Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 31 sierpnia 2025

|
 Przyglądałem się karcie z uwagą, starając się znaleźć coś, co odpowiadałoby mi, jemu, a jednocześnie byłoby to coś nowego. Przez te kilka dni spróbowałem chyba wszystkiego, co tu serwowali bez mięsa, a tego było sporo. Oczywiście, pozycji z mięsem było znacznie więcej, ale mięso... wiem, że to naturalne, że istoty humanoidalne są przystosowane do tego, by jeść mięso, no ale ja jakoś tak nigdy nie potrafiłem się przemóc. Dla mnie zwierzęta to jak przyjaciele. I zabijać je tylko i wyłącznie dla mięsa to jest dla mnie nie do pomyślenia, ale też nie nawracam innych. To ich wybór. Też staram się unikać korzystania rzeczy stworzonych ze skóry, z czym jest ciężej, bo to jednak podstawa wielu ubrań, akcesoriów, no ale się staram, dla własnego komfortu psychicznego. 
- Hmm... a może taki zwykły? Ziemniaczki tłuczone, jajko sadzone i mizeria? Chodzi to za mną od jakiegoś czasu – zaproponowałem, odwracając się do niego. - I do tego coś do picia... szczerze, ja to mógłbym się napić zwykłej wody z cytryną. A gdyby jeszcze była taka schłodzona... - rozmarzyłem się, ciężko wzdychając. 
- Schłodzenie ci mogę zapewnić – powiedział cicho, łagodnie się uśmiechając. - A taki obiad brzmi dobrze. Powinieneś się najeść – dodał, zabierając ode mnie kartę. - Zaraz wrócę. 
Byłem mu wdzięczny za to, że poszedł złożyć zamówienie. Ja... no cóż, byłem trochę zmęczony. Bolały mnie wszystkie mięśnie, zwłaszcza pleców, i najchętniej w tej chwili bym się rozwalił na łóżku, o niczym nie myśląc... ale on na pewno też był zmęczony. Praca na kuchni nie jest lekka, nawet jeżeli tylko się tam trochę pomaga. Tyle godzin stał... powinienem ja pójść. Może chociaż odniosę, żeby on dwa razy nie chodził. Tak, on pójdzie sobie na górę, umyje, a ja odniosę naczynia, pogadam chwilę z gospodarzem, ureguluję zaległości, jak jakieś mamy. 
- Proszę – postawił przede mną znacznie większą porcję niż dla siebie, co mi się nie spodobało. Powinniśmy mieć po równo. - Smacznego – dodał, uśmiechając się do mnie tak pięknie. On w ogóle cały był piękny. Wspaniały. Ktoś taki jak on nie zasługuje na kogoś takiego, jak ja. Nie dość, że jest piękny w środku, to jeszcze jest piękny na zewnątrz. Istotka idealna. Ja się po prostu na niego nigdy nie napatrzę, i nie zadowolę. 
- A czemu sobie tak mało wziąłeś? - zapytałem, patrząc na niego z uwagą. 
- Ja jem dla przyjemności, a ty po to, by się najeść, pamiętasz? - przypomniał mi. No tak... zapominam o tym. Wiem, że jest Serafinem, ale zapominam o tym, że nie ma takich potrzeb jak ja. Nie musi za dużo spać, nie musi jeść, pić... ale nie potrafię tego z głowy wyrzucić. Zawsze jedliśmy razem, i nigdy mi nie narzekał. Teraz faktycznie, trzeba trochę uważać na wydatki, ale... ale ja wytrzymam. Milej mi się je w towarzystwie. 
