Jego słowa trafiały do mnie w niezwykły sposób. Czułem, jak powoli oswajam się z jego obecnością, z bliskością, która jeszcze chwilę temu wydawała mi się krępująca. Wciąż się wstydziłem, wciąż nie potrafiłem mówić o pewnych pragnieniach na głos… a jednak gdzieś w środku wiedziałem, że on tego potrzebuje. I że ja również tego potrzebuję, nawet jeśli jeszcze nie potrafiłem się do tego otwarcie przyznać.
- Wiesz… jeśli chcesz, możesz mi to wszystko pokazać. To, o czym mówiłeś - Wyszeptałem w końcu nieco zawstydzony, patrząc mu prosto w oczy. - Wtedy będę miał pewność, że nie mówisz głupot. - Słowa ledwo przeszły mi przez gardło, ale kiedy już je wypowiedziałem, poczułem jednocześnie ulgę i lekkie napięcie.
- Skoro prosisz tak ładnie… chyba nie mogę ci odmówić - Odpowiedział z delikatnym uśmiechem.
Rumieniec natychmiast rozlał się po mojej twarzy.
Sorey powoli się do mnie zbliżył. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, poczułem jego usta na swoich. Pocałunek był ciepły i namiętny, ale jednocześnie zaskakująco łagodny. Jego dłonie przesuwały się po mojej skórze ostrożnie, niemal badawczo, jakby chciał upewnić się, że każdy gest jest dla mnie w porządku.
Pod wpływem jego dotyku po moim ciele zaczęły przebiegać przyjemne dreszcze. Było w tym coś niezwykle intensywnego, a jednocześnie uspokajającego. Napięcie, które nosiłem w sobie przez cały dzień, powoli zaczęło ustępować.
To było… dobre. Naprawdę dobre.
Może właśnie tego w tej chwili najbardziej potrzebowaliśmy, chwili bliskości, która pozwala zapomnieć o wszystkim innym.
Jego usta powoli wędrowały dalej. Najpierw po policzku, potem po linii szczęki, aż w końcu zatrzymały się na mojej szyi. Każdy delikatny dotyk wywoływał kolejne fale ciepła rozchodzące się po moim ciele.
Westchnąłem cicho, czując jak jego wargi muskają moje obojczyki, a potem powoli przesuwają się niżej. Nie było w tym pośpiechu, tylko cierpliwość i uważność, która sprawiała, że każda sekunda wydawała się dłuższa.
Nie chciałem tego przerywać.
Nie chciałem mówić „nie”.
W tej chwili liczyło się tylko to, że byliśmy tu razem.
Przyjemny dreszcz przebiegł po całym moim ciele, gdy rozsunął moje nogi i przyciągnął mnie bliżej siebie, łącząc nas w bliskości, której nie potrafiłem i chyba nawet nie chciałem się oprzeć. Mój oddech natychmiast przyspieszył, a palce zacisnęły się na jego plecach. Paznokcie mimowolnie wbiły się w jego skórę, kiedy kolejne fale przyjemności zaczęły rozchodzić się po moim ciele.
Nie chciałem, żeby to się kończyło.
Naprawdę nie chciałem.
Pragnąłem tylko, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
Jego bliskość, ciepło jego ust i dotyk gorących dłoni sprawiały, że cały świat przestawał istnieć. W tej jednej chwili potrafiłem myśleć tylko o nim, o jego zapachu, o jego oddechu tuż przy mojej skórze, o sposobie, w jaki mnie obejmował.
Każdy jego ruch wywoływał we mnie coraz silniejsze emocje. Serce biło mi szybciej, a w mojej głowie mieszały się pragnienie, ekscytacja i coś jeszcze coś, co sprawiało, że nie chciałem się od niego odsuwać nawet na chwilę.
Byłem całkowicie skupiony na nim i na tym, co między nami się działo. Na jego dotyku, na pocałunkach, które co jakiś czas składał na mojej skórze, jakby chciał upewnić się, że wciąż tam jestem, że wciąż jesteśmy razem w tej chwili.
A ja pozwalałem mu na wszystko, oddając się temu uczuciu coraz bardziej, czując jak przyjemność narasta i wypełnia mnie od środka, doprowadzając moje zmysły na skraj szaleństwa.
<Pasterzyku? C:>