- Wiem. Skrzywdziłem cię już przez niego parę razy – powiedziałem ze wstydem. Żadna z tych sytuacji nie powinna mieć miejsca. 
- Nic się nie stało – powiedział łagodnie. - Spróbuj zapalić świeczkę na stole. 
- A jak zapalę cały stół? - delikatnie zagryzłem wewnętrzną stronę policzka. Jeszcze puszczę całą tę chatkę z dymem i tyle będzie z tego wszystkiego. 
- Na szczęście ja tu jestem. I zaraz to szybko zgaszę. No, śmiało – zachęcił mnie, a ja nie miałem wyjścia. 
Nie wiedziałem, jak to zrobić. Nie czułem... nic. Żadnego ognia w sobie. Czułem go tylko wtedy, kiedy byłem wściekły, albo kiedy miałem cel, jak chociażby ochrona Mikleo. Tu moim celem było zapalenie świeczki, ale to nic mi nie dawało. Pomyślałem sobie, że chcę, by ta świeczka zapalona była, i nic. Wyobraziłem ją sobie zapaloną, i nic. 
- To nie ma sensu, pójdę po zapałki – mruknąłem, szybko zniechęcony tym małym ćwiczeniem. Po co mi ten ogień w sobie? Nie potrzebowałem go. Gdybym tylko mógł, natychmiast bym się go zrzekł, nic mi nie daje, tylko mi przeszkadza, no i może być zagrożeniem dla Mikleo. Same minusy tylko przez niego.

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Nie myślimy... żeby to było takie proste. W moim umyśle przemykały myśli typu, co powinienem zrobić w tym momencie. Jak powinienem to robić. Kiedy wsunąć dłoń w jego włosy, objąć go, odsunąć szyję, by dać mu dostęp do niej, no i to zaciskanie ust, by nie wydać z siebie zbyt głośnego dźwięku... to nie było takie proste. Trochę mu zazdrościłem tego luźnego podejścia do życia, i seksu. Raz faktycznie nad sobą nie zapanowałem, podobnie jak on nad sobą, i byłem trochę bardziej niż głośny, i strasznie podrapany, pogryziony, zakrwawiony... tak, oboje trochę podczas tej naszej pierwszej wspólnej pełni poszaleliśmy, za bardzo, zupełnie jak nie ja. I teraz chce to powtórzyć? Ja, mam to powtórzyć? To chyba jest trochę trudniejsze niż początkowo założyłem. 
- A-ale... - zacząłem, kiedy tylko Haru odsunął się od moich ust. I to zupełnie niepotrzebnie, bo zaraz później znów wrócił do moich warg. Chyba nie chciał, bym mówił, myślał, tylko działał instynktownie, a przecież instynktu to ja nie miałem. Miałem logikę, którą to teraz mam wyłączyć. 
- Daj się ponieść – wyszeptał między pocałunkami, którymi zszedł na mój policzek, brodę, szyję... a kiedy mocniej przyssał się do mojego obojczyka, nie mogłem się powstrzymać i z moich ust wydostał się cichy jęk. Zawsze moje obojczyki były wrażliwe, pewnie przez to, że byłem raczej szczupły i kości, zwłaszcza obojczyków, niemalże przebijały mi skórę. - Dokładnie tak. 
Bardzo starałem się przekraczać te swoje psychiczne bariery, oznajmiać mu nieco głośniej, kiedy trafiał w dobre miejsce ze swoimi pieszczotami, dając się trochę ponieść swoim mocom. Skoro nie mogę myśleć...  będę czuć to, co on czuje. W żaden sposób nie ingerować w jego emocje, chciałem tylko poczuć to, co on czuje. Może wtedy się prędzej nauczę tego,  co chciał mi przekazać? Tylko chyba w ten sposób będę mógł pojąć jego nauki. 
- Widzisz? Było o wiele lepiej, prawda? - zapytał po wszystkim, wycierając zarówno mnie jak i siebie z naszych soków. Dobrze, że wziął tutaj obok nas jakiś ręcznik. 
