Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 14 grudnia 2025

|
 Obudziłem się wyjątkowo wcześnie, i to jeszcze sam, i postanowiłem go nie budzić. Bo i po co? On nie musiał wcześnie wstawać. On mógł się wyspać, wyleżeć, odpocząć... nie musi cierpieć ze mną. Zachowywałem się bardzo cicho; cicho się ogarnąłem, przebrałem w już i tak nieco zniszczone rzeczy, zrobiłem sobie kanapki, które zaraz zjadłem. Miałem ochotę na coś ciepłego przed pracą, ale nie chciałem grzać wody, bo jej szum zaraz by obudził Mikleo, dlatego wlałem sobie do szklanki zwykłej wody, i do butelki, bym mógł się na szybko w pracy napić. Nie brałem też żadnego posiłku, bo po co? Ostatnio i tak wracałem z nim do domu, więc równie dobrze mogę sobie zrobić jakiś obiad. Nawet bym tak chciał, zjeść coś innego niż kanapki. Może zupę jakąś, albo kotleciki jajeczne, o, albo panierowaną mozarellę, albo... sam nie wiem. Coś innego, ciepłego, taki obiad, a nie zwykłe kanapki. Znaczy, kanapki też są dobre, ale już trochę mi się przejadły, nawet jak robię codziennie z czymś innym. 
Dzisiaj było ciężko, ale skończyliśmy szybciej, niż z początku podejrzewałem, a to wszystko z powodu pogody. W jednej sekundzie było oberwanie chmury i burza, i zaraz musieliśmy wszystko gasić, zamykać... Trochę mnie zaskoczyła taka pogoda. I nie tylko mnie, takie burze się nie zdarzyły od lat, jak się dowiedziałem. Cała rada otoczyła te wyspy  niewidzialną, ochronną barierą, dzięki czemu takie anomalie pogodowe się nie zdarzały. Padało, owszem, ale zawsze było to bardziej spokojniejsze, w zależności od pory roku czasem w miesiącu więcej padało, czasem mniej, ale zawsze tego deszczu było odpowiednio, by flora mogła się rozwijać. Po tych wiadomościach naprawdę się zmartwiłem. To chyba... niedobrze, że się tak wydarzyło, prawda? Chyba ta bariera nie jest tak szczelna, jak mogło by się wydawać. 
Mimo, że do pracy nie miałem daleko, wróciłem do domku cały przemoczony, i zziębnięty. Nie zepsuło to jednak mojego humoru. W końcu, byłem wcześniej w domku, a że krócej pracowałem, nie byłem aż tak zmęczony, no i mogłem spędzić czas z moim Mikim najpiękniejszym. Czy może być coś lepszego? Znaczy, na pewno by się coś takiego znalazło, ale mi to na razie wystarcza. Nie chcę być chciwy, nic z tego dobrego nigdy nie wychodziło. 
- Miki, jestem...! Miki? - nie zauważyłem jego butów, więc trochę się zmartwiłem. Mógłby wyjść w deszcz, owszem. Ale w burzę? On chyba się trochę burzy bał, jak dobrze pamiętam. I dlatego tak strasznie się martwiłem. 
Dobrze, myśl, Sorey, gdzie Miki mógłby pójść? O czym wczoraj rozmawialiśmy? O zwierzakach. Tak, chciał się dowiedzieć więcej o nich, by dobrze wybrać i nie zrobić takiemu małemu stworzonku krzywdy.. Jest w bibliotece, i pewnie w niej został. Muszę go odebrać, i przyprowadzić tutaj, by się za bardzo tam nie bał. 
Nie przebierałem się, bo i po co? Burza dalej trwała, więc i tak zmoknę, i tak, a ja tylko chciałem bezpiecznie odebrać moje maleństwo, zapewnić mu bezpieczeństwo i zabrać cały ten strach, który pewnie w tej chwili czuje. A może nie czuje? Może jednak coś sobie ubzdurałem? No, ale nawet jeżeli coś sobie ubzdurałem, to i tak mogę go odebrać. Skoro wyszedłem wcześniej, nie musi dłużej siedzieć w bibliotece. Możemy ten czas spędzić przyjemnie w domu. Zrobiłbym nam czekolady, i byśmy coś zjedli, i może... sam nie wiem, ale na pewno coś miłego wymyślę. Na pewno będę się musiał przebrać, i wejść na chwilę pod koc, by się trochę rozgrzać. Ale na to jeszcze przyjdzie jeszcze czas. 

<Owieczko? C:>

Etykiety