Od Soreya CD Mikleo

sobota, 13 grudnia 2025

|
 Muszę przyznać, bałem się o mojego partnera. Mówił mi, że się niby czuje dobrze, że mam się nie martwić... więc czemu podskórnie czuję coś innego? Czuję, że nie mówi mi prawdy? Uspokaja mnie tylko, bym w pracy się nie przejmował, i mógł się skupić na niej. Ale... nie może tak być. Nie mogę go zostawić z tym wszystkim samego. I nie zostawię. Muszę pogodzić pracę, i ten czas po pracy spędzać z nim tak długo, jak będzie mnie potrzebował. Muszę ignorować zmęczenie. Albo je jakoś zaakceptować? Sam nie wiem... Ale wiem jedno, sam z tym na pewno nie zostanie. Nie pozwolę mu na to. 
– Jeśli jest ci ciężko, możesz mi o tym powiedzieć – powiedziałem cicho, chwytając jego dłoń i bawiąc się jego palcami. Chciałem, by był ze mną szczery, niż by gadał takie miłe słówka. Z drugiej strony... Czy ja nie robiłem tak samo? Ukrywałem swoje złe samopoczucie, by się o mnie nie martwił. Uśmiechałem się do niego pomimo tego, że bolało. Chyba oboje na siebie zasługiwaliśmy. 
– Nie jest mi ciężko. Nie bardziej, niż tobie. Kocham cię, i będę ci pomagać. Tak jak ty chcesz pomagać mnie – odpowiedział miękko, uśmiechając się do mnie. – Wracajmy. Wypijesz coś ciepłego, umyjesz się i pójdziesz spać. Zdecydowanie musisz się umyć. Śmierdzisz paleniskiem. 
– Śmierdzę? – powtórzyłem, mrugając kilkukrotnie. – Więc... nie podoba ci się? 
– Zdecydowanie bardziej wolę, jak pachniesz świeżością. Dym... to nie są moje nuty zapachowe – przyznał, uśmiechając się lekko. No tak, czego ja się mogłem spodziewać po Aniele wody? Chociaż, on też nie pachnie tak, jak myślałem, że mógłby pachnieć. Pachnie, jak dom. Jak najsłodsza rzecz na świecie. 
– Będę miał to na uwadze – powiedziałem z zakłopotaniem. Pierwsze, co będę robił po pracy, to zmiana ubrań, i kąpiel, chociażby szybka, by nie śmierdzieć dymem dla niego. – Wiesz... może to posiadanie zwierzątka nie jest takie złe? Nie będziesz samotny. I ja nie będę samotny, kiedy będziesz pracować. 
– A jakie zwierzątko moglibyśmy mieć? – zapytał, wstając wraz ze mną z ziemi. – Psów się... psa bym nie chciał. Kotów tutaj raczej nie ma. I są jeszcze zwierzęta gospodarcze. Nasze opcje są trochę ograniczone. 
– Cóż... to może jakieś właśnie takie niby gospodarcze? Na przykład owieczkę – odpowiedziałem, do mocno zaskoczyło Mikleo. 
– Owcę? Chcesz mieć owcę w domu? – powtórzył, jakby zabrzmiało to jakieś szaleństwo. 
– No... a czemu nie? Owieczki są urocze. Nauczyłbym się ją obcinać, i dzięki temu mielibyśmy wełnę, a to przydatny materiał. Albo jak nie owieczkę... to może królika? To też takie pocieszne stworzonko – proponowałem, nie mając problemu, by było to coś nietypowego. Chociaż w sumie, gdybyśmy w przyszłości założyli taką małą farmę...? Niewielką, dla swoich potrzeb. Wymagałoby to zbudowania małego pomieszczenia na podwórku dla nich... no nic, nad tym będziemy mieć czas pomyśleć. Wpierw zwierzątko, które pomogłoby mu przetrwać tą samotność, kiedy mnie nie ma. 

<Owieczko? c:>

Etykiety