- No tak, tak. Ale tak smutno to wygląda. Aż ja się źle czuję – przyznałem zgodnie z prawdą, powoli zabierając się za swoją porcję. - Ale jeżeli będziesz miał ochotę... to wiesz, mogę ci zostawić trochę. Nie potrzebuję aż tyle jeść – dodałem, chcąc bardzo uwierzyć w to, co właśnie powiedziałem. Po dzisiejszej pracy jednak byłem straszliwie głodny, i bardzo powstrzymywałem się od tego, by nie rzucić się na ten talerz. Nie wiem, co to spowodowało, ale żołądek tak okropnie mi się zasysał. Przecież aż tak dużo dzisiaj nie zrobiłem. Ostatnio zauważyłem, że mój apetyt strasznie w ostatnich dniach wzrósł. Nic, tylko bym jadł i jadł. Sam się muszę powstrzymywać, bo jak by to wyglądało? Miałem nadzieję, że to nie żadna choroba. Może to psychika? Wiem, że zaraz nie będę miał dostępu do nieograniczonego jedzenia, dlatego chcę jeść, póki mam co? Sam nie wiem, ale wstyd mi za siebie za to, że mam taki apetyt. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Byłem zadowolony z faktu, że sam z siebie tak chciał coś zrobić, a nie tylko dla mnie. Ja, nawet jak czułem głód, psychicznie czułem, że nie mogłem sobie pozwolić na posiłek. Ten weekend był dla mnie mało produktywny. Mało ćwiczyłem, mało się uczyłem, więc powinienem kilku rzeczy sobie odmówić. Obym w przyszłym tygodniu jakoś się odkuł i ustatkował, by powrócić do swojej idealności. Nawet jeżeli dalej dorastałem i rozwijałem się, musiałem pilnować swojej talii, cery, włosów, by prezentować się jak najlepiej. Prezentacja była bardzo ważna w moim świecie. Bycie atrakcyjnym otwierało wiele drzwi, ułatwiało mnóstwo rzeczy. Jak jeszcze się przy okazji udaje głupiego, to kombinacja niesamowita. Tylko, ja tego za bardzo nie potrafiłem. Dziwnie się czułem, kiedy udawałem, że nie dostrzegam czegoś oczywistego... na moje szczęście większość ludzie i tak nie bierze mnie na poważnie, ze względu na to, że wyglądam młodo. Bardzo młodo, na młodziej niż w rzeczywistości wyglądam. I z tej przewagi korzystałem, kiedy musiałem. 
- Doby pomysł. Już cię puszczam – odpowiedziałem, podnosząc się z jego ciała. Skoro był głodny, nie chciałem, by dłużej się katował. Cieszyłem się, że zdecydował się na posiłek, powinien jeść, i to dużo jeść. Tak mi się wydaje. Od jutra zagłębię się w zdobywanie wiedzy na temat jego rasy, by po prostu móc mu pomagać z każdym problemem. By go zrozumieć. Chcę mu pomagać. Po raz pierwszy przejmuję się kimś innym, niż ja, i chcę się tym kimś przejmować, i to jest takie... dziwne. Miłe. Inne. 
- Na pewno nie chcesz też coś zjeść? - zapytał, kiedy podniósł się z łóżka. 
- Nie, raczej nie. Napiłbym się czegoś, to tak. I może popatrzę, co robisz – uśmiechnąłem się delikatnie, poprawiając jego koszulę, którą to na sobie miałem. Nie wiem, co on w tym takiego widział, ale skoro mu się tak strasznie w tym podobam... niech patrzy. Niech podziwia. A ja będę musiał pilnować, by zawsze ładnie w niej wyglądać. 
- Zapraszam, z chęcią pochwalę się swoimi umiejętnościami – odpowiedział, wyciągając rękę w moją stronę, a ja z chęcią tę pomoc przyjąłem. Nikt mnie nie traktował tak, jak on. Dla jego poprzedników byłem jak trofeum, na co się zgadzałem, bo po prostu chciałem czegoś spróbować. A Haru? Był taki inny, i podczas seksu, i poza nim. 
Poszedłem za nim do kuchni, i zająłem miejsce na blacie, tym samym blacie, na którym kilka godzin temu nie potrafiłem nad sobą zapanować. Wybrałem to miejsce głównie dlatego, że byłem blisko niego i mogłem go trochę podrażnić. Lubiłem patrzeć, kiedy lekko traci panowanie nad sobą; jak nagle podczas krojenia wstrzymuje oddech, jak za mocno zaciska palce na rączce od noża, albo jak rzuca mi te lekko zdenerwowane spojrzenia, bo chciał skupić się na swojej robocie. 
