Od Mikleo CD Soreya

środa, 1 kwietnia 2026

|
Szczerze mówiąc, nie miałem ochoty na jedzenie. A jednak coś mi podpowiadało, że skoro o nim wspomina, to pewnie sam też jest głodny. Nie potrafiłem odmówić, nie jemu. Zwłaszcza kiedy miałem wrażenie, że w takich chwilach mnie potrzebuje bardziej, niż chce przyznać.
Było w jego głosie coś miękkiego, coś, co zatrzymywało mnie w miejscu. Jakby pod powierzchnią zwykłych słów kryło się coś więcej coś, co było tylko dla mnie. A kiedy poczułem jego dotyk, ciepły i pewny, przesuwający się powoli po mojej skórze, wszystko stało się nagle prostsze.
W tamtej chwili nie miałem wątpliwości, mówił mi w ten sposób, że jestem dla niego ważny. Może nawet najważniejszy.
- Oczywiście… możesz zrobić coś słodkiego. Coś, co sam też zjesz - Powiedziałem cicho, patrząc na niego z lekkim uśmiechem, w którym było więcej czułości, niż chciałem pokazać.
- Hm, coś słodkiego… Masz może ochotę na coś konkretnego? - Dopytał, unosząc jedną brew i patrząc na mnie w ten swój sposób. Jakbym był kimś wyjątkowym. Kimś, kim wcale nie byłem. Przecież byłem tylko aniołem… niczym więcej.
Na moment odwróciłem wzrok, jakby łatwiej było mi zebrać myśli, kiedy nie czułem na sobie jego spojrzenia.
- Może… naleśniki z kremem? - Zaproponowałem w końcu, trochę niepewnie. Wiedziałem, że same naleśniki nie są szczególnie trudne do przygotowania… przynajmniej tak mi się wydawało.
Nie byłem jednak pewien, jak on na to patrzy. Może uzna to za zbyt skomplikowane. A może wręcz przeciwnie.
W razie czego zawsze może zrobić coś prostszego. Albo… mogłem mu pomóc. Ta myśl przyszła do mnie całkiem naturalnie i, ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie była taka straszna. - Jeśli chcesz, mogę ci pomóc - Dodałem ciszej, zerkając na niego kątem oka.
Mój partner od razu pokręcił głową, wyraźnie nie mając zamiaru korzystać z mojej pomocy. Był samowystarczalny, zawsze taki był, więc nie zamierzał mnie angażować. Rozumiałem to. Jeśli nie chciał, nie musiał.
A jednak gdzieś w środku wiedziałem, że gdyby tylko mnie potrzebował, bez wahania wyciągnąłbym do niego rękę.
- Dam sobie radę sam, nie musisz się przejmować. Zrobię najlepsze naleśniki, na jakie mnie stać - Stwierdził z lekkim uśmiechem.
Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, pochylił się i złożył krótki, ciepły pocałunek na moim czole. Ten gest był prosty, ale wystarczył, żeby coś we mnie zadrżało.
Chwilę później wstał z łóżka i skierował się w stronę kuchni, zostawiając mnie samego pod kołdrą.
Zostałem tam jeszcze przez moment, wsłuchując się w ciszę, która powoli wypełniała pokój, przerywaną tylko odległymi odgłosami jego kroków. Wiedziałem, że przygotowuje pyszną kolację. Dla nas obu.
I jakoś… ta myśl była wystarczająca, żeby nie chcieć się już ruszać.
Patrzyłem w sufit, czując, jak z kuchni zaczynają dochodzić przyjemne zapachy. A więc jednak, jak chciał, to potrafił.
Zastanowiłem się przez chwilę, czy pierwszy naleśnik mu wyjdzie. Zwykle bywało przecież tak, że ten pierwszy… nigdy nie był idealny. Czasem za blady, czasem przypalony, czasem po prostu rozpadał się przy przewracaniu.
Nie wiedziałem, dlaczego tak jest, to było trochę jak jakaś niepisana zasada. Nieważne, jak bardzo się starasz, pierwszy naleśnik i tak zawsze coś ma nie tak.
Miałem tylko nadzieję, że go to nie zniechęci. Znałem go na tyle dobrze, by wiedzieć, jak łatwo potrafił się poddać przez drobnostkę. I choć nie była to jego najlepsza cecha… akceptowałem ją.
W końcu kochałem go całego ze wszystkimi wadami i zaletami.
Tak samo jak on kochał mnie. 

<Pasterzyku? C:>