Od Daisuke CD Haru

sobota, 13 grudnia 2025

|
 Byłem naprawdę zachwycony tym małym stworzonkiem. Miękkością jego sierści, cichym mruczeniem, i tymi bystrymi oczami. W moim rodzinnym mieście takich stworzeń nie było. W ogóle było mało takiej natury. Może dlatego też tak bardzo zachwycam się uszkami mojego chłopaka, kiedy to pełnia nie pozwala nad nimi panować? Dodatkowo, ten kotek tutaj był taki miły, chciał się przytulać. Nie każdy kociak lubił, kiedy się go głaskało, a on sam lgnął do moich dłoni. Jakie to było miłe. 
- Ma jakieś imię? - spytałem, unosząc głowę, na chwilę przerywając głaskanie. 
- Nie, nie bawiłam się w takie rzeczy. To po prostu kot, i tyle – odpowiedziała. Z jakiegoś powodu bardzo teraz zabrzmiała jak Haru. Naprawdę, im dłużej ją znam, tym więcej znajdowałem pomiędzy nimi podobieństw. 
- Szkoda. Skoro ma dom, zasługuje na imię – powiedziałem i po tych słowach, niezadowolony kocurek sam wskoczył na moje kolana, domagając się atencji. Zaskoczony chwyciłem go i podniosłem się z klęczek, drapiąc go pod bródką. Czy on nie jest przekochany? 
- Jak masz ochotę, to możesz mu nadać jakieś imię. Ale to po drugim daniu, niedługo je podam – zdecydowała, na co kiwnąłem szczęśliwy głową. W mojej głowie już pojawiło się mnóstwo pomysłów. Od tych bardziej wyszukanych, po takie zwykłe, trochę pospolite. Ten kociak to chyba jeden z najmilszych kociaków, jakie chodzą po tym świecie, w dodatku taki milutki, i kochany, i puchaty... może Racuch? Wygląda takiego Racucha.
- Pójdę w takim razie umyć ręce – odpowiedziałem, odstawiając kociaka na podłogę. 
Znalezienie łazienki nie było trudne. Domek był mały, nie było tu za dużo pomieszczeń; znalazłem ją blisko drzwi wejściowych. Korzystając jeszcze z tego, że widzę swoje odbicie, poprawiłem szybko włosy. Może... może trochę przesadziłem z tym kotem? Zachowywałem się jak zwykły dzieciak. Co ona sobie o mnie pomyśli? Że jestem dziecinny. Że się nie nadaję jako partner dla jej wnuka. Coś jednak czułem, że jak tylko zobaczę jeszcze raz te małe, puchate łapki, to znów się zatracę. Ewidentnie mam słabość do takich słodziaków. 
Kiedy wróciłem do kuchni, on mój chłopak już kończył moją porcję. Gdzie on to wszystko pomieści? Ile on może jeść?Tak właściwie, to trochę straszne. Jak taka studnia bez dnia. Ale czy to oznaczało, że w akademiku się nie najadał? Jak tak sobie pomyślę o tym, ile on jadł tam, a ile je tu, to troszkę się martwię, że tam wręcz się głodzi. To niedobrze. Muszę go pilnować, by zdecydowanie więcej jadał przy mnie. 
Zająłem swoje miejsce i ledwo usiadłem, a na kolana wskoczył mi kocurek, zwijając się w kłębuszek. Jako, że przed chwilą umyłem ręce, już go nie głaskałem, chociaż bardzo miałem ochotę. 
- Stało się coś? - spytałem cicho mojego chłopaka, który miał jakiś taki dziwny wyraz twarz, którego tak nie do końca rozumiałem. Przejadł się, czy chodziło może o coś zupełnie innego?

<Wilczku? C:> 

Etykiety