Jego słowa, zamiast podnieść mnie na duchu, przybiły mnie jeszcze bardziej. Zabrzmiało to tak, jakby wkrótce z mojej winy to miało się skończyć z mojej winy. A ja... nie chciałem się, by to się kiedykolwiek kończyło. Nie wiem, czy jest to zwykła, szczeniacka miłość, z której to każdy dorosły się śmieje, ale ja naprawdę się czuję przy nim dobrze. I widzę nas razem w przyszłości, on zostanie detektywem, i ja... cóż, jeszcze nie wiem, kim bym został, ale wiem, że gdybym był przy nim, na pewno bym był szczęśliwy.
Wychodzi na to, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce, kiedy tylko osiągnę pełnoletniość. Tylko, do tego czasu jeszcze tyle czasu... czy my to przetrwamy? Będę się starał, by to dalej trwało, ale sam niewiele osiągnę. Jeżeli będzie się starał, damy radę.
– Jeżeli wezmę swoje życie w swoje ręce, to będzie to trwało. Tylko nim to nastąpi, minie trochę czasu. To będzie ciężki dla naszej relacji czas. Mam nadzieję, że przez ten czas przy mnie będziesz – odezwałem się, unosząc głowę.
– Ależ oczywiście, że będę – obiecał, po czym pocałował mnie w policzek. – Chodźmy już do domu. Za bardzo zmarzłeś. Zrobię ci coś ciepłego do picia, i pokażę pokój, w którym będziemy spać.
Tym razem nie oponowałem. Naprawdę było mi zimno, i z chęcią wszedłbym do środka. Podniosłem się wraz z nim z ławki i wróciłem wraz z nim do domu. Nie było tu najcieplej, ale zdecydowanie było lepiej, niż na zewnątrz. Zdjąłem buty, płaszcz i skierowałem się za nim do kuchni, mogąc się trochę lepiej tutaj rozejrzeć.
– Herbata, i z cytryną, imbirem, i może miodem? – zaproponował, na co pokręciłem głową.
– A jest zwykły cukier? Nie przepadam za miodem – poprosiłem.
– W porządku, zwykły cukier... Coś do przekąszenia? – zaproponował, a ja tylko rzuciłem mu znaczące spojrzenie. Po tym ogromnym obiedzie? Teraz to ja przez tydzień nie powinienem nic jeść. Oczywiście wątpiłem, by mi tutaj na to pozwolono, nie dość, że mam natarczywego Haru, to jeszcze jego babcię, która w ogóle nie chce słyszeć słowa „nie”. Przecież ja wrócę dwadzieścia kilo cięższy. Haru mnie tutaj roztyje, a potem mnie zostawi, bo będę brzydki, i tyle z tego będzie. – Rozumiem. Chodźmy zatem.
Haru zaprowadził mnie na górę, do swojego malutkiego pokoiku. Był naprawdę... niewielki. Chyba mniejszy, niż połowa naszego pokoju w akademiku, a i on już był niewielki. Szafę, drzwi, łóżko, biurko, niewielkie okno z parapetem, to wszystko dzieliło dwa kroki. I on tu tak żył normalnie? Jeny, ja bym chyba tak nie potrafił. Mój pokój był kilkukrotnie większy niż ten kącik. Trochę tu było klaustrofobicznie, jak na mój gust.
– Witaj w moich skromnych progach – odpowiedział, zapraszając mnie do środka. Bez słowa podszedłem do półki, na której stało kilka zdjęć. Kilka rodzinnych zdjęć. Z uwagą obserwowałem te rysy twarzy, i znajdowałem wiele podobieństw pomiędzy chociażby nim a jego rodzicami. Swoją drogą, był bardzo słodki jako dziecko. To wiele tłumaczy, chociażby to, że teraz też jest przyjemny dla oka. Niby z brzydoty można wyrosnąć, ale to bardzo ekstremalne przypadki.
– Malutkie to łóżko. Pomieścimy się? – spytałem, kiedy mój wzrok padł na materac. Było chyba jeszcze mniejsze, niż te w akademiku, a już na tamtym się mieścimy na styk. Tu musiałbym się chyba bardzo mocno do niego przytulić, by stąd nie spaść.
<Wilczku? c:>