- Żebyś ty był taki wygadany podczas seksu – mruknął w końcu, na co lekko wzruszyłem ramionami. 
- Cóż mam poradzić na to, że kiedy się mną zajmujesz, nie potrafię myśleć? To powinien być dla ciebie komplement – odpowiedziałem lekko, zgodnie z prawdą. Podczas gry wstępnej jeszcze potrafiłem myśleć i się odgryzać. Ale jak przychodzi co do czego? Tak ciężko panować mi nad sobą, a w głowie mam tylko jedno. Po ostatnim zbliżeniu warga dalej mnie boli, tak mocno ją przygryzłem, by nic się nie odezwać. I na co mi to było? I tak w końcu mu uległem. Źle się z tym czułem, że musiał mnie słuchać. Jakoś tak nie przywykłem do tego, by być głośnym. Miałem wrażenie, że brzmię tak dziwnie, tak nienaturalnie, źle... a on mi mówi, że chce mnie słyszeć. Chyba jeszcze przez długi czas do tego nie przywyknę. 
Moje słowa Haru ewidentnie zaskoczyły, a nawet trochę zawstydziły. Widziałem i czułem to po nim. A pomimo tego znalazł w sobie siłę, by mi się odgryźć. 
- Cóż mogę poradzić, jestem po prostu wspaniały – rzucił oczywiście żartobliwie, ale dla mnie to wcale żarty nie były. 
- Jesteś, oczywiście, że jesteś. Nawet bardziej niż wspaniały, pod każdym względem – powiedziałem łagodnie, zgodnie z prawdą, ale i też chciałem podbudować jego pewność siebie. Gdybym tak mógł mu pokazać, co w nim widzę... może moje moce by mi na to pozwoliły?  Skoro mogę czuć emocje innych, może tak mógłbym innym przekazywać swoje odczucia...? Tylko, czy udałoby mi się taką moc opanować, zanim by znalazł dla siebie kogoś wartościowszego ode mnie. Cóż, będę się starał. A na razie będę mu się starał pokazywać, czy to gestami czy słowami. 

<Piesku? c:>

Od Mikleo CD Soreya

|
Uśmiechnąłem się delikatnie do mojego partnera, gdy tylko zjawił się przy stole. To było coś niezwykłego, zwykły gest, a jednak potrafił w jednej chwili rozproszyć cały ciężar dnia. Gdy tylko zobaczyłem jego twarz, poczułem w sercu ciepło, jakby wszystkie troski na moment przestały istnieć. Nie musiał nic mówić. Samą obecnością wnosił w moje życie oddech spokoju i radości, której jeszcze do niedawna nawet nie rozumiałem.
- Nic się nie stało. Najważniejsze, że czujesz się już dobrze - Odparłem, starając się, by w moim głosie brzmiała szczerość. Przesunąłem się na starej, drewnianej ławce, która cicho zaskrzypiała pod moim ciężarem, robiąc mu miejsce obok siebie. Podałem mu menu, równie wiekowe co ławka, z pożółkłymi stronami i rozmazanym atramentem, który czasem trudno było odczytać. Każdy opis potraw wyglądał tak, jakby został zapisany ręką kogoś, kto bardziej chciał opowiedzieć historię niż nakarmić głodnego.
Sorey usiadł obok, tak blisko, że poczułem na ramieniu ciepło jego ciała. Uśmiechał się w ten swój charakterystyczny sposób lekko, jakby świat sam z siebie układał się wtedy w harmonijną melodię. Nachylił się, by musnąć mój policzek szybkim, ledwie wyczuwalnym pocałunkiem. Krótki gest, a jednak sprawił, że coś we mnie drgnęło. 
- Cieszę się, że nareszcie jestem czysty i mogę cię dotknąć - Powiedział, z zadowoleniem przesuwając palcami po krawędzi menu. W jego głosie była ulga, a w oczach błysk dziecięcej radości. - Mam nadzieję, że chociaż dziś zjesz ze mną obiad - Dodał, spoglądając na mnie pytająco. To nie było zwykłe pytanie. To była prośba o bliskość, o to, żebyśmy mogli podzielić ten moment tak, jak dzieli się czymś naprawdę ważnym.
Zawahałem się. Zawsze w takich chwilach w mojej głowie zderzały się dwie rzeczy: rozsądek i serce. Rozsądek mówił mi, że szkoda pieniędzy, że powinienem je oszczędzać, że nie mogę sobie pozwalać na zbyt wiele. Ale serce podpowiadało, że jeśli powiem „nie”, on również odmówi. Zrezygnuje z posiłku, tylko dlatego, że ja nie chcę jeść. A przecież nie o jedzenie tu chodziło.
- Dobrze, zgadzam się - Odpowiedziałem w końcu, unosząc wzrok ku niemu. - Jeśli tak bardzo ci na tym zależy, nie mogę odmówić. Wybierz, proszę, coś dla mnie - Dodałem łagodnie, pozwalając, by mój uśmiech rozjaśnił twarz, choć nie byłem do końca pewien, czy jest szczery.
Wciąż się tego uczyłem. Uczyłem się rozumieć, co właściwie znaczy chcieć się uśmiechać. Ale teraz czułem, że to naturalne. Nawet jeśli nie znałem jeszcze w pełni tej emocji, to wiedziałem jedno: przy nim chciałem próbować. Przy nim chciałem odkrywać, co naprawdę znaczy żyć.
Tymczasem wokół nas tawerna tętniła swoim zwyczajnym rytmem. Gdzieś w kącie ktoś brzdąkał na starej lutni, a w powietrzu unosił się zapach pieczonego mięsa i świeżo wypiekanego chleba. Ławy skrzypiały pod kolejnymi gośćmi, a stół, przy którym siedzieliśmy, miał na powierzchni wyryte dziesiątki imion i dat, jakby każdy, kto tu był, zostawiał po sobie ślad.
A ja wiedziałem, że właśnie w tej chwili zostawiam swój w jego oczach, w jego uśmiechu i w cichym poczuciu, że uczę się czegoś, co nigdy wcześniej nie było dla mnie tak ważne.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
Nie było sensu martwić się o przyszłość. Nie teraz, nie w tej chwili, na to jeszcze przyjdzie czas. Dziś liczyło się tylko tu i teraz: wspólna obecność, cisza między słowami i drobne gesty, które nadawały chwilom znaczenie. Powinniśmy cieszyć się sobą, tym, że możemy być obok, że potrafimy nawzajem osładzać sobie czas.
Oczywiście nie tylko w tym jednym, najprostszy sensie tego słowa. Oprócz okazywania sobie fizycznej bliskości, równie ważne były rozmowy, spojrzenia, śmiech z byle powodu. Sama świadomość, że druga osoba oddycha tuż obok, wystarczała, by poczuć spokój.
- Wiem, czasem zdarza mi się wpaść na jakieś mądre pomysły - Stwierdziłem z lekkim uśmiechem, składając na jego czole delikatny pocałunek. Gładziłem jego ramię, jakby ten prosty gest miał zakotwiczyć mnie mocniej w tej chwili, przypomnieć, że to nie sen, że to naprawdę nasze.
- Wydaje mi się, że gdybyś był mniej leniwy, częściej miałbyś jeszcze lepsze pomysły - Odpowiedział natychmiast, unosząc głowę. Spojrzał w moje oczy z tym swoim łagodnym uśmiechem, który rozbrajał mnie za każdym razem.
No tak, kto by się tego spodziewał? Mój panicz wierzył we mnie aż za bardzo. A ja… ja przecież nie byłem żadnym mędrcem. Zwykły, trochę niemądry wilczek, który nie potrafił być tak błyskotliwy i pewny siebie jak on. Ja to ja, on to on – dwa zupełnie różne światy, a jednak splątane tak, że jedno bez drugiego wydawało się już niepełne. Może faktycznie zbyt często wątpiłem w siebie, ale on zdawał się zawsze widzieć we mnie coś, czego ja sam nie potrafiłem dostrzec.
- Ale przyznaje - Odezwał się nagle, przerywając moje rozmyślania. - Lubię twoje pomysły. Nawet te głupie. Może zwłaszcza te. 
Zaśmiałem się cicho. 
- To miło wiedzieć, że przynajmniej w czymś się sprawdzam.
- W czymś? - Prychnął, udając oburzenie. - Ty sprawdzasz się w całości.
Jego słowa zaskoczyły mnie tak bardzo, że przez chwilę nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Zamiast tego wtuliłem się mocniej, jakby w ten sposób mogłem ukryć zawstydzenie.
Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, w milczeniu, które wcale nie było krępujące. Wręcz przeciwnie – czułem, że to właśnie ta cisza mówiła najwięcej. O zaufaniu, o spokoju, o tym, że nie musimy niczego udowadniać, by być dla siebie ważni.
- Wiesz - Odezwałem się w końcu, nieco niepewnie - Czasami myślę, że ty wierzysz we mnie bardziej, niż ja sam w siebie.
- Bo tak jest - Odpowiedział bez zawahania. - I nie mam zamiaru tego zmieniać. Kiedyś może sam zobaczysz w sobie to, co ja widzę od dawna. - Spojrzałem na niego, a w jego oczach zobaczyłem coś, co sprawiło, że całe moje zwątpienie na moment zniknęło. Może rzeczywiście miał rację. Może kiedyś uda mi się spojrzeć na siebie jego oczami.
A na razie? Na razie wystarczył mi ten uśmiech, ta obecność, ciepło jego dłoni splecionej z moją. Reszta mogła poczekać.
Uśmiechałem się do niego, trwając przy nim tak długo, aż głód nieco pokrzyżował mi plany.
- A może chciałbyś coś zjeść? - Zapytałem, czując, że właśnie tego najbardziej potrzebuję. Mój żołądek dawał mi się we znaki, a ja musiałem jakoś zapanować nad głodem.
- Nie za bardzo jestem głodny - Stwierdził, czym mnie specjalnie nie zaskoczył. On rzadko kiedy odczuwa głód, a nawet jeśli, to nigdy nie powie tego na głos.
- No dobrze, jeśli nie jesteś głodny, nie będę cię zmuszał. Ja jednak wstanę i zrobię coś do jedzenia, bo sam już naprawdę go odczuwam - Odpowiedziałem, nie chcąc zmęczyć żołądka bardziej, niż był już zmęczony.

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

|
 Wpatrywałem się w niego z zachwytem, nie mogąc uwierzyć w jego dobro. Nikt raczej nie lubi, kiedy to ktoś brudny go dotyka. Zwłaszcza, kiedy jest się czystym. Mój Miki jest tak czysty, że wręcz tym promienieje. Ja sam źle bym się czuł, gdybym w tej chwili go do siebie przytulił, nawet jeżeli ja mam na to ochotę. Nie, na przytulenie przyjdzie czas potem, kiedy będę taki sam, jak on. Ale teraz... ostrożnie, trochę niepewnie, chwyciłem jego dłoń. Dotknąłem tak niewielką część jego ciała, a i tak poczułem się źle, że go brudzę. 
- Chyba wolę poczekać, aż będę czysty.  Wtedy będę się czuć lepiej – powiedziałem cicho, uśmiechając się łagodnie. 
- Jeśli tak czujesz... mi jednak byś nie przeszkadzał. Ciężko pracujesz w pełnym słońcu, więc to normalne, że się pocisz – odpowiedział, delikatnie zaciskając palce. Nasze gesty były takie delikatne, niepewne, niewinne... takie inne. Przedziwne. Fascynujące. Ale też muszę uważać, by tej sytuacji nie popsuć. Tak bardzo chcę pokazać mu, jak bardzo mi na nim zależy, a jednocześnie tak bardzo się boję, że go spłoszę.
