Nawet zabawnie było oglądać mojego partnera w takim stanie. Ale też czułem, że chyba nie będzie za bardzo w stanie nic w naszym domku zrobić. Co zabawne, te grzańce nie były jakoś bardzo mocne. Może ten mój, z rumem, faktycznie coś tam miał mocniejszego, ale poza tym były to raczej takie... cóż bardzo słabe. Nie dla Mikleo, najwidoczniej. Jak to jest, że słodkości nie mają na niego żadnego wpływu, a alkohol? I to w tak małych ilościach? Muszę zapamiętać, by raczej mu alkoholu nie sprawiać w prezencie. A jak coś, to raczej takie bardzo małe ilości. Ale teraz... cóż, najlepiej faktycznie będzie lepiej wrócić do chatki, i położyć go spać.
- To nie jest taki zły pomysł – odpowiedziałem, chwytając za jego dłoń. Musiałem go trzymać blisko siebie, by nie zrobił niczego głupiego, i by nikt go nie zaatakował. Co prawda, wszystkim tutaj dobrze się z oczu patrzy, bije od nich bardzo fajna energia, tylko...dlaczego się tak na mnie patrzą? Nikt mnie jeszcze nie zaczepiał.
Mikleo z wesołą energią pociągnął mnie do chatki, a ja poczułem, że nie chcę się z nim kochać, kiedy jest w takim stanie. Wolę, kiedy jest świadom, i kiedy jest sobą. Chyba bym się czuł źle, gdyby do czegoś między nami doszło, zwłaszcza, kiedy jeszcze się uczy zbliżeń, reakcji swojego ciała i czerpania przyjemności z takich chwil.
Bezpiecznie dotarliśmy do domku, a Miki... cóż, odpłynął tak szybko, jak tylko przyłożył głowę do poduszki. Ten grzaniec uderzył w niego mocniej, niż mogłem przypuszczać. Nie miałem mu tego absolutnie za złe. Przebrałem go w piżamę, opatuliłem cienkim kocem, by mu po prostu było wygodnie, a kiedy sam ogarnąłem się na szybko w łazience wróciłem, by zająć swoją połowę. Oczywiście, mieliśmy dwa łóżka, dlatego kiedy tutaj się zjawiliśmy, zaraz je złączyłem. Na jednym łóżku spać byłoby niewygodnie, a osobno? Chyba jeszcze gorzej.
Nie zająłem się moim Mikim tak, jak chciałem, ale i tak się dobrze bawiłem. Wyszliśmy na chwilę do ludzi, pokazaliśmy się z tej dobrej strony, a przynajmniej tak mi się wydaje, Mikleo pierwszy raz w życiu spróbował alkoholu... w przeciwieństwie do mnie, ale ja do najgrzeczniejszych nigdy nie należałem.
Nie chcąc sprawiać Mikleo dyskomfortu, przytuliłem się do poduszki i zamknąłem oczy. Nie byłem aż tak pijany, jak Mikleo, ale tak fajnie, przyjemnie rozgrzany, lekko wstawiony, więc zapadnięcie w sen nie zajęło mi jakoś bardzo dużo czasu.
Obudziła mnie moja Owieczka, kilka dobrych godzin później. Przez sen się do mnie musiał przytulić, czego nie poczułem, ale kiedy już chciał wstać, i ja się obudziłem. Przetarłem zmęczone oczy, powoli się podnosząc do siadu.
- Miki? W porządku? Jak się czujesz? - wymamrotałem, oczywiście od razu interesując się jego stanem zdrowia. W końcu pierwszy raz napił się alkoholu, a to może nie być zbyt przyjemnie. Miałem nadzieję, że za bardzo się nie zraził.
<Owieczko? C:>