Jego propozycja bardzo mi się spodobała. Chętnie napiję się whisky, w końcu i tak babcia jej nie wypije.
- Pomysł doskonały - Przyznałem z uśmiechem, składając krótki pocałunek na jego policzku. - A wracając do jedzenia… masz ochotę na coś konkretnego? - Dopytałem, bo kompletnie nie wiedziałem, na co mógłby mieć teraz nastrój.
- Wiesz co? Chciałbym, żebyś mnie zaskoczył - Odpowiedział bez wahania.
Westchnąłem w duchu. No świetnie… właśnie tego mi było teraz najbardziej potrzeba, kulinarnego wyzwania.
- No dobrze - Odparłem po chwili, zbierając się w sobie. - W takim razie ty przygotuj whisky i szklanki, a ja zrobię coś dobrego do jedzenia. - Pochyliłem się jeszcze raz, muskając jego policzek, po czym wstałem z łóżka. Narzuciłem na siebie tylko spodenki, chodzenie nago po chatce było może kuszące, zwłaszcza przy nim, ale uznałem, że jednak tym razem sobie daruję.
W kuchni otworzyłem lodówkę, szybko przejrzałem jej zawartość, a potem zajrzałem jeszcze do szafek, analizując, co mamy pod ręką.
I wtedy wpadłem na pomysł.
Steki z karkówki, pieczone z cebulą, dynią i pomidorami, aromatyczne, lekko słodkie od warzyw, z wyraźnym, mięsnym smakiem. Idealne do whisky.
Uśmiechnąłem się pod nosem. O tak, to może się udać.
Samo przygotowanie karkówki nie było szczególnie trudne. Po pierwsze dokładnie umylem. A następnie pokroiłem mięso na równe plastry, a potem dokładnie doprawiłem je solą, pieprzem i tymiankiem. Na koniec natarłem każdy kawałek czosnkiem, żeby wydobyć z niego głębszy aromat. Skropiłem wszystko oliwą i odstawiłem na chwilę, by przyprawy mogły się dobrze wchłonąć, zanim trafiło do piekarnika.
W międzyczasie zabrałem się za dodatki. Przygotowałem świeżą sałatkę z warzyw, dokładnie taką, jaką najbardziej lubił mój panicz. Wiedziałem, że to zawsze trafiony wybór. Nie zapomniałem też o ziemniakach. Może nie zrobiłem ich zbyt dużo, ale miałem nadzieję, że ta porcja w zupełności wystarczy, by go zadowolić i dopełnić cały posiłek.
Kiedy wszystko było już w trakcie przygotowań, w kuchni zaczął unosić się przyjemny zapach pieczonego mięsa i przypraw. Uśmiechnąłem się pod nosem, wyglądało na to, że niespodzianka naprawdę może się udać.
Byłem zadowolony z efektu. Pyszny, intensywny zapach szybko rozszedł się po starej chatce i, zgodnie z moimi przewidywaniami, przyciągnął mojego panicza do kuchni. Po chwili stanął obok mnie, opierając się lekko o blat i zaglądając mi przez ramię.
- Co tak ładnie pachnie? - Zapytał z zaciekawieniem.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Przygotowałem karkówkę z cebulą i pomidorami. Do tego sałatka warzywna i ziemniaki - Wyjaśniłem, zerkając na niego z satysfakcją. - Możesz już usiąść i nalać whisky, a ja zaraz wszystko podam. - Poprosiłem, zerkając na niego przez ramię.
- Oczywiście, już się robi - Odpowiedział bez wahania i ruszył w stronę stołu.
Patrzyłem jeszcze przez chwilę, jak przygotowuje szklanki, a potem wróciłem do nakładania jedzenia. Po kilkunastu minutach wszystko było gotowe. Ułożyłem porcje na talerzach i zaniosłem je na stół, gdzie już na mnie czekał.
Postawiłem przed nim talerz i uśmiechnąłem się lekko.
- Smacznego. - Spojrzałem na niego z ciepłem, widząc w jego oczach zadowolenie, które tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że naprawdę udało mi się go zaskoczyć.
<Paniczu? C:>