Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 29 grudnia 2025

|
Byłem szczerze poruszony jego podejściem do całej tej sprawy. Chciał się bardzo postarać, zrobić wszystko, by nasze przyszłe zwierzątko było zdrowe, szczęśliwe i miało wszystko, czego potrzebuje. To naprawdę było urocze z jego strony. Ten mężczyzna potrafił mnie rozczulić; kochałem go. Choć czasami nie do końca rozumiałem niektóre jego zachowania, gesty czy słowa, byłem mu wdzięczny za cierpliwość. Cierpliwość, z jaką uczył mnie wszystkiego, mimo że pewnie niektóre rzeczy były dla niego męczące, bo ja, choć pełen szczerych chęci, nie zawsze potrafiłem to czy owo albo wstydziłem się bardziej intymnych chwil.
- Obaj damy radę, nie martw się. Musimy się nauczyć opiekować małym zwierzątkiem, ale jestem pewien, że sobie poradzimy. Jesteśmy dorośli i odpowiedzialni, a ty… ty jesteś fantastycznym człowiekiem, tylko zbyt często tego nie doceniasz - Powiedziałem, całując go delikatnie w podbródek. - A teraz, proszę, bez zbędnego gadania. Rozpal w kominku ogień, twoje ciało wciąż jest zimne, a ja nie chcę, żebyś się przeziębił - Dodałem, odsuwając się od niego, choć tylko na chwilę. Zaraz położymy się razem w łóżku, wtuleni w siebie, tak jak lubimy.
Sorey niechętnie ruszył do kominka, a ja w tym czasie położyłem się do łóżka. Miałem co prawda jeszcze zająć się zupą, ale była wciąż ciepła, zdążę ją później wstawić do skrzynki którą zmutnie w lodówkę.. Spokojnie wyczekiwałem jego powrotu, wpatrując się w niego z podziwem. Nawet ubrany w codzienne ciuchy, jego ciało było dla mnie piękne, fascynujące. Po prostu idealne, lepiej nie mogłem sobie wymarzyć..
Gdy Sorey wrócił, od razu przyciągnął mnie do siebie. A ja poczułem jego dłonie pod moją koszulką, które wywołały szczere zawstydzenie, którego nie potrafiłem ukryć.
- Co robisz? - Zapytałem, drżąc pod jego dotykiem, jakbyśmy wieki się nie kochali. A przecież… kochaliśmy się ostatni raz.. No tak w gospodzie. A to było już jakiś czas temu. I coś tak czułem, że może potrzebował tej bliskości, a ja wcale nie byłem jej mniej spragniony, choć wciąż się wstydziłem.
- Ty chyba doskonale wiesz, co robię. I chyba masz na to ochotę tak samo jak i ja - Wyszeptał, a jego dłoń delikatnie drażniła moje ciało, która pod jego dotykiem stawało się ciepłe, drżące. Gotowe na wszelakie przyjemności którymi chce mnie obdarować.
- T… tak… mam - Wyszeptałem, mimowolnie łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Chcąc poczuć jego usta, kontrolując przy tym dźwięki, jakie wydobywały się z moichust, bo ekscytacja wciąż we mnie rosła..
Sorey oderwał się od moich ust, tylko po to, by delikatnie położyć mnie na plecach. Poruszał się powoli, bez pośpiechu, jakby każdy jego ruch był dokładnie przemyślany, dobierając się do mojego ciała z niebywałą czułością. Czułem narastające podniecenie, gdy jego usta przesuwały się po mojej klatce piersiowej, delikatnie muskając skórę, by powoli sunąć w dół, wzdłuż brzucha aż do podbrzusza, wywołując we mnie drżenie.
Jego bliskość, każdy dotyk był niesamowity. Choć jeszcze nie doszło do pełnej intymności, czułem, jak moje ciało płonie pragnieniem, jakby wołało go tu i teraz. Rozum próbował przypominać mi, gdzie jesteśmy i co robimy, ale myśli o tym były jedynie cieniem w obliczu fali pożądania, która całkowicie mnie już pochłonęła. 

< Pasterzyku? C:> 

Etykiety