Czułem się w tej chwili całkiem dobrze. Co prawda trochę chciało mi się pić, ale poza tym nic mi nie dolegało. Nie wypiłem też zbyt dużo, żeby czuć się źle, więc wszystko było w porządku.
- Czuję się całkiem nieźle, trochę sucho mi w gardle, ale poza tym naprawdę bardzo dobrze - Przyznałem, uśmiechając się do mojego partnera.
- Na pewno? Nie boli cię głowa? Nie jest ci niedobrze? A może brzuch ci dokucza? - Dopytywał, jak zwykle zbyt się przejmując. Przecież jasno powiedziałem, że nic mi nie jest i nie będzie. Nie musiał tak panikować.
Widząc jednak, że jego troska bierze górę, złączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku. Sorey nie myślał długo, pogłębił pocałunek, a jego dłonie powędrowały na moje pośladki. Podgryzł delikatnie moją dolną wargę, dając mi jasno do zrozumienia, że miał ochotę na więcej. Gdyby nie to, że dziś czekała nas ważna rozmowa, pewnie pozwoliłbym sobie na tę chwilę zapomnienia. Niestety wiedząc, że mamy coś istotniejszego na głowie, nie potrafiłem się mu teraz oddać. Nie w tej chwili.
- Już wystarczy. Chodźmy, musimy się przygotować. Pamiętasz, dziś jest ważny dzień - Szepnąłem w jego usta, odrywając się od niego.
- Tak jest, owieczko - Odparł z uśmiechem i ruszył do łazienki, by przygotować się na nowy dzień.
Ja ruszyłam za nim ale tylko po to aby umyć buzię, zęby i poczesać włosy.
Musiałem zrobić nam jeszcze śniadanie, a więc nie miałam czasu na wspólną kąpiel.
I tak oto, po szybkiej pielęgnacji, ruszyłem do kuchni przygotowując nam obiecane śniadanie.
Szczerze mówiąc, nim zdążyłem skończyć śniadanie, ktoś zapukał do drzwi, wyrywając mnie z rozmyślań. Trochę zaskoczony, odsunąłem wszystko, czym się zajmowałem, i podszedłem do drzwi. Otworzyłem je powoli, żeby zobaczyć, kto stoi po drugiej stronie.
- Witam, młodzieńcze. Starszyzna chciałaby was poznać, dlatego zapraszam was na spotkanie - Powiedział mężczyzna, którego poznaliśmy wczoraj. Stał w progu i czekał, aż ruszymy razem z nim, zapewne w stronę ich siedziby.
- Oczywiście, proszę tylko chwilkę poczekać. Mój przyjaciel właśnie kończy kąpiel - Odpowiedziałem spokojnie.
W tym momencie z łazienki wyszedł Sorey, dostrzegając mężczyznę w drzwiach. Nieznajomy skinął mu łagodnie głową.
- Co tu się dzieje? - Zapytał mój chłopak, podchodząc do mnie i kładąc dłoń na moim biodrze.
- Pan chce, żebyśmy spotkali się ze starszyzną. Chcą nas poznać i zapewne zadać kilka pytań - Wyjaśniłem, przekazując mu to, co właśnie usłyszałem.
Mój partner zmarszczył brwi, uważnie obserwując mężczyznę, który z równą uwagą przyglądał się jemu. Było to dość dziwne, jakby w tej chwili prowadzili ze sobą rozmowę bez słów. A może po prostu badali się wzrokiem? Nie byłem pewien. Nie rozumiałem ich zachowania… a może po prostu nie chciałem go rozumieć.
Chciałem jak najszybciej iść do starszyzny, by ich poznać i kto wie, może udałoby nam się zostać tutaj na zawsze? Ja z pewnością nie miałbym nic przeciwko.
- No chodź, starszyzna na pewno nie ma dla nas zbyt wiele czasu i nie będzie długo czekać - Pośpieszyłem go, nie chcąc, by odebrano nas źle tylko dlatego, że się spóźniamy albo ociągamy.
- Tak, oczywiście już idziemy - Sorey wyciągnął mnie z domku, zamykając za sobą drzwi ruszając wspólnie za mężczyzną, który podczas drogi w ogóle się nie odzywał.
Miałem tylko nadzieję, proszę nasza wczorajsza wizyta w mieście i to moje drobne potknięcie alkoholowe, nie wykreśli nas z tego pięknego miejsca.
<Pasterzyku? C:>