Od Mikleo CD Soreya

niedziela, 28 grudnia 2025

|
Zastanawiałem się przez chwilę, czy później będę chciał wyjść na dwór. Pogoda była wręcz idealna deszczowa, taka, jaką lubiłem najbardziej. A jednak odkąd go mam, coraz częściej odkrywam, że wolę zostać. Spędzać czas z nim. Moje życie stało się ciekawsze, cieplejsze, po prostu lepsze takie, o jakim kiedyś nawet nie śmiałem marzyć.
- Nie - Powiedziałem w końcu cicho. - Wiesz, zdecydowanie wolę spędzać czas z tobą tutaj, niż być tam samemu.
Obserwowałem niemal gotową do podania zupę, z której unosiła się para.- Poza tym zaraz będziemy jeść - Dodałem z lekkim uśmiechem, mieszając ją powoli. Wyciągnąłem dłoń w jego stronę. - Podaj mi proszę miseczki. - Sorey kiwnął energicznie głową i już po chwili podał mi je, a ja ostrożnie nalałem zupę, dbając, by każda porcja była równa. Oddałem mu miseczki, a on ustawił je starannie na stole, jakby to był mały, ale ważny rytuał.
Wspólny posiłek okazał się zaskakująco przyjemny. Rozmawialiśmy swobodnie, śmialiśmy się, czasem milczeliśmy i to milczenie wcale nie było niezręczne. Czas zdawał się płynąć wolniej, jakby świat wokół nas zwolnił tylko po to, by pozwolić nam pobyć razem. Przez chwilę istnieliśmy tylko my, bez pośpiechu, bez oczekiwań, bez czegokolwiek, co mogłoby nam przeszkodzić.
Po jedzeniu po prostu byliśmy obok siebie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, tuliliśmy się, dzieląc drobne gesty czułości takie, które nie potrzebują słów ani wielkich deklaracji. Robiliśmy wszystko to, co robią dorośli ludzie, kiedy czują się bezpiecznie w czyjejś obecności. Bez pośpiechu, bez potrzeby inicjowania czegokolwiek więcej. Tego dnia ani on, ani ja nie mieliśmy na to ochoty i to było w porządku.
- Powinienem tu posprzątać - Odezwałem się po chwili, zerkając na pozostawione na stole miseczki, talerzyki i szklanki. - No i zupa… zrobiliśmy jej trochę za dużo. Muszę ją jakoś zabezpieczyć, żeby się nie popsuła. Szkoda byłoby ją zmarnować - Dodałem, już w myślach układając plan, co po kolei zrobić, by doprowadzić chatkę do porządku.
Oparłem dłonie o krawędź stołu, gotów wstać i zabrać się do pracy, kiedy nagle mnie uprzedził.
- Zostaw to, ja się tym zajmę - Powiedział spokojnie, zanim zdążyłem cokolwiek zrobić.
Zabrał brudne naczynia jedno po drugim i ruszył w stronę kuchni, a ja zostałem sam, siedząc na krześle w malutkim salonie. Przez chwilę tylko go obserwowałem, słuchając cichego brzęku szkła i jego kroków. W tej zwyczajnej scenie było coś zaskakująco kojącego. Coś, co sprawiało, że nawet takie drobiazgi jak sprzątanie wydawały się częścią czegoś większego. Domowego. Naszego.
Nudząc się odrobinę, wstałem i podszedłem do mojego partnera. Bez słowa objąłem go od tyłu, przytulając się do jego pleców, czując pod dłońmi znajome ciepło.
- Coś się stało? - Zapytał od razu, wyraźnie zaniepokojony, jakby odruchowo obawiał się, że coś jest nie tak.
- Nie - Odpowiedziałem spokojnie. - Wszystko jest jak najbardziej w porządku. Po prostu się za tobą stęskniłem. Ostatnio mamy mało czasu dla siebie, więc korzystam z każdej możliwej chwili, kiedy możemy być sami - Przyznałem szczerze.
Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem, wtulając w niego jeszcze mocniej, jakby ten gest mógł zatrzymać czas choć na moment.

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety