Cały on, jeśli już coś postanowi, zdania nie zmieni. Czy jest w ogóle sens próbować go przekonać? Zdecydowanie nie.
Teraz myje naczynia, a ja postanowiłem grzecznie na niego poczekać. Szczerze mówiąc, nie mam najmniejszej ochoty na kąpiel, dopiero dziś pływałem w jeziorze, a to wystarczyło mi w zupełności. Oczywiście nie mówię o naszej nocnej kąpieli, którą planujemy odbyć wspólnie, to co innego. A raczej mam nadzieję, że będzie ona wspólnie. Teraz marzy mi się tylko chwila spokoju, może kubek herbaty i cisza.
- Wiesz, szczerze powiedziawszy nie mam ochoty na kąpiel. Raczej usiądę sobie i poczekam, aż będziesz gotowy do wyjścia - Stwierdziłem spokojnie.
Tak jak powiedziałem, tak też zrobiłem. Usiadłem na swoim miejscu, obserwując, jak mój partner dzielnie kończy zmywanie. Sorey uwinął się w kilka minut, zawsze był szybki, dokładny, skupiony na drobiazgach. Gdy skończył, wytarł dłonie w ręcznik i założył grubszą bluzę, żeby nie zmarznąć. Wieczory w tym miejscu bywały chłodne, a pogoda potrafiła zmienić się w jednej chwili.
- Możemy już iść - Oznajmił, zakładając buty.
Zadowolony zrobiłem to samo i razem opuściliśmy domek, ruszając w stronę miasteczka.
Tak jak się spodziewałem, nocą to miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Małe uliczki nabrały uroku, lampy rozświetlały brukowane drogi, a w oddali błyszczał potężny księżyc, którego blask odbijał się w tafli jeziora. Gwiazdy zdawały się tańczyć na niebie, tworząc niemal magiczną scenerię.
Sorey miał rację, w miasteczku rzeczywiście odbywał się festiwal. Na rynku słychać było muzykę, śmiech i rozmowy ludzi. Tylko jedna rzecz nie dawała mi spokoju: skąd on to wszystko wiedział?
To było podejrzane. Jakby znał to miejsce lepiej, niż sam chciał przyznać. Jego pewność, sposób, w jaki witały go spojrzenia mieszkańców… coś tu ewidentnie nie pasowało. Miałem wrażenie, że kiedyś tu był, że to miasteczko kryje w sobie fragment jego przeszłości, o której całkowicie zapomniał, lub naprawdę to wszystko mu się śniło, chociaż to podejrzane zawsze jest prawdopodobne.
Coraz bardziej mnie to intrygowało. Kim tak naprawdę jest mój partner? I co ukrywa to urokliwe, a jednak pełne tajemnic miejsce?
Czułem, że dzisiejsza noc może przynieść odpowiedzi, albo jeszcze więcej pytań.
Obserwowałem otoczenie z uwagą, chłonąc każdy szczegół tej niezwykłej nocy. Czułem radość, która unosiła się w powietrzu, mieszała się z muzyką, śmiechem ludzi i zapachem świeżych wypieków. Wokół migały kolorowe światła, a po ulicach biegali roześmiani mieszkańcy, trzymając w dłoniach papierowe lampiony i cukrowe przysmaki.
Moje spojrzenie przyciągnęły małe stoiska ze słodyczami, szczególnie jedno, które wyglądało jak bajkowa chatka z piernika. W jego wnętrzu połyskiwały lizaki, karmelki i ciastka, jakby stworzone tylko po to, by kusić. Uśmiechnąłem się pod nosem. Mimo że byłem aniołem, zawsze miałem słabość do słodyczy. I co najzabawniejsze, w przeciwieństwie do ludzi, nie musiałem się nimi przejmować. Nie tyłem od nich, nie bolały mnie zęby, nie mogłem zachorować. Nie było we mnie nic ludzkiego, więc mogłem smakować wszystkiego, co ludzkie, bez żadnych konsekwencji.
- Sorey, tam są jabłka w karmelu - Zwróciłem się do partnera, wskazując stoisko z błyszczącymi, czerwonymi owocami. - Chodźmy spróbować, jak smakują! - Dodałem z entuzjazmem, robiąc możliwie najsłodszą minę, by na pewno dostać to, na co miałem ochotę.
<Pasterzyku? C:>