- Pocę się, bo jestem człowiekiem. Gdybym był normalnym aniołem, w ogóle bym się nie pocił – mruknąłem cicho, niezadowolony z tego faktu. Po prostu przy nim prezentowałem się tragicznie. I czułem się tragicznie. 
- Zawsze nim byłeś. I nic się nie zmieniło, teraz jedynie jesteś jego świadom. Dalej jesteś tym samym Soreyem, którego znam i którego kocham.
I znowu to powiedział. Znowu użył tego słowa, które rozpalało moje serce, i którego to nigdy nie słyszałem. Zawsze mi go brakowało... a on je mówi, tak po prostu. I jak tu nie mieć ochoty go przytulić? Ucałować, chwycić mocno za biodra i przyciągnąć do siebie. Swoją drogą jestem zaskoczony, jak szybko mi to powiedział... chyba, że nie chodzi mu o tę romantyczną miłość, tylko o platoniczną, ale to nie szkodzi. Ja jestem spragniony każdej miłości, żadną nie pogardzę. 
- Nie wiem, co zrobiłem takiego w swoim krótkim życiu, że mam ciebie – powiedziałem zachwycony, szczerząc się szeroko. Jakże już bym chciał, żeby już był koniec pracy, i żebym mógł w końcu z nim spędzić czas. - Powinniśmy już wracać do pracy – dodałem, zauważając w oknie gospodarza. Nie mogliśmy nadwyrężać jego gościnności i dobrego serca. - Jeszcze trochę i znów się widzimy – dodałem, unosząc jego dłoń, by złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek. 
- Będę czekać – powiedział, tak łagodnie i pięknie zarumieniony. 
Miki zostawił mnie samego z drewnem, z którym jeszcze przez chwilę powalczyłem, aż w końcu mogłem odłożyć siekierę i udać się na obiad. Chwyciłem za koszulkę, którą zdjąłem wcześniej, i pierwsze co to jednak się udałem do łazienki. Musiałem się umyć i przebrać, nie potrafiłbym siedzieć taki brudny wśród innych. Chłodna woda sprawiła, że poczułem się znacznie lepiej. W końcu świeży, w czystych ubraniach i mokrych włosach wróciłem na dół, już szukając wzrokiem mojej Owieczki. Starałem się ogarnąć bardzo szybko, by nie musiał na mnie długo czekać. Poprawiłem mokre włosy i od razu ruszyłem w jego kierunku. 
- Jestem. Wybacz za spóźnienie, nie chciałem, byś mnie musiał czuć podczas posiłku czuć – powiedziałem, uśmiechając się przepraszająco. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Mimo, że padnięty, czekałem, aż do mnie przyjdzie, tylko po to, by wtulić się w jego ciało. Byłem ledwo przytomny, kiedy się przy mnie kładł, ale wytrwałem. Nim całkowicie odpłynąłem poczułem jeszcze, jak Haru mnie do siebie tuli, a wtedy miałem już wszystko.
Obudziłem się dwie, może trzy godziny później. Haru nie spał, nawet nie wiem, czy w ogóle zasnął, ale w tej chwili gładził moje plecy. Powoli otworzyłem oczy, układając się tak, by móc na niego spojrzeć. Od razu dostrzegłem w jego pięknych oczach tę charakterystyczną iskierkę, którą tak uwielbiałem. Delikatnie przesunąłem palcem po jego policzku, wpatrując się w niego z zafascynowaniem i napawając się uczuciem, które w tej chwili przepełniało go. Jakie ono było niezwykłe. Czyste. Piękne... jak słońce po tygodniu ulewy. Albo jak babeczka po całym dniu restrykcyjnego jedzenia. Albo jak kocie malutkie łapki, które ugniatają twój brzuch. Ciężko było mi znaleźć odpowiednie słowa, które mogłyby to opisać, kojarzyły mi się one z tym wszystkim, co najlepsze. Jeżeