Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 16 marca 2026

|
Od razu cicho się zaśmiałem, gdy jego słowa w końcu do mnie dotarły. Był w tym momencie taki uroczy i trochę zagubiony, a jednocześnie wciąż pozostawał kimś o wiele bardziej doświadczonym ode mnie. Mimo że to ja byłem starszy, miałem wrażenie, że to on widział więcej, przeżył więcej i rozumiał znacznie więcej rzeczy niż ja kiedykolwiek zdążyłem.
W gruncie rzeczy wiele z tego, kim teraz byłem, zawdzięczałem właśnie jemu. To dzięki niemu nauczyłem się wielu rzeczy, o świecie, o ludziach, a może nawet trochę o samym sobie. I chyba nigdy nie powiedziałem mu wystarczająco wyraźnie, jak bardzo byłem mu za to wdzięczny.
- Spokojnie, mój drogi - Powiedziałem w końcu łagodnie, wciąż z lekkim uśmiechem. - Nie mam w głowie żadnych dziwnych czy nieprzyzwoitych myśli. Nie jestem taki jak twoi poprzedni partnerzy. - W głębi duszy jednak odczuwałem pewną cichą satysfakcję z tego, że to właśnie ja pojawiałem się w jego snach. Było w tym coś dziwnie przyjemnego świadomość, że gdzieś w jego podświadomości to ja zajmuję miejsce, które mógłby zajmować ktoś inny.
Ale tak naprawdę wiedziałem też, że gdyby kiedyś śnił o kimś innym, nie miałbym prawa się na niego złościć. Nie byłem przecież dzieckiem… choć zapewne dla wielu osób jeszcze długo nim pozostanę.


— Ty naprawdę jesteś kochany. Bardzo kochany… chyba nawet zbyt kochany. Gdyby nie ty i twoje dobre serce, moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej — stwierdził cicho.

Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, pochylił się i pocałował mnie w policzek, a potem przytulił do siebie mocniej, niż się spodziewałem. Przez chwilę pozwoliłem mu na to, jednak jego uścisk szybko stał się trochę zbyt silny. Przyznam, że ciało wciąż mnie bolało i nie było to już tak przyjemne, jak powinno.
- Sorey… trochę za mocno - Poprosiłem cicho.
Niemal natychmiast poczułem, jak jego ramiona się rozluźniają.
- Wybacz. Po prostu nie potrafię ukryć radości - Wyszeptał, po czym delikatnie pocałował mnie w czoło.
Uśmiechnąłem się pod nosem i przeciągnąłem lekko, próbując rozluźnić napięte mięśnie.
- Nie musisz jej ukrywać - Odpowiedziałem spokojnie. - Ale nie musisz też mnie dusić. - Zaśmiałem się cicho, a potem spojrzałem na niego z łagodnym uśmiechem. - Przygotujesz nam kąpiel? - Zapytałem, unosząc lekko brwi i posyłając mu jeden z tych uśmiechów, którym rzadko potrafił się oprzeć i obaj dobrze to wiemy.
Sorey uśmiechnął się do mnie i delikatnie skinął głową.
Oczywiście, że przygotuje kąpiel, w końcu to ja go o to poprosiłem. A on zawsze lubił spełniać moje prośby. Zresztą działało to w obie strony, bo ja również lubiłem robić dla niego różne rzeczy, zwłaszcza kiedy widziałem, jak bardzo go to uszczęśliwia.
To zresztą ja zaproponowałem wspólną kąpiel. Sam byłem tym trochę zaskoczony, bo zazwyczaj byłem dość wstydliwy i rzadko wysuwałem takie propozycje. Tym razem jednak było inaczej.
Czułem, że właśnie tego potrzebuję, jego bliskości, spokoju i chwili tylko dla nas. Wspólna kąpiel wydawała się idealnym sposobem, żeby na moment odciąć się od wszystkiego i po prostu pobyć razem, bez pośpiechu, bez zbędnych słów.
Chciałem tylko tej ciepłej wody, ciszy i jego obecności obok mnie.

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety