Wiedząc, że spędzę w bibliotece co najmniej pół dnia, jeśli nie cały, postanowiłem wykorzystać ten czas jak najlepiej. Usiadłem między regałami i sięgnąłem po książki o zwierzętach, o których wcześniej wspominał mi Sorey. Nie byłem jednak całkiem sam, starsza kobieta pracująca w bibliotece okazała się niezwykle rozmowna i pełna wiedzy. Chętnie odpowiadała na moje pytania, wiele rzeczy cierpliwie tłumaczyła i poleciła mi kilka wartościowych książek, głównie o królikach i owcach.
Dowiedziałem się naprawdę wielu ciekawostek. Na przykład króliki hodowlane mają niemal trzysta sześćdziesiąt stopni pola widzenia, a ich zęby rosną przez całe życie, dlatego muszą je stale ścierać. Żyją średnio od ośmiu do dwunastu lat i wymagają nieprzerwanego dostępu do siana. Poza tym, jeśli przypadkiem kupi się samca i samicę, bardzo szybko można doczekać się mnóstwa młodych, a nie byłem pewien, czy chcę prowadzić małą hodowlę.
Jeśli chodzi o owce, sprawa wydawała się jeszcze bardziej skomplikowana. Choć potrafią doskonale rozpoznawać ludzi i przywiązują się do opiekunów, wymagają znacznie więcej pracy. Ich wełna musi być regularnie strzyżona, jedzą ogromne ilości pożywienia, a koszty utrzymania są wysokie. Doszedłem do wniosku, że przynajmniej na razie zwyczajnie nie byłoby nas na nie stać.
Tak bardzo pochłonęło mnie czytanie, że huk burzy całkowicie mnie zaskoczył. Gwałtowny grzmot sprawił, że podskoczyłem na krześle. Nigdy nie lubiłem burzy, zawsze mnie przerażały, ale tym razem strach był wyjątkowo silny.
Starałem się opanować. Skupiłem wzrok na książce, próbując nie panikować.
~ To przecież tylko burza - Powtarzałem sobie w myślach. Jestem dorosły, nie mogę bać się jak dziecko, a jednak dokładnie tak się czułem. Każdy kolejny grzmot wywoływał we mnie zimny dreszcz, jakby serce na moment zamierało.
- Miki, jesteś tu? - Gdy tylko usłyszałem głos Soreya, od razu ruszyłem w jego stronę, zupełnie nie rozumiejąc, co tu robi. Przecież powinien być jeszcze w pracy, prawda? Zaskoczony jego obecnością, podszedłem bliżej i bez zastanowienia wtuliłem się w niego, nie przejmując się tym, że jest cały przemoczony.
- Co ty tu robisz? Nie powinieneś być w pracy? - Zapytałem, czując, jak w jego ramionach powoli wraca mi poczucie bezpieczeństwa.
- Z powodu burzy musieliśmy zamknąć kuźnię, więc dostałem wolne - Wyjaśnił, gładząc mnie po głowie. - Pomyślałem, że przyjdę po ciebie, żebyśmy mogli spędzić razem trochę czasu - Dodał z ciepłym uśmiechem, choć sam lekko drżał z zimna.
Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak bardzo jest mokry i zmarznięty. Jednym płynnym ruchem użyłem swoich mocy, osuszając jego ubrania i ciało, by choć na chwilę poczuł się bardziej komfortowo.
- Cieszę się - Przyznałem cicho, odwzajemniając uśmiech.
- To co, wracamy? - Zapytał, zauważając, jak reaguję na kolejny grzmot dochodzący z zewnątrz.
- T… tak. Możemy już wracać - Szepnąłem, ściskając jego dłoń.
- Nie bój się. Obronię cię przed tą straszną burzą - Powiedział, całując mnie w czoło, po czym pociągnął delikatnie w stronę wyjścia. Po drodze pożegnał się ze starszą bibliotekarką.
Szliśmy obok siebie, trzymając się mocno za ręce. Starałem się zachowywać jak każdy normalny dorosły, nie drżeć i nie reagować panicznie, choć gdy tylko rozległ się kolejny potężny huk, serce znów zabiło mi szybciej.
<Sorey? C:>