Rozbawiony pokręciłem głową, słysząc jego słowa. Czy naprawdę byłem aż tak słodki? Sam nigdy tak o sobie nie myślałem. Jeśli jednak on tak mnie widział… nie miałem serca zaprzeczać. Jego komplementy były może proste, niewyszukane, ale właśnie to czyniło je tak szczerymi. I wystarczały mi w zupełności. Dzięki nim czułem się zauważony, doceniony, a to było dla mnie ważniejsze niż jakiekolwiek wielkie słowa.
- Takie komplementy zdecydowanie mi wystarczą - Powiedziałem z lekkim uśmiechem, spoglądając na niego ciepło. - Nie oczekuję zbyt wiele… jestem raczej skromnym człowiekiem. To znaczy… aniołem - Poprawiłem się żartobliwie. - I naprawdę miło jest usłyszeć coś takiego. Wcześniej… nikt nigdy mi tego nie mówił. - Uśmiechnąłem się łagodnie, czując przyjemne ciepło gdzieś w środku.
- A to dlatego, że jesteś po prostu zbyt skromny - Wymruczał, zbliżając się do mnie. W jego głosie pobrzmiewała czułość, której nie dało się pomylić z niczym innym. - Jesteś taki słodziutki… taki milutki. I jeszcze ten zapach… - Dodał ciszej, jakby tylko dla mnie. - Jesteś po prostu przeuroczy. - Zanim zdążyłem odpowiedzieć, złożył delikatny pocałunek na moim czole, a potem pomógł mi wejść do bali. Ciepła woda otuliła moje ciało, rozluźniając mięśnie i sprawiając, że mimowolnie westchnąłem z ulgą. - Już się aż tak nie staraj i nie chwal mnie bez końca - Mruknąłem, choć w moim głosie nie było ani odrobiny sprzeciwu. Raczej ciche zawstydzenie. - Lepiej chodź tutaj… i dołącz do mnie. - Wyciągnąłem w jego stronę dłoń, patrząc na niego z wyraźną tęsknotą.
Chciałem, żeby był blisko. Żeby nie tylko stał obok, ale żeby naprawdę był ze mną ciepły, obecny, obejmujący mnie w tej spokojnej chwili. Chciałem spędzić z nim ten czas, nie tylko dzieląc kąpiel, ale też ciszę, spojrzenia i to wszystko, czego nie trzeba było wypowiadać na głos.
Sorey, nawet nie próbując się ze mną spierać, tylko lekko skinął głową i po chwili dołączył do mnie w kąpieli. Sam ten drobny gest wystarczył, bym poczuł się szczęśliwy. Odkąd jest przy mnie, każda chwila spędzona razem nabiera dla mnie szczególnego znaczenia, nieważne gdzie, byle z nim.
Choć wciąż bywam trochę nieśmiały i czasem brakuje mi odwagi, żeby samemu podejść, poprosić go o coś albo po prostu powiedzieć, czego potrzebuję, staram się. Naprawdę się staram. I wiem, że on to widzi… że to docenia. A to znaczy dla mnie więcej niż cokolwiek innego.
Mój partner bez zbędnych słów sięgnął po gąbkę i zaczął delikatnie myć moje ciało. W jego ruchach była czułość, jakby robił to nie z obowiązku, ale dlatego, że naprawdę tego chciał. Może nawet sprawiało mu to przyjemność.
Ja natomiast, nie mając nic przeciwko, pozwoliłem sobie po prostu się rozluźnić. Zamknąłem oczy, wsłuchując się w cichy plusk wody i skupiając na jego dotyku, zawsze tak kojącym, tak bezpiecznym.
I w tamtej chwili… naprawdę nie potrzebowałem już niczego więcej i nie będę potrzebował tego akurat byłem pewien. On sam zdecydowanie mi wystarczy do szczęście.
<Pasterzyku? C:>