Od Mikleo CD Soreya

czwartek, 16 kwietnia 2026

|
Nie było takiej potrzeby. Przecież mogę poczekać, nie jestem dzieckiem i nic mi się nie stanie, jeśli chwilę wytrzymam. Poza tym naleśniki są dobre zarówno ciepłe, jak i zimne, więc naprawdę nie robi mi to różnicy. Mogę spokojnie poczekać, aż i on przygotuje swoje.
- Poczekam, nie musi się martwić. Lubię naleśniki i zimne, i ciepłe, dla mnie nie ma to znaczenia. Najważniejsze, że są zrobione prosto z serca - Powiedziałem, nachylając się, by złożyć delikatny pocałunek na jego policzku i obdarzyć go najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było mnie w tej chwili stać.
- Wiem o tym doskonale, naprawdę zdaję sobie z tego sprawę - Odpowiedział z lekkim uporem. - Naleśniki są dobre i ciepłe, i zimne… ale napracowałem się, starałem, żeby twoje były naprawdę pyszne. Dlatego wolałbym, żebyś zjadł je od razu. - Westchnąłem cicho. Chyba nie do końca rozumiał, o co mi chodziło. Nie chodziło przecież tylko o jedzenie. Chciałem zjeść razem z nim wspólnie. To było dla mnie ważne. Takie chwile, nawet najprostsze, budują coś więcej… zacieśniają więź. W końcu bycie razem jest przyjemne nawet podczas zwykłego posiłku.
- Przepraszam… - Zacząłem ciszej, siadając przy stole i spoglądając na niego z łagodnością. - Chciałbym zjeść z tobą. Dlatego poczekam. Naprawdę mi na tym zależy. Nie zmieniaj tego, proszę. Chcę, żebyśmy wspólnie zjedli, czy to obiad, czy kolację… a potem po prostu razem spędzili wieczór. Może nawet położymy się spać trochę wcześniej, przed twoim jutrzejszym dniem w pracy. - Oparłem dłonie o blat stołu, cierpliwie czekając, aż skończy przygotowywać swoje naleśniki. Tym razem nie chodziło już o jedzenie, tylko o nas. O wspólnie spędzony czas razem..
Sorey nie dyskutował już więcej. Skupił się na przygotowywaniu swoich naleśników, a ja w tym czasie czekałem grzecznie, nie odzywając się ani słowem.
Przyglądałem się im uważnie złociste, idealnie zarumienione, wyglądały wręcz perfekcyjnie. Z każdą chwilą robiłem się coraz bardziej głodny. Zapach unosił się w powietrzu, kusząc mnie coraz mocniej, aż trudno było powstrzymać się przed sięgnięciem po choćby kawałek.
- Gotowe, możemy jeść - Odezwał się w końcu Sorey, siadając obok mnie z talerzem pełnym naleśników i posyłając mi ciepłe spojrzenie. - Smacznego. - Odparł, całując mnie w policzek.
- Smacznego - Odpowiedziałem z uśmiechem, od razu sięgając po pierwszy kęs.
Już po chwili wiedziałem, że było warto czekać.
- Pyszne… - Mruknąłem z wyraźnym zadowoleniem, na moment przymykając oczy, by lepiej nacieszyć się smakiem. - Od razu czuć, że włożyłeś w nie całe swoje serce. - Spojrzałem na niego z wdzięcznością, delektując się każdym kolejnym kęsem, jakby ten prosty posiłek miał w sobie coś więcej niż tylko smak.
- Nie jestem pewien… Czuję, że mogło być lepiej. - Nie mogłem się z tym zgodzić. Dla mnie były naprawdę idealne i nie chodziło tylko o smak.
- Nie - Odpowiedziałem od razu, z delikatnym uśmiechem. - Lepiej być nie mogło. Wszystko, co przygotujesz, jest idealne. - Nachyliłem się lekko i pocałowałem go w policzek, zatrzymując się przy nim na krótką chwilę. - To było naprawdę pyszne - Dodałem ciszej, z wyraźną szczerością w głosie.
Dokończyliśmy posiłek w spokojnej, przyjemnej atmosferze. Wspólne jedzenie okazało się jeszcze lepsze, niż się spodziewałem, nie przez same naleśniki, ale przez jego obecność.
Kiedy skończyliśmy, odsunąłem talerz i podniosłem się z miejsca.
-Ja posprzątam - Powiedziałem spokojnie, zbierając naczynia. - Ty się napracowałeś przy gotowaniu, więc to uczciwe, że ja się tym zajmę. - Spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem, czując przyjemne zmęczenie i ciepło rozchodzące się gdzieś w środku. To był dobry wieczór prosty, ale dokładnie taki, jakiego potrzebowałem.

<Pasterzyku? C:>