Czułem się bardzo niepewnie, kiedy ten facet mi się tak przyglądał. Już nie mówiąc o tym, że coś mi się tak kojarzył znajomo. Jakbym... no nie wiem, widział go już? Albo raczej znał, bo widzieć już go widziałem, wczoraj. Ale teraz, jak już go widziałem z bliska, lepiej widziałem jego oczy, które takie jakieś... no nie wiem, widziałem je już gdzieś na bank.
Facet, pomimo tego, że młody, bił od niego autorytet. Wiedziałem, że bez problemu by się mógł nas pozbyć, czuć było, że jest silny. Bardzo silny. Nie zdziwiłbym się, gdyby to on był właśnie najsilniejszym przedstawicielem rady. Nie do końca wiedziałem, czym on był, ale wiem, że nie chciałbym mieć z nim do czynienia.
Chwyciłem dłoń Mikleo mocno, z uwagą, trochę się bojąc. Czemu ktoś tak silny doprowadza nas przed oblicze rady? Czyżbyśmy wczoraj coś dziwnego robili? Ja wiem, że niby jeszcze dorosłym nie jestem, i alkoholu pić nie powinienem, no ale jeszcze tylko parę miesięcy, co to więc za różnica? Nic nie robiliśmy złego, nie ukradliśmy, bawiliśmy się na festynie, po wszystkim grzecznie poszliśmy spać. Zachowywaliśmy się trochę tak, jak cała reszta.
- W porządku? - spytał w pewnym momencie Mikleo, zerkając na mnie z niepewnością w oczach.
- Tak. Chyba tak – odpowiedziałem cicho, wchodząc za tym dziwnym mężczyzną do jednego z większych budynków w tej wiosce. Chyba tu się zmieszczą wszyscy w wiosce... no, tak, sam coś mówił o radzie. Pewnie tu się wszyscy zbierają, kiedy trzeba coś ustalić.
- Będzie dobrze – pocieszył mnie, delikatnie gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni. - Pamiętasz, co nam wczoraj powiedzieli? Że to standard. Nawet nie znają naszych imion. Będzie dobrze.
W środku już jaka narada trwała. Było tutaj kilka osób, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którzy raczej prowadzili przyjazną rozmowę. Może więc nie będzie tak źle...? Rozmowy jednak ucichły, kiedy tylko weszliśmy. Mężczyzna, który nas tu przyprowadził, zajął miejsce obok czerwonowłosej kobiety z łuskami na twarzy, która szepnęła coś do niego, a kiedy pokręcił przecząco głową, posłała mu najbardziej zdegustowane i rozczarowane spojrzenie, jakie kiedykolwiek zobaczyłem. Zaraz po tym odchrząknęła i odwróciła głowę w naszą stronę.
- Dzień dobry – odpowiedziała, uśmiechając się przyjaźnie. Od razu mogłem dostrzec, że jej kły były znacznie dłuższe niż moje czy Mikleo. - Nie wstydźcie się, podejdźcie. Przedstawcie się. Chcemy was trochę poznać – dodała, wskazując ręką na środek sali.
- Nie zrobiliśmy nic złego? - spytałem nerwowo, niepewnie się zbliżając na miejsce, które wskazała. Lepiej wiedzieć, czy już się ma kłopoty, czy nie.
<Owieczko? C:>