Mimo że moje serce zabiło szybciej, poczułem spokój, gdy jego słowa do mnie dotarły. Cieszyłem się, że byłem dla niego wszystkim, czego potrzebował, bo i on był dla mnie wszystkim, czego ja potrzebowałem. Radość z tego, że znów mnie odnalazł, sprawiała, że moje życie stawało się lepsze, bezpieczniejsze, spokojniejsze. Nie czułem już presji, bo wiedziałem, że mam obok siebie człowieka, którego kocham nad życie i bez którego nie potrafię sobie wyobrazić dalszej drogi.
Obdarzyłem go uśmiechem, gdy tylko usłyszałem jego słowa. Odkąd nauczyłem się uśmiechać, robiłem to coraz częściej, ku mojemu zaskoczeniu naprawdę zaczęło mi się to podobać. Ale jeśli miałbym uśmiechać się tylko do niego, cała reszta świata mogłaby dla mnie nie istnieć.
- Wiesz, że to działa w obie strony? - Zapytałem, siadając na łóżku i czekając na obiecaną gorącą czekoladę, którą robił naprawdę fenomenalnie.
- Wiem, chociaż nie rozumiem, za co właściwie możesz mnie kochać - Powiedział cicho.
Nie pojmowałem tego. Przecież tyle razy powtarzałem mu, że kocham go po prostu za to, że jest. Że jest przy mnie, że daje mi wsparcie, którego potrzebuję. To wystarczy, bym był szczęśliwy.
- Po prostu jesteś cudowny, kochany… mógłbym wymieniać twoje zalety bez końca - Odpowiedziałem z uśmiechem. - Ale zamiast tego wolałbym już napić się tej obiecanej czekolady. - Przypominałem mu, tak nie skromnie zwracając na to uwagę.
Mój partner uśmiechnął się do mnie, kiwając głową, po czym od razu ruszył do kuchni. Znajdowała się całkiem blisko, w końcu to była mała chatka. Oczywiście, większa od tej, w której wcześniej mieszkałem, więc dla mnie wydawała się duża. Ale dla dwojga osób była w sam raz: przestronna kuchnia, łazienka o odpowiedniej wielkości, mały, choć przytulny salon i sypialnia, naprawdę miłe miejsce. W końcu nie musieliśmy mieć nic większego, by czuć się dobrze.
- Chcesz, żebym ci może pomógł? - Zaproponowałem, trochę znudzony siedzeniem. Zawsze lubiłem coś robić, choć nie ukrywam, że odpoczynek też miał swój urok. Mimo to, chętnie bym mu pomógł.
- Nie, nie musisz mi w niczym pomagać. Poradzę sobie sam. Ty odpoczywaj, zasłużyłeś - Odparł z uśmiechem.
Miał rację, bo przecież byłem naprawdę zmęczony, nic nie robieniem. I teraz gdy mi to powiedział, poczułem szczerze jak bardzo byłem zmęczony, dopóki tego nie powiedział. Czasem bawi mnie jego troska, ale niech mu będzie. Posiedzę, odpocznę, poczekam... a potem wypiję gorący napój z człowiekiem, który całkowicie odmienił moje życie.
Sorey w końcu przyniósł dwa kubki gorącego napoju, dla mnie i dla siebie. Usiadł obok na łóżku, dzięki czemu mogliśmy rozmawiać, popijając czekoladę i po prostu cieszyć się swoją obecnością. Miło było spędzić ten czas razem.
Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, czasem nawet wygłupialiśmy, a gorący napój przyjemnie rozgrzewał nasze żołądki i dłonie.
- Ależ dobra wychodzi ci ta gorąca czekolada - Pochwaliłem go, odkładając pusty kubek na bok. Od razu zajmując miejsce na jego kolanach i uśmiechnąłem się promiennie. - Mam nadzieję, że będziesz mi ją robił częściej - Dodałem z lekkim rozbawieniem, bawiąc się jego miękkimi włosami, o której naprawdę mógłby zacząć lepiej dbać, oczywiście widać już różnice jednakże może być jeszcze lepiej...
<Pasterzyku? C:>