Od Soreya CD Mikleo

piątek, 31 października 2025

|
 Od razu położyłem swoje dłonie na jego biodrach. On wyglądał tak wspaniale, tak pięknie, i był taki kochany... i jest cały tylko i wyłącznie mój, takiego nijakiego, beznadziejnego mieszańca. Tyle dobrego, że chociaż pod koniec podróży nie byłem dla niego aż takim ciężarem, bo odkryłem w sobie skrzydła, takie prawdziwe skrzydła, a nie ich chwilowe widmo. Nie wiem, jak, ale się udało. I więcej pewnie już zrobić nie potrafię, a przynajmniej nic takiego... cóż, przydatnego. Miki miał całe mnóstwo wow umiejętności. A to może cię zaraz wysuszyć, a to jest odporny na chłód, ,a to może pewnie tę wodę przywołać, a to zmienić jej stan skupienia i jakoś się obronić, i jeszcze leczyć potrafi, no przecież nie ma lepszych mocy, niż te jego. Ja chociaż... cóż, jestem nawet silny. Ale tak trochę silny, nie jakoś bardzo, no i tylko fizycznie. Czyli w sumie, to nic wyjątkowego nie było, są przecież istoty super silne, super mądre, no i super... po prostu super, jak właśnie tej mój śliczny Miki. 
- Dla ciebie będę robił tyle czekolady, ile tylko będziesz chciał – powiedziałem, uśmiechając się do niego szeroko. Podobało mi się to, jak bawił się moimi włosami, chociaż zdecydowanie bardziej wolałem te jego. One są i takie dłuższe, i takie mięciutkie, i takie wow... wspaniałe. Dokładnie jak cały on. 
- A mógłbyś jeszcze coś dla mnie zrobić? - poprosił, uśmiechając się do mnie. 
- Dla ciebie wszystko – odwzajemniłem ten gest, wpatrując się w niego, jak w obrazek. 
- Wystarczy mi, że troszkę bardziej zadbasz o swoje włosy – odpowiedział, na co zmarszczyłem brwi. 
- Bardziej zadbam? Ale przecież już o nie dbam bardziej, niż kiedyś. Myję je regularnie, no i czeszę je szczotką, nie palcami – odpowiedziałem, zupełnie nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Przecież zrobiłem to, co chciał, już znacznie wcześniej. Co jeszcze mogę dla niego zrobić w tym temacie?
- No, to już jest progres, tak, ale zawsze może być z nimi lepiej. Możesz zacząć używać odżywki, będą wtedy takie miękkie, i zaczną się ładnie układać. Możesz używać mojej. No i też suszenie też jest bardzo ważne. I układanie ich... ale może na początek zaczniemy od używania odżywki. Trzeba ci wyrobić ten nawyk... już po pierwszym razie zobaczysz różnicę – przyznał, delikatnie poprawiając moje kosmyki, które opadły na moje czoło. 
- No... nie wiem, czy jest mi to tak bardzo potrzebne. Jak dla mnie już nic im nie pomoże... no ale możemy spróbować, jeśli to ma sprawić, że będziesz ze mnie bardziej zadowolony. Postaram się nie zapominać – obiecałem, uśmiechając się do niego szeroko. Jeśli to ma go uczynić szczęśliwszym, nie będę narzekać i będę dla niego to robił. Tylko żeby nie oskarżał mnie o to, że mu zaraz całą odżywkę zużyję. Bo... ile ja mam jej używać? Troszeczkę, dużo? Nie miałem pojęcia, chyba nigdy czegoś takiego nie używałem. - W ogóle... nie chcesz przypadkiem wyjść na dwór? Przecież pada. To idealna pogoda dla ciebie – zaproponowałem, nie mając nic przeciwko temu, by spędził trochę czasu z wodą. Potrzebował tego do szczęścia, i ja to rozumiałem, w przeciwieństwie do jego dziadka. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Od razu pokiwałem głową ciesząc się, że mój chłopak dał mi znać, że miał już dosyć. To normalne, że w pewnym momencie ma się dosyć, zwłaszcza, że wcześniej przecież w ogóle się tym tematem nie interesował, zaczynaliśmy wszystko od zera. I tak długo się trzymał. Zerknąłem na zegar. Niewiele nam zostało, ale czy da dzisiaj radę? Nie wiem. Nie chcę go przymuszać, odpoczynek jest w końcu bardzo ważny. Musi w końcu przyswoić te informacje, odpocząć... to normalny proces w nauce. 
- W porządku. Zróbmy sobie przerwę – zarządziłem, a po moich słowach Haru przeciągnął się leniwie. - Przejdź się na spacer, przewietrz się, i jak już poczujesz się lepiej, wróć do mnie. Wtedy zdecydujemy, czy dokończymy, czy zostawiamy sobie to na jutro. Pokaż mi notatki, zaznaczę ci w tym czasie kolorem to, co powinno cię najbardziej interesować – dodałem, wyciągając rękę po jego zeszyt. 
- Wiesz, że jesteś niesamowity? - odpowiedział, podając mi swój skoroszyt. Swoją drogą, teraz miałem wrażenie, że pisał nieco bardziej czytelniej. 
- Wiem. I zastanowię się, jak możesz się mi odwdzięczyć za mą dobroć. Wpierw jednak dobrze zalicz ten test, bo inaczej zwątpię mocno w swoje nauczycielskie zdolności – odpowiedziałem, zabierając swoje zakreślacze. Nie wiem, jak Haru, ale ja lubiłem robić ładne notatki, przejrzyste, z lekkim akcentem kolorystycznym. Sprawiało mi to satysfakcję, kiedy tak mogłem patrzeć na swoje piękne notatki. Chociaż, patrząc na jego wcześniejsze strony, on raczej tak nie ma. 
- Za jaką ocenę otrzymam nagrodę? - spytał podekscytowany, skupiając się na czymś zupełnie innym. Tak, zachęcenie go nagrodą było dobrym pomysłem. 
- A jakie oceny do tej pory otrzymywałeś z historii? - odpowiedziałem pytaniem, zerkając na niego znad jego zeszytu. 
- No... cieszyłem się, jak udało mi się zaliczyć. A jak trójka z minusem wpadła, to niemalże jak święta – na jego słowa trochę się załamałem. Ja wiem, że z większości przedmiotów takie oceny są niewiele warte, no ale nie wiem, nie mierzi go to? Nigdy nie schodzę poniżej oceny dobrej, chociaż i one nie są dla mnie satysfakcjonujące. Jednak nawet ja nie jestem najlepszy we wszystkim, chociaż bardzo się staram. Profesja, w której chcę robić, wymaga ode mnie wszechstronności w każdym temacie. Muszę rozumieć wszystko, i to nie tylko to, jak działa ten świat, ale i jak działa świat ludzi. Chemia, fizyka, historia, geografia... muszę to umieć podwójnie, pomimo tego, że nie jest to przecież wymagane w podstawie. 
- Oczywiście przekazuję ci wiedzę na ocenę bardzo dobrą, jednak... w zupełności mi wystarczy fakt, jeśli uda ci się dostać cztery. Ale będę bardzo zadowolony, jeżeli dostaniesz piątkę. Może... nawet bym dodał jakiś mały dodatek? Za wyjątkowe postaranie się? - zagryzłem delikatnie dolną wargę, a następnie wróciłem do jego notatek. - Jak już robisz sobie przerwę, zrobiłbyś mi przy okazji herbatę? Trochę zaschło mi w ustach – poprosiłem, mając nadzieję, że wizja dodatkowej nagrody go bardziej zachęci. Skoro w piątek pisze, to po weekendzie będą oceny... szczerze, to się już nie mogłem doczekać. Byłem ciekaw, jak to moje nauczanie wyjdzie. Pierwszy raz kogoś uczę i nie do końca wiem, jak mi to wychodzi. Wydaje się słuchać, bo pyta, jego notatki wyglądają całkiem w porządku, więc chyba nie jest tak źle. 

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

czwartek, 30 października 2025

|
Mimo że moje serce zabiło szybciej, poczułem spokój, gdy jego słowa do mnie dotarły. Cieszyłem się, że byłem dla niego wszystkim, czego potrzebował, bo i on był dla mnie wszystkim, czego ja potrzebowałem. Radość z tego, że znów mnie odnalazł, sprawiała, że moje życie stawało się lepsze, bezpieczniejsze, spokojniejsze. Nie czułem już presji, bo wiedziałem, że mam obok siebie człowieka, którego kocham nad życie i bez którego nie potrafię sobie wyobrazić dalszej drogi.
Obdarzyłem go uśmiechem, gdy tylko usłyszałem jego słowa. Odkąd nauczyłem się uśmiechać, robiłem to coraz częściej, ku mojemu zaskoczeniu naprawdę zaczęło mi się to podobać. Ale jeśli miałbym uśmiechać się tylko do niego, cała reszta świata mogłaby dla mnie nie istnieć.
- Wiesz, że to działa w obie strony? - Zapytałem, siadając na łóżku i czekając na obiecaną gorącą czekoladę, którą robił naprawdę fenomenalnie.
- Wiem, chociaż nie rozumiem, za co właściwie możesz mnie kochać - Powiedział cicho.
Nie pojmowałem tego. Przecież tyle razy powtarzałem mu, że kocham go po prostu za to, że jest. Że jest przy mnie, że daje mi wsparcie, którego potrzebuję. To wystarczy, bym był szczęśliwy.
- Po prostu jesteś cudowny, kochany… mógłbym wymieniać twoje zalety bez końca - Odpowiedziałem z uśmiechem. - Ale zamiast tego wolałbym już napić się tej obiecanej czekolady. - Przypominałem mu, tak nie skromnie zwracając na to uwagę.
Mój partner uśmiechnął się do mnie, kiwając głową, po czym od razu ruszył do kuchni. Znajdowała się całkiem blisko, w końcu to była mała chatka. Oczywiście, większa od tej, w której wcześniej mieszkałem, więc dla mnie wydawała się duża. Ale dla dwojga osób była w sam raz: przestronna kuchnia, łazienka o odpowiedniej wielkości, mały, choć przytulny salon i sypialnia, naprawdę miłe miejsce. W końcu nie musieliśmy mieć nic większego, by czuć się dobrze.
- Chcesz, żebym ci może pomógł? - Zaproponowałem, trochę znudzony siedzeniem. Zawsze lubiłem coś robić, choć nie ukrywam, że odpoczynek też miał swój urok. Mimo to, chętnie bym mu pomógł.
- Nie, nie musisz mi w niczym pomagać. Poradzę sobie sam. Ty odpoczywaj, zasłużyłeś - Odparł z uśmiechem.
Miał rację, bo przecież byłem naprawdę zmęczony, nic nie robieniem. I teraz gdy mi to powiedział, poczułem szczerze jak bardzo byłem zmęczony, dopóki tego nie powiedział. Czasem bawi mnie jego troska, ale niech mu będzie. Posiedzę, odpocznę, poczekam... a potem wypiję gorący napój z człowiekiem, który całkowicie odmienił moje życie.
Sorey w końcu przyniósł dwa kubki gorącego napoju, dla mnie i dla siebie. Usiadł obok na łóżku, dzięki czemu mogliśmy rozmawiać, popijając czekoladę i po prostu cieszyć się swoją obecnością. Miło było spędzić ten czas razem.
Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, czasem nawet wygłupialiśmy, a gorący napój przyjemnie rozgrzewał nasze żołądki i dłonie.
- Ależ dobra wychodzi ci ta gorąca czekolada - Pochwaliłem go, odkładając pusty kubek na bok. Od razu zajmując miejsce na jego kolanach i uśmiechnąłem się promiennie. - Mam nadzieję, że będziesz mi ją robił częściej - Dodałem z lekkim rozbawieniem, bawiąc się jego miękkimi włosami, o której naprawdę mógłby zacząć lepiej dbać, oczywiście widać już różnice jednakże może być jeszcze lepiej...

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
Nagroda? Lubiłem nagrody, zwłaszcza wtedy, gdy nagrodą był on sam. Muszę przyznać, że to naprawdę mnie zaintrygowało i zachęciło do wejścia w tę grę.
- W porządku, w takim razie słucham, co masz mi do powiedzenia? - Zapytałem, skupiając się na jego głosie. Chciałem chłonąć każde słowo, które pragnął mi przekazać, choć wcale nie musiał tego robić. Byłem mu za to szczerze wdzięczny.
Kiedy tłumaczył mi coś z taką pasją, wszystko nagle stawało się prostsze. Nie potrafię tego do końca wyjaśnić, ale bardzo mi się to podobało. Zrozumiałem wtedy o wiele więcej, oczywiście nie wszystko, bo wciąż musiałem zadawać pytania. Może czasem głupie, może nie, ale to dzięki nim zaczynałem naprawdę pojmować temat. I wiedziałem już, jak przygotować się na kartkówkę.
-;Czy rozumiesz, jak na razie, to co ci tłumaczę? - Dopytał, przyglądając mi się uważnie, jakby chciał się upewnić, że naprawdę nadążam za jego słowami.
Właściwie nie musiał zadawać takich pytań. Gdybym nie rozumiał, po prostu bym zapytał. Skoro więc milczałem, to znaczy, że nadążam... prawda?
A może pyta dlatego, że chce się upewnić, iż nie marnuje czasu na tłumaczenie komuś, kto i tak nic z tego nie pojmuje? Nieważne. Nie będę sobie dopowiadał, to nie ma sensu. Lepiej skupić się na tym, co mówi, i zapamiętać wszystko, by potem dobrze wypaść na kartkówce.
- Tak, na tę chwilę rozumiem wszystko. A przynajmniej tyle, na ile jesteś w stanie mi to wytłumaczyć - Odpowiedziałem patrząc mu głęboko, te czarujące i jakże piękne oczy.
Uśmiechnąłem się głupkowato, jak to mam w zwyczaju. Rżnięcie głupa to w końcu coś, co wychodzi mi najlepiej. Czasem mam wrażenie, że wtedy świat staje się prostszy. Ludzie patrzą na mnie jak na głupka, nie mając pojęcia, jak bardzo potrafię być inteligentny i sprytny. I w sumie dobrze, nikt wtedy nie oczekuje ode mnie więcej, niż sam chcę pokazać.
- W porządku. Skoro rozumiesz, to przejdziemy dalej. Rozumiem, że wciąż jesteś w stanie skupić się na tym, co do ciebie mówię, tak? - Zapytał, zerkając na mnie z lekkim uśmiechem.
Zadał kolejne pytanie. Właściwie proste, ale z jakiegoś powodu zabrzmiało poważniej, niż powinno. Przecież to tylko zwykłe „czy dasz radę?”. A mimo to zawahałem się na moment, jakbym musiał się nad tym naprawdę zastanowić.
- Tak, tak, oczywiście. Jestem w stanie wysłuchać wszystkiego, co chcesz mi przekazać. Mów dalej. Jeśli poczuję zmęczenie, na pewno ci dam znać - Zapewniłem, uśmiechając się lekko.
Naprawdę się starałem. Skupiałem się na każdym jego słowie, na tym, co pokazywał i tłumaczył. Wszystko zapisywałem, zaznaczałem to, co uznał za najważniejsze. W końcu, jeśli *on* mówił, że coś może pojawić się na kartkówce… to coś czułem, że naprawdę tak będzie.
Niestety, w końcu miałem już dość. Wszystkie daty i tematy zaczęły mi się mieszać, a ja czułem, że to granica moich możliwości. Nauczyłem się dziś naprawdę wiele, chyba nawet więcej niż podczas lekcji, ale mój umysł był już przemęczony i nie potrafił dłużej pracować na najwyższych obrotach.
-Przepraszam, ale już niczego nie rozumiem. Chyba mam dość na tę chwilę i potrzebuję odpoczynku - Przyznałem, uśmiechając się do niego przepraszająco.

<Paniczu? C:> 

Od Soreya CD Mikleo

|
 Trochę mnie martwiły jego słowa. Aż tak mu to przeszkadza?Ja to trochę już olewam, w końcu po co miałbym się przejmować? Nie robię nic złego. Nie zachowuję się ordynarnie, traktuję innych ludzi, jak i mojego własnego partnera z szacunkiem, nie gorszę nikogo, jesteśmy grzeczni, kulturalni i tak naprawdę, nie powinniśmy zwracać na siebie uwagi. Czy tu, w tym mieście, taka miłość też jest jakaś zła? I to dlaczego? Bo zarówno on, jak i ja, jesteśmy chłopakami? Czemu nie mogę zachowywać się jak inna zakochana osoba? Co czyni mnie tym gorszym? 
- Chcesz, żebym się odsunął? - spytałem, martwiąc się jego zdrowiem psychicznym. 
- Nie, nie, to teraz nie ma sensu. I tak chyba wszyscy już o nas wiedzą – odpowiedział, a ja poczułem wyrzuty sumienia. To moja wina. Powinienem się powstrzymywać od takich bliskości, by on mógł czuć się dobrze. Niby nic złego nie robiłem, ale i tak moją winą było to, że Miki teraz się źle czuł. 
- Przepraszam. To moja wina – powiedziałem, spuszczając wzrok. 
- Wcale nie. To mała miejscowość, więc zaraz by się to rozniosło. Już nie mówiąc o tym, że jesteśmy na ich ustach nie tylko z powodu naszego związku, ale i z tego powodu, że jesteśmy tu nowi. Niezależnie od tego, jakbyś się zachowywał, i tak by się gapili, i tak. Już od wczoraj przecież gapią się na ciebie – zauważył słusznie, na co zmarszczyłem brwi. No tak, to gapienie się... ja tam nic takiego w sobie nie dostrzegałem, by się na mnie gapić. Prędzej na Mikleo, bo jest taki śliczny, i słodziutki, i kochany... też bym się na niego patrzył, cały czas, zwłaszcza, gdyby miał na sobie ten lawendowy sweterek, który to sobie wyobraziłem w swojej wyobraźni. Na pewno mu go kupię. Zarobię tu pierwsze pieniądze, i mu taki sprawię na prezent. W ogóle mam tyle pomysłów na prezenty dla niego, a tak mało pieniędzy... chyba muszę się nauczyć, jak niektóre rzeczy robić. Na pewno chciałbym się nauczyć robienia biżuterii. Tylko.. gdzie ja bym mógł się tego nauczyć? Jest tu taki ktoś, kto mógłby mi przekazać taką wiedzę? Przyjąć na praktyki, podczas kiedy ja sam nie mam żadnego doświadczenia? Nikogo takiego tutaj nie dostrzegłem... ale to nic, przecież jest tutaj mnóstwo innej pracy. Na pewno sprawdzę się i zarobię gdzieś indziej. 
- Gapią się, czy się nie gapią... dla mnie to nie ma żadnego znaczenia. Najważniejszy jesteś i zawsze będziesz dla mnie ty – uśmiechnąłem się do niego szeroko, nie chcąc, by zwracał uwagę na kogokolwiek innego. On jest dla mnie najważniejszy. I mam nadzieję, że ja dla niego też. - Może jak teraz wrócimy do domu... zrobię nam czekoladę? Czekolada w taką deszczową pogodę to coś, czego każdy potrzebuje – zaproponowałem, otwierając przed nim drzwi do naszego małego gniazdka. I oby było to faktycznie nasze takie miejsce, w którym będziemy czuć się dobrze, bezpiecznie. Tego właśnie mój chłopak potrzebował, takiej bezpiecznej przystani, zwłaszcza po tym, co wyczyniał z nim jego dziadek. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Na jego słowa od razu pokręciłem przecząco głową. Nie miałem nic do roboty, zatem mogłem ten czas, który planowałem przeznaczyć na chwilę relaksu, mogę poświęcić jemu, i na powtórzenie materiału ponadprogramowego. W końcu, jest w nieco wyższej klasie, więc jak chodzi o historię, jest w niej nieco dalej, niż ja. Jak dla mnie jest to taki przedmiot, który jeżeli cię nie interesuje, będzie ci ciężko, ale rozumiem zarówno jedną, jak i drugą stronę. Są tematy i różne okresy, które są nudne, wręcz głupie, i nawet mnie przyswajanie wiedzy z niektórych lat jest strasznie nużące i problematyczne. Należy jednak znać historię i się jej uczyć, by nie powielać błędów, chociaż... cóż, patrząc na to, co się dzieje, wychodzi na to, że za bardzo się nie uczymy. 
– Z chęcią ci pomogę – wytłumaczyłem, podnosząc się z łóżka. Jak na jedną osobę były nie najgorsze, tak na dwie... cóż, trochę za małe. Szkoda, że nie można by ich złączyć. Obawiałem się jednak, że jeżeli któryś z opiekunów to zobaczymy, mielibyśmy kłopoty. 
Kiedy podszedłem do biurka, w pierwszej chwili chciałem zająć miejsce na jego kolanach, zaraz jednak zrezygnowałem z tego pomysłu. Jeżeli chciał się czegoś nauczyć, musiał się skupić, a gdybym był tak blisko niego, miałby z tym wielki problem. 
– Pytanie też, czy w ogóle kojarzysz te tematy... – zaczął, dalej brzmiąc na niepewnego. Przecież sam zaproponowałem mu swoją pomoc doskonale wiedząc, z czym się mierzę, więc w czym on widział problem? 
– Na pewno kojarzę. Lubię się uczyć nadprogramowo. I tego też ode mnie się wymaga – powiedziałem lekko, przysuwając krzesło dla siebie. – Więc, z czym masz problem i ile pamiętasz? – dopytałem, siadając i od razu też biorąc do rąk jedną z kartek. Pisał strasznie. Okropnie, rozczytywanie go przychodziło mi z trudem, ale po szybkim przejrzeniu dotarło do mnie, że patrzę na tekst przepisanej książki, nie słowa nauczyciela, czy jego własnych myśli. 
– Problem mam z... w sumie, to ze wszystkim, tak właściwie. Lekcje mnie nudzą, więc nie słucham, czytając podręcznik się nie potrafię skupić, więc zacząłem przepisywać z nadzieją, że coś mi w głowie utkwi. Zwłaszcza daty i nazwiska – wyjaśnił, na co pokiwałem głową. Więc tak to wygląda. 
– W sumie cię rozumiem. Walles ma zbyt nużący głos, można trochę przysnąć. Co masz jutro? 
– Jutro nic, dopiero w piątek mam klasówkę. Z całego Srebrnego Okresu – na te słowa westchnąłem ciężko. I zabiera się za to dwa dni przed? Dobrze, że w ogóle zaczął. 
– To... sporo informacji do przyswojenia, a czasu mało. Może zrobimy tak, będę ci tłumaczył, od początku do końca, a ty zrobisz nowe, porządniejsze notatki. Będę zaznaczał, co jest ważne, co moim zdaniem mogłoby się pojawić, na co masz zwrócić uwagę. Może jak ja będę opowiadał, wiedza łatwiej ci się przyswoi. W zależności od twojego stanu zobaczymy, ile dzisiaj uda ci się przyswoić. A jeśli ten test ci dobrze pójdzie, kto wie, może dostaniesz ode mnie jakąś nagrodę – zachęciłem go, uśmiechając się ładnie. Dobra motywacja też jest potrzebna do osiągnięcia sukcesu. 

<Wilczku? c:>

Od Mikleo CD Soreya

środa, 29 października 2025

|
Zielony wybrałem trochę z sentymentu.
Nie dlatego, że to jakiś wyjątkowy kolor, po prostu skojarzył mi się z nim. Miał te niesamowite, głębokie zielone oczy, które zawsze przyciągały mój wzrok, nawet kiedy udawałem, że nie patrzę. Dodałem do tego trochę bieli, żeby wnętrze nie było zbyt ciężkie. Wiedziałem, że zieleń i biel razem stworzą coś spokojnego, świeżego… coś, co do niego pasuje.
- Jeśli zielony ci nie odpowiada, możemy pomyśleć o czymś innym - Powiedziałem cicho, skupiając się na innych kolorach prowadząc dalej konwersację. - Po prostu… kojarzy mi się z tobą. Z twoimi oczami. - Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, po czym zaśmiał się cicho.
- Ze mną? Z oczami? No tak, są zielone… - Mruknął z uśmiechem. - Ale nie są aż tak ładne, żebyś musiał przez nie malować pokój. Może wybierzemy coś innego? - Jego ton był lekki, ale w spojrzeniu było coś miękkiego, coś, co sprawiło, że nie mogłem się nie uśmiechnąć.
- Dobrze - Odparłem po chwili. - Skoro tak, to może spróbujemy z lawendowym? Jedna ściana mogłaby być cała w tym kolorze, a trzy pozostałe białe. Myślę, że sypialnia wyglądałaby wtedy naprawdę dobrze.
- Lawendowy? - Powtórzył, unosząc brew. - Brzmi nieźle. Pasuje do ciebie i to mi zupełnie wystarczy - Stwierdził, uśmiechając się do mnie szarmancko.
- No to się idealnie uzupełniamy - Uśmiechnąłem się. - A salon mógłby być błękitny, z odrobiną bieli. Tak, żeby kolory się ze sobą ładnie przenikały. Kuchnię i łazienkę na razie bym zostawił, są w porządku takie, jakie są.
Przez chwilę milczeliśmy, każdy z nas skupiał się na możliwości wyboru odpowiedniej farby na ścianę.
- Idealnie, zawsze wpadasz na dobre pomysły - Stwierdził, składając na moim policzku delikatny pocałunek, nie przejmując się specjalnie sprzedawcy który się nam z rozbawieniem przyglądał.
- Nie przesadzaj - Mruknąłem z lekkim uśmiechem, czując, jak policzki zaczynają mnie delikatnie piec. Sam nie wiem, dlaczego tak się zawstydziłem, może przez to dziwne uczucie, gdy ten mężczyzna czas się nam przyglądał. Nie było to zbyt komfortowe, 
Jeszcze przez chwilę uważnie oglądaliśmy różnego rodzaju farby, porównywaliśmy odcienie, rozważaliśmy, co by do siebie pasowało, a co lepiej odłożyć na później. W końcu obaj doszliśmy do wniosku, że to jeszcze nie ten moment, że decyzję o kolorach zostawimy na czas, gdy faktycznie będziemy potrzebować odmiany.
- Wracamy? Mam wrażenie, że zaraz zacznie padać. - W powietrzu czuć było ciężki zapach deszczu. Choć klimat tego miejsca różnił się od tego, do którego przywykłem, to jednak deszcz pachniał tak samo.
Sorey kiwnął głową i, bez słowa, ujął moją dłoń. Ruszyliśmy powoli w stronę domu, nie śpiesząc się, mimo że powietrze gęstniało od wilgoci. Jego dłoń była ciepła i pewna, kontrastowała z chłodnym powiewem, który niósł się z ulicy.
- Chciałbyś może coś jeszcze zobaczyć?- Zapytał po chwili, zerkając na mnie kątem oka. - Pokręciłem głową.
- Nie... chyba nie. Chciałbym po prostu wrócić do domu i spędzić trochę czasu tylko z tobą. Mam już dość tych wszystkich spojrzeń. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że ludzie tak się gapią. - Wysunął delikatnie moją dłoń z uścisku, tylko po to, by objąć mnie w pasie.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Czy nazwałbym moją umiejętność talentem? Chyba nie. Po prostu nauczyłem się tego, czego potrzebowałem, by jakoś sobie w życiu poradzić. Gdybym nie był do tego zmuszony, pewnie nigdy bym się tego nie nauczył. Talent to, moim zdaniem, coś wrodzonego coś, co przychodzi naturalnie. A ja musiałem się tego wszystkiego nauczyć krok po kroku, żeby móc funkcjonować bez ciągłej pomocy innych. Mimo to, miło mi, że ktoś potrafi docenić nawet takie drobiazgi.
- Nie mam talentu, ja po prostu nauczyłem się tego, czego nauczyć się musiałem. Mimo to bardzo się cieszę, że udało mi się zaspokoić twoje kubki smakowe i usatysfakcjonować żołądek, który na szczęście po solidnym posiłku i czekoladzie nie jest już pusty – Powiedziałem z uśmiechem, spoglądając na Daisuke.
- Jesteś zbyt skromny, naprawdę dobrze ci to wychodzi, a to oznacza, że mimo wszystko masz talent, bo gdybyś nie miał to pewnie nie nauczył byś się gotować. Bo wiesz, ja bym się nie nauczył, nawet jakbym bardzo chciał - Stwierdził, kładąc dłoń na moim policzku.
- No może i masz rację - Wyszeptałem, uśmiechając się do niego łagodnie.
- Ja zawsze mam rację - Daisuke odwzajemnił uśmiech i oddał mi pusty kubek, który od razu zabrałem do kuchni. Porządnie umyłem oba kubki odkładając je na suszarkę.. 
W pokroju panowała przyjemna cisza, przerywana jedynie cichym szumem wody i odgłosami panującymi na zewnątrz akademia.
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo leniwy i szczerze mówiąc, bardzo mi to odpowiadało. Lubiłem takie chwile, kiedy czas zwalniał, a człowiek mógł po prostu odpocząć od codziennego zgiełku i problemów. Nie trzeba było nigdzie biec, niczego planować, niczego udawać. Po prostu być.
Zostało mi jeszcze tylko trochę poćwiczyć do szkoły. Nie miałem na to wielkiej ochoty, ale wiedziałem, że muszę wziąć się w garść. Historia może i nie była moją pasją w zasadzie wątpiłem, żeby kiedykolwiek mi się do czegokolwiek przydała ale dla świętego spokoju i ułaskawienia moich nauczycieli wypadało się przyłożyć. W końcu ostatnio mieli ze mną trochę pod górkę…
Westchnąłem, zerkając w stronę biurka zasypanego notatkami. Daisuke tymczasem przeciągnął się leniwie na moimi lub swoim łóżku, a ja pomyślałem, że może jeszcze przez chwilę pozwolę sobie na ten spokój, zanim znowu wrócę do obowiązków.
- Nad czym się tak zastanawiasz? - Dopytał, przyglądając mi się uważnie.
- A tam, nad niczym konkretnym. Muszę się zabrać za naukę, ale szczerze mówiąc, kompletnie nie mam na to ochoty - Przyznałem z lekkim westchnieniem. Byłem tym faktem niezadowolony, bo wiedziałem, że jeśli się uprę, to po prostu nie ruszę się z miejsca. Ale z drugiej strony… zła ocena nie była mi teraz potrzebna. Nie tym razem.
- A co masz do nauki? - Zapytał, unosząc brew i spoglądając na mnie z zainteresowaniem.
- Historię - Odparłem, krzyżując ręce na piersi.
- Jeśli chcesz, mogę ci pomóc. W tym, nie chwaląc się, jestem całkiem dobry. - Spojrzałem na niego z lekkim zaskoczeniem. Nie musiał tego robić, ale skoro sam zaproponował… czemu nie? Każda pomoc się może przydać.
- Na pewno ci się chce? - Zapytałem, nie wiedząc czy to dobry pomysł aby tracił na to czas.

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 28 października 2025

|
 Jego słowa trochę mnie zaskoczyły, ale też tak średnio mi się spodobały. Przede wszystkim, nie spodziewałem się takiego wyboru po jego skromnej osobie. Zielony? Nie pomyślałbym, że chciałby zielony. W końcu, on zawsze w takich niebieskościach, błękitach, bielach... a tu zielony? I to pewnie jeszcze chłodny zielony, a taki mi się tak nie do końcu podoba. Zresztą, sam zielony jakoś do mnie nie przemawia. Zieleń liści, trawy, roślin – jak najbardziej, uwielbiałem naturę, uwielbiałem spędzać czas na jej łonie, zwłaszcza z Mikim, ale zieleń na ścianach? Jakoś tak tego nie widziałem. No i biel. Nie chciałem bieli, to z pewnością. Dla mniej biel była taka trochę... bezpłciowa. Sterylna. Zimna. 
- Nie do końca ci się podoba – Miki bez problemu wyczytał emocje z mojej skrzywionej miny. 
- Jakoś tak... no wiesz, nie moje kolory. I jak rozumiem wybór białego z twojej strony, tak zielony? Ty i zielony? Jakoś... nie widzę tak ciebie z zielonym – przyznałem zgodnie ze swoim sumieniem, przyglądając się jego słodkiej osobie. 
- Pewnie kojarzę ci się tylko z niebieskim? - spytał rozbawiony, na co delikatnie przygryzłem dolną wargę. 
- Trochę tak, ale i trochę nie. Z bielą też mi się kojarzysz, owszem. Ale też  jak myślę o tobie, to także widzę lawendę. Jestem pewien, że w tym kolorze wyglądałbyś świetnie... może spróbujemy ci odświeżyć garderobę? - spytałem podekscytowany, już widząc go w lawendowej koszuli. Albo białej, i do tego właśnie taki fioletowawy sweterek, albo kubraczek, albo kamizelka... ależ on byłby słodziutki. Przecież ja bym nie mógł z niego wzroku spuścić. Już jego obrazek w mojej wyobraźni nie chciał zniknąć. Jak on to robi, że jest taki piękny? Momentami się czułem przy nim taki niewystarczający. No bo, gdzie on, a gdzie ja? Niebo i ziemia, i to dosłownie. Wyglądem to strasznie do siebie nie pasujemy, charakterem już chyba jest lepiej. Jeszcze nie ma mnie dosyć, zatem to jakiś sukces. Nie znam nikogo, kto by ze mną wytrwał tak długo. To zasługuje na jakąś nagrodę. 
- Przede wszystkim, musimy ci kupić jedzenie. To jest najważniejsze. Rozejrzeć się za pracą, to też jest bardzo ważne. I przy okazji coś popatrzeć do domu. Tylko tyle i aż tyle, trzymajmy się planu, moja garderoba jest jak najbardziej w porządku – trochę mnie stonował, uspokoił. Ale ja mu tego nie zapomnę. Kupię mu coś takiego lawendowego. Może koszulkę. Może spodnie. Może sweterek. Zobaczymy, co mi wpadnie w oko. Gdybym ja sam umiał dziergać... to bym mu taki słodki sweterek zrobić, ale nie umiem takich rzeczy. Ledwo dziurę w skarpetkach potrafię zacerować, to mój szczyt umiejętności krawieckich. 
- Tak, tak... - westchnąłem ciężko, myśląc nad naszą małą chatką. - A gdybyśmy tak... zrobili na dwa kolory? Dwie ściany na ciemno, dwie ściany na jasno? Albo ty wybierzesz kolor, ja wybiorę kolor, i je połączymy? Chociaż, gorzej jak wyjdzie jak takie błoto, to taki pomysł pod znakiem zapytania. Sam już nie wiem, co ja bym chciał. Nic nudnego, typowego. Chciałbym jakiś taki kolorowy kolor... ale też boję się, że taki kolorowy kolor będzie kiczowaty – westchnąłem ciężko, niepocieszony. - Nie, ja chyba nie powinienem wybierać. Jeszcze źle wybiorę, i będzie brzydko. Zielony i biały, tak? Myślę, że się przyzwyczaję. Brzmi ładnie, bezpiecznie – odpowiedziałem, posyłając mu najładniejszy uśmiech, na jaki było mnie stać, a jako że ja za urodziwy nie jestem, to pewnie nie był za ładny. Tak, powinienem zaufać ładnemu, bo ładny ładne wybierze na pewno, a ja sam nawet nie wiem, co chcę, a czego nie.

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w czekoladę, którą mi przyniósł, bym zrozumiał, że on jej nie zabierze. Tak więc albo ją wypiję, albo te całe pyszności się zmarnują. Tylko po tym wszystkim będę musiał znaleźć sobie jakieś zajęcie. Jakieś ćwiczenia, które utrzymają mnie w formie. W końcu, tak się umawialiśmy, że będę jeść, ale jednocześnie także ćwiczyć. Tylko, moje ulubione bieganie w tej chwili trochę odpadało. Mimo, że doskonale wiedziałem, że dam sobie radę z każdym przeciwnikiem, że teraz nie będę się wahał, wolę unikać takich... nie do końca przyjaznych terenów. Mam jeszcze do dyspozycji siłownię, ale czy ja chcę przy tych wszystkich gapiach ćwiczyć? Średnio mi się to uśmiecha. Może powinienem więc wykupić na czas mojej edukacji własną siłownię? 
Albo ćwiczyć tutaj, w pokoju. Miejsca na takie proste ćwiczenia trochę tu jest; na rozciąganie, brzuszki, pompki... super mięśni na tym nie zbuduję, ale to w moim przypadku jest chyba awykonalne. Na szczęście takie błahostki wystarczą, by utrzymać linię. 
– Muszę sobie sprawić matę – mruknąłem do siebie, biorąc pierwszy łyk tej grzesznej pyszności. Czasem, jak coś mówię na głos, prędzej mi to się zapisze w głowie. 
– Matę? – powtórzył Haru, chyba nie do końca mnie rozumiejąc. 
– Matę. Do ćwiczeń. By na bieżąco spalać te wszystkie pyszności, które przygotowujesz dla mnie mam wrażenie specjalnie – wyjaśniłem, delikatnie rozluźniając swoje mięśnie, starając się zmusić do relaksu, a nie do obsesyjnego myślenia, jak gruby zaraz będę. Bo nie będę. Poruszam się, i spalę. Ile taka czekolada mogła mieć kalorii...? Sądząc po smaku, nie żałował niczego, ale też jednocześnie nie przesadził. To było fascynujące. Jak on to robił? To na pewno jest swego rodzaju jakiś talent, którego mu nawet zazdroszczę. To było coś pożytecznego, coś, co zawsze wykorzysta. A ja? Bez moich mocy, bez nazwiska, byłbym nikim. Zabrać mi to... i nie istnieję. Dosłownie. 
– Wiesz, że są też inne sposoby na spalanie kalorii? – wyszczerzył się głupio, tuląc mnie do siebie. – Biorąc pod uwagę, ile się dzisiaj ruszaliśmy, zrobiłeś sobie miejsce na jeszcze trzy takie czekolady. 
– Nie, jeżeli weźmie się pod uwagę nasz obiad – westchnąłem ciężko, szybko w głowie przeliczając, ile zjadłem. A zjadłem... cóż, sporo. Możliwe nawet, że troszkę się zapomniałem... ale cóż mogę poradzić, uwielbiałem owoce morza. I takie zwykłe owoce w sumie też. 
– Jestem całkiem pewien, że nawet o obiad się nie musisz martwić. A jeżeli nie czujesz się przekonany, zawsze możemy cię upewnić – na te słowa zaśmiałem się cicho, lekko kręcąc głową. Nawet jeżeli żartował, by poprawić mi humor, z pewnością gdybym chciał coś zainicjować, byłby bardziej niż chętny. Czasem miałem wrażenie, że jego apetyt jest wręcz niepohamowany, i nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się ujrzeć koniec, pełne spełnienie. Czy gdybym był czystej krwi byłbym lepszy? Niewykluczone? Teraz jednak tylko mogę gdybać. Ciekawe, co takiego tata widział w ludzkiej kobiecie, że to właśnie z nią chciał ułożyć swoje życie. 
– Na razie jestem czysty i pachnący. Kiedy jednak będę planował poćwiczyć zastanowię się, czy może cię nie zaprosić do pomocy – odpowiedziałem z delikatnym uśmiechem, przyglądając się jego twarzy z taką uwagą, jakbym widział go po raz pierwszy. Chłonąłem każdy szczegół, znamię, drobne zmarszczki mimiczne, delikatne drganie mięśni, kształt ust. W ten sposób jeszcze mu się nie przykładem. Pierwsze, co zawsze przyciągało mój wzrok, to jego oczy, które są prześliczne. Tak unikatowy, czysty kolor... jestem niemalże pewien, że nikt nie ma takich samych tęczówek, nie licząc jego rodziny. – Ale muszę ci przyznać, czekolada wyszła ci fenomenalnie. Wszystkiego jest dużo, ale z niczym nie przesadziłeś, i wszystko się łączy. Wspaniały talent. Masz się czym pochwalić – odpowiedziałem, skupiając się na zawartości swojego kubka. 

<Wilczku? c:>

Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 27 października 2025

|
Pomyślałem chwilę jeszcze nie odpowiadając, nie do końca będąc pewnym czy powinienem się w ogóle na to zgodzić, bo i po co?..
- Miki wiesz, że to nie byłby taki zły pomysł. Możemy się przejść, obejrzeć to i owo, ale nic nie kupować. Przynajmniej nie teraz. - Sorey mówił z lekkim błyskiem w oku, jakby już układał w głowie plan przyszłych zakupów. - Jak już zarobimy trochę pieniędzy i będziemy pewni, że nikt nas stąd za kilka dni nie wyrzuci, wtedy będziemy mogli coś pozmieniać. Wtedy… naprawdę będziemy mogli się tu rozgościć. - Mówił dalej za wszelką cenę chcą mnie przekonać do swojego pomysłu.
- Dobrze, zrobimy, jak uważasz. - Skinąłem głową z lekkim uśmiechem. - Pójdziemy po śniadaniu na miasto, zobaczymy, co ciekawego można by kiedyś kupić, ale pamiętaj, dziś niczego nie bierzemy. To jeszcze nie jest odpowiedni moment. - Wyjaśniłem, od razu go stosując, aby przypadkiem sobie za bardzo się nie nakręcił.
- Super! Dziękuję bardzo! - Zawołał Sorey z radością, po czym, nie kryjąc ekscytacji, musnął pocałunkiem mój policzek.
- Daj mi chwilę, zrobię nam śniadanie i zaraz wychodzimy. - Uspokoiłem go lekko, wracając do kuchni, by dokończyć to, co wcześniej zacząłem.
Na szczęście śniadanie było już w połowie gotowe. Wystarczyło tylko doprawić, ułożyć i można było podawać. Przygotowałem porządne kanapki z tym, co mieliśmy pod ręką, trochę warzyw, sera i ziół. Nic wyszukanego, ale pachniało domowo, a przede wszystkim było pożywne. Najważniejsze, że nie zawierało niczego, czego Sorey nie mógłby tknąć, to znaczy mięsa którego z jakiegoś powodu po prostu nie jadł 
- I gotowe. Smacznego. - Podałem talerz i spojrzałem na niego z zadowoleniem.
- Dziękuję. Nawzajem. - Odparł z uśmiechem i od razu zabrał się do jedzenia. Był wyraźnie głodny, co w jego przypadku zawsze mnie bawiło, potrafił jeść z taką pasją, jakby każdy kęs był wyjątkowym przeżyciem. Nie dałem jednak po sobie poznać rozbawienia. Po prostu usiadłem naprzeciwko i spokojnie zabrałem się do swojego posiłku.
Śniadanie minęło w przyjemnym, cichym rytmie. Nie potrzebowaliśmy słów, wystarczyła obecność drugiej osoby przy stole, zapach gorącej herbaty i ciepło poranka wpadającego przez okno. Tylko tyle, a jednak aż tyle.
- To co, idziemy? - Zapytał Sorey, odkładając pusty talerz i spoglądając na mnie z tym swoim niecierpliwym błyskiem w oczach.
- Jasne, chodźmy, póki jeszcze jest ciepło i przyjemnie na dworze. - Odpowiedziałem, wstając i zbierając naczynia do zlewu. – Resztę ogarniemy później. - Sorey zaśmiał się cicho, wstał, poprawił lekko włosy i podszedł do drzwi. W jego ruchach było coś lekkiego, jakby cała ta zwyczajna codzienność naprawdę sprawiała mu radość.
Spojrzałem jeszcze raz na kuchnie, na talerze, na stół, na dwa kubki z parującą herbatą i pomyślałem, że może faktycznie, krok po kroku, zaczynamy tworzyć tu coś, co można nazwać domem, naszym domem pasującym do naszych osobowości.
Ruszyłem za nim trzymając mocno jego dłoń. Tak, mieliśmy zachowywać się normalnie i w sumie tak też robiliśmy, tylko to trzymanie za rękę mogłobyć dla innych dość niesmaczne, mam jednak to nie przeszkadzało, nie robiliśmy nic złego przynajmniej nie tym.
- To jakie kolory widzisz w naszym domu? - Zapytał z ekscytacją Sorey.
- Może zieleń z bielą i odrobiną białego? - Zaproponowałem, już widząc w wyobraźni sypialnię w takim pięknym kolorze.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Jego ciało było piękne smukłe, proporcjonalne, jakby stworzone z dbałością o każdy detal. Nie sądzę, żeby był w stanie przytyć tylko dlatego, że wypije odrobinę gorącej czekolady z bitą śmietaną. Tak to przecież nie działa. No, chyba że piłby takie napoje codziennie, wtedy owszem mogłoby się to odbić na jego sylwetce. Ale jeden kubek? To naprawdę żaden grzech.
Może to dla mnie oczywiste, a może nie każdy tak to widzi. Najwyraźniej mój panicz, mimo że jest mądry, nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.
- Myślę, że trochę przesadzasz, wiesz? - Odezwałem się spokojnie, patrząc na niego z lekkim rozbawieniem. - Nie przytyjesz od jednego napoju z bitą śmietaną. Kalorie, owszem, mogą być zdradliwe, ale tylko wtedy, gdy codziennie się nimi objadasz. Ty przecież nie pijesz tego codziennie, prawda? - Zrobiłem krótką pauzę, żeby upewnić się, że mnie słucha. - Więc nie masz się czego obawiać - Dodałem łagodnie, jakbym tłumaczył coś dziecku, choć doskonale wiedziałem, że on sam też rozumie, jak to działa. Czasem jednak nawet najmądrzejszym trzeba przypomnieć, że nie wszystko trzeba brać aż tak serio.
- Może i przesadzam, ale wiem, co widzę. Twoje ciało a moje… to jak woda i ogień, bez porównania - Mruknął, nie podnosząc wzroku. Jego głos był cichy, ale w tej ciszy brzmiała dziwna pewność siebie, jakby każde słowo było już dawno przemyślane i niepodlegające dyskusji.
Westchnąłem. Czy był sens z nim dyskutować? Zdecydowanie nie. On żył w swoim świecie takim, w którym lustro i odbicie miały większe znaczenie niż słowa czy gesty. Czasem zastanawiam się, skąd mu się to wzięło. Z próżności? Z niepewności? A może to jego babcia maczała w tym palce, bo zawsze powtarzała, że „wygląd to wizytówka człowieka”? Nie mam jednak na to żadnych dowodów tylko domysły i tę cichą irytację, która we mnie narastała.
- A po co się w ogóle do kogoś porównywać? - Odezwałem się w końcu, próbując złapać z nim kontakt wzrokowy. - Nie lepiej po prostu być najlepszą wersją samego siebie? Myślę, że kiedy człowiek naprawdę potrafi się zaakceptować, a może nawet pokochać, to wszystko staje się łatwiejsze. Prawda? - Zerknąłem na niego, ale on wciąż patrzył w kubek z gorącym napojem. Bita śmietana na powierzchni zaczynała się topić, tworząc delikatną mleczną pianę. Przez chwilę miałem wrażenie, że i on zaraz się rozpuści, że to jego napięcie, złość na siebie, na świat, nie wiadomo za co, zaraz się rozpłynie w ciszy między nami. Ale zamiast odpowiedzieć, tylko wzruszył ramionami.
- Może masz rację - Powiedział po chwili, choć zabrzmiało to bardziej jak rezygnacja niż zgoda. - Ale łatwo ci mówić. Ty zawsze wyglądałeś tak, jakbyś nie musiał się starać. - Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Chciałem mu powiedzieć, że to nieprawda, że każdy ma swoje zmagania. Ale zamiast słów, uniosłem tylko kubek i upiłem łyk, czując, jak gorąco parzy mi usta. Czasem milczenie mówi więcej niż cała rozmowa.
Milczałem zajmując miejsce obok niego, delikatnie przytulając do swojego boku, mówienie nie miało sensu ale obecność już jak najbardziej.

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 26 października 2025

|
 Niektóre ich spojrzenia były dziwne... no ale mówiłem prawdę. Prawie prawdę, trochę nagiąłem swój wiek, żeby nie było, że piję niepełnoletni alkohol... no ale to tylko kilka miesięcy, naprawdę niedużo. I tak miałem wrażenie, że to przejrzeli. Może jednak nie powinienem kłamać? Cóż, nic nie powiedzieli, zostać pozwolili, chociaż już więcej nie będę tak zawyżał swojego wieku. Nie chcę, by Mikleo cierpiał przez moje kłamstwa. 
- No... chyba. Się okaże – westchnąłem cicho, zerkając przez ramię. - Nie uważasz, że tamten facet, który nas tu przyprowadził... no nie wiem, jakiś taki dziwny był? 
- Jak dla mnie był całkowicie normalny – wzruszył ramionami, kierując nas do naszej chatki. Właśnie, naszej chatki. Skoro już pozwolili nam zostać, rozgościć się... to może trochę go jakoś urządzimy? Na razie może trochę przemeblujemy, może coś kupimy? I spytamy się o pracę? Jeszcze nic o tym nie mówili, ale na pewno będziemy musieli coś podjąć. A takie rozeznanie, pokazanie chęci i gotowości do pracy będzie mile przez nich odebrane. - Może chodzi ci o jego energię? Może wydawać ci się znajoma, bo jest też aniołem. Anioł anioła rozpozna, nawet podświadomie. Nie wiem, jak to wygląda w twoim przypadku... ale nauczysz się. Nauczymy się – dodał, łagodnie się do mnie uśmiechając. 
- Może to właśnie to – przyznałem, cicho wzdychając. To musi być to. W końcu, co by innego to miało być? 
- A zwróciłeś uwagę na jego oczy? - dopytałem, wchodząc do środka naszego małego domku. 
- Nie, raczej nie. A coś z nimi było nie tak? - spytał, a ja wyczułem jego zmartwienie, niepewność. 
- Były normalne, tylko... sam nie wiem. Znajome były. Jakbym je już widział – wyjaśniłem, delikatnie marszcząc brwi. - Ale może przesadzam. Zielony to popularny kolor oczu, więc pewnie dlatego mi się tak kojarzy – wzruszyłem ramionami, już porzucając tę myśl. Możemy tu zostać, możemy tu być, to jest najważniejsze. - Tak w ogóle sobie myślę... po śniadaniu może pójdziemy na zakupy? Kupimy  jakieś rzeczy do naszego domku... jakąś farbę, ładniejszą pościel, może rośliny? - spytałem podekscytowany, chcąc przekierować jego myśli na coś zupełnie innego. 
- Czekaj, czekaj... chcesz remont robić? Już teraz? - zapytał, odwracając głowę w moją stronę. 
- Nie, że teraz już zaraz. Tylko poplanować trochę. Nie musimy niczego jeszcze kupować, możemy popatrzeć. No bo nie powiesz mi, że tu jest miło Tak tu trochę smutno jest – wyjaśniłem mu, mając nadzieję, że mnie zrozumie. 
- Myślę, że ważniejsze jest kupienie jedzenia i znalezienie pracy, a nie robienie remontu – trochę przytłumił mój entuzjazm. 
- No wiem, wiem... ale popatrzeć, zaplanować, podyskutować nad nowym wyglądem tego miejsca już możemy, prawda? - zapytałem z nadzieją, chwytając jego dłonie i patrząc głęboko w jego oczy. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Czy ja miałem jeszcze na coś ochotę...? Sam nie do końca wiem... dostałem od niego wszystko to, czego potrzebowałem. Chociaż, może by się znalazła jeszcze jedna rzecz, czy dwie, by było mi przy jego boku jeszcze milej. Mógłbym się obyć bez takich rzeczy, i po prostu wrócić do łóżka wraz z nim, ale jak zaproponował, to czemu miałbym nie skorzystać?
- Z chęcią bym się czegoś napił – odpowiedziałem, w końcu zaczynając zakładać na swoje ciało swoją ciepłą piżamkę. Jak już będzie ciepło, to wtedy będę zakładać dla niego jakieś bardziej kuse stroje, jak będzie oczywiście miał ochotę na takie rzeczy, i dalej nasz związek będzie się miał świetnie. Jak na razie wszystko pomiędzy nami jest świetnie,  ale to na początku związku chyba zawsze tak jest. 
- Ale... czego byś się napił? - spytał, przyglądając się z uwagą mojemu ciału. Nie wiem, jak mógł stwierdzić, że moje ciało jest piękne. Jest... przeciętne. I żadne ćwiczenia nie sprawiają, że się moja sylwetka poprawia. Co najwyżej nie tyję. 
- Może czegoś ciepłego? Dałbyś radę zrobić czekoladę? - zapytałem, uśmiechając się do niego ładnie. To był jeden z uśmiechów tego typu, by dostać to, czego chciałem. Co prawda, przy nim raczej tego uśmiechu nie muszę stosować, ale chyba mu się ten uśmiech podobał.
- Dla ciebie wszystko – odpowiedział, chwytając moją dłoń, by zaraz złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek. Uwielbiałem te jego delikatne gesty, tę czułość, dotyk... Takie zwykłe, niby nieznaczące, a jednak już byłem od nich uzależniony. 
Zaraz po tym, ubrany tylko w krótkie spodenki, opuścił łazienkę. I później będę na niego patrzył, i będzie mi zimno na sam widok. Podszedłem do lustra, nałożyłem pielęgnację na twarz i wtedy spokojnie opuściłem łazienkę. Od razu poczułem unoszący się przyjemny zapach czekolady. Tak, czekolada była bardzo dobrym wyborem. A drinki mogą poczekać na weekend... tak, weekend też będzie idealny, już ja o to zadbam. O ile babka nic znów nie wymyśli... Na razie wolę jej unikać. Emocje z mojej strony muszą opaść, z jej pewnie też. Jednocześnie też muszę być czujny. Możliwe, że ta dwójka, co mnie porwała, dalej żyje. Dobrze byłoby ich dopaść, ale nie zabić, tylko przesłuchać. A później, później może zabić. W zależności od tego, co mi odpowiedzą. 
Usiadłem na łóżku, czekając na mojego partnera cierpliwie i spokojnie. Ten wrócił do mnie po kilku minutach, z dwoma kubkami. Już z daleka mogłem dostrzec, że były one wypełnione bitą śmietaną, i posypane cynamonem... trochę mnie to zaniepokoiło, tych kalorii nie było za dużo, jak na dzisiaj? I ogólnie, na wieczór. 
- Proszę. Czekolada, tak, jak mój panicz sobie życzył – odpowiedział, uśmiechając się łagodnie.
- Dziękuję, tylko... to nie trochę za dużo? - zapytałem niepewnie, przyjmując moją porcję. 
- Znów się martwisz o kalorie? - spytał, przyglądając mi się z uwagą. 
- Trochę... ja nie mam tak fajnie, jak ty – odparłem, starając się nie patrzeć na bitą śmietanę, która tak kusiła, by ją spróbować. 

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

sobota, 25 października 2025

|
 Gdy tylko usłyszałem pytanie mojego partnera, szturchnąłem go lekko w ramię i pokręciłem głową, dając mu niemy znak, żeby jednak nie zadawał takich pytań.
Nie teraz, nie w tej chwili. Nawet jeśli zrobiliśmy coś niewłaściwego, choć wcale tak nie uważałem, to nie było sensu podsuwać im czegokolwiek pod nos.
- No co? - Burknął w moją stronę, wyraźnie niezadowolony z powodu mojego szturchnięcia.
- Nie zrobiliście nic złego - Odpowiedziała spokojnie kobieta o rudych włosach. - Po prostu chcemy was poznać. Dowiedzieć się, co was tu sprowadza. Jesteście młodzi… gdzie wasza rodzina? Opiekunowie? Jesteście w ogóle pełnoletni? - Te pytania wcale mi się nie podobały. Kogo to właściwie obchodzi, ile mamy lat i gdzie są nasi opiekunowie? Byliśmy wystarczająco dorośli, by odpowiadać za siebie. Ja miałem już dziewiętnaście lat, a Sorey niedługo kończył osiemnaście.
Zresztą i tak nikt nigdy nie zwracał na nas większej uwagi, przyzwyczailiśmy się do tego.
- Naprawdę? - W głosie Soreya dało się słyszeć nutę zaskoczenia, ale i ulgi, która w jakiś sposób udzieliła się też mnie. - Jestem Sorey, a to mój przyjaciel, Mikleo. Jesteśmy wystarczająco dorośli, by nie potrzebować opiekunów. Wyruszyliśmy w podróż, bo chcieliśmy odkryć coś nowego… znaleźć swoje miejsce. Takie, w którym poczujemy się jak w domu - Wyjaśnił spokojnie, jak zawsze przejmując inicjatywę w rozmowie.
Znał mnie dobrze. Wiedział, że rzadko się odzywam i wolę słuchać, niż mówić. On był tym odważniejszym, spontanicznym, ja bardziej rozważnym i ostrożnym.
Może właśnie dlatego tak dobrze się dogadywaliśmy, równoważyliśmy się nawzajem. Choć trzeba przyznać, że to on najczęściej wpadał w kłopoty… a ja byłem tym, który musiał go z nich wyciągać.
- Tak? Nie wyglądacie na szczególnie dorosłych. Chcecie mi powiedzieć, że wasi rodzice pozwolili wam samej opuścić wioskę, w której mieszkaliście? - Kobieta pytała dalej, choć właściwie to pytanie niewiele miało wspólnego z tym, po co tu przybyliśmy.
- Jesteśmy pełnoletni - Wypalił Sorey. - Oboje nie mamy rodziny, więc raczej nikt nie będzie za nami tęsknił.
Prawie owinęło mnie ciemne pragnienie, żeby go udusić. Nigdy nie mówi się czegoś takiego na głos. Nieświadome słowa mogą przyciągnąć kłopoty, ktoś mógłby nas skrzywdzić, bo „nikt nas nie będzie szukać”. Mimo pozornego spokoju tego miasta, uprzejmego, schludnego, bezpiecznego, miałem złe przeczucie. Wciąż ich nie znaliśmy; otwieranie się przed obcymi jak na dłoni nie wydawało mi się rozsądne. Lepiej było trzymać pewne rzeczy dla siebie.
- Rozumiem - Kobieta skłoniła głowę i kiwnęła do reszty, po czym przez chwilę rozmawiali cicho między sobą. W ich wymianie zdań wyczuwałem ocenę: czy możemy tu zostać, czy jesteśmy warci zaufania.
Stałem przyciszony, obserwując ich uważnie. Sorey rzucił mi znaczące spojrzenie, jego odwaga i porywczość zwykle wychodziły na wierzch, ale w tej sytuacji wolałem ostrożność. Nie chciałem, żeby nasza podróż skończyła się zanim się naprawdę zaczęła.
Starszyzna zadała nam jeszcze kilka pytań, po czym oświadczyła, że na razie możemy tu zostać, pod warunkiem, że nie sprawimy kłopotów i nie będziemy robić niczego złego. Mimo to będą nas obserwować, tak jak innych nowych mieszkańców.
- Możecie odejść. Spędźcie ten dzień spokojnie, niczym się już nie stresujcie. Rozpakujcie się… i witamy w nowym domu - Powiedziała starszyzna, uśmiechając się łagodnie.
Skinąłem głową, a razem z Soreyem odwróciliśmy się, by opuścić salę. Budynek, w którym odbywało się spotkanie, był naprawdę imponujący, wysoki, przestronny, ozdobiony misternymi rzeźbieniami i lśniącymi zdobieniami na ścianach. Wszystko wokół wydawało się aż nienaturalnie doskonałe, jakby ktoś chciał ukryć pod tą piękną fasadą coś więcej.
- Nie było aż tak źle co? - Zapytałem, starając się rozluźnić, chodź gdzieś tam w środku bałem się i nie czułem do końca pewności, czy oby na pewno wszystko będzie dobrze.

<Pasterzyku? C:>

Od Haru CD Daisuke

|
 Moja klatka piersiowa… czy naprawdę była aż tak imponująca? Jeszcze nie. Owszem, była dobrze zbudowana, mięśnie zarysowane wyraźnie pod skórą, ale do ideału wciąż trochę brakowało. Wiedziałem jednak, że z czasem wszystko się zmieni, ciało dojrzewa, nabiera kształtu i charakteru. Miałem tylko nadzieję, że z wiekiem będę wyglądał lepiej, a nie gorzej. W końcu życie jest nieprzewidywalne, nigdy nie wiadomo, co nas spotka.
- Cóż, to chyba zasługa mojego szczęśliwego genu - Stwierdziłem z lekkim uśmiechem, wzruszając ramionami, jakby to wcale nie było nic nadzwyczajnego. - Pozwala mi mieć mięśnie nawet bez większego wysiłku. Taki po prostu jestem - Dodałem, nie przywiązując do tego większej wagi.
- Mimo wszystko i tak ci zazdroszczę - Odparł cicho. - Chciałbym mieć tak urokliwe ciało jak twoje, bez godzin spędzonych na siłowni.
Jego palce przesunęły się po mojej rozgrzanej klatce piersiowej, a ja poczułem znajome ciepło, które rozchodziło się po całym ciele.
- Po co? - Zapytałem łagodnie. - Twoje ciało jest naprawdę piękne. Może nie tak umięśnione jak moje, ale ma w sobie coś, czego nie da się podrobić. Każdy z nas ma swoje atuty, ty i ja jesteśmy po prostu inni. I właśnie dlatego tak dobrze do siebie pasujemy. - Wyjaśniłem, składając na jego czole ciepło pocałunek.
- Może masz rację - Odparł z lekkim uśmiechem, choć w jego głosie wciąż słychać było nutę niepewności. - A jednak… chciałbym wyglądać choć trochę lepiej. Twoje ciało jest naprawdę fantastyczne. - Nie odpowiedziałem od razu. Zamiast tego pozwoliłem, by woda spływała po naszych ramionach, a on sięgnął po gąbkę i zaczął delikatnie myć moje ciało. Jego dotyk był spokojny, prawie czuły, jakby w ten sposób chciał wyrazić coś, czego nie potrafił ubrać w słowa.
Przez dłuższą chwilę nic nie mówiłem, pozwalając sobie całkowicie poddać się przyjemności, którą mi ofiarowywał. W tym czasie analizowałem jego słowa, zdecydowanie zbyt mocno przejmował się moim wyglądem, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Zbyt często skupiał się na tym, jak wyglądam, zamiast dostrzegać, że to przecież tylko jedna z wielu części mnie. Ale cóż, tacy już jesteśmy, zawsze pragniemy tego, czego nie mamy, a gdy w końcu to zdobędziemy, zaczynamy się tym nudzić albo traktować jak coś oczywistego.
- I gotowe - Powiedział zadowolony, gdy dokładnie spłukał pianę z mojego ciała.
- Dziękuję - Odpowiedziałem z uśmiechem, podnosząc się z wody. Czułem, że woda zaczynała już stygnąć, więc i tak nadszedł czas, byśmy wyszli, nie chciałem, żeby mój partner się przypadkiem przeziębił.
- Zapraszam - Zwróciłem jego uwagę, rozkładając ręcznik, gotowy, by okryć nim jego ciało, gdy tylko wyjdzie z wanny.
- Ach, jaki z ciebie dżentelmen - Zaśmiał się lekko, od razu odczytując moje intencje. Wyszedł z wody, pozwalając mi owinąć go miękkim, pachnącym ręcznikiem. Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech, a ja poczułem, jak między nami znów zapanował ten cichy, przyjemny spokój, który nie wymagał już żadnych słów.
- Czy jest coś jeszcze co mogę zrobić dla mojego pięknego panicza? - Zapytałem, gdy obaj zaczęliśmy ocierać swoje ciała z wody, spływającej po naszych ciałach. 

<Paniczu? C;>

Od Soreya CD Mikleo

|
 Czułem się bardzo niepewnie, kiedy ten facet mi się tak przyglądał. Już nie mówiąc o tym, że coś mi się tak kojarzył znajomo. Jakbym... no nie wiem, widział go już? Albo raczej znał, bo widzieć już go widziałem, wczoraj. Ale teraz, jak już go widziałem z bliska, lepiej widziałem jego oczy, które takie jakieś... no nie wiem, widziałem je już gdzieś na bank. 
Facet, pomimo tego, że młody, bił od niego autorytet. Wiedziałem, że bez problemu by się mógł nas pozbyć, czuć było, że jest silny. Bardzo silny. Nie zdziwiłbym się, gdyby to on był właśnie najsilniejszym przedstawicielem rady. Nie do końca wiedziałem, czym on był, ale wiem, że nie chciałbym mieć z nim do czynienia. 
Chwyciłem dłoń Mikleo mocno, z uwagą, trochę się bojąc. Czemu ktoś tak silny doprowadza nas przed oblicze rady? Czyżbyśmy wczoraj coś dziwnego robili? Ja wiem, że niby jeszcze dorosłym nie jestem, i alkoholu pić nie powinienem, no ale jeszcze tylko parę miesięcy, co to więc za różnica? Nic nie robiliśmy złego, nie ukradliśmy, bawiliśmy się na festynie, po wszystkim grzecznie poszliśmy spać. Zachowywaliśmy się trochę tak, jak cała reszta. 
- W porządku? - spytał w pewnym momencie Mikleo, zerkając na mnie z niepewnością w oczach. 
- Tak. Chyba tak – odpowiedziałem cicho, wchodząc za tym dziwnym mężczyzną do jednego z większych budynków  w tej wiosce. Chyba tu się zmieszczą wszyscy w wiosce... no, tak, sam coś mówił o radzie. Pewnie tu się wszyscy zbierają, kiedy trzeba coś ustalić. 
- Będzie dobrze – pocieszył mnie, delikatnie gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni. - Pamiętasz, co nam wczoraj powiedzieli? Że to standard. Nawet nie znają naszych imion. Będzie dobrze. 
W środku już jaka narada trwała. Było tutaj kilka osób, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którzy raczej prowadzili przyjazną rozmowę. Może więc nie będzie tak źle...? Rozmowy jednak ucichły, kiedy tylko weszliśmy. Mężczyzna, który nas tu przyprowadził, zajął miejsce obok czerwonowłosej kobiety z łuskami na twarzy, która szepnęła coś do niego, a kiedy pokręcił przecząco głową, posłała mu najbardziej zdegustowane i rozczarowane spojrzenie, jakie kiedykolwiek zobaczyłem. Zaraz po tym odchrząknęła i odwróciła głowę w naszą stronę. 
- Dzień dobry – odpowiedziała, uśmiechając się przyjaźnie. Od razu mogłem dostrzec, że jej kły były znacznie dłuższe niż moje czy Mikleo. - Nie wstydźcie się, podejdźcie. Przedstawcie się. Chcemy was trochę poznać – dodała, wskazując ręką na środek sali. 
- Nie zrobiliśmy nic złego? - spytałem nerwowo, niepewnie się zbliżając na miejsce, które wskazała. Lepiej wiedzieć, czy już się ma kłopoty, czy nie. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Pokiwałem głową na jego słowa wiedząc, że na ten moment jest to najrozsądniejsze wyjście. Muszę się zastanowić, czy chcę tej kobiecie wchodzić na głowę. Nawet jakbym się zgodził, to musiałbym się porządnie przygotować. Bardzo bym chciał dobrze wypaść przed tak ważną osobą w jego życiu, i sam nie wiem, dlaczego. Zazwyczaj nie muszę dbać o ocenę innych. Zdanie innych w tym miejscu mnie tu nie obchodzi. W moim mieście już też mam wyrobią opinię. Teraz pierwszy raz chyba miałem okazję poznać kogoś, kto mnie nie znał, i komu chciałbym pokazać się z tej najlepszej strony. Tylko, czy ja taką stronę mam...? Dla jego babci pewne zachowania, cechy charakteru są ważniejsze niż dla tego kręgu osób, w którym zwykłem się obracać. I nie wiem, czy to w sobie miałem, dlatego też wątpiłem, że może mnie polubić. 
- Nie przejmuj się. Naprawdę jest wspaniała – dodał, wyczuwając moją niepewność. 
- Ona może być wspaniała, w to nie wątpię, w końcu cię wychowała. Tylko... nie wiem, czy ja dobrze przy niej wypadnę. Czy mnie polubi. Jestem przecież... specyficzny – łagodnie to ująłem, wpatrując się białą pianę powstałą na wodzie. 
- Jesteś dobrym człowiekiem. Tylko trochę pogubionym, jak większość nastolatków w twoim wieku – powiedział łagodnie, składając pocałunek na moim ramieniu. 
- Właśnie, człowiekiem... - westchnąłem ciężko, tego też się obawiając. Jeżeli nigdy nie miała do czynienia z ludźmi, nie rozpozna we mnie człowieka.  A jeżeli pozna? I dodatkowo nie przepada za nimi? O tym też trochę zapomniałem. Do tej pory w końcu się świetnie maskowałem, bo ras, które mają wyczulony zmysł węchu nie ma tu za dużo, no a jak już są, to nawet nie rozpoznają we mnie tych ludzkich nut zapachowych. A z tego co kojarzę, różnego rodzaju zwierzołaki za ludźmi nie przepadają.
- Tym też się nie przejmuj. Nigdy nie byłem światkiem, by potraktowała kogoś gorzej ze względu na jego rasę – delikatnie przytulił mnie do siebie. - Prześpij się tym. Zastanów porządnie, i daj mi znać. 
- Zastanowię się – przyznałem zgodnie z prawdą, odwracając się w jego stronę. - A teraz pozwól mi się tobą zająć – dodałem, uśmiechając się łagodnie. On mnie ładnie umył, więc ja też bym chciał trochę podotykać jego wspaniałe ciało.
- Jeśli tego tak bardzo chcesz – odpowiedział, a ja mogłem się skupić na jego osobie. A to akurat bardzo miłe było. Jego ciało było znacznie lepsze od mojego, a będzie jeszcze wspanialsze. - To niesprawiedliwe – powiedziałem na głos coś, co miałem powiedzieć tylko w myślach.
- Co jest niesprawiedliwe? - zapytał, delikatnie marszcząc brwi. 
- To – delikatnie uderzyłem palcem o jego klatkę piersiową. - Chciałbym mieć choć w połowie tak dobrze rozwiniętą tkankę mięśniową jak ty. A pewnie im starszy będziesz, tym lepiej będziesz wyglądać – mruknąłem delikatnie przesuwając opuszkiem palca po ledwo widocznej bliźnie pod jego sercem. A to... tego wcześniej nie dostrzegłem. Ciekawe, ile takich drobnych szczegółów pominąłem... muszę większą uwagę poświęcić jego ciału, kiedy tylko będę miał taką okazję. 

<Wilczku? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

piątek, 24 października 2025

|
Czułem się w tej chwili całkiem dobrze. Co prawda trochę chciało mi się pić, ale poza tym nic mi nie dolegało. Nie wypiłem też zbyt dużo, żeby czuć się źle, więc wszystko było w porządku.
- Czuję się całkiem nieźle, trochę sucho mi w gardle, ale poza tym naprawdę bardzo dobrze - Przyznałem, uśmiechając się do mojego partnera.
- Na pewno? Nie boli cię głowa? Nie jest ci niedobrze? A może brzuch ci dokucza? - Dopytywał, jak zwykle zbyt się przejmując. Przecież jasno powiedziałem, że nic mi nie jest i nie będzie. Nie musiał tak panikować.
Widząc jednak, że jego troska bierze górę, złączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku. Sorey nie myślał długo, pogłębił pocałunek, a jego dłonie powędrowały na moje pośladki. Podgryzł delikatnie moją dolną wargę, dając mi jasno do zrozumienia, że miał ochotę na więcej. Gdyby nie to, że dziś czekała nas ważna rozmowa, pewnie pozwoliłbym sobie na tę chwilę zapomnienia. Niestety wiedząc, że mamy coś istotniejszego na głowie, nie potrafiłem się mu teraz oddać. Nie w tej chwili.
- Już wystarczy. Chodźmy, musimy się przygotować. Pamiętasz, dziś jest ważny dzień - Szepnąłem w jego usta, odrywając się od niego. 
- Tak jest, owieczko - Odparł z uśmiechem i ruszył do łazienki, by przygotować się na nowy dzień.
Ja ruszyłam za nim ale tylko po to aby umyć buzię, zęby i poczesać włosy. 
Musiałem zrobić nam jeszcze śniadanie, a więc nie miałam czasu na wspólną kąpiel.
I tak oto, po szybkiej pielęgnacji, ruszyłem do kuchni przygotowując nam obiecane śniadanie.
Szczerze mówiąc, nim zdążyłem skończyć śniadanie, ktoś zapukał do drzwi, wyrywając mnie z rozmyślań. Trochę zaskoczony, odsunąłem wszystko, czym się zajmowałem, i podszedłem do drzwi. Otworzyłem je powoli, żeby zobaczyć, kto stoi po drugiej stronie.
- Witam, młodzieńcze. Starszyzna chciałaby was poznać, dlatego zapraszam was na spotkanie - Powiedział mężczyzna, którego poznaliśmy wczoraj. Stał w progu i czekał, aż ruszymy razem z nim, zapewne w stronę ich siedziby.
- Oczywiście, proszę tylko chwilkę poczekać. Mój przyjaciel właśnie kończy kąpiel - Odpowiedziałem spokojnie.
W tym momencie z łazienki wyszedł Sorey, dostrzegając mężczyznę w drzwiach. Nieznajomy skinął mu łagodnie głową.
- Co tu się dzieje? - Zapytał mój chłopak, podchodząc do mnie i kładąc dłoń na moim biodrze.
- Pan chce, żebyśmy spotkali się ze starszyzną. Chcą nas poznać i zapewne zadać kilka pytań - Wyjaśniłem, przekazując mu to, co właśnie usłyszałem.
Mój partner zmarszczył brwi, uważnie obserwując mężczyznę, który z równą uwagą przyglądał się jemu. Było to dość dziwne, jakby w tej chwili prowadzili ze sobą rozmowę bez słów. A może po prostu badali się wzrokiem? Nie byłem pewien. Nie rozumiałem ich zachowania… a może po prostu nie chciałem go rozumieć.
Chciałem jak najszybciej iść do starszyzny, by ich poznać i kto wie, może udałoby nam się zostać tutaj na zawsze? Ja z pewnością nie miałbym nic przeciwko.
- No chodź, starszyzna na pewno nie ma dla nas zbyt wiele czasu i nie będzie długo czekać - Pośpieszyłem go, nie chcąc, by odebrano nas źle tylko dlatego, że się spóźniamy albo ociągamy.
- Tak, oczywiście już idziemy - Sorey wyciągnął mnie z domku, zamykając za sobą drzwi ruszając wspólnie za mężczyzną, który podczas drogi w ogóle się nie odzywał. 
Miałem tylko nadzieję, proszę nasza wczorajsza wizyta w mieście i to moje drobne potknięcie alkoholowe, nie wykreśli nas z tego pięknego miejsca.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Akurat takiego pytania się po nim nie spodziewałem. Przecież doskonale znałem moją babcię i wiedziałem, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli zaproszę do domu przyjaciela. Zresztą, nawet gdybym jej powiedział, że jest moim chłopakiem, również by to zaakceptowała.
Dla niej orientacja nie ma znaczenia, najważniejsze jest to, co masz w sercu i czy jesteś dobrym człowiekiem. A ja wiem, że Daisuke jest dobrym człowiekiem. Babcia na pewno to wyczuje. Nie wiem, jak to robi, nie ma takiego rodzaju mocy, aby wyczuwać czyjeś emocje. Jest tylko wilkołakiem tak jak ja i choć wyczuwamy ludzi inaczej, to wciąż nie czujemy ich emocji. A przynajmniej nie tak jak mój partner wyczuwa moje, moja babcia mimo to potrafi rozpoznać, kto jest dobry, a kto zły. Ufam jej całkowicie i wiem, że jeśli kogoś polubi, to ten ktoś naprawdę jest tego wart.
- Tym się też nie przejmuj - Dodałem, uśmiechając się do niego promiennie.. - Moja babcia lubi gości. Zawsze chętnie przyjmuje nieznajomych, czasem nawet mi o tym nie mówi. Choć bywa to niebezpieczne, zawsze potrafi wyczuć, czy człowiek ma dobre intencje. Jest inna, tak jak ja i nie da się jej łatwo oszukać. Ale nie musisz się martwić. Jeśli to ja cię przyprowadzę, nie będzie miała nic przeciwko. Poza tym, zanim przybędziemy, napiszę do niej list, żeby wiedziała, że będzie miała gościa. Może wtedy zobaczysz, jak naprawdę powinna wyglądać relacja między babcią a wnukiem - Zaproponowałem z uśmiechem, chcąc, by dobrze się czuł w miejscu, w którym się wychowałem.
- Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł… A co, jeśli mnie nie polubi? - Zapytał z wyraźnym niepokojem. Nie rozumiałem, skąd ta obawa. Przecież nawet gdyby tak się stało, babcia nigdy nie powiedziałaby tego na głos. Ona każdemu daje szansę – i dopóki ktoś nie zrobi nic złego, zawsze go polubi.
- Nie martw się tym aż tak – uspokoiłem go. - Babcia nikogo nie ocenia. To dobra kobieta. Zapewniam cię, że nigdy nikomu niczego nie wypomina. Gdyby było inaczej, przez całe życie wyrzucałaby mi, że zabiłem własnych rodziców. - Na chwilę zamilkłem, pogrążony we wspomnieniach tamtego dnia, który na zawsze odmienił moje życie.
Mój partner spojrzał na mnie, ale mimo wszystko widziałem, że się stresuje. Chyba trochę przesadzał i to zdecydowanie za bardzo. Przecież już mu tłumaczyłem, że nic złego się nie stanie, że babcia go polubi.
A nawet gdyby było inaczej... No tak, on przecież był w stanie to wyczuć. Choć ja wiem, że od mojej babci poczuje tylko przyjaźń i tę samą ciepłą energię, którą emituje i ja.
- Twoja babcia po prostu cię kocha - Powiedział cicho. - I właśnie dlatego nie miałaby serca wypominać ci tego, co się stało. Zresztą, nie byłeś wtedy sobą. Już ci to mówiłem - Nie musisz się o to obwiniać. Stało się, minęło. - Patrzył na mnie spokojnie, kiedy myłem jego ciało, jakby chciał w ten sposób poprawić mi humor.
- Może i masz rację - Westchnąłem. - Jednak teraz skupmy się na naszej wcześniejszej rozmowie. Zróbmy tak: ty zastanów się, czy chcesz pójść ze mną do mojej babci i ją poznać. Kiedy się zdecydujesz, napiszę do niej list. A na razie masz jeszcze czas, nie będę cię do niczego zmuszał. - Zapewniłem go, delikatnie całując w czoło i obdarzając najpiękniejszym uśmiechem, na jaki tylko było mnie stać.

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

czwartek, 23 października 2025

|
 Nawet zabawnie było oglądać mojego partnera w takim stanie. Ale też czułem, że chyba nie będzie za bardzo w stanie nic w naszym domku zrobić. Co zabawne, te grzańce nie były jakoś bardzo mocne. Może ten mój, z rumem, faktycznie coś tam miał mocniejszego, ale poza tym były to raczej takie... cóż bardzo słabe. Nie dla Mikleo, najwidoczniej. Jak to jest, że słodkości nie mają na niego żadnego wpływu, a alkohol? I to w tak małych ilościach? Muszę zapamiętać, by raczej mu alkoholu nie sprawiać w prezencie. A jak coś, to raczej takie bardzo małe ilości. Ale teraz... cóż, najlepiej faktycznie będzie lepiej wrócić do chatki, i położyć go spać. 
- To nie jest taki zły pomysł – odpowiedziałem, chwytając za jego dłoń. Musiałem go trzymać blisko siebie, by nie zrobił niczego głupiego, i by nikt go nie zaatakował. Co prawda, wszystkim tutaj dobrze się z oczu patrzy, bije od nich bardzo fajna energia, tylko...dlaczego się tak na mnie patrzą? Nikt mnie jeszcze nie zaczepiał.
Mikleo z wesołą energią pociągnął mnie do chatki, a ja poczułem, że nie chcę się z nim kochać, kiedy jest w takim stanie. Wolę, kiedy jest świadom, i kiedy jest sobą. Chyba bym się czuł źle, gdyby do czegoś między nami doszło, zwłaszcza, kiedy jeszcze się uczy zbliżeń, reakcji swojego ciała i czerpania przyjemności z takich chwil. 
Bezpiecznie dotarliśmy do domku, a Miki... cóż, odpłynął tak szybko, jak tylko przyłożył głowę do poduszki. Ten grzaniec uderzył w niego mocniej, niż mogłem przypuszczać. Nie miałem mu tego absolutnie za złe. Przebrałem go w piżamę, opatuliłem cienkim kocem, by mu po prostu było wygodnie, a kiedy sam ogarnąłem się na szybko w łazience wróciłem, by zająć swoją połowę. Oczywiście, mieliśmy dwa łóżka, dlatego kiedy tutaj się zjawiliśmy, zaraz je złączyłem. Na jednym łóżku spać byłoby niewygodnie, a osobno? Chyba jeszcze gorzej. 
Nie zająłem się moim Mikim tak, jak chciałem, ale i tak się dobrze bawiłem. Wyszliśmy na chwilę do ludzi, pokazaliśmy się z tej dobrej strony, a przynajmniej tak mi się wydaje, Mikleo pierwszy raz w życiu spróbował alkoholu... w przeciwieństwie do mnie, ale ja do najgrzeczniejszych nigdy nie należałem. 
Nie chcąc sprawiać Mikleo dyskomfortu, przytuliłem się do poduszki i zamknąłem oczy. Nie byłem aż tak pijany, jak Mikleo, ale tak fajnie, przyjemnie rozgrzany, lekko wstawiony, więc zapadnięcie w sen nie zajęło mi jakoś bardzo dużo czasu. 
Obudziła mnie moja Owieczka, kilka dobrych godzin później. Przez sen się do mnie musiał przytulić, czego nie poczułem, ale kiedy już chciał wstać, i ja się obudziłem. Przetarłem zmęczone oczy, powoli się podnosząc do siadu.
- Miki? W porządku? Jak się czujesz? - wymamrotałem, oczywiście od razu interesując się jego stanem zdrowia. W końcu pierwszy raz napił się alkoholu, a to może nie być zbyt przyjemnie. Miałem nadzieję, że za bardzo się nie zraził.

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Czekałem cierpliwie na znak od mojego partnera, bym mógł podejść do łazienki. A na razie... na razie leżałem sobie na łóżku, jeszcze przeżywając nasz ostatni raz. Jak on to robi, że za każdym razem jest to coś... innego. Bardziej intensywnego. Jak on to robił? Myślałem, że już trochę go znam, a jednak za każdym razem mnie zaskakiwał. Tak intensywnie, tak intymnie. Przy nim naprawdę czułem się cudownie, bezpiecznie, dobrze. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się tak z kimś czułem. Co to sprawia, że tak mi z nim dobrze...? Coś w jego osobie? To coś w naszej relacji? Na początku sądziłem, że to, co do mnie czuje, jest jednak trochę naciągane, że to zwykłe zafascynowanie moją osobą, młodzieńcze zauroczenie, przez które większość z ludzi przechodzi w takim wieku. Chyba jednak nie kłamie, kiedy mu się wymyka to, że mnie kocha, chociaż nie przepadam za tym momentem. Czułem wtedy presję, by mu odpowiedzieć. A ja... jeszcze nie wiem. Jak już mu to powiem, chcę to powiedzieć z pewnością, nie kłamać, nie naciągać. Muszę wpierw jednak być pewien, i to nawet bardziej niż pewien, a do tego potrzeba czasu. 
- Zapraszam mojego najpiękniejszego panicza do kąpieli – usłyszałem głos mojego partnera. Trochę leniwie podniosłem się z łóżka, zarzucając na ramiona jego koszulę, żeby tak gołym tyłkiem nie świecić. Po drodze także zgarnąłem piżamę i bieliznę, by mieć co na siebie założyć. - Swoją drogą, która to twoja kąpiel dzisiaj? - spytał, pomagając mi wejść do tej cudownie ciepłej wody. 
- Nie ma to znaczenia, jeżeli pozwoli mi to poczuć się komfortowo – odpowiedziałem wymijająco czekając, aż usiądzie za mną, bym mógł oprzeć się o jego klatkę piersiową. - Zresztą, teraz kąpiel jest dla mnie wręcz wskazana – dodałem,, przyglądając się dokładnie swojemu ciału, namierzając każdą malinkę czy ślad po ugryzieniu, chociaż nie było tak źle. Znacznie gorzej się prezentowałem, kiedy Haru przechodził przez pełnię. Ale za to jak wtedy cudownie było... Oby każda pełnia nam mijała w ten sposób. 
- Ja tam nie narzekam. Dzięki temu dalej mogę na ciebie patrzeć i podziwiać – przyznał zadowolony, chwytając za gąbkę, by mnie umyć. Nie oponowałem. Nie mam w końcu na co dzień chętnego, co mnie umyje, a to jest takie przyjemne, kiedy to ktoś się tobą zajmuje. - Tak sobie ostatnio w ogóle przypomniałem... pamiętasz, jak ci mówiłem, że chcę, byś poznał moją babcię? 
- Owszem, nie wydarzyło się to w końcu jakoś bardzo dawno temu – odpowiedziałem cicho, niepewnie, bo w końcu na darmo by takiego tematu nie wyciągnął. 
- Więc wydaje mi się, że może być taka możliwość. Za dwa tygodnie mamy trochę dłuższy weekend... więc może byś wpadł na ten czas do mnie? - zaproponował. Wiedziałem, o którym weekendzie mówi. Zazwyczaj zostawałem wtedy w akademiku, bo chociaż nie cierpiałem tego miejsca, jeszcze bardziej nie chciałem codziennie chodzić na bankiety, a to by mnie czekało, jakbym wracał. Już zdecydowanie bardziej wolałem spędzić te cztery dni wolnego w pustym pokoju. 
- Bardziej, niż mnie, powinieneś zapytać swojej babci, czy w ogóle by chciała przyjąć pod swój dach kogoś takiego jak ja – powiedziałem trochę cicho, niepewnie. Często jestem odbierany przez pryzmat mojego wyglądu, i jak normalnie mi to nie przeszkadza, tak teraz chciałbym dobrze wypaść przed jego babcią. A nie wiem, czy bym potrafił. 

<Wilczku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

|
Grzaniec? A czy to przypadkiem nie było wino? Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej go nie piłem i nie miałem pojęcia, jak mój organizm to zniesie. Nie byłem pewien, czy dam radę wypić choćby jeden kubeczek, czy też pokona mnie już pierwszy łyk.
- A czy to przypadkiem nie jest alkohol? - Dopytałem, bardziej dla zasady, chcąc wiedzieć, na co się właściwie piszę. Wolałem mieć pewność, że to, co myślę, naprawdę jest tym, o czym myślę.
- Tak, a co? - Odparł z rozbawieniem, chwytając moją dłoń i prowadząc mnie w stronę małego stoiska, przy którym stało kilka butelek i kubków parujących napojów. Unosił się nad nimi przyjemny, słodkawy zapach wina, przypraw i owoców.
Z całej oferty najbardziej zainteresował mnie grzaniec z czekoladą. Cała reszta, grzane wino z korzennymi przyprawami, z pomarańczą i goździkami, a nawet z miodem i wódką, zupełnie mnie nie kusiła. Grzane piwo z miodem? Ble. Grzane wino z rumem mogło smakować lepiej, ale i tak miałem wrażenie, że to nie dla mnie.
- Nie wiem, jak to się skończy - Powiedziałem cicho, pochylając się lekko w jego stronę, żeby tylko on mnie usłyszał. - Nigdy nie piłem grzanego wina. W ogóle nie piłem żadnego alkoholu. A co jeśli po nim zrobię coś głupiego?..
- Jedyne, co zrobisz, to będziesz łatwiejszy - Mruknął z uśmiechem, który natychmiast sprawił, że zrobiłem się cały czerwony. Tego mógł nie mówić. I na pewno nie tak głośno.
- Dobry wieczór, co podać? - Zapytał sprzedawca, uśmiechając się do nas łagodnie.
- Dla mojej owieczki grzaniec z czekoladą, a dla mnie grzane wino z rumem - Zamówił mój partner. Mężczyzna skinął głową i zniknął za ladą. Po chwili wrócił, niosąc dwa parujące kubki, z których unosił się aromat czekolady i przypraw.
- Smacznego - Powiedział sprzedawca, podając nam napoje.
- Spróbuj i powiedz mi, co o tym myślisz - Poprosił mój partner, podsuwając mi kubek.
Ująłem go ostrożnie i napiłem się. Ciepło wina momentalnie rozlało się po moim ciele, a aromat czekolady otulił podniebienie przyjemną słodyczą.
- To jest… naprawdę dobre - Przyznałem z zaskoczeniem. - Bardzo wyraźnie czuć czekoladę, a alkohol wcale nie jest taki zły. Choć coś czuję, że może być zdradliwy - Dodałem z lekkim uśmiechem, biorąc kolejny łyk.
- Cieszę się, że ci smakuje, owieczko. Chciałbyś spróbować mojego? - Oczywiście, że chciałem. Skoro moje okazało się tak pyszne, to tym bardziej chciałem porównać je z jego wyborem. Spróbowałem grzanego wina z rumem, ale szybko musiałem przyznać, że moje było lepsze, słodsze i delikatniejsze. On sam zresztą też to potwierdził, kiedy spróbował mojego.
Na moje nieszczęście, po jednym kubku miałem ochotę na drugi. Mój partner, choć trochę się wahał, uśmiechnął się i zamówił jeszcze jeden, twierdząc, że to już ostatni. I rzeczywiście, po drugim grzańcu w głowie zaczęło mi lekko szumieć, a nogi jakby zrobiły się trochę miękkie.
- Wszystko w porządku? - Zapytał Sorey, śmiejąc się, gdy zobaczył, jak chwiejnym krokiem idę przed siebie z wyjątkowo dobrym nastrojem.
- Oczywiście! - Odparłem, śmiejąc się cicho. - Po prostu nie zdawałem sobie sprawy, że alkohol potrafi być taki pyszny. - Zatrzymałem się na chwilę i spojrzałem na niego z błyskiem w oku.
- Wiesz co? Może wrócimy już do domu? Trochę znudziło mnie to chodzenie… a mam wrażenie, że w domu znajdzie się coś znacznie ciekawszego, na czym mógłbym się skupić - Powiedziałem odważnie, czując, jak alkohol dodaje mi pewności siebie, której na trzeźwo bym nie miał.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Rozbawiony nie wypowiedziałem ani słowa porywając go w swoje ramiona, niosąc do łóżka.
Delikatnie kładąc na miękkim materacu, pozbyłem się ręcznika, którym był owinięty, mogąc przyjrzeć mu się z błyskiem w oczach. Ależ on był piękny, Ależ jego ciało kusiło, zachęcając do kosztowania go kawałek po kawałku.
Ustami zacząłem pieścić jego szyję, obojczyk, ramiona, klatkę piersiową. Schodząc powoli na sutki, które lizałem i ssałem, drugą dłonią masując, aby zachęcić go do większej przyjemności.
Słyszałem jego oddech. Widziałem, jak zasłania dłońmi usta, aby nie być zbyt głośnym, dostrzegałem drżenie jego ciała, które sprawiało, że czułem większą chęć na kochanie się z nim.
Czułem, że potrzebuje mnie więcej i bardziej a ja nie miałam serca odmówić mu tej przyjemności, która również mi bardzo odpowiadała.
Mój panicz oddał mi się całkowicie, pozwalając, bym prowadził go w rytmie, który sam wyznaczałem. W jego spojrzeniu było zaufanie, jakiego nie sposób opisać słowami, ciche przyzwolenie, w którym kryła się zarówno ciekawość, jak i spokój.
Zanim pozwoliłem sobie na cokolwiek więcej, zadbałem o to, by czuł się bezpieczny i otoczony troską. Znałem już jego pragnienia, wiedziałem, co potrafiło sprawić mu radość, więc każda moja decyzja była podszyta chęcią, by zobaczyć na jego twarzy szczęście i zadowolenie, ze wspólnego zbliżenia.
Kiedy atmosfera między nami stała się gęsta od emocji, a każde dotknięcie nabrało znaczenia, zrozumiałem, że to nie tylko chwilowe zbliżenie, to coś głębszego, porozumienie dusz, które odnalazły się w sobie bez słów.
Dopiero gdy on sam był już rozgrzany i gotowy do zbliżenia, ja pozwoliłem sobie na zdjęcie spodni aby złączyć nasze ciała w jedno, chcąc aby poczuł mnie bliżej i bardziej, nie powstrzymując się przed przyjemnością.
W tej chwili chciałem tylko, abyśmy byli razem i aby nikt w tej chwili na mnie przeszkadza. 
Po naszym wspólnym przeżyciu, które niosło ze sobą tyle czułości i bliskości, przytuliłem jego delikatne ciało do siebie, składając na czole lekki, pełen spokoju pocałunek.
Czułem, że ogarnęło go zmęczenie, ten błogi stan, w którym ciało pragnie odpoczynku, a myśli unoszą się gdzieś daleko, między jawą a snem. Wiedziałem jednak, że zanim pozwoli sobie odpłynąć, zapragnie swojej codziennej rytuałowej kąpieli, bo bez niej nie potrafił zakończyć dnia. Mimo, że dziś już jedną miał..
- Przygotujesz nam kąpiel? - Zapytał cicho, z lekkim uśmiechem w głosie, zmęczony, a jednak wciąż pełen tego ciepła, które tak bardzo w nim kochałem.
- Oczywiście, dla mojego pięknego panicza zrobię wszystko - Odparłem z lekkim uśmiechem, choć w głosie pobrzmiewało znużenie. - Nawet jeśli w tej chwili najchętniej zostałbym tu z tobą. - Powoli uniosłem się z łóżka, zrzucając kołdrę na bok i przez chwilę pozwalając, by chłód wieczora dotknął moją skóre. W powietrzu unosił się jeszcze zapach bliskości i ciepła, które dzieliliśmy przed chwilą. Ruszyłem w stronę łazienki, gdzie czekało na mnie proste zadanie, przygotować kąpiel, w której mógłby odnaleźć spokój.
Przygotowałem nam wspólną, gorącą kąpiel taką, jaką lubił najbardziej. Dodałem kilka kropel olejków o delikatnym zapachu, niezbyt intensywnych dla mnie, ale wystarczająco przyjemnych, by sprawiły mu radość. Chciałem, by ta chwila była równie wyjątkowa jak to, co dzieliliśmy wcześniej, pełna spokoju, czułości i ciepła, które jeszcze unosiło się między nami.

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

środa, 22 października 2025

|
 Dla mojego Mikleo byłem w stanie zrobić wszystko. Nie musiał mnie nawet specjalnie błagać, wystarczyłoby po prostu, by mi o tym powiedział, a ja od razu bym z nim w tym kierunku ruszył. Nie musiał robić tych swoich słodkich oczek chociaż przyznam, ten widok był cudowny. Może, chociaż dla tego widoku, mógłbym czasem udać niedostępnego, niezdecydowanego... 
– No dobrze, możemy pójść spróbować – powiedziałem, chwytając jego dłoń i zostawiając na jej wierzchu delikatny pocałunek. Co prawda, mieliśmy nie pokazywać, że jesteśmy razem, ale myślę, że to już nieaktualne, skoro wcześniej go pocałowałem. Jakoś tak nie potrafiłem się powstrzymać, by nie pokazać wszystkim, jakim szacunkiem i miłością darzę tę uroczą Owieczkę. 
Mikleo obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było go stać, a następnie śmiało pociągnął mnie w stronę tego stoiska. Jak dobrze, że wziąłem ze sobą sakiewkę z pieniędzmi... miałem co prawda dla niego kupić mały prezent, ale wydaje mi się, że jeszcze zdążę zarobić pieniądze. A skoro w tej chwili mogę mu sprawić przyjemność, to muszę ten moment wykorzystać. 
Okazało się, że te jabłka nie były do wykupienia. Były one do własnego wyłowienia z balii pełnej wody, trzeba to było zrobić bez pomocy rąk, te były unieruchomione z tyłu, by się nie oszukiwało. Biorąc pod uwagę, że te jabłka były pokryte już twardym karmelem... Cóż, było to pewne utrudnienie. No i woda, chociaż Mikiemu na pewno ona nie sprawi problemu. Ja chyba musiałbym skorzystać z jakiegoś pomysłu... Może zamiast próbować się wgryzać, złapałbym za ogonek? Gorzej, jak się urwie... No, ale co mi szkodzi próbować? 
Jak myślałem, Miki po chwili wyłowił swoje jabłko, on w końcu nie musiał przejmować się brakiem powietrza. Mnie tak dobrze nie szło... Nie sądziłem, że to będzie aż tak trudne. Ale to nic takiego. Najważniejsze, że mój Miki miał swoją słodkość, na której mu zależało. 
– Może zjemy moje jabłko na pół? – zaproponował Mikleo, bo chyba było mu przykro, że mi się nie udało. Niepotrzebnie. Przecież podeszliśmy tu dla niego, bo on miał na to ochotę. Ja mu tylko, albo i aż towarzyszyłem. 
– Nie, nie trzeba. Widzę, że masz na nie straszną ochotę – odparłem, uśmiechając się do niego serdecznie. 
– A chociaż gryza? Żebyś chociaż spróbował? – zaproponował, trochę nie chcąc odpuścić. 
– Gryza mogę, ale tylko gryza. To twoja wygrana – zaznaczyłem, a Mikleo z uśmiechem na ustach podał mi jabłko. Było to dosyć... ciekawe połączenie. Słodkość karmelu zmieszana z świeżością, kwaskowatością jabłka... Nie wpadłbym na to. Truskawki w czekoladzie owszem, ale jabłko w karmelu? Ciekawe. – Całkiem smaczne – odpowiedziałem, oddając mu jego własność. Ponad nim zauważyłem, jak przywódca wioski wraz z tym dziwnym facetem opuszczają dom tego pierwszego. Miałem wrażenie, że ich spojrzenia od razu spoczęły na mnie, a ja poczułem się jakoś tak... dziwnie. O co im wszystkim chodzi? Zrobiłem coś nie tak? Skupiłem się na Mikleo. Skoro nic mi nikt nie mówi, nie robi, poza tym dziwnym patrzeniem się, to chyba wszystko w porządku. Chyba. – Chcesz może teraz się czegoś napić? Widziałem tutaj grzańce. Nigdy nie piłem grzańca. Z chęcią bym spróbował – wyszczerzyłem się, skupiając się tylko i wyłącznie na nim. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Delikatnie uniosłem jedną brew, obserwując z uwagą błąkający się po jego twarzy figlarny uśmiech. Co za cwaniak. I może jeszcze myśli, że powiem mu to, co chce usłyszeć? Nie ma takiej mowy. Nie dam mu tej satysfakcji. Zobaczymy, czy uda mi się go przegadać. A może raczej, czy on przegada mnie, bo ja jednak pewne umiejętności w tej kwestii posiadam. Czasem nawet udaje mi się uciszyć swojego oponenta samym spojrzeniem. Nie wiem, czy to dobrze świadczy o mnie, czy tak słabo o tym drugim. 
– Cóż, kiedy byłem mały, moja mama zwykła mówić, że jeżeli mi się nudzi, to mam się rozebrać i popilnować ubrań. Może ci o to chodzi? – powiedziałem niewinnie, głupkowato, celowo zgrywając takiego głupiutkiego. Ta drobna gra mu się bardzo podobała, widziałem to i czułem doskonale. 
– To się wydaje interesujący pomysł... ale miałem na myśli coś bardziej takiego żwawego. I coś, co wymaga drugiej osoby. Znaczy, można i bez ale ani to tak samo przyjemne, ani fajne – odpowiedział, co wywołało u mnie delikatny uśmiech. 
– Czyżbyś mówił z własnego doświadczenia? – zapytałem uszczypliwie, a jego policzki momentalnie pokryły się czerwienią. Uroczy jest, kiedy jest taki zbity z tropu. 
– To... to nie tak. Nie potrzebuję takich rzeczy robić. Ja mam wspaniałego chłopaka, który spełnia wszystkie moje potrzeby – posłodził mi, trochę z tego wychodząc. 
– A jakież to ja potrzeby twoje spełniam? – spytałem, kładąc dłonie na jego ramionach. – Gotować nie potrafię, od sprzątania mam ludzi, wypoczynku ci nie zapewnię... Wychodzi na to, że twoich potrzeb raczej nie spełniam – westchnąłem, niby zmartwiony tym faktem. 
– Wypoczynku mi nie zapewnisz? – powtórzył, unosząc jedną brew. 
– Lubię... aktywne spędzanie czasu. A już na pewno coś, co mnie rozgrzeje. Zaczynam tutaj naprawdę marznąć. Patrz, jaką mam ładną piżamę. Taka ciepła i miła... bardzo mnie w tej chwili kusi jej założenie. Chyba, że masz jakiś lepszy pomysł, by mi było ciepło – pospieszyłem go, naprawdę czując chłód. Co jak co, ale ja nie jestem jak on, że mi wiecznie ciepło. A bardzo bym chciał. Moje życie wtedy byłoby takie wygodne... No, ale mam to co mam, i jakoś z tym żyć muszę. 
– Zaraz pomogę ci się rozgrzać – przyznał zadowolony, w końcu mówiąc to, co chciałem usłyszeć. Może to nie było tak słowo w słowo, co chciałem usłyszeć, to było bardziej jak sugestia... Ale jest dobrze. Najważniejsze, że to nie ja to zasugerowałem. To jak wygrana. 
– Zaraz? Miałem nadzieję, że zrobisz to teraz – powiedziawszy to położyłem dłoń na jego karku, podsycając delikatnie podniecenie, które płynęło w jego żyłach. Tak, by go zachęcić do działania. 

<Wilczku? c:>

Od Mikleo CD Soreya

|
 Cały on, jeśli już coś postanowi, zdania nie zmieni. Czy jest w ogóle sens próbować go przekonać? Zdecydowanie nie.
Teraz myje naczynia, a ja postanowiłem grzecznie na niego poczekać. Szczerze mówiąc, nie mam najmniejszej ochoty na kąpiel, dopiero dziś pływałem w jeziorze, a to wystarczyło mi w zupełności. Oczywiście nie mówię o naszej nocnej kąpieli, którą planujemy odbyć wspólnie, to co innego. A raczej mam nadzieję, że będzie ona wspólnie. Teraz marzy mi się tylko chwila spokoju, może kubek herbaty i cisza.
- Wiesz, szczerze powiedziawszy nie mam ochoty na kąpiel. Raczej usiądę sobie i poczekam, aż będziesz gotowy do wyjścia - Stwierdziłem spokojnie.
Tak jak powiedziałem, tak też zrobiłem. Usiadłem na swoim miejscu, obserwując, jak mój partner dzielnie kończy zmywanie. Sorey uwinął się w kilka minut, zawsze był szybki, dokładny, skupiony na drobiazgach. Gdy skończył, wytarł dłonie w ręcznik i założył grubszą bluzę, żeby nie zmarznąć. Wieczory w tym miejscu bywały chłodne, a pogoda potrafiła zmienić się w jednej chwili.
- Możemy już iść - Oznajmił, zakładając buty.
Zadowolony zrobiłem to samo i razem opuściliśmy domek, ruszając w stronę miasteczka.
Tak jak się spodziewałem, nocą to miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Małe uliczki nabrały uroku, lampy rozświetlały brukowane drogi, a w oddali błyszczał potężny księżyc, którego blask odbijał się w tafli jeziora. Gwiazdy zdawały się tańczyć na niebie, tworząc niemal magiczną scenerię.
Sorey miał rację, w miasteczku rzeczywiście odbywał się festiwal. Na rynku słychać było muzykę, śmiech i rozmowy ludzi. Tylko jedna rzecz nie dawała mi spokoju: skąd on to wszystko wiedział?
To było podejrzane. Jakby znał to miejsce lepiej, niż sam chciał przyznać. Jego pewność, sposób, w jaki witały go spojrzenia mieszkańców… coś tu ewidentnie nie pasowało. Miałem wrażenie, że kiedyś tu był, że to miasteczko kryje w sobie fragment jego przeszłości, o której całkowicie zapomniał, lub naprawdę to wszystko mu się śniło, chociaż to podejrzane zawsze jest prawdopodobne.
Coraz bardziej mnie to intrygowało. Kim tak naprawdę jest mój partner? I co ukrywa to urokliwe, a jednak pełne tajemnic miejsce?
Czułem, że dzisiejsza noc może przynieść odpowiedzi, albo jeszcze więcej pytań.
Obserwowałem otoczenie z uwagą, chłonąc każdy szczegół tej niezwykłej nocy. Czułem radość, która unosiła się w powietrzu, mieszała się z muzyką, śmiechem ludzi i zapachem świeżych wypieków. Wokół migały kolorowe światła, a po ulicach biegali roześmiani mieszkańcy, trzymając w dłoniach papierowe lampiony i cukrowe przysmaki.
Moje spojrzenie przyciągnęły małe stoiska ze słodyczami, szczególnie jedno, które wyglądało jak bajkowa chatka z piernika. W jego wnętrzu połyskiwały lizaki, karmelki i ciastka, jakby stworzone tylko po to, by kusić. Uśmiechnąłem się pod nosem. Mimo że byłem aniołem, zawsze miałem słabość do słodyczy. I co najzabawniejsze, w przeciwieństwie do ludzi, nie musiałem się nimi przejmować. Nie tyłem od nich, nie bolały mnie zęby, nie mogłem zachorować. Nie było we mnie nic ludzkiego, więc mogłem smakować wszystkiego, co ludzkie, bez żadnych konsekwencji.
- Sorey, tam są jabłka w karmelu - Zwróciłem się do partnera, wskazując stoisko z błyszczącymi, czerwonymi owocami. - Chodźmy spróbować, jak smakują! - Dodałem z entuzjazmem, robiąc możliwie najsłodszą minę, by na pewno dostać to, na co miałem ochotę.

<Pasterzyku? C:>

Etykiety