Delikatnie uniosłem jedną brew, obserwując z uwagą błąkający się po jego twarzy figlarny uśmiech. Co za cwaniak. I może jeszcze myśli, że powiem mu to, co chce usłyszeć? Nie ma takiej mowy. Nie dam mu tej satysfakcji. Zobaczymy, czy uda mi się go przegadać. A może raczej, czy on przegada mnie, bo ja jednak pewne umiejętności w tej kwestii posiadam. Czasem nawet udaje mi się uciszyć swojego oponenta samym spojrzeniem. Nie wiem, czy to dobrze świadczy o mnie, czy tak słabo o tym drugim.
– Cóż, kiedy byłem mały, moja mama zwykła mówić, że jeżeli mi się nudzi, to mam się rozebrać i popilnować ubrań. Może ci o to chodzi? – powiedziałem niewinnie, głupkowato, celowo zgrywając takiego głupiutkiego. Ta drobna gra mu się bardzo podobała, widziałem to i czułem doskonale.
– To się wydaje interesujący pomysł... ale miałem na myśli coś bardziej takiego żwawego. I coś, co wymaga drugiej osoby. Znaczy, można i bez ale ani to tak samo przyjemne, ani fajne – odpowiedział, co wywołało u mnie delikatny uśmiech.
– Czyżbyś mówił z własnego doświadczenia? – zapytałem uszczypliwie, a jego policzki momentalnie pokryły się czerwienią. Uroczy jest, kiedy jest taki zbity z tropu.
– To... to nie tak. Nie potrzebuję takich rzeczy robić. Ja mam wspaniałego chłopaka, który spełnia wszystkie moje potrzeby – posłodził mi, trochę z tego wychodząc.
– A jakież to ja potrzeby twoje spełniam? – spytałem, kładąc dłonie na jego ramionach. – Gotować nie potrafię, od sprzątania mam ludzi, wypoczynku ci nie zapewnię... Wychodzi na to, że twoich potrzeb raczej nie spełniam – westchnąłem, niby zmartwiony tym faktem.
– Wypoczynku mi nie zapewnisz? – powtórzył, unosząc jedną brew.
– Lubię... aktywne spędzanie czasu. A już na pewno coś, co mnie rozgrzeje. Zaczynam tutaj naprawdę marznąć. Patrz, jaką mam ładną piżamę. Taka ciepła i miła... bardzo mnie w tej chwili kusi jej założenie. Chyba, że masz jakiś lepszy pomysł, by mi było ciepło – pospieszyłem go, naprawdę czując chłód. Co jak co, ale ja nie jestem jak on, że mi wiecznie ciepło. A bardzo bym chciał. Moje życie wtedy byłoby takie wygodne... No, ale mam to co mam, i jakoś z tym żyć muszę.
– Zaraz pomogę ci się rozgrzać – przyznał zadowolony, w końcu mówiąc to, co chciałem usłyszeć. Może to nie było tak słowo w słowo, co chciałem usłyszeć, to było bardziej jak sugestia... Ale jest dobrze. Najważniejsze, że to nie ja to zasugerowałem. To jak wygrana.
– Zaraz? Miałem nadzieję, że zrobisz to teraz – powiedziawszy to położyłem dłoń na jego karku, podsycając delikatnie podniecenie, które płynęło w jego żyłach. Tak, by go zachęcić do działania.
<Wilczku? c:>