Od Soreya CD Mikleo

piątek, 6 marca 2026

|
 Robiłem wszystko, by doskonale zadbać o mojego słodkiego partnera. Traktowałem jego ciało jak świątynię, wręcz z czcią. Bardziej, niż moje potrzeby, miałem w głowie to, by zająć się nim. By usłyszeć jego piękny głos, który tak nieśmiało rozbrzmiewał. Nie mogłem wymagać więcej, ściany były zbyt ciebie, a na nasz temat i tak już można usłyszeć paskudne plotki. Po co mamy im dawać jeszcze więcej powodów? 
W końcu jednak jego ciało było na skraju wytrzymania. Chcąc nie chcąc, musiałem dać odpocząć jego ciału. Pięknie się dzisiaj sprawił... Z każdym naszym kolejnym razem jest coraz to lepszy, mniej zagubiony, i bardziej chciwy... a może raczej powinienem powiedzieć chętny. Łakomy. Wytrzymał coraz to dłużej. Jeszcze trochę i będzie sam inicjował zbliżenia. Jestem ciekawy, jakby wyglądało przejęcie przez niego pałeczki. Może się wkrótce tego doczekam? 
– Byłeś niesamowity – wyszeptałem mu do ucha, po czym ucałowałem jego płatek. Mikleo oddychał ciężko, nieregularnie, a jego policzki były pięknie różowe. Moje maleństwo słodkie. No czy on nie jest najpiękniejszy na świecie? I jeszcze najcisowniejszy, jak chodzi o charakter? Przecież on jest jak nieoszlifowany diament, który każdy odrzucał, a ja go powoli odkrywałem. I co będzie, jak go odkryję całego? Jak nauczę go tej wiary w siebie? Będzie chciał być dalej ze mną? A może uzna, że zasługuje na kogoś lepszego? No bo zasługuje, taka jest prawda. Ja zdecydowanie jestem dla niego niewystarczający. 
– Jesteś zbyt miły – powiedział, starając się unormować oddech. 
– Jestem tylko szczery, Owieczko – przyznałem, otulając go ramieniem i przyciągając do siebie. Powinienem wstać, posprzątać, zrobić pranie, zmienić pościel, umyć jego, siebie... Ale nie chciało mi się. Dobrze mi tu było. Tylko ja, on, ciepło i miękki materac... i chociaż przez chwilę zero problemów. Znaczy się, one były, owszem, nie zniknęły magicznie, niestety, ale na tę chwilę nie musimy się tym przejmować. – Uczysz się z każdym naszym razem. Poznajesz swoje ciało. Moje ciało. Powoli zaczynasz poddawać się instynktowi. I to najlepsze, możesz robić. 
– Skoro tak mi mówisz... będę to robił częściej – przyznał, uśmiechając się lekko, zawstydzony. 
– Szkoda, że nie mamy miejsca, w którym faktycznie mógłbyś dać się ponieść – powiedziałem cicho, trochę zasmucony tym faktem. 
Może, jak będzie cieplej, udamy się na jakąś wycieczkę? Na piknik w lesie, na jakiejś polance, albo nad jeziorkiem...? Z dala od wszelkich zabudowań i ludzi. Nikt go nie usłyszałby. Nikt by nas nie widział. Ale do tego jeszcze mnóstwo czasu... no chyba, że tak jak mój ojciec zapowiedział, wyrzucą nas stąd. Wtedy i tak będziemy musieli stąd odejść, więc... cóż, zobaczymy. Ale muszę o tym pomyśle pamiętać, kiedy przyjdzie odpowiedni czas. Myślę, że taka randka może się mu spodobać. Chciałbym go w ogóle zabrać na taką prawdziwą randkę, ale tu? Gdzie go zabiorę? Nie ma kawiarni. Nie ma restauracji. Nie ma żadnego miejsca, które by się do tego nadawało, a nawet jakby było, to nie bylibyśmy mile widziany. Musiałem zadbać o takie atrakcje sam, a to nie jest takie proste. Bo w końcu, co mógłbym tu dla niego zrobić? Może jak będzie zima, zabiorę go na łyżwy...? Których nie mamy. Cudownie. Z nim mam troszkę ciężko, nie będę ukrywał. 

<Owieczko? c:>