Skinąłem delikatnie głową, pozwalając mu postawić zdjęcie tam, gdzie tylko zechce. Dla mnie mogło ono równie dobrze pozostać schowane głęboko w szafie, tak jak dotychczas. Jeśli jednak on tak bardzo pragnął, by było na widoku, nie zamierzałem się sprzeciwiać. Nie chciałem się kłócić, nie chciałem walczyć. To tylko zdjęcie. Za chwilę i tak wrócę do akademika i nie będę musiał patrzeć na wspomnienia, których chyba nigdy sobie nie wybaczę.
Zabicie własnej rodziny to nie drobnostka. To nie drobna kradzież, którą można wymazać przeprosinami. To nie potknięcie, które da się naprawić. Mordercom się nie wybacza. Oni zasługują na najgorszy los. I ja doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. Sam na niego zasługiwałem.
A jednak żyłem.
I co gorsza, miałem całkiem dobre życie. Chociaż w głębi duszy wiem, że nie zasługuje.
Ta myśl bolała najbardziej. Że mimo odebrania życia tym, których kochałem, świat dalej żył tak, jakby nic się nie stało. Do dziś pamiętam ich uśmiechy, ich śmiech, ciepło, które wypełniało dom. Pamiętam też swój niepokój w chwili, gdy kazano mi się przemienić. Już wtedy czułem, że nie jestem gotowy. Że coś jest nie tak. Ale nie chciałem ich zawieść. Nie chciałem, by poczuli się zawstydzeni, wśród rodziny i bliskich i by myśleli, że im odmawiam.
Dlatego właśnie zrobiłem to, co jak mi się wtedy wydawało, musiałem.
Dopiero później zrozumiałem, że gdybym wówczas się sprzeciwił, moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Oni by żyli, a ja nie odczułbym tak wielkiego poczucia winy.
- Dobrze - Odezwałem się w końcu cicho. - Połóż zdjęcie, gdzie tylko będziesz chciał. Ja w tym czasie przyniosę nasze obiecane herbaty. - Odwróciłem się i wróciłem do kuchni. Przygotowałem dwa kubki gorącego naparu, jeden dla niego, drugi dla siebie, dokładnie tak, jak sobie życzył. Z pozoru zwyczajna herbata, a jednak nawet przy tak prostej czynności można coś zepsuć. Wystarczy chwila zamyślenia, by dodać za dużo cukru albo zbyt długo parzyć liście. Starałem się skupić. Nie chciałem dziś zawieść już nikogo więcej.
Gdy wróciłem do sypialni, Daisuke leżał już w łóżku. Zdjęcie stało na szafce nocnej, tuż obok mojego dawnego miejsca do spania. Zbyt blisko. Wiedziałem, że gdy tylko otworzę oczy, od razu je zobaczę. Nie byłem pewien, czy to dobry pomysł, ale jeśli tak bardzo mu na tym zależało… niech stoi. Jeśli miało go to uszczęśliwić, mogłem znieść jeszcze i to.
- Proszę - Powiedziałem spokojnie, podając mu kubek. - Twoja herbata. - Usiadłem na skraju łóżka. Para unosiła się leniwie nad porcelaną, a cisza między nami była ciężka, lecz nieprzytłaczająca. Przez chwilę piliśmy w milczeniu, jakby ten prosty gest mógł choć na moment odsunąć od nas wszystko to, czego nie dało się już cofnąć.
- Wiesz, moja babcia, chyba właśnie się budzi coś tak czuję, że za chwilę przygotuję jeszcze kolację - Zmieniłem temat bo tamten chciałem już zamknąć, był zbyt trudny i bolesny, lepiej aby został tam gdzie jest.
- Błagam ja już mam dość jedzenia - Mruknął, a na mojej twarzy mimo że nie pojawił się uśmiech.
- Nie przesadzasz aby troszeczkę? To dopiero pierwszy dzień, a ona bardzo lubi gotować - Stwierdziłem, uśmiechając się do niego współczująco.
<Paniczu? C:>