Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 30 grudnia 2025

|
 Starałem się, by zadbać o mojego chłopaka najlepiej, jak tylko mogłem. Zająłem się każdym centymetrem; pieściłem i opuszkami palców, i językiem, wargami, a nawet delikatnie zahaczałem zębami o jego sutki, czy też podgryzałem skórę. Gdyby nie nasi sąsiedzi, i cienkie ściany, brzmiałny naprawdę pięknie. Szkoda, że nie mogłem podziwiać jego głosu... ale nie wiem, co musiałoby się stać, bym mógł go słyszeć.
Jako, że mieliśmy mnóstwo czasu, nie spieszyłem się. Zajmowałem się jego ciałem powoli, delikatnie, pieszcząc jego najwrażliwsze punkty, których rozmieszczenie zapamiętałem doskonale. Mój Miki przy tym szalał. W pewnym momencie poczułem jego dłonie w swoich włosach, jego ciało wygięło się w łuk, z gardła wydobył się słodziutki jęk i chłopak doszedł, brudząc mój brzuch i swój. Trochę mnie to zaskoczyło. Nie zrobiłem w końcu nic konkretnego, tak naprawdę, trochę tylko popieściłem jego ciało. 
– Prze... przepraszam – wymamrotał, mocno zawstydzony, zaraz zerkając gdzieś w bok. Było mu głupio, bardzo głupio, czego trochę nie rozumiałem. O to mi przecież chodziło, by było mu miło, przyjemnie. Nie spodziewałem się, że mogłoby mu być aż tak dobrze... ja to jednak pewien dar mam. 
Od razu odsunąłem się od jego ciała i zbliżyłem się do jego twarzy, by złożyć na jego policzku delikatny pocałunek. Moja słodziutka, zawstydzona Owieczka... ależ on uroczo wyglądał z tym rumieńcem na policzkach. Nic, tylko go schrupać. 
– Nic złego się nie wydarzyło. W końcu, o to mi przecież chodziło – wyszeptałem z delikatnym uśmiechem. 
– Ale... nic się jeszcze nie stało, a ja już... – wyburczał, dalej na mnie nie patrząc. Ależ on robi problem z niczego. Za bardzo się przejmuje, całkowicie niepotrzebnie. W końcu dopiero się uczy, poznaje swoje ciało, moje ciało, i całe multum przyjemności, jakie z tego można mieć. To w końcu coś normalnego. 
– Nie martw się. Zaraz to naprawimy – wymruczałem mu wprost do ucha, by zaraz podgryźć delikatnie płatek jego ucha i wsunąć się w jego wnętrze. Mikleo zareagował od razu; spomiędzy jego warg wymknął się słodki jęk, i wbił pazurki w moje ramiona. Byłem pewien, że na plecach już mam ślady zadrapań... ale to nic takiego. 
Zadbałem o to, by znów mu było dobrze. Jakim bym był mężczyzną, gdyby nie było mu dobrze. Nie potrafiłbym go tak pozostawić samego sobie. A i przy okazji mnie było dobrze, jego wnętrze było takie ciasne, i jeszcze tak przyjemnie się na mnie zaciskał... pewnie robił to nieświadomie, ale było to niesamowite. 
– Jesteś niesamowity – wyszeptałem mu do ucha, lekko zdyszany i zmęczony, a następnie położyłem się obok niego. Moje maleństwo słodkie... nie mógłbym sobie wyobrazić lepszego partnera. 
– Ja? Nic przecież nie robię – wyszeptał, tuląc się do mnie, tak samo padnięty jak i ja. 
– Robisz więcej, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić – odpowiedziałem, gładząc jego już nieco dłuższe włosy. Nie mogłem się doczekać, kiedy staną się na tyle długie, bym mógł coś z nimi kombinować. 

<Owieczko? c:>

Etykiety