Dla mojego Mikleo byłem w stanie zrobić wszystko. Nie musiał mnie nawet specjalnie błagać, wystarczyłoby po prostu, by mi o tym powiedział, a ja od razu bym z nim w tym kierunku ruszył. Nie musiał robić tych swoich słodkich oczek chociaż przyznam, ten widok był cudowny. Może, chociaż dla tego widoku, mógłbym czasem udać niedostępnego, niezdecydowanego...
– No dobrze, możemy pójść spróbować – powiedziałem, chwytając jego dłoń i zostawiając na jej wierzchu delikatny pocałunek. Co prawda, mieliśmy nie pokazywać, że jesteśmy razem, ale myślę, że to już nieaktualne, skoro wcześniej go pocałowałem. Jakoś tak nie potrafiłem się powstrzymać, by nie pokazać wszystkim, jakim szacunkiem i miłością darzę tę uroczą Owieczkę.
Mikleo obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było go stać, a następnie śmiało pociągnął mnie w stronę tego stoiska. Jak dobrze, że wziąłem ze sobą sakiewkę z pieniędzmi... miałem co prawda dla niego kupić mały prezent, ale wydaje mi się, że jeszcze zdążę zarobić pieniądze. A skoro w tej chwili mogę mu sprawić przyjemność, to muszę ten moment wykorzystać.
Okazało się, że te jabłka nie były do wykupienia. Były one do własnego wyłowienia z balii pełnej wody, trzeba to było zrobić bez pomocy rąk, te były unieruchomione z tyłu, by się nie oszukiwało. Biorąc pod uwagę, że te jabłka były pokryte już twardym karmelem... Cóż, było to pewne utrudnienie. No i woda, chociaż Mikiemu na pewno ona nie sprawi problemu. Ja chyba musiałbym skorzystać z jakiegoś pomysłu... Może zamiast próbować się wgryzać, złapałbym za ogonek? Gorzej, jak się urwie... No, ale co mi szkodzi próbować?
Jak myślałem, Miki po chwili wyłowił swoje jabłko, on w końcu nie musiał przejmować się brakiem powietrza. Mnie tak dobrze nie szło... Nie sądziłem, że to będzie aż tak trudne. Ale to nic takiego. Najważniejsze, że mój Miki miał swoją słodkość, na której mu zależało.
– Może zjemy moje jabłko na pół? – zaproponował Mikleo, bo chyba było mu przykro, że mi się nie udało. Niepotrzebnie. Przecież podeszliśmy tu dla niego, bo on miał na to ochotę. Ja mu tylko, albo i aż towarzyszyłem.
– Nie, nie trzeba. Widzę, że masz na nie straszną ochotę – odparłem, uśmiechając się do niego serdecznie.
– A chociaż gryza? Żebyś chociaż spróbował? – zaproponował, trochę nie chcąc odpuścić.
– Gryza mogę, ale tylko gryza. To twoja wygrana – zaznaczyłem, a Mikleo z uśmiechem na ustach podał mi jabłko. Było to dosyć... ciekawe połączenie. Słodkość karmelu zmieszana z świeżością, kwaskowatością jabłka... Nie wpadłbym na to. Truskawki w czekoladzie owszem, ale jabłko w karmelu? Ciekawe. – Całkiem smaczne – odpowiedziałem, oddając mu jego własność. Ponad nim zauważyłem, jak przywódca wioski wraz z tym dziwnym facetem opuszczają dom tego pierwszego. Miałem wrażenie, że ich spojrzenia od razu spoczęły na mnie, a ja poczułem się jakoś tak... dziwnie. O co im wszystkim chodzi? Zrobiłem coś nie tak? Skupiłem się na Mikleo. Skoro nic mi nikt nie mówi, nie robi, poza tym dziwnym patrzeniem się, to chyba wszystko w porządku. Chyba. – Chcesz może teraz się czegoś napić? Widziałem tutaj grzańce. Nigdy nie piłem grzańca. Z chęcią bym spróbował – wyszczerzyłem się, skupiając się tylko i wyłącznie na nim.
<Owieczko? c:>