No tak… miał rację. Wiem, że będzie chciał upiec mi ciasteczka, choć nie mam pojęcia kiedy. I właśnie to czyni wszystko jeszcze bardziej ekscytującym, wciąż pozostaje to słodką tajemnicą, niespodzianką, której nie mogę się doczekać. A co najważniejsze, jestem pewien, że będę z niej zadowolony.
Uwielbiam słodkości. Czekolada to zdecydowanie moja słabość, ciasteczka, ciasta, wszystko, co ma w sobie choć odrobinę kakao, od razu zdobywa moje serce. Na szczęście bycie aniołem ma swoje zalety, nie tyję, nie muszę martwić się zdrowiem ani konsekwencjami objadania się. Mogę pozwolić sobie na każdą słodką przyjemność bez najmniejszych wyrzutów sumienia.
- W takim razie przygotuję ci przepis - Powiedziałem spokojnie, uśmiechając się do niego łagodnie. Wiedziałem, że to bardzo mu pomoże. Może i chce zrobić mi niespodziankę, bez mojej bezpośredniej pomocy, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, bym delikatnie go naprowadził.
W końcu wiem, co i w jakich proporcjach dodać, by wszystko smakowało naprawdę dobrze. A skoro zależy mu na tym, żeby zrobić to samodzielnie, niech tak będzie, niespodzianka pozostanie niespodzianką. Ja jedynie podsunę mu wskazówki, ukryte w prostym przepisie, tak aby uniknął kulinarnej katastrofy… i żeby żadne ciasteczka nie musiały skończyć w koszu.
- Naprawdę? Zrobiłbyś to dla mnie? — zapytał, a jego oczy rozjaśniły się natychmiast. Wyglądał na szczerze szczęśliwego, jakby właśnie dostał coś znacznie więcej niż tylko obietnicę przepisu. Ta drobna rzecz sprawiła mu wyraźną radość, choć w gruncie rzeczy nie było w tym nic nadzwyczajnego. A jednak… dla niego to miało znaczenie.
Uśmiechnąłem się lekko, patrząc na niego z czułością, której nawet nie próbowałem ukrywać.
- Tak, zrobię to dla ciebie - Odpowiedziałem spokojnie. - I tak nie mam wiele do roboty, kiedy jesteś w pracy. Dzięki temu przynajmniej czymś się zajmę. - Trochę bardziej się do niego przesunąłem i delikatnie pocałowałem go w policzek. Ten gest był naturalny, niemal odruchowy, pełen ciepła i czegoś więcej, czego nie trzeba było nazywać. - Poza tym… - Dodałem ciszej, z lekkim uśmiechem - Chcę, żeby ci wyszło. - Dodałem, mówiąc szczerze to co myślałem.
Sorey położył dłoń na moim policzku, uśmiechając się do mnie delikatnie. Jego dotyk był ciepły i uspokajający, jakby samą obecnością chciał mnie zapewnić, że wszystko jest w porządku.
- Nudzisz się, gdy pracuję? - Zapytał cicho, a w jego głosie dało się wyczuć nutę troski.
To było niepotrzebne. Naprawdę nie musiał się o mnie martwić.
Spojrzałem na niego spokojnie, odwzajemniając jego uśmiech.
- Nie, tak szczerze powiedziawszy to nie nudzę się, chociaż czasem fajnie jest mieć kogoś z kim mogę porozmawiać gdy nie ma cię w domu - Odpowiedziałem łagodnie. - Na szczęście mam tu co robić. Sprzątam, gotuję, dbam o dom… o to, żeby zawsze było ciepło i przytulnie. Żebyś wracając miał wszystko, czego potrzebujesz. - Na chwilę zawahałem się, jakby dobierając słowa, po czym dodałem ciszej. - To moja forma podziękowania. Za to, że pracujesz… że dbasz o mnie. O nas. - Nie czekając dłużej, nachyliłem się i musnąłem jego usta w krótkim, czułym pocałunku prostym, ale pełnym znaczenia..
<Pasterzyku? C:>