Od Soreya CD Mikleo

środa, 10 grudnia 2025

|
 Jakiś cichy głosik w mojej głowie mówił mi, że Miki miał rację. Że tak to nie może wyglądać. Ale z drugiej, czy miałem jakiś wybór? Musiałem się dopasować, by w końcu móc zacząć normalnie żyć. By zostać zaakceptowanym, co i tak może być trudne przez to, że kocham Mikleo. Może, kiedy w końcu pokażę, że nie różnię się od innych, że jestem dobrym człowiekiem. A jak poznają Mikleo, no to przecież się w nim zakochają. Nie dość, że przecież jest piękny, to i miły, i kochany, i fantastyczny. Tak, on nie będzie miał tak dużych problemów z zaaklimatyzowaniem się, i ze znalezieniem pracy jak ja. Przede wszystkim, jest bardziej utalentowany. Może pracować i w ogrodzie, i w kuchni, i w przychodni, i wszędzie. 
– Przyzwyczaję się. Pod koniec tygodnia już będzie lepiej, a po miesiącu to nie dość, że będę mniej zmęczony, to i będę więcej umiał, i będzie lepiej – powtórzyłem jak mantrę, by uspokoić i siebie, i jego. – Już teraz umiem trochę więcej. Co prawda, Jorn nie mówi tego na głos, ale jestem pewien, że idzie mi dobrze. Trochę mniej dzisiaj na mnie krzyczał... dzisiaj coś dziwnego się stało, bo jak mi pokazywał te nowe rzeczy, było nawet miło. Był trochę taki szorstki, ale tak wiesz, normalnie szorstki. Raz mnie nawet pochwalił. I po tym, jak mnie pochwalił, nagle zamarł, i po tym był tylko gorszy. Jakby sobie przypomniał, że ma być dla mnie niemiły – podzieliłem się z nim swoją małą historią, tuląc się do niego. Jak on pięknie pachniał... mój słodziaczek. Ja to przy nim muszę się dopiero miernie prezentować. W kuźni... w kuźni pachniało bardzo specyficznie. Tak właściwie, mnie się ten zapach nawet podobał, ale przy nim to pewnie wręcz śmierdzę. Znaczy, na pewno śmierdzę, chociażby potem, jednak tam trochę gorąco jest. 
– To... ciekawe – podsumował, delikatnie marszcząc brwi. 
– Może... może to jego jakiś test? Czy mi się uda to przetrwać? A jak przetrwam, to znaczy, że się nadaję? To ciężka praca, i może chce sprawdzić moją siłę charakteru? – zaproponowałem, chcąc jakoś wyjaśnić jego surowe zachowanie. Przy pierwszym poznaniu wydawał się być surowy, wycofany, ale nie.. Nie taki, jaki teraz jest. 
– Na pewno są lepsze sposoby niż znęcanie się nad tobą – mruknął niezadowolony. 
– Od razu znęcanie, jestem tylko trochę zmęczony. To nie jest od razu takie złe. A gdybym szybciej pojmował te rzeczy, których to mnie uczy, to nawet bym miał czas na przerwę – powiedziałem lekko, starając się znaleźć pozytywy. To wszystko przez to, że tak wolno się uczę. 
– Jak będziesz czuł, że jesteś na granicy, zrezygnuj, proszę. Twoje zdrowie jest w końcu najważniejsze – powiedział niby spokojnie, ale też wyczułem zmartwienie w jego głosie. Ależ oczywiście, że się będzie martwił. Taki kochany aniołek, to oczywiście, że się będzie martwił.
– Na razie jest dobrze. Martwi mnie tylko to, że tak długo jesteś sam – przyznałem, poprawiając jego włosy, które dzisiaj zostawił rozpuszczone. Ależ bym się nimi zajął, gdyby miał dłuższe włosy... 

<Owieczko? c:>

Etykiety