Od Daisuke CD Haru

środa, 18 marca 2026

|
 Można to było interpretować na dwa sposoby. W ten pozytywny dla nich, że nie są tak dziwni, albo w ten negatywny dla mnie, czyli że to ja dziwaczeję. Albo jedno i drugie naraz, taki dziki duet. Nie odbiegałem daleko od prawdy, w moim świecie takie wychowywanie dziecka, pozwalanie mu na taką swobodę jest dziwne. Pewnie gdyby nie to, że jestem już głową rodziny, nie miałbym pełni swobody po osiągnięciu pełnoletności. To, że ktoś jest pełnoletni nie znaczy, że jest dorosły. Ma prawo nie wiedzieć, czego chce, ma prawo popełniać błędy, ma prawo być jeszcze trochę dziecinny, niepewny i niewszystkowiedzący. A przynajmniej takie prawo ma przeciętny nastolatek. Ja nie mam. Ja muszę już dorastać, stanąć na wysokości zadania, jakie postawił przede mną świat... ale to nic. Przywykłem do tej presji, nauczyłem się z nią żyć. I miałem szczerze nadzieję, że on jej nie odczuwa. Ma wsparcie w swojej babci, i powinien z tego korzystać. To jest luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić. 
- Może... albo to ja staję się takim samym dziwakiem – wzruszyłem ramionami, a na moich ustach zabłąkał się nieśmiały uśmiech. 
- Nie obraź się, ale zawsze byłeś trochę dziwakiem – powiedział lekko. - Ta nonszalancja na twarzy, wiecznie zirytowane spojrzenie, no i te rękawiczki, jakbyś się brzydził świata. Nie zrobiłeś dobrego pierwszego wrażenia. 
- Też byś był wiecznie zirytowany, jakbyś czuł świat w ten sposób, co ja – powiedziałem, nie mając mu tego za złe. Byłem świadom tego, jaką buduję wokół siebie aurę, i zamierzałem to utrzymywać. W ten sposób mniej osób mną się zainteresuje, a skoro się mniej osób mną interesuje, mniej muszę rozmawiać i wchodzić w interakcje. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kogo taka niedostępność kręci. Taką cierpliwość, jeśli osoba mi się spodobała, byłem w stanie nagrodzić. Ale teraz mam jego, i nikt inny mnie nie interesuje i nie zainteresuje. 
- Coś o tym wiem, bo też to czuję, przynajmniej nosem. Każda emocja ma swój zapach, zapach każdego jest inny, więc niezły bukiet się może wytworzyć – wzruszył delikatnie ramionami. - Widzisz, ile mamy ze sobą wspólnego? Pasujesz tu idealnie. 
- Miło jest w końcu gdzieś pasować – stwierdziłem krotko. Miło jest zostać zaakceptowanym takim dziwnym, jakim się jest. 
- Cała przyjemność po naszej stronie – odpowiedział, chwytając moją dłoń i składając na moim policzku delikatny pocałunek. - Tak właściwie... może napijemy się dzisiaj czegoś? - uśmiechnął się sugestywnie, co wywołało u mnie rozbawienie. 
- Twoja babcia jeszcze domu nie opuściła, a ty już chcesz przeprowadzić atak na jej zapasy? Przydałoby ci się trochę wychowania, wilczku – powiedziałem zaczepnie, wyciągając rękę, by podrapać go za uchem. 

<Wilczku? C:>

Etykiety