Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 26 października 2025

|
 Niektóre ich spojrzenia były dziwne... no ale mówiłem prawdę. Prawie prawdę, trochę nagiąłem swój wiek, żeby nie było, że piję niepełnoletni alkohol... no ale to tylko kilka miesięcy, naprawdę niedużo. I tak miałem wrażenie, że to przejrzeli. Może jednak nie powinienem kłamać? Cóż, nic nie powiedzieli, zostać pozwolili, chociaż już więcej nie będę tak zawyżał swojego wieku. Nie chcę, by Mikleo cierpiał przez moje kłamstwa. 
- No... chyba. Się okaże – westchnąłem cicho, zerkając przez ramię. - Nie uważasz, że tamten facet, który nas tu przyprowadził... no nie wiem, jakiś taki dziwny był? 
- Jak dla mnie był całkowicie normalny – wzruszył ramionami, kierując nas do naszej chatki. Właśnie, naszej chatki. Skoro już pozwolili nam zostać, rozgościć się... to może trochę go jakoś urządzimy? Na razie może trochę przemeblujemy, może coś kupimy? I spytamy się o pracę? Jeszcze nic o tym nie mówili, ale na pewno będziemy musieli coś podjąć. A takie rozeznanie, pokazanie chęci i gotowości do pracy będzie mile przez nich odebrane. - Może chodzi ci o jego energię? Może wydawać ci się znajoma, bo jest też aniołem. Anioł anioła rozpozna, nawet podświadomie. Nie wiem, jak to wygląda w twoim przypadku... ale nauczysz się. Nauczymy się – dodał, łagodnie się do mnie uśmiechając. 
- Może to właśnie to – przyznałem, cicho wzdychając. To musi być to. W końcu, co by innego to miało być? 
- A zwróciłeś uwagę na jego oczy? - dopytałem, wchodząc do środka naszego małego domku. 
- Nie, raczej nie. A coś z nimi było nie tak? - spytał, a ja wyczułem jego zmartwienie, niepewność. 
- Były normalne, tylko... sam nie wiem. Znajome były. Jakbym je już widział – wyjaśniłem, delikatnie marszcząc brwi. - Ale może przesadzam. Zielony to popularny kolor oczu, więc pewnie dlatego mi się tak kojarzy – wzruszyłem ramionami, już porzucając tę myśl. Możemy tu zostać, możemy tu być, to jest najważniejsze. - Tak w ogóle sobie myślę... po śniadaniu może pójdziemy na zakupy? Kupimy  jakieś rzeczy do naszego domku... jakąś farbę, ładniejszą pościel, może rośliny? - spytałem podekscytowany, chcąc przekierować jego myśli na coś zupełnie innego. 
- Czekaj, czekaj... chcesz remont robić? Już teraz? - zapytał, odwracając głowę w moją stronę. 
- Nie, że teraz już zaraz. Tylko poplanować trochę. Nie musimy niczego jeszcze kupować, możemy popatrzeć. No bo nie powiesz mi, że tu jest miło Tak tu trochę smutno jest – wyjaśniłem mu, mając nadzieję, że mnie zrozumie. 
- Myślę, że ważniejsze jest kupienie jedzenia i znalezienie pracy, a nie robienie remontu – trochę przytłumił mój entuzjazm. 
- No wiem, wiem... ale popatrzeć, zaplanować, podyskutować nad nowym wyglądem tego miejsca już możemy, prawda? - zapytałem z nadzieją, chwytając jego dłonie i patrząc głęboko w jego oczy. 

<Owieczko? C:>

Etykiety