W gruncie rzeczy wcale mnie to nie zaskoczyło. Moja babcia bardzo często wychodziła z domu podczas pełni. Doskonale wiedziała, jaki jestem i jakie potrafią być młode wilki, kiedy księżyc wisi wysoko na niebie. Wiedziała też, czego wtedy potrzebujemy. Sama przecież kiedyś była w moim wieku i przechodziła przez to samo. Również potrzebowała wtedy odrobiny przestrzeni, ciszy i zwykłego zrozumienia.
Dlatego jej zachowanie w ogóle mnie nie zdziwiło. Wręcz przeciwnie, cieszyłem się, że jest aż tak wyrozumiała. Nie każdy rodzic czy opiekun potrafiłby podejść do tego w taki sposób. Wielu reagowałoby strachem albo próbą kontrolowania czegoś, czego i tak nie da się powstrzymać. Babcia jednak zawsze rozumiała więcej, niż mówiła na głos.
- Oczywiście. Myślę, że damy sobie radę - Powiedziałem z lekkim uśmiechem. - Zarówno z obiadem, jak i z tym, żeby przy okazji nie zdemolować domu. - Starałem się zabrzmieć żartobliwie, choć w gruncie rzeczy było w tym sporo prawdy. Podczas pełni różne rzeczy potrafiły pójść nie tak. Emocje były silniejsze, zmysły wyostrzone, a cierpliwość zdecydowanie krótsza niż zwykle. - A dla ciebie też coś zostawimy - Dodałem po chwili.
Uśmiechnąłem się łagodnie do kobiety. Znałem ją wystarczająco dobrze, żeby czytać między jej słowami i rozumieć znacznie więcej, niż wypowiadała na głos. W jej spojrzeniu była ta znajoma mieszanka troski i spokoju, jakby wiedziała, że tej nocy i tak wszystko potoczy się tak, jak powinno. I że jedyne, co naprawdę może zrobić, to dać nam trochę przestrzeni i zaufać, że poradzimy sobie sami.
- Nie musicie mi nic zostawiać, poradzę sobie. Zaraz będę się zbierała, a wy… proszę, zachowujcie się. Chciałabym mieć do czego wrócić - Odparła rozbawiona, poprawiając się wygodniej na krześle i czekając cierpliwie na herbatę.
W jej głosie brzmiało więcej żartu niż prawdziwego upomnienia, ale wszyscy doskonale wiedzieliśmy, że mówi to tylko w połowie dla śmiechu.
- Nic się nie stanie - Zapewniłem spokojnie.
Skupiłem się z powrotem na przygotowywaniu śniadania, starając się nie przypalić tostów. W tym czasie Daisuke stał przy blacie i nalewał właśnie herbatę do dwóch kubków, jednego dla siebie, drugiego dla babci. Para unosiła się leniwie znad gorącego naparu, wypełniając kuchnię znajomym, kojącym zapachem.
Przez chwilę w pomieszczeniu panował spokojny, domowy nastrój, jakby nadchodząca pełnia była jeszcze bardzo daleko, a nie tuż za progiem.
Poruszając lekko ogonem, krzątałem się przy blacie, przygotowując śniadanie. Zgodnie z życzeniem Daisuke zrobiłem dla nas tosty z owocami. Pokroiłem je szybko, ułożyłem na ciepłym pieczywie i doprawiłem odrobiną miodu, żeby wszystko smakowało jeszcze lepiej.
Na szczęście szło mi to sprawnie. Dzięki temu przygotowanie śniadania zajęło tylko chwilę i ani oni nie musieli długo czekać, ani ja nie straciłem zbyt wiele czasu.
Po chwili postawiłem talerze na stole.
- Proszę bardzo. I życzę smacznego - Powiedziałem z lekkim uśmiechem.
Zająłem swoje miejsce na krześle, przysuwając się bliżej stołu i w końcu mogłem na moment odetchnąć, zanim zaczniemy jeść.
<Paniczu? C:>