Nie spieszyłem się. Wybrałem odpowiednie ubranie, bardziej postawiłem na to, by było mi ciepło; wybrałem spodnie doskonale przylegające do mojego ciała, i do tego ukradłem jedną z jego bluz, czerwoną z żółtą gwiazdką na środku. Początkowo miałem założyć coś ze swojej torby, ale jakoś tak jego bluza wisząca na krześle rzuciła mi się w oczy i jakiś taki diabeł mnie pokusił, by ją założyć. Była może z raz założona, pachniała jeszcze tą charakterystyczną nutą świeżego prania, i do tego jeszcze zapach ciała mojego chłopaka. Może na święta kupię mu perfumy? Coś, co podkręci jego naturalny zapach? Coś, co będzie dla mnie bardziej trwałe, wyczuwalne... ale też nie mogę przesadzić. Jego nos by mi tego nie wybaczył. Trudny przypadek mi się trafił, ale na pewno mu sprostam.
Zadowolony poprawiłem swoje włosy, czesząc je tak, jak lubił, czyli z grzywką opadającą mi na czoło, później szybka, poranna toaleta i mogłem iść do mojego chłopaka. Przyjemny zapach unosił się w powietrzu, a to oznaczało jedno, już zabrał się za przygotowywanie śniadania. Też powinienem się pospieszyć, przygotować kawę, rozłożyć talerze. Niewiele, bo niewiele potrafiłem, ale chociaż tyle.
- Dzień dobry – przywitałem się grzecznie, kiedy wszedłem do kuchni. Nie był tam tylko Haru, ale i jego babcia. Od razu zauważyłem, że starsza kobieta wyglądała jak zawsze pomimo pełni, a jednak nie byłem bardzo zaskoczony. Biło od niej doświadczenie. Jest doskonale świadoma swoich emocji, potrzeb, siły, a coś tak czułem, że to właśnie one mają wielki wpływ na to, czy wilcze cechy się uwidocznią, czy też nie. Widzę to po Haru. Czasem pomagam mu rozplątać kłębiące się w nim emocje, i na chwilę jego spojrzenie staje się miękkie, bardziej ludzkie niż wilcze.
- Dzień dobry – odpowiedziała kobieta. Zauważyłem także, że Haru na dźwięk mojego głosu od razu zaczął merdać ogonem. Ależ to było słodkie, i kochane. Uwielbiam tę jego wersję. - Masz na sobie ciekawą bluzę.
- Prawda? Jakoś tak mi się rzuciła w oczy – powiedziałem z łagodnym uśmiechem. I sądząc po spojrzeniu, Haru był zachwycony moim pomysłem. Chociaż, on był też zachwycony z powodu tego, że tylko się rozciągałem. - Przygotować pani kawę?
- Z chęcią, chłopcze, z chęcią.
- Skup się na tostach, bo przypalisz – rzuciłem w stronę Haru, sprzedając mu lekkiego pstryczka w nos, kiedy tylko byłem wystarczająco blisko niego. To go trochę obudziło, od razu się skupił na patelni.
- Poradzicie sobie z obiadem sami? - spytała nagle jego babcia, co dosyć mnie mocno zaskoczyło. Kobieta lubiła działać w kuchni, i chce oddać Haru pałeczkę? Nie znam jej długo, ale wiem, że to do niej niepodobne.
- Tak, bez problemu. A co, coś się stało? - spytał mój chłopak, na chwilę odwracając się w jej stronę.
- Jak jeszcze nie wiedziałam, że przyjedziecie, umówiłam się na ten dzień z przyjaciółką. No wiesz, z Adrianną. A nie lubię odwoływać spotkań. Mam nadzieję, że wybaczycie mi te kilka godzin nieobecności – wyjaśniła, a mi coś tu się nie zgadzało. Wychodzi na kilka godzin z domu podczas pełni? Zostawia nas samych? Tak po prostu? Kiedy wie, jak ta pełnia u młodego wilkołaka wygląda? Jak dla mnie to nie jest przypadek, a misterna intryga, ale nie wiem, co na to Haru, on ją zdecydowanie lepiej zna, może faktycznie zwykłe zrządzenie losu, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
<Wilczku? C:>