Nie wiem, co takiego zrobiłem, by nazwał mnie niesamowitym. To jednak miłe, ciepłe w sposób, którego nie potrafię do końca przyjąć. W łóżku niewiele potrafię, naprawdę niewiele umiem, ale on… on jest inny. Potrafi dać mi przyjemność, bliskość i to ciepło, którego zawsze tak bardzo mi brakowało. Przy nim nie czuję się pusty.
- Myślę, że ja nie robię niczego niesamowitego - Wyszeptałem cicho. - Nie pracuję, nie robię niczego, czym mógłbym pomóc ci w codzienności… ale ty… ty jesteś niesamowity. I właśnie dlatego cieszę się, że mam ciebie. - Zamknąłem oczy, czując, jak zmęczenie powoli mnie ogarnia, a jednocześnie wypełnia mnie spokojna satysfakcja po tej krótkiej, tak bardzo naszej chwili, chwili tylko we dwoje, bez świata dookoła.
- Jesteś obok mnie, a to mi wystarczy - Odpowiedział miękko. - Dajesz mi siebie. Dajesz mi swój uśmiech, bliskość i ciepło. Jesteś, kiedy cię potrzebuję. Wierzysz we mnie. A to znaczy dla mnie więcej, niż myślisz. - Poczułem delikatny pocałunek na czole. Prosty gest, a jednak tak pełen znaczenia, że aż ścisnęło mnie w gardle.
- Cieszę się, że chociaż tobie jestem potrzebny - Wyszeptałem, unosząc dłoń, by zakryć usta, jakbym bał się, że głos zdradzi zbyt wiele.
- Zawsze będziesz mi potrzebny - Odpowiedział bez wahania. - Każdego dnia chcę cię widzieć, przytulać, chcę, żebyś tu był. Żebyś mnie wspierał. Chcę tego… dopóki tylko śmierć nas nie rozdzieli. - Te słowa mnie rozbawiły, nie z drwiny, lecz z tej ich wielkości. Do końca życia? Brzmi pięknie. Niemal jak obietnica z bajki. Ale czy to naprawdę możliwe?
Nie wiem.
Oczywiście, wiem tylko, że nie chcę go opuszczać. Że myśl o przyszłości jednocześnie mnie pociąga i przeraża. Bo nawet jeśli pragnę być z nim do końca swoich dni, to gdzieś głęboko we mnie czai się lęk, lęk przed tym, czego nie da się przewidzieć, przed tym, co jeszcze może nam odebrać los.
A mimo to… w tej chwili, w jego ramionach, przyszłość mogła poczekać.
- A ja każdego dnia chcę być przy tobie - Wyszeptałem cicho. - Po prostu boję się, że życie może kiedyś chcieć nas rozdzielić… a tego najbardziej w życiu byk nie chciał. - Schowałem twarz w jego ramionach, jakby to było jedyne miejsce, w którym lęk tracił swoją siłę.
- Nie musisz się bać - Odpowiedział bez zawahania. - Zaopiekuję się tobą. Będę pilnował, żeby nikt ani nic nas nie rozdzieliło. - Mówił to tak pewnie, tak spokojnie i odważnie, że aż chciałem mu wierzyć. Chciałem uwierzyć, że nawet jeśli cały świat stanie przeciwko nam, my wciąż będziemy razem, wystarczająco silni, by się nie puścić.- A teraz śpij - Dodał łagodniej. - Będę tu przy tobie. Gdy się obudzisz, nie musisz się bać. - W odpowiedzi jedynie kiwnąłem głową, nie mając już siły na słowa. Jego obecność otulała mnie niczym ciepły koc, a serce biło spokojniej, wolniej. Powoli odpływałem do krainy snów, bezpieczny i szczęśliwy, u boku osoby, którą kochałem bardziej, niż potrafiłem to wyrazić. Nie chciałem już bez niego żyć, nie gdy wiedziałem, że da mi wszystko co potrzebuję do pełni szczęścia.
<Pasterzyku? C:>