Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 28 października 2025

|
 Jego słowa trochę mnie zaskoczyły, ale też tak średnio mi się spodobały. Przede wszystkim, nie spodziewałem się takiego wyboru po jego skromnej osobie. Zielony? Nie pomyślałbym, że chciałby zielony. W końcu, on zawsze w takich niebieskościach, błękitach, bielach... a tu zielony? I to pewnie jeszcze chłodny zielony, a taki mi się tak nie do końcu podoba. Zresztą, sam zielony jakoś do mnie nie przemawia. Zieleń liści, trawy, roślin – jak najbardziej, uwielbiałem naturę, uwielbiałem spędzać czas na jej łonie, zwłaszcza z Mikim, ale zieleń na ścianach? Jakoś tak tego nie widziałem. No i biel. Nie chciałem bieli, to z pewnością. Dla mniej biel była taka trochę... bezpłciowa. Sterylna. Zimna. 
- Nie do końca ci się podoba – Miki bez problemu wyczytał emocje z mojej skrzywionej miny. 
- Jakoś tak... no wiesz, nie moje kolory. I jak rozumiem wybór białego z twojej strony, tak zielony? Ty i zielony? Jakoś... nie widzę tak ciebie z zielonym – przyznałem zgodnie ze swoim sumieniem, przyglądając się jego słodkiej osobie. 
- Pewnie kojarzę ci się tylko z niebieskim? - spytał rozbawiony, na co delikatnie przygryzłem dolną wargę. 
- Trochę tak, ale i trochę nie. Z bielą też mi się kojarzysz, owszem. Ale też  jak myślę o tobie, to także widzę lawendę. Jestem pewien, że w tym kolorze wyglądałbyś świetnie... może spróbujemy ci odświeżyć garderobę? - spytałem podekscytowany, już widząc go w lawendowej koszuli. Albo białej, i do tego właśnie taki fioletowawy sweterek, albo kubraczek, albo kamizelka... ależ on byłby słodziutki. Przecież ja bym nie mógł z niego wzroku spuścić. Już jego obrazek w mojej wyobraźni nie chciał zniknąć. Jak on to robi, że jest taki piękny? Momentami się czułem przy nim taki niewystarczający. No bo, gdzie on, a gdzie ja? Niebo i ziemia, i to dosłownie. Wyglądem to strasznie do siebie nie pasujemy, charakterem już chyba jest lepiej. Jeszcze nie ma mnie dosyć, zatem to jakiś sukces. Nie znam nikogo, kto by ze mną wytrwał tak długo. To zasługuje na jakąś nagrodę. 
- Przede wszystkim, musimy ci kupić jedzenie. To jest najważniejsze. Rozejrzeć się za pracą, to też jest bardzo ważne. I przy okazji coś popatrzeć do domu. Tylko tyle i aż tyle, trzymajmy się planu, moja garderoba jest jak najbardziej w porządku – trochę mnie stonował, uspokoił. Ale ja mu tego nie zapomnę. Kupię mu coś takiego lawendowego. Może koszulkę. Może spodnie. Może sweterek. Zobaczymy, co mi wpadnie w oko. Gdybym ja sam umiał dziergać... to bym mu taki słodki sweterek zrobić, ale nie umiem takich rzeczy. Ledwo dziurę w skarpetkach potrafię zacerować, to mój szczyt umiejętności krawieckich. 
- Tak, tak... - westchnąłem ciężko, myśląc nad naszą małą chatką. - A gdybyśmy tak... zrobili na dwa kolory? Dwie ściany na ciemno, dwie ściany na jasno? Albo ty wybierzesz kolor, ja wybiorę kolor, i je połączymy? Chociaż, gorzej jak wyjdzie jak takie błoto, to taki pomysł pod znakiem zapytania. Sam już nie wiem, co ja bym chciał. Nic nudnego, typowego. Chciałbym jakiś taki kolorowy kolor... ale też boję się, że taki kolorowy kolor będzie kiczowaty – westchnąłem ciężko, niepocieszony. - Nie, ja chyba nie powinienem wybierać. Jeszcze źle wybiorę, i będzie brzydko. Zielony i biały, tak? Myślę, że się przyzwyczaję. Brzmi ładnie, bezpiecznie – odpowiedziałem, posyłając mu najładniejszy uśmiech, na jaki było mnie stać, a jako że ja za urodziwy nie jestem, to pewnie nie był za ładny. Tak, powinienem zaufać ładnemu, bo ładny ładne wybierze na pewno, a ja sam nawet nie wiem, co chcę, a czego nie.

<Owieczko? C:>

Etykiety