Zjadłem to, co zostało mi podane, chociaż, za jaką cenę? Byłem pełny. Nie miałem już siły więcej jeść, a to niby miało być pierwsze danie. A gdzie jeszcze drugie, i deser... przecież ja już miałem dosyć. Z cichym westchnieniem odsunąłem od siebie miskę, co pani... właśnie, jak się nazywa? Haru nie mówił mi, jak ma na imię. Ani nazwisko. Jest od strony jego taty, mamy? Nie mną pojęcia. Jak ja mogłem nie zapytać o takie podstawy? Rany, jestem beznadziejny, dopytywałem o tak różne rzeczy, a zapomniałem o najważniejszych i najprostszych rzeczach.
Zresztą, jego babcia od razu zobaczyła, że odsuwam pustą miskę, i zaraz ją chwyciła.
– To co, dokładkę chcesz, prawda? – zapytała i nim cokolwiek zdążyłem powiedzieć, już zaczęła nalewać.
– Ja już dziękuję, naprawdę nie mogę już. Nie mam pojęcia, jak ja zjem jeszcze drugie danie, i deser – powiedziałem szybko, z przerażeniem patrząc na kolejną porcję zupy, która była dobra, będzie dobra, ale i też jednocześnie inna. Nigdy czegoś takiego nie jadłem. Nawet nie mam pojęcia, jak się ona nazywa.
– Strasznie chudziutki jesteś, trzeba cię dokarmić. Tak zachwalasz talent kulinarny Haru, a wyglądasz, jakbyś nic nie jadł. Haru, na pewno go dobrze karmisz? – zapytała, podając mi nową porcję i od razu zabierając miskę od swojego wnuka, by i jemu nalać. On nie oponował, jakby to było coś normalnego. A ja? Byłem przerażony.
– Karmię, karmię. Po prostu... mało je. I ciężko mi go przekonać, aby jadł więcej – wyjaśnił grzecznie, z chęcią jedząc kolejną porcję. Ja to już bym się najchętniej położył, i wyciągnął, i zasnął, chociaż to bardzo niezdrowe przecież jest.
– Właśnie widzę. Za mało się starałeś. Jak dobrze, że przyjechaliście, obu was odkarmię – zdecydowała, w końcu nalewając i sobie. Jak to odkarmić? Ja... ja nie chcę. Ja i tak ostatnio przebrałem na wadze; nie wiem, gdy nie za dużo, chociaż Haru uważał, że wyglądam idealnie, i że cieszy się, że zaczynam normalnie jeść. A teraz... Teraz sam już nie wiem. Chyba trochę panikuję. – Jadłeś wcześniej żurek? – zwróciła się do mnie, co mnie trochę rozkojarzyło.
– Żurek? – powtórzyłem, delikatnie przekrzywiając głowę. – Nie do końca wiem, co to jest.
– To ta zupa, którą w tej chwili jesz – wyjaśnił mi Haru.
– Och – wyrwało mi się, oraz poczułem na policzkach nieprzyjemne rumieńce wstydu. Jaki ja głupi jestem. – Nie... to nie jest kuchnia, którą jem zazwyczaj – dodałem trochę mniej pewnie, czując się po prostu głupio.
– To się cieszę, że pierwszy raz spróbujesz ją u mnie – odpowiedziała zadowolona. – Spróbujesz wszystkiego po trochu.
Wszystkiego po trochu... Spojrzałem na. Drugi talerz zupy, który ledwo tknąłem, a następnie na Haru, prosząc go niemo o pomoc. Nie byłem w stanie zjeść tej porcji, a co dopiero drugie danie, i deser, i Bóg jeden wie, co jeszcze.
Wtem rozległo się ciche miauknięcie, które zaskoczyło zarówno mnie, jak i Haru. Z zaskoczeniem obserwowałem kota, prawdziwego, nieco grubiutkiego, puchatego, żywego, biało-szarego kota, który wszedł bezceremonialnie do kuchni. Wpatrywałem się w niego jak oczarowany, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Takiego żywego, organicznego kota nie widziałem chyba, odkąd nasz rodzinny zaginął.
– Nie wiedziałem, że mamy kota – odezwał się Haru, zerkając na babcię. Nie wydawał się szczególnie zachwycony, w przeciwieństwie do mnie.
– A wałęsał się wokół domu, wychudzony, głodny, to zaczęłam go dokarmiać. Przynajmniej mam towarzystwo, jak ciebie nie ma – wyjaśniła kobieta, wzruszając ramionami.
– Jest przesłodki – powiedziałem szczerze, nie spuszczając oczu z tej małej kuleczki. Aż chciałoby się go wziąć na ręce i przytulić.
<Wilczku? c:>