Przyznam, że trochę mnie tym rozbawił. Przecież dałem się ponieść na tyle, na ile było to w ogóle możliwe. Znajdowaliśmy się w miejscu, w którym nie mogłem pozwolić sobie na zbyt wiele. Chatka wcale nie była tak dobrze zabudowana, jak mogłoby się wydawać, tylko cienkie ściany oddzielały nas od reszty świata. Gdyby ktoś naprawdę chciał, bez większego problemu mógłby nas usłyszeć. A tego zdecydowanie żaden z nas by nie chciał.
Już i tak ludzie potrafili wyzywać nas od najgorszych. Tylko dlatego, że się kochaliśmy. Bo przecież jako mężczyźni byliśmy razem, a według nich nie powinniśmy. Bóg rzekomo tego nie chciał.
Ale czy ktokolwiek tak naprawdę wiedział, czego Bóg chciał?
Czy ktoś kiedykolwiek zapytał Go o to naprawdę?
Wiem, że to śmiałe pytania. Może nawet niebezpieczne. A jednak trudno było mi je zatrzymać tylko dla siebie. Skoro ludzie, anioły i inne istoty, których, jak wierzyliśmy, w tym świecie było przecież tak wiele, potrafili tak łatwo rzucać oskarżenia, twierdząc z absolutną pewnością, że Bóg tak właśnie postanowił… to dlaczego sam Bóg nigdy tego nie potwierdził?
Dlaczego milczał?
Gdybyśmy naprawdę nie mogli być razem, czy w ogóle bylibyśmy?
Nigdy nie poczułem, żeby wszechświat miał coś przeciwko naszej miłości. Nigdy nie uderzył w nas piorun. Nigdy nie nawiedził mnie sen, w którym Bóg mówiłby, że robimy coś złego. Nigdy nie wydarzyło się nic, co byłoby znakiem, że ktoś ponad nami naprawdę nas potępia.
To tylko ludzie tak bardzo chcieli nas osądzać.
- Sugerujesz, że za mało się poniosłem? - Zapytałem w końcu, unosząc lekko brew.
Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech, choć zmęczenie coraz wyraźniej dawało o sobie znać. Spojrzałem na niego spod półprzymkniętych powiek.
- Mogłem być głośniejszy? - Zadałem całkiem proste pytanie takie, na które odpowiedź znałem jeszcze zanim padła. W sprawach intymności, w bliskości ciał, był ode mnie znacznie bardziej doświadczony. Wiedział więcej, potrafił więcej niż ja. A jednak wciąż próbowałem, ucząc się powoli wszystkiego przy nim.
Był moim pierwszym.
I miałem nadzieję, że będzie też ostatnim.
Szczerze mówiąc, nie chciałem nigdy zakochiwać się w kimś innym. Wiem, że jako anioł powinienem kochać kobietę. Taką, z którą mógłbym, a może nawet powinienem, mieć potomstwo. Tak przynajmniej mówił świat. Tak powtarzali inni.
A jednak, ku niezadowoleniu całego tego świata, wybrałem mężczyznę.
Mężczyznę, z którym chciałem spędzić resztę swoich dni.
Bez względu na to, co myślą inni. To nie było ich życie. Nie oni mieli prawo decydować za nas. Nie oni powinni mówić nam, kogo możemy kochać.
Chciałem kochać i być kochanym, ale przez osobę, którą sam wybrałem. Nie przez kogoś narzuconego tylko dlatego, że ktoś twierdził, iż tak właśnie chciał Bóg.
Zwłaszcza że sam Bóg wciąż milczał.
Nie wypowiadał ani jednego słowa.
- Wiesz… lubię twój głos - Powiedział cicho. - I gdyby nie to, że ściany są takie cienkie, nie pozwoliłbym ci być tak cicho. Wiem, że stać cię na więcej. A ja chcę dać ci tyle miłości i czułości, ile tylko potrafię. - To było naprawdę urocze z jego strony.
Był młody, z resztą tak jak ja. A mimo to potrafił okazać mi tak wiele emocji. Tyle uczuć, tyle bliskości. Pokazał mi życie, którego u boku dziadka nigdy bym nie poznał.
I chyba właśnie dlatego kochałem go jeszcze bardziej.
- Myślę, że mój głos wcale nie jest aż tak piękny. Na świecie jest mnóstwo mężczyzn i kobiet, którzy mają o wiele ładniejszy głos ode mnie. - Mimo tych słów pochyliłem się i pocałowałem go lekko w policzek, wdzięczny za jego ciepłe słowa.
<Pasterzyku? C:>