Naprawdę zrobiło mi się ciepło na sercu, gdy powiedział mi, że mnie kocha. Czekałem na te słowa tak długo, zbyt długo. Teraz, gdy wreszcie wypowiedział je na głos, poczułem radość i spełnienie, których przez lata mi brakowało. Chciałem to usłyszeć. Potrzebowałem pewności jego uczuć, a gdy w końcu ją otrzymałem, wewnętrzny niepokój ustąpił, miejsca spokojowi. Po raz pierwszy od dawna poczułem, że mogę odetchnąć.
W końcu mam kogoś, kto pokochał mnie mimo mojej trudnej, bolesnej przeszłości. Przeszłości której to uczucie było niemal przytłaczające w swojej sile.
- Może i wypowiadasz jedynie proste fakty, co samo w sobie jest piękne - Przyznałem cicho. - Jednak mimo to… naprawdę miło jest usłyszeć, że wreszcie odwzajemniasz moje uczucia. - Przytuliłem go do siebie, obejmując jego ciepłe, znajome ciało, jakby było jedyną bezpieczną przystanią, jaką znałem. W tym geście chciałem zawrzeć wszystko to, czego nie potrafiłem ubrać w słowa. Jak bardzo go kocham, jak bardzo potrzebuję jego bliskości, jego miłości i obecności. Zarówno tej fizycznej, dającej poczucie realności i zakorzenienia, jak i tej cichszej, mniej uchwytnej, wsparcia, zrozumienia i bycia obok, bez konieczności mówienia czegokolwiek.
- A teraz chyba muszę już iść na dół - Powiedziałem cicho. - Moja babcia weszła do kuchni. Jeśli naprawdę nie chcesz już nic jeść, muszę zareagować teraz, bo za chwilę może być za późno. - Pocałowałem go delikatnie w czoło, zmuszając się do opuszczenia pokoju. Choć było mi z nim dobrze, choć chciałem zostać jeszcze chwilę dłużej, rzeczywistość nie dawała mi wyboru. Musiałem go zostawić, przynajmniej na moment.
Schodząc do babci, wiedziałem, że czeka mnie zderzenie z kobietą, która nie zna znaczenia słowa „nie”. Zawsze wiedziała lepiej. Zawsze miała swoje racje, swoje troski i swoje porcje, zdecydowanie zbyt duże.
- Babciu… musimy porozmawiać o jedzeniu - Zacząłem ostrożnie, jak ktoś, kto stąpa po cienkim lodzie i boi się, że jeden nieuważny krok może wszystko zepsuć.
Starsza kobieta spojrzała na mnie, unosząc jedną brew ku górze. Już sam jej wyraz twarzy zdradzał niezadowolenie, jakby doskonale wiedziała, co chcę powiedzieć, i wcale nie miała ochoty tego słuchać.
- Coś nie tak z moimi posiłkami? - Zapytała, unosząc brew jeszcze wyżej, z wyraźnym wyzwaniem w głosie.
- Nie, babciu, wszystko jest pyszne, naprawdę… ale - Zawahałem się, szukając odpowiednich słów.
I właśnie w tym momencie zaczęła się dyskusja. Długa, męcząca i pełna uporu z obu stron. Tłumaczyłem, prosiłem, próbowałem znaleźć kompromis, podczas gdy ona trwała przy swoim, przekonana, że wie najlepiej, co jest dobre dla wszystkich domowników.
Nie było łatwo. Kilka razy miałem wrażenie, że zaraz się poddam. Jednak w końcu, ku mojemu zaskoczeniu, odpuściła.
Ustaliliśmy, że będą trzy posiłki dziennie. śniadanie, obiad i kolacja. Bez dokładek, bez przymusu. Tyle i aż tyle. To musiało wystarczyć.
A ja miałem nadzieję, że to rozwiązanie zadowoli mojego panicza. Bo to jedyne na co może liczyć.
- Dziękuję - Zwróciłem się do kobiety całując ją w policzek, nim wróciłem do mojego panicza któremu przekazałem wszystkie to co ustaliłem z moją babcią.
<Paniczu? C:>