Od Mikleo CD Soreya

wtorek, 10 marca 2026

|
Rozbawiony jego słowami położyłem dłonie na jego głowie i zacząłem delikatnie głaskać go po włosach.
- Twoje sekrety są u mnie bezpieczne. Nie musisz się bać. Nikt nigdy nie dowie się, co tak naprawdę mówisz i robisz, gdy zapada noc - Wyszeptałem cicho, przesuwając palcami po jego miękkich włosach.
Nie chciałem mówić mu wszystkiego, co zdarzyło mi się usłyszeć. Prawda była taka, że nigdy nie powiedział przez sen niczego złego. Nigdy też nie zrobił nic, co mogłoby mnie zranić albo sprawić, że poczułbym się urażony. Zawsze był po prostu… sobą. Kochany, szczery i trochę rozgadany, nawet wtedy, gdy spał.
Czasami mam wrażenie, że mógłby prowadzić rozmowy przez pół nocy, nie budząc się ani na chwilę. A mimo to uwielbiałem te jego drobne wybryki. Był dla mnie najcudowniejszym człowiekiem/ aniołem na świecie, trochę chaotycznym, trochę zabawnym, a jednocześnie tak dobrym, że momentami wydawał się wręcz anielski. I właśnie za to kochałem go najbardziej.
- Cudownie wiedzieć, że moje sekrety są bezpieczne - Stwierdził po chwili, lekko się nadąsając. Napuszył policzki i rzucił mi spojrzenie, które chyba miało mnie przestraszyć… a może zawstydzić.
Szczerze mówiąc, nie zawsze rozumiałem jego spojrzenia ani słowa, które czasem do mnie kierował. Bywał zagadkowy, pełen drobnych gestów i min, których znaczenie pozostawało dla mnie tajemnicą. Ale to wcale mi nie przeszkadzało.
Bo nawet jeśli nie rozumiałem wszystkiego, kochałem go takim, jaki był. Z każdą jego wadą, z każdą dziwną miną i każdym szeptem wypowiedzianym przez sen.
- Ale mimo wszystko bardzo chciałbym wiedzieć, co tak naprawdę słyszysz, kiedy śpię. Z drugiej strony wolałbym wcale nie mówić przez sen… Wiem, że potrafię wtedy kogoś obudzić. W akademiku nieraz miałem przez to problemy, bo gadam za głośno - Westchnął cicho. - Nie chcę, żebyś przez to ciągle chodził poddenerwowany tylko dlatego, że coś mruczę przez sen. - Najwyraźniej naprawdę bardzo się tym przejmował. W jego głosie było słychać zakłopotanie, a może nawet wstyd. Zastanawiałem się, dlaczego aż tak bardzo go to martwi. Przecież nigdy nie powiedział nic złego. Nigdy nie zrobił nic, co mogłoby mnie zdenerwować albo zranić.
Dla mnie było to raczej… urocze.
- Skarbie, nie przejmuj się, mi naprawdę w żadnym wypadku to nie przeszkadza i przeskalać nie zacznie - Powiedziałem łagodnie, muskając palcami jego policzek. - Nie powiedziałeś niczego, czego już bym o tobie nie wiedział. - Uśmiechnąłem się lekko, przypominając sobie niektóre z jego nocnych opowieści. - Co prawda czasem potrafisz mnie zaskoczyć. Ostatnio na przykład bardzo przejmowałeś się jakąś wiewiórką… a innym razem mówiłeś coś o psach biegających wokół ciebie. - Zaśmiałem się cicho pod nosem. - Ale wiesz co? To na swój sposób bardzo słodkie i zupełnie niecodzienne. Zresztą… dokładnie tak samo jak ty. Jesteś słodki i niecodzienny. Mój wyjątkowy anioł. - Nachyliłem się do niego i delikatnie pocałowałem jego miękkie usta, zatrzymując się przy nim na krótką chwilę, jakbym chciał tym gestem rozwiać wszystkie jego obawy.
Sorey westchnął ciężko, ale mimo to przytulił mnie jeszcze mocniej do siebie, jakby jego ciało i te wielkie skrzydła mogły ochronić mnie przed całym światem. W rzeczywistości przecież nic złego się nie działo, a jednak w tym uścisku było coś uspokajającego coś, co sprawiało, że wszystkie troski wydawały się nagle dużo mniejsze.
Czułem, jak powoli ogarnia mnie zmęczenie. Dzisiejszy dzień był długi i męczący, a po wszystkim, co się wydarzyło, moje ciało domagało się wreszcie odpoczynku. Przeciągnąłem się lekko i przymknąłem oczy, pozwalając sobie na chwilę ciszy w jego ramionach.
- Może… jeśli sobie zasłużysz, kiedyś ci opowiem - Szepnąłem cicho z nutą rozbawienia.
Powoli zamknąłem oczy, czując przyjemne ciepło jego bliskości. Myśli zaczęły się rozmywać, a sen z każdą chwilą przyciągał mnie coraz mocniej.
Otulony jego skrzydłami i spokojnym oddechem tuż przy moim uchu, odpłynąłem w końcu do krainy snów.

<Pasterzyku? C:>