Od Haru CD Daisuke

poniedziałek, 16 marca 2026

|
~ Ciekawy sposób na wychowywanie mnie? - Pomyślałem. Mój partner chyba zapomniał, że nie jestem już dzieckiem. Mam siedemnaście lat, a za kilka miesięcy skończę osiemnaście. To chyba całkiem logiczne, że moja babcia nie pilnuje mnie już na każdym kroku ani nie mówi mi, co wolno, a czego nie. Tym bardziej nie wtrąca się w to, z kim się spotykam i jakie decyzje podejmuję w swoim życiu.
W końcu byłem wystarczająco dorosły, żeby samodzielnie decydować o wielu sprawach. Nie robiłem nic złego, niczego, co wymagałoby czyjejś kontroli. Dlatego naprawdę nie rozumiałem, co tak bardzo go zaskakiwało.
- Skarbie, mam siedemnaście lat… właściwie za chwilę osiemnaście - Powiedziałem spokojnie. - To chyba normalne, że babcia nie pilnuje mnie już jak małego dziecka. Nie stoi nade mną i nie mówi mi, co mam robić ani czego mi nie wolno. Czasy, kiedy musiała mnie kontrolować, dawno minęły. Teraz po prostu żyję po swojemu i nie robię nic złego. - Uśmiechnąłem się lekko w jego stronę, po czym wróciłem wzrokiem do zlewu. Ciepła woda spływała po talerzach, zmywając resztki śniadania, które wcześniej przygotowałem. Skupiłem się na prostym rytmie mycia naczyń, choć kątem oka wciąż obserwowałem jego reakcję, zastanawiając się, co tak naprawdę chodziło mu po głowie.
- Oczywiście, rozumiem to. W końcu jesteś już prawie dorosły - Powiedział cicho. - Ale mimo wszystko… trudno mi sobie wyobrazić, żeby moja babcia zgodziła się na coś takiego. Wiesz, nadal jesteśmy młodzi. A poza tym… jesteśmy mężczyznami. - Na chwilę zamilkł, jakby sam próbował poukładać myśli. - Twoja babcia naprawdę nie ma nic przeciwko temu, żebyśmy… żebyśmy razem spali? - Zapytał w końcu ostrożnie.
Wyraźnie nie potrafił zrozumieć jej podejścia. W jego głosie było więcej zdziwienia niż osądu. Dla niego to wciąż było coś trudnego do przyjęcia, choć w rzeczywistości nie było w tym nic złego. Przecież nikogo nie krzywdziliśmy. Byliśmy razem, bo tego chcieliśmy.
Westchnąłem lekko i oparłem dłonie o blat kuchenny, odwracając się w jego stronę.
- Moja babcia to nie twoja babcia - Odpowiedziałem spokojnie. - I dobrze o tym wiesz. Ona jest naprawdę dobrą, ciepłą kobietą. Nigdy nie powiedziałaby ani nie zrobiła niczego, co miałoby mnie zranić. - Zatrzymałem na nim wzrok, mówiąc już trochę ciszej. - Po prostu chce, żebym był szczęśliwy. Wie, że dorastam, że mam swoje potrzeby i uczucia. I rozumie też jedno, że cię kocham. - Na moment się uśmiechnąłem. - Dla niej nie ma znaczenia, czy jesteś mężczyzną, czy kimkolwiek innym. Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem i że nic złego się nie dzieje. Chce tylko, żebym był szczęśliwy. - Wyjaśniłem, kładąc talerze na suszarce.
Mój partner westchnął cicho i usiadł na blacie kuchennym. Przez chwilę przyglądał mi się uważnie, jakby próbował jeszcze raz przemyśleć wszystko, co przed chwilą usłyszał.
- Jesteście naprawdę dziwną rodziną - Stwierdził w końcu, kręcąc głową z lekkim rozbawieniem.
W jego głosie nie było jednak złośliwości, raczej szczere zdziwienie pomieszane z uśmiechem.
Spojrzałem na niego znad zlewu, ocierając dłonie o ściereczkę.
- Cóż… - Odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. - Do takiej właśnie rodziny chciałeś dołączyć. - Uniosłem brew, patrząc na niego zaczepnie. - Więc chyba nie jest aż tak źle, skoro nadal tu jesteś. - Dodałem szczerząc się jak głupi do sera.

<Panicznu? C:>