Zielony wybrałem trochę z sentymentu.
Nie dlatego, że to jakiś wyjątkowy kolor, po prostu skojarzył mi się z nim. Miał te niesamowite, głębokie zielone oczy, które zawsze przyciągały mój wzrok, nawet kiedy udawałem, że nie patrzę. Dodałem do tego trochę bieli, żeby wnętrze nie było zbyt ciężkie. Wiedziałem, że zieleń i biel razem stworzą coś spokojnego, świeżego… coś, co do niego pasuje.
- Jeśli zielony ci nie odpowiada, możemy pomyśleć o czymś innym - Powiedziałem cicho, skupiając się na innych kolorach prowadząc dalej konwersację. - Po prostu… kojarzy mi się z tobą. Z twoimi oczami. - Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, po czym zaśmiał się cicho.
- Ze mną? Z oczami? No tak, są zielone… - Mruknął z uśmiechem. - Ale nie są aż tak ładne, żebyś musiał przez nie malować pokój. Może wybierzemy coś innego? - Jego ton był lekki, ale w spojrzeniu było coś miękkiego, coś, co sprawiło, że nie mogłem się nie uśmiechnąć.
- Dobrze - Odparłem po chwili. - Skoro tak, to może spróbujemy z lawendowym? Jedna ściana mogłaby być cała w tym kolorze, a trzy pozostałe białe. Myślę, że sypialnia wyglądałaby wtedy naprawdę dobrze.
- Lawendowy? - Powtórzył, unosząc brew. - Brzmi nieźle. Pasuje do ciebie i to mi zupełnie wystarczy - Stwierdził, uśmiechając się do mnie szarmancko.
- No to się idealnie uzupełniamy - Uśmiechnąłem się. - A salon mógłby być błękitny, z odrobiną bieli. Tak, żeby kolory się ze sobą ładnie przenikały. Kuchnię i łazienkę na razie bym zostawił, są w porządku takie, jakie są.
Przez chwilę milczeliśmy, każdy z nas skupiał się na możliwości wyboru odpowiedniej farby na ścianę.
- Idealnie, zawsze wpadasz na dobre pomysły - Stwierdził, składając na moim policzku delikatny pocałunek, nie przejmując się specjalnie sprzedawcy który się nam z rozbawieniem przyglądał.
- Nie przesadzaj - Mruknąłem z lekkim uśmiechem, czując, jak policzki zaczynają mnie delikatnie piec. Sam nie wiem, dlaczego tak się zawstydziłem, może przez to dziwne uczucie, gdy ten mężczyzna czas się nam przyglądał. Nie było to zbyt komfortowe,
Jeszcze przez chwilę uważnie oglądaliśmy różnego rodzaju farby, porównywaliśmy odcienie, rozważaliśmy, co by do siebie pasowało, a co lepiej odłożyć na później. W końcu obaj doszliśmy do wniosku, że to jeszcze nie ten moment, że decyzję o kolorach zostawimy na czas, gdy faktycznie będziemy potrzebować odmiany.
- Wracamy? Mam wrażenie, że zaraz zacznie padać. - W powietrzu czuć było ciężki zapach deszczu. Choć klimat tego miejsca różnił się od tego, do którego przywykłem, to jednak deszcz pachniał tak samo.
Sorey kiwnął głową i, bez słowa, ujął moją dłoń. Ruszyliśmy powoli w stronę domu, nie śpiesząc się, mimo że powietrze gęstniało od wilgoci. Jego dłoń była ciepła i pewna, kontrastowała z chłodnym powiewem, który niósł się z ulicy.
- Chciałbyś może coś jeszcze zobaczyć?- Zapytał po chwili, zerkając na mnie kątem oka. - Pokręciłem głową.
- Nie... chyba nie. Chciałbym po prostu wrócić do domu i spędzić trochę czasu tylko z tobą. Mam już dość tych wszystkich spojrzeń. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że ludzie tak się gapią. - Wysunął delikatnie moją dłoń z uścisku, tylko po to, by objąć mnie w pasie.
<Pasterzyku? C:>