Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 28 grudnia 2025

|
 To był mój który dzień pracy, trzeci? I on już taki stęskniony za mną? A to przecież dopiero początek, i to jeszcze dzisiaj wcześniej wyjątkowo wyszedłem. Nie wiem, czy często będzie się to powtarzać. Wiem, że jeżeli jutro będzie taka sama pogoda, też nie muszę się pokazywać, więc niby dobrze, ale z drugiej strony, będę pewnie musiał to jakoś odrobić, więc teoretycznie nie wiem, czy to aż takie fajne. Pytanie, czy to z dzisiaj też jakoś będę musiał odrobić, tego jeszcze nie ustalaliśmy... no, ale to się okaże. Na razie jestem tu z Mikim, i muszę z tego faktu korzystać. 
- Zaraz tu ogarnę, i będziemy mogli się położyć. I pogadać. Albo zrobić inne rzeczy – wymruczałem mu do ucha, a później go pocałowałem szybko w policzek. Od razu zauważyłem, jak delikatnie się rumieni. Brakowało mu mojego dotyku... a mi brakowało jego bliskości, oczywiście. Zwykle częściej uprawiałem seks, a teraz... cóż, nie dość, że byłem zmęczony, to i ciężko było się kochać w tak małym domku, gdzie praktycznie jest ściana przy ścianie. Znaczy się, mnie to tak za bardzo nie przeszkadzało, ale Mikleo już tak odrobinkę tak. Moje maleństwo było troszkę wstydliwe, ale mi to aż tak nie przeszkadzało. Na swój sposób, nawet to urocze było. 
- Powinienem ci jakoś tę zupę zabezpieczyć. Będziesz miał na później. Może na kolację. Może na jutro. Kiedy tylko będziesz chciał – powiedział, ale jeszcze się nie odsunął ode mnie. Mnie tam to nie przeszkadzało. Jego bliskość to wszystko, czego potrzebowałem do szczęścia. 
- Masz jakiś pomysł, jak to zrobić? - zapytałem, ciekaw jego rozwiązania. Za bardzo tutaj nie było takich nowoczesnych wynalazków, co było problematyczne. Jakaś lodówka by się przydała... no, ale chociaż jest wanna. To też jakaś namiastka luksusu. 
- Zaczaruję jedną ze skrzyń. Będzie to taka nasza mała lodówka – wyjaśnił. Ależ on był pomysłowy. I niesamowity. Jego moce przynajmniej się do czegoś nadają, nie to co te moje. Co ja w końcu z moimi mogę zrobić? Do niczego się nie nadają. - Ale wpierw trochę przestygnie. 
- Ale ty jesteś mądry... i utalentowany – powiedziałem rozradowany, uśmiechając się pod nosem. Po prostu... byłem niesamowitym szczęściarzem, że go mam. I w takich zwykłych dniach, kiedy to po prostu robimy te takie zwykłe rzeczy, jak sprzątanie, gotowanie, czy leżenie, najbardziej zdaję sobie z tego sprawę. - Doczytałeś coś o naszych potencjalnych zwierzątkach?
- Co nieco... niezależnie od tego, co byśmy nie wybrali, i tak wiąże się to z odpowiedzialnością. Ale wydaje mi się, że prędzej króliczka... na owcę nie mamy tu za wiele miejsca – odpowiedział, na co pokiwałem głową. Króliczek... w sumie, czemu by nie? Takie zwierzątko myślę, że by nam na swój sposób pomogło. I my byśmy pomogli jemu. - Ale to też odpowiedzialność. 
- Każda żywa istota pod naszą opieką to odpowiedzialność. Ale ja wierzę, że damy sobie radę. Zwłaszcza ty. Ty jesteś niesamowity. I odpowiedzialny. A ja... ja myślę, że się nauczę – odpowiedziałem, już gotów przygotować ten dom dla nowego, małego i futrzastego domownika. 

<Owieczko? C:>

Etykiety