Trochę mnie martwiły jego słowa. Aż tak mu to przeszkadza?Ja to trochę już olewam, w końcu po co miałbym się przejmować? Nie robię nic złego. Nie zachowuję się ordynarnie, traktuję innych ludzi, jak i mojego własnego partnera z szacunkiem, nie gorszę nikogo, jesteśmy grzeczni, kulturalni i tak naprawdę, nie powinniśmy zwracać na siebie uwagi. Czy tu, w tym mieście, taka miłość też jest jakaś zła? I to dlaczego? Bo zarówno on, jak i ja, jesteśmy chłopakami? Czemu nie mogę zachowywać się jak inna zakochana osoba? Co czyni mnie tym gorszym?
- Chcesz, żebym się odsunął? - spytałem, martwiąc się jego zdrowiem psychicznym.
- Nie, nie, to teraz nie ma sensu. I tak chyba wszyscy już o nas wiedzą – odpowiedział, a ja poczułem wyrzuty sumienia. To moja wina. Powinienem się powstrzymywać od takich bliskości, by on mógł czuć się dobrze. Niby nic złego nie robiłem, ale i tak moją winą było to, że Miki teraz się źle czuł.
- Przepraszam. To moja wina – powiedziałem, spuszczając wzrok.
- Wcale nie. To mała miejscowość, więc zaraz by się to rozniosło. Już nie mówiąc o tym, że jesteśmy na ich ustach nie tylko z powodu naszego związku, ale i z tego powodu, że jesteśmy tu nowi. Niezależnie od tego, jakbyś się zachowywał, i tak by się gapili, i tak. Już od wczoraj przecież gapią się na ciebie – zauważył słusznie, na co zmarszczyłem brwi. No tak, to gapienie się... ja tam nic takiego w sobie nie dostrzegałem, by się na mnie gapić. Prędzej na Mikleo, bo jest taki śliczny, i słodziutki, i kochany... też bym się na niego patrzył, cały czas, zwłaszcza, gdyby miał na sobie ten lawendowy sweterek, który to sobie wyobraziłem w swojej wyobraźni. Na pewno mu go kupię. Zarobię tu pierwsze pieniądze, i mu taki sprawię na prezent. W ogóle mam tyle pomysłów na prezenty dla niego, a tak mało pieniędzy... chyba muszę się nauczyć, jak niektóre rzeczy robić. Na pewno chciałbym się nauczyć robienia biżuterii. Tylko.. gdzie ja bym mógł się tego nauczyć? Jest tu taki ktoś, kto mógłby mi przekazać taką wiedzę? Przyjąć na praktyki, podczas kiedy ja sam nie mam żadnego doświadczenia? Nikogo takiego tutaj nie dostrzegłem... ale to nic, przecież jest tutaj mnóstwo innej pracy. Na pewno sprawdzę się i zarobię gdzieś indziej.
- Gapią się, czy się nie gapią... dla mnie to nie ma żadnego znaczenia. Najważniejszy jesteś i zawsze będziesz dla mnie ty – uśmiechnąłem się do niego szeroko, nie chcąc, by zwracał uwagę na kogokolwiek innego. On jest dla mnie najważniejszy. I mam nadzieję, że ja dla niego też. - Może jak teraz wrócimy do domu... zrobię nam czekoladę? Czekolada w taką deszczową pogodę to coś, czego każdy potrzebuje – zaproponowałem, otwierając przed nim drzwi do naszego małego gniazdka. I oby było to faktycznie nasze takie miejsce, w którym będziemy czuć się dobrze, bezpiecznie. Tego właśnie mój chłopak potrzebował, takiej bezpiecznej przystani, zwłaszcza po tym, co wyczyniał z nim jego dziadek.
<Owieczko? C:>