Od Haru CD Daisuke

niedziela, 28 grudnia 2025

|
 Miał rację, moje łóżko w tym domu było naprawdę bardzo małe. Co jednak dziwne, zupełnie mi to nie przeszkadzało. Myślałem o tym całkiem spokojnie, nawet z pewnym rozbawieniem. Jesteśmy w końcu dość szczupłymi osobami, więc jakoś się pomieścimy. A nawet jeśli okaże się, że jednak nie… cóż, to wciąż nie będzie koniec świata. W najgorszym wypadku położę się na podłodze albo, w ostateczności, w dawnym pokoju moich rodziców. Choć tam, szczerze mówiąc, wolałbym nie spać.
Po tym, jak zginęli przeze mnie, nie potrafiłem patrzeć na tamte miejsca ani na rzeczy, które kiedyś do nich należały. Wszystko, co było ich, straciło dla mnie znaczenie. Nie chciałem wracać do wspomnień, rozdrapywać ran, których i tak było we mnie zbyt wiele. Dlatego wolałem zostać tutaj, nawet jeśli oznaczało to gniecenie się z nim na tym zbyt małym łóżku.
- Myślę, że się pomieścimy. A jeśli nie… cóż, zawsze możesz położyć się na mnie. Myślę, że jestem całkiem wygodny i raczej cię z siebie nie zrzucę, więc naprawdę nie ma się czym przejmować - Powiedziałem, starając się go uspokoić. A przynajmniej miałem nadzieję, że moje słowa spełnią to zadanie.
Dla mnie ten problem w ogóle nie był problemem. Życie i tak rzucało nam pod nogi znacznie cięższe przeszkody, takimi drobiazgami nie warto było się zamartwiać. Nie ma sensu martwić się na zapas, jeszcze nieraz przyjdzie moment, gdy pojawią się prawdziwe powody do zmartwień. Bo życie jest nieprzewidywalne… i na pewno nie raz da nam o tym znać.
- A więc poważnie chcesz, abym zrobił z ciebie łóżko? - Zapytał, a na jego twarzy pojawił się delikatny, rozbawiony uśmiech.
- Oczywiście, że masz - Odpowiedziałem bez wahania. - Jestem całkiem wygodnym łóżkiem. Może trochę kościstym, ale myślę, że i tak ci się spodoba - Dodałem, odwzajemniając uśmiech ciepłym spojrzeniem.
Zanim zdążył coś odpowiedzieć, zniknąłem w przedpokoju, kierując się prosto do kuchni. Jak obiecałem, miałem zamiar przygotować gorącą herbatę. Dla niego, słodką, z cukrem, dokładnie taką, jaką lubił. Dla siebie mocną, z imbirem i miodem. Na taki moment nie było nic lepszego niż parujący kubek gorącej, przyjemnej herbaty, która rozgrzewała nie tylko dłonie, ale i myśli.
W ciszy kuchni, przerywanej jedynie dźwiękiem gotującej się wody, poczułem, jak napięcie powoli ze mnie schodzi. Czasem wystarczyły takie drobiazgi, prosty gest, ciepły napój, czyjaś obecność, by choć na chwilę poczuć się po prostu lepiej.
Po przygotowaniu gorącego napoju wróciłem do swojego pokoju, niosąc oba kubki ostrożnie, żeby nie rozlać ani kropli.
- Proszę, oto twoja herbata - Zwróciłem się do mojego ślicznego panicza, podając mu kubek z gorącym naparem prosto do rąk.
- Dziękuję - Odparł.
Dopiero wtedy zauważyłem, że w drugiej dłoni trzyma zdjęcie. Musiał znaleźć je w szafce… a to oznaczało jedno, przeszukał moje szuflady, kiedy mnie nie było na górze.
- Ładnie to tak grzebać w cudzych prywatnych rzeczach? - Zapytałem z delikatnym uśmiechem, bardziej rozbawiony niż zirytowany.
- Nie grzebałem. Tylko się rozglądałem - Stwierdził spokojnie.
Ta odpowiedź szczerze mnie rozbawiła.
- Oczywiście… musiałeś się naprawdę dobrze rozglądać, skoro znalazłeś zdjęcie leżące na samym dnie szuflady - Westchnąłem cicho, po czym spojrzałem na fotografię. - Wiesz… to ostatnie zdjęcie sprzed tamtych wydarzeń - Uśmiechnąłem się smutno. - Byli wtedy tacy dumni. Myśleli, że dzięki temu, jaki jestem ambitny i silny, szybciej stanę się prawdziwym wilkołakiem. Że poradzę sobie lepiej niż inni. Pomyli się. A ja nie byłem w stanie zapanować nad tym, co mnie spotkało… ani nad tym, co zrobiłem. - Cisza, która zapadła po tych słowach, była ciężka, ale szczera. I w tamtej chwili wiedziałem, że to zdjęcie już nigdy nie będzie tylko zwykłą pamiątką.

<Paniczu? C:>

Etykiety