- Sam nie wiem. Dziwnie mi słyszeć własny głos – przyznałem zgodnie z prawdą. I jemu się to naprawdę podobało? To było naprawdę przedziwnie. 
- Więc nie myśl o tym – kładąc się blisko mnie i przesuwając palcem po moich włosach. - Boże, jak ja uwielbiam te twoje włosy. Są przepiękne. Takie mięciutkie, lśniące, idealne wręcz – skomplementował je, owijając sobie kosmyki wokół palca. 
- Tak myślisz? Wydaje mi się, że już są trochę za długie. Wyglądam przez nie jak chłopiec. Muszę coś zacząć z nimi robić – mruknąłem niezadowolony. Chciałbym wyglądać w końcu... poważnie. Te włosy dodają mi uroku, owszem, ale ujmują powagi. Już powoli muszę patrzeć w przyszłość, a z takim chłopięcym wyglądem niewiele będę w stanie zdziałać. - Zjadłbym coś. I się czegoś napił. A po odpoczynku mogę dalej praktykować twoje nauki – odpowiedziałem, przeciągając się leniwie na łóżeczku. 
- I co, ja mam sam wszystko robić? - spytał żartobliwie, zbliżając swoje usta do mojego ucha, by następnie delikatnie podgryźć mój płatek. 
- Ja mogę przynieść wino, albo whisky, w zależności od tego, co macie. I przygotować szklanki – zaproponowałem, uśmiechając się do niego ładnie. 
- Niestety, babcia pije tylko wino. A ja bym się tak napił whisky... - westchnął niepocieszony. 
- Cóż... być może jak się pakowałem tutaj to przeszło mi przez myśl, by wziąć butelkę whisky, jakby twojej babci wino nie smakowało. Ale że ona woli wino... to chyba możemy je wypić, prawda? - uśmiechnąłem się do niego znacząco. Chyba dobrze, że czasem myślę trochę za bardzo, czyż nie?

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

czwartek, 16 kwietnia 2026

|
Nie było takiej potrzeby. Przecież mogę poczekać, nie jestem dzieckiem i nic mi się nie stanie, jeśli chwilę wytrzymam. Poza tym naleśniki są dobre zarówno ciepłe, jak i zimne, więc naprawdę nie robi mi to różnicy. Mogę spokojnie poczekać, aż i on przygotuje swoje.
- Poczekam, nie musi się martwić. Lubię naleśniki i zimne, i ciepłe, dla mnie nie ma to znaczenia. Najważniejsze, że są zrobione prosto z serca - Powiedziałem, nachylając się, by złożyć delikatny pocałunek na jego policzku i obdarzyć go najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było mnie w tej chwili stać.
- Wiem o tym doskonale, naprawdę zdaję sobie z tego sprawę - Odpowiedział z lekkim uporem. - Naleśniki są dobre i ciepłe, i zimne… ale napracowałem się, starałem, żeby twoje były naprawdę pyszne. Dlatego wolałbym, żebyś zjadł je od razu. - Westchnąłem cicho. Chyba nie do końca rozumiał, o co mi chodziło. Nie chodziło przecież tylko o jedzenie. Chciałem zjeść razem z nim wspólnie. To było dla mnie ważne. Takie chwile, nawet najprostsze, budują coś więcej… zacieśniają więź. W końcu bycie razem jest przyjemne nawet podczas zwykłego posiłku.
- Przepraszam… - Zacząłem ciszej, siadając przy stole i spoglądając na niego z łagodnością. - Chciałbym zjeść z tobą. Dlatego poczekam. Naprawdę mi na tym zależy. Nie zmieniaj tego, proszę. Chcę, żebyśmy wspólnie zjedli, czy to obiad, czy kolację… a potem po prostu razem spędzili wieczór. Może nawet położymy się spać trochę wcześniej, przed twoim jutrzejszym dniem w pracy. - Oparłem dłonie o blat stołu, cierpliwie czekając, aż skończy przygotowywać swoje naleśniki. Tym razem nie chodziło już o jedzenie, tylko o nas. O wspólnie spędzony czas razem..
Sorey nie dyskutował już więcej. Skupił się na przygotowywaniu swoich naleśników, a ja w tym czasie czekałem grzecznie, nie odzywając się ani słowem.
Przyglądałem się im uważnie złociste, idealnie zarumienione, wyglądały wręcz perfekcyjnie. Z każdą chwilą robiłem się coraz bardziej głodny. Zapach unosił się w powietrzu, kusząc mnie coraz mocniej, aż trudno było powstrzymać się przed sięgnięciem po choćby kawałek.
- Gotowe, możemy jeść - Odezwał się w końcu Sorey, siadając obok mnie z talerzem pełnym naleśników i posyłając mi ciepłe spojrzenie. - Smacznego. - Odparł, całując mnie w policzek.
- Smacznego - Odpowiedziałem z uśmiechem, od razu sięgając po pierwszy kęs.
Już po chwili wiedziałem, że było warto czekać.
- Pyszne… - Mruknąłem z wyraźnym zadowoleniem, na moment przymykając oczy, by lepiej nacieszyć się smakiem. - Od razu czuć, że włożyłeś w nie całe swoje serce. - Spojrzałem na niego z wdzięcznością, delektując się każdym kolejnym kęsem, jakby ten prosty posiłek miał w sobie coś więcej niż tylko smak.
- Nie jestem pewien… Czuję, że mogło być lepiej. - Nie mogłem się z tym zgodzić. Dla mnie były naprawdę idealne i nie chodziło tylko o smak.
- Nie - Odpowiedziałem od razu, z delikatnym uśmiechem. - Lepiej być nie mogło. Wszystko, co przygotujesz, jest idealne. - Nachyliłem się lekko i pocałowałem go w policzek, zatrzymując się przy nim na krótką chwilę. - To było naprawdę pyszne - Dodałem ciszej, z wyraźną szczerością w głosie.
Dokończyliśmy posiłek w spokojnej, przyjemnej atmosferze. Wspólne jedzenie okazało się jeszcze lepsze, niż się spodziewałem, nie przez same naleśniki, ale przez jego obecność.
Kiedy skończyliśmy, odsunąłem talerz i podniosłem się z miejsca.
-Ja posprzątam - Powiedziałem spokojnie, zbierając naczynia. - Ty się napracowałeś przy gotowaniu, więc to uczciwe, że ja się tym zajmę. - Spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem, czując przyjemne zmęczenie i ciepło rozchodzące się gdzieś w środku. To był dobry wieczór prosty, ale dokładnie taki, jakiego potrzebowałem.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Wiedziałem, że dla niego głos to tylko dźwięk, coś zwyczajnego, niemal bez znaczenia. Ale dla mnie… dla mnie był czymś o wiele większym. Był zaproszeniem, obietnicą, czymś, co rozpalało we mnie chęć dalszej gry, tej naszej wspólnej zabawy, na którą oboje czekaliśmy.
- Oj, skarbie… - Szepnąłem cicho, z lekkim uśmiechem. - Nieważne jest to, co o tym myślisz. To znaczy… ważne jest, co myślisz o sobie, ale nie to, że oceniasz się tak surowo. Zwłaszcza nie swój głos. - Przesunąłem palcami po jego dłoni, zatrzymując ją na chwilę w swojej. - Wiesz… kiedy jesteśmy razem, chcę cię słyszeć. Chcę czuć, że jesteś tu ze mną naprawdę. Że oddajesz się tej chwili w całości. A żeby to zrobić… musisz przestać analizować. - Spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem, unosząc brew. Jego dłoń powoli powędrowała do mojego policzka, muskając go delikatnie.
- Nie myśleć? - Zapytał, cicho, niemal z nutą rozbawienia. - I to ma być takie proste? - Uśmiechnąłem się łagodnie, nachylając się bliżej.
- Może nie proste… ale możliwe. Trzeba tylko pozwolić sobie poczuć. Zamiast myśleć, być. Tu i teraz. - Moje słowa zawisły między nami na krótką chwilę, zanim zmniejszyłem dzielącą nas odległość. Nasze usta spotkały się w powolnym, nasyconym emocjami pocałunku takim, który nie potrzebował słów, by powiedzieć wszystko.
Mój partner spojrzał na mnie, kiwając delikatnie głową, jakby ważył każde moje słowo. W jego oczach było coś miękkiego, zamyślonego, jakby naprawdę próbował mnie zrozumieć, a nie tylko usłyszeć.
- Nad czym się tak zastanawiasz? - Zapytałem cicho, przyglądając mu się uważnie.
Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Był… hipnotyzujący. Mój piękny panicz. Chciałem na niego patrzeć bez końca, podziwiać każdy jego ruch, każdy oddech. Chciałem, żeby w tej chwili był wszystkim, tylko mój, tu i teraz.
- Nad tobą… - Odpowiedział w końcu, jego głos był niższy, spokojniejszy. - Nad tym, co mi powiedziałeś. - Zbliżył się jeszcze trochę, a między nami zrobiło się nagle cieplej, ciaśniej, intensywniej. Jego ruchy były powolne, niemal badawcze, jakby sprawdzał, na ile może sobie pozwolić. - To wszystko… brzmi łatwo, kiedy mówisz - Dodał ciszej, muskając mnie lekko, jakby nie do końca świadomie. - Ale kiedy naprawdę czuję… - Nie dokończył, ale nie musiał. To napięcie mówiło za niego.
Uśmiechnąłem się lekko, przesuwając dłonią po jego boku.
- Właśnie o to chodzi - Szepnąłem. - Żeby przestać próbować to kontrolować. - Poprosiłem, mówiąc mu tylko tyle lub aż tyle ile było mu potrzebne.
Mój panicz kiwnął lekko głową, jakby podjął w sobie cichą decyzję. To wystarczyło. Nie czekałem dłużej.
Przyciągnąłem go do siebie, wciągając go w naszą grę, w ten świat, który budowaliśmy tylko dla siebie. Prowadziłem go powoli, pewnie, pokazując mu wszystko to, czego zdążyłem się nauczyć… wszystkie te drobne „sztuczki”, które nie polegały na kontroli, a na wyczuciu. Na bliskości. Na zaufaniu.
Moje ruchy były spokojne, uważne, chciałem, żeby czuł się bezpiecznie. Żeby wiedział, że może odpuścić, że nie musi się pilnować ani analizować każdego oddechu.
- Widzisz? - Szepnąłem przy jego uchu. - Nie myślimy, czujemy - Dodałem, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku, nim położyłem go znów na łóżku, pieszcząc jego piękne ciało które tak bardzo kochałem.

<Panicznu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 5 kwietnia 2026

|
 Bardzo starałem się, aby te naleśniki wyszły niesamowicie, chociaż troszkę się obawiałem. Robiłem je dopiero drugi raz w życiu. Za pierwszym razem chciałem zaimponować komuś, kogo myślałem, że kocham. A teraz... w sumie, to ta historia się powtarza. Z jednym małym wyjątkiem, teraz nie myślę, że kocham, tylko to wiem, czuję całym sercem. Nigdy w życiu czegoś takiego nie odczuwałem, przy nim mam wrażenie, że uczę się żyć  i czuć na nowo. Czuję się chciany. Potrzebny. I bardzo chciałem pokazać mu za wszelką cenę, jak bardzo ważny jest dla mojej skromnej osoby.
Naleśniki mi wychodziły trochę tak... cóż, średnio. Żeby nie powiedzieć, że strasznie. Pierwszy to w ogóle był do dupy, i żeby Mikleo nie zobaczył tego obskurnego naleśnika, szybko go pochłonąłem. Drugi był niby to lepszy, ale dalej był jakiś taki... no, nie tak idealny, jaki chciałem. Niby każdy kolejny wychodził mi lepiej, ale ja chciałem, by były idealne. I tak naprawdę idealnych było tylko kilka tych końcowych, i się martwiłem, czy to nie za mało... te najlepsze były oczywiście dla Mikleo. A ja zjem jakoś całą resztę. Tych nieudanych jest znacznie więcej niż udanych, i to mnie martwiło. A jak Mikleo będzie chciał więcej, to... to nie wiem. Pozostaje mi mieć nadzieję, że to, co mu dam, to mu wystarczy. 
- Owieczko, gotowe – zawołałem, zaczynając smarować wpierw naleśniki dla niego, żeby miał świeżutkie, cieplutkie i oczywiście najlepsze. - Chcesz coś do picia? Ciepłe mleko ci przygotować? Chyba jeszcze dla ciebie starczy – zaproponowałem, kiedy pojawił się obok mnie.
- Ja dziękuję. Tobie się to bardziej przyda – odpowiedział, podchodząc do blatu. - Ale pięknie one wyglądają. 
- Najpiękniejsze dla ciebie – odparłem, podsuwając talerz w jego stronę. 
- Te też bardzo ładnie wyglądają. I na pewno smakują – pochwalił mnie, ale ja od razu pokręciłem głową. Nie były ładne. A czy dobre? Zaraz się przekonam. Chociaż ja na pewno tego wszystkiego nie zjem, za dużo ich, ale w sumie, może będę miał na jutrzejsze śniadanie. Trzeba w końcu wykorzystywać wszystko do końca. W naszej sytuacji finansowej... cóż, wszystko się przyda. Nie mogę nic wyrzucać, czy lubię, czy nie lubię. To zdecydowanie nie pora na wybrzydzanie. 
- Te są lepsze. I są dla ciebie. Mam nadzieję, że cztery ci wystarczą – odpowiedziałem, teraz już zabierając się za smarowanie swoich naleśników. 
- Wystarczą, z pewnością – obiecał, patrząc się na mnie z wyczekiwaniem. 
- Nie jesz? - spytałem, delikatnie marszcząc brwi. 
- Poczekam na ciebie, i zjemy razem – wyjaśnił, uśmiechając się do mnie tak pięknie, niby lekko, niby subtelnie, ale strasznie mi się to podobało. 
- Ale po co czekać? Wystygnie ci jeszcze, i nie będą takie dobre – zauważyłem zmartwiony. Niepotrzebnie na mnie czekał, przecież raz dwa ogarnę swoje naleśniki i do niego przyjdę. A po kolacji chyba chciałbym pójść spać. Co prawda, już do pracy nie musiałbym wstawać tak wcześnie, ale dalej nie będzie to taka późna pora. Lepiej, bym w miarę wcześnie spać poszedł, bo jak zwykle chcę dać z siebie sto procent, a nawet i więcej. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Jego odpowiedź aż tak bardzo mnie nie uspokoiła. Trochę nawet zmartwiła. Skoro tylko z jedną osobą miał taką relację, ta osoba była dla niego ważna. Może dalej jest. A jeśli dalej jest, to wtedy wychodzi na to, że nasza więź nie jest tak silna i jest zagrożona. Kto to jest? To ktoś z tego miejsca, a może z akademii? Jak będę się dopytywał, na pewno się mu to nie spodoba. I będzie to wyglądać dziwnie. Jakoś inaczej muszę się tego dowiedzieć. Jeszcze nie wiem, jak, ale na pewno się dowiem. 
W tej chwili miałem inne zmartwienie.
 Musiałem się poduczyć kilku sztuczek, pozycji czy pomysłów. Aż tak bogatego życia seksualnego to ja nie miałem, było ono taką trochę klapą. Żaden z moich partnerów nie był tak dobry, jak właśnie Haru. Tylko on pilnował za każdym razem, bym też odciągnął spełnienie, a to było już dla mnie coś niesamowitego i po prostu miłego. Wychodzi na to, że muszę ładnie się mu odwdzięczyć. Moi poprzedni partnerzy bardzo nalegali na to, bym pieścił ich przyrodzenia ustami. A ja nigdy się nie godziłem na to, bo czemu bym miał starać się dla nich, skoro oni starali się tylko dla siebie. Ale z Haru było inaczej. Dla niego mogę się postarać. 
– Jaka więc będzie moja pierwsza lekcja, panie nauczycielu? – spytałem, siadając okrakiem na jego biodrach. Od razu jakoś tak wygodniej było. Jego łóżko było nieco malutkie, jedna osoba się na nim zmieści, a że ja jestem tą drugą osobą... to muszę być na nim. Tylko tak się pomieścimy. 
– Pomyślmy... – udał zastanowienie, przyciągając mnie bliżej siebie. Przesunął pazurem wzdłuż mojego kręgosłupa, co wywołało u mnie przyjemne dreszcze. I tym samym wróciły do mnie jego słowa. Nikogo wcześniej nie podrapał... a przynajmniej nie tak mocno, jak mnie. Jak to powinienem internetować? To dobrze, że mnie drapie i gryzie tak głęboko? Do tej pory odbierałem to jako coś dobrego, myślałem, że mnie w ten sposób oznacza, ale im dłużej o tym myślę, to sam już nie wiem. Zaczynam w to wszystko wątpić. Ta relacja jest zbyt idealna. Haru traktuje mnie wyjątkowo dobrze, zbyt dobrze. Tacy mężczyźni, takie relacje nie powinny istnieć, taki jest idealny. – Zaczniemy może od treningu głosu. 
– Głosu? – powtórzyłem, nieco zaskoczony. Nie tego się spodziewałem. Myślałem, że zaproponuje jakąś dziwną pozycję, albo wyjdzie z tym swoim kneblowaniem i wiązaniem... A tu głos? – A co jest nie tak z moim głosem? 
– Nie słychać go. Niepotrzebnie się powstrzymujesz. Zwłaszcza teraz, mamy idealne warunki. Nikt cię nie słyszy. Możesz szaleć – jego dłonie zaczęły krążyć niebezpiecznie blisko moich pośladków. 
– Nie wiem, czy to dobry pomysł. Brzmię dziwnie. Jakoś tak... nie seksownie. Mam wrażenie, że jest to żałosne, że chcę być taki głośny i ekspresyjny – delikatnie się skrzywiłem, poruszając się niepewnie. Nikt do tej pory nie chciał mnie słyszeć. A on mi teraz wyjeżdża z czymś takim. 

<Wilczku? c:>

Od Mikleo CD Soreya

środa, 1 kwietnia 2026

|
Szczerze mówiąc, nie miałem ochoty na jedzenie. A jednak coś mi podpowiadało, że skoro o nim wspomina, to pewnie sam też jest głodny. Nie potrafiłem odmówić, nie jemu. Zwłaszcza kiedy miałem wrażenie, że w takich chwilach mnie potrzebuje bardziej, niż chce przyznać.
Było w jego głosie coś miękkiego, coś, co zatrzymywało mnie w miejscu. Jakby pod powierzchnią zwykłych słów kryło się coś więcej coś, co było tylko dla mnie. A kiedy poczułem jego dotyk, ciepły i pewny, przesuwający się powoli po mojej skórze, wszystko stało się nagle prostsze.
W tamtej chwili nie miałem wątpliwości, mówił mi w ten sposób, że jestem dla niego ważny. Może nawet najważniejszy.
- Oczywiście… możesz zrobić coś słodkiego. Coś, co sam też zjesz - Powiedziałem cicho, patrząc na niego z lekkim uśmiechem, w którym było więcej czułości, niż chciałem pokazać.
- Hm, coś słodkiego… Masz może ochotę na coś konkretnego? - Dopytał, unosząc jedną brew i patrząc na mnie w ten swój sposób. Jakbym był kimś wyjątkowym. Kimś, kim wcale nie byłem. Przecież byłem tylko aniołem… niczym więcej.
Na moment odwróciłem wzrok, jakby łatwiej było mi zebrać myśli, kiedy nie czułem na sobie jego spojrzenia.
- Może… naleśniki z kremem? - Zaproponowałem w końcu, trochę niepewnie. Wiedziałem, że same naleśniki nie są szczególnie trudne do przygotowania… przynajmniej tak mi się wydawało.
Nie byłem jednak pewien, jak on na to patrzy. Może uzna to za zbyt skomplikowane. A może wręcz przeciwnie.
W razie czego zawsze może zrobić coś prostszego. Albo… mogłem mu pomóc. Ta myśl przyszła do mnie całkiem naturalnie i, ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie była taka straszna. - Jeśli chcesz, mogę ci pomóc - Dodałem ciszej, zerkając na niego kątem oka.
Mój partner od razu pokręcił głową, wyraźnie nie mając zamiaru korzystać z mojej pomocy. Był samowystarczalny, zawsze taki był, więc nie zamierzał mnie angażować. Rozumiałem to. Jeśli nie chciał, nie musiał.
A jednak gdzieś w środku wiedziałem, że gdyby tylko mnie potrzebował, bez wahania wyciągnąłbym do niego rękę.
- Dam sobie radę sam, nie musisz się przejmować. Zrobię najlepsze naleśniki, na jakie mnie stać - Stwierdził z lekkim uśmiechem.
Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, pochylił się i złożył krótki, ciepły pocałunek na moim czole. Ten gest był prosty, ale wystarczył, żeby coś we mnie zadrżało.
Chwilę później wstał z łóżka i skierował się w stronę kuchni, zostawiając mnie samego pod kołdrą.
Zostałem tam jeszcze przez moment, wsłuchując się w ciszę, która powoli wypełniała pokój, przerywaną tylko odległymi odgłosami jego kroków. Wiedziałem, że przygotowuje pyszną kolację. Dla nas obu.
I jakoś… ta myśl była wystarczająca, żeby nie chcieć się już ruszać.
Patrzyłem w sufit, czując, jak z kuchni zaczynają dochodzić przyjemne zapachy. A więc jednak, jak chciał, to potrafił.
Zastanowiłem się przez chwilę, czy pierwszy naleśnik mu wyjdzie. Zwykle bywało przecież tak, że ten pierwszy… nigdy nie był idealny. Czasem za blady, czasem przypalony, czasem po prostu rozpadał się przy przewracaniu.
Nie wiedziałem, dlaczego tak jest, to było trochę jak jakaś niepisana zasada. Nieważne, jak bardzo się starasz, pierwszy naleśnik i tak zawsze coś ma nie tak.
Miałem tylko nadzieję, że go to nie zniechęci. Znałem go na tyle dobrze, by wiedzieć, jak łatwo potrafił się poddać przez drobnostkę. I choć nie była to jego najlepsza cecha… akceptowałem ją.
W końcu kochałem go całego ze wszystkimi wadami i zaletami.
Tak samo jak on kochał mnie. 

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
To pytanie zostało sformułowane tak, jakbym miał mieć tych kochanków setki, jeśli nie tysiące. To oczywiście przesada. Czy było ich kilku, może kilkunastu? Być może… ale szczerze mówiąc, nigdy nie przywiązywałem do tego większej wagi. Nie analizowałem ich. Nie analizowałem tego, ani nie liczyłem tych relacji, bliską łóżkową relację tak naprawdę miałem tylko jedną..
Był w moim życiu taki okres, kiedy miałem bardzo bliskiego przyjaciela. Oboje byliśmy podobni, lubiliśmy bliskość i fizyczne przyjemności. Kiedy więc pojawiała się potrzeba, po prostu dawaliśmy sobie nawzajem to, czego chcieliśmy. Czy zdarzało mi się go podrapać? Nie potrafię tego jednoznacznie powiedzieć. W pewnych momentach… zwłaszcza podczas pełni… nie do końca kontroluję to, co robię. Nigdy jednak nie zrobiłbym niczego celowo, by kogoś skrzywdzić. Jeśli zdarzało się, że moje paznokcie zostawiały ślady albo wbijałem się zbyt mocno, wynikało to raczej z czegoś, nad czym nie zawsze potrafię zapanować.
- Tak naprawdę nie miałem wielu partnerów. W rzeczywistości byłem blisko cieleśnie tylko z jedną osobą. Czy ją kiedykolwiek zraniłem? Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek się na to skarżyła. A jeśli nawet coś takiego miało miejsce… to nigdy nie zostało wypowiedziane na głos.
Ale to wszystko należy do przeszłości. Dziś nie ma to dla mnie znaczenia. Teraz najważniejszy jesteś Ty. Wszystko, co było kiedyś, zostawiam za sobą, nie chcę do tego wracać ani tego rozpamiętywać. - Powiedziałem spokojnie, próbując wyjaśnić swoje podejście i odpowiedzieć na jego pytania.
Daisuke spojrzał na mnie uważnie. A w jego oczach pojawiło się coś trudnego do odczytania, cień zastanowienia, może nawet lekkiego niepokoju. Widziałem, że coś analizuje, że jego myśli krążą wokół czegoś konkretnego. Zastanawiałem się, jakie pytanie za chwilę padnie i czy będę na nie gotów. Bo znając go już trochę, może mnie tym pytaniem mocno zaskoczyć.
- Jak na kogoś, kto miał tylko jednego łóżkowego partnera… jestem w tym naprawdę bardzo dobry - Powiedział w końcu.
W jego głosie pobrzmiewało zaskoczenie, ale było w nim też coś jeszcze. Coś, co kazało mi unieść brew i przyjrzeć mu się uważniej. Czy to była… zazdrość? Ledwie zauważalna, ukryta gdzieś pod powierzchnią, ale jednak obecna.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- A widzisz… miałem dobrego nauczyciela - Odpowiedziałem lekko, z nutą rozbawienia, pozwalając sobie na trochę głupkowaty uśmiech.
Przez krótką chwilę nie odrywałem od niego wzroku, jakbym chciał zobaczyć, jak zareaguje na te słowa. Czy się zirytuje? Czy zacznie drążyć temat? A może powie coś, co tylko bardziej podsyci to dziwne napięcie między nami?
- Cóż… w takim razie musisz być też dobrym nauczycielem dla mnie. Nie chciałbym przynieść ci wstydu - Odparł.
Jego słowa zupełnie mnie zaskoczyły. Tego się nie spodziewałem. Przez chwilę tylko na niego patrzyłem, jakbym próbował upewnić się, że dobrze go zrozumiałem. A jednak, mówił poważnie.
I co dziwne… wcale mi to nie przeszkadzało.
Wręcz przeciwnie.
Jeśli naprawdę tego chciał, mogłem nauczyć go wszystkiego, co sam potrafiłem. Najlepiej, jak tylko umiałem.
Uśmiechnąłem się powoli, z lekką nutą zadziorności.
- Wiesz… dwa razy nie musisz mi tego powtarzać - Odpowiedziałem, podnosząc się do siadu. - Chętnie nauczę cię tego i owego. - Na moment zawiesiłem głos, przyglądając mu się uważnie. - A w tym temacie… jestem naprawdę dobry. - W moim spojrzeniu pojawiło się coś wyzywającego, jakby ciche zaproszenie, do spełnienia jego małej prośby.

<Paniczu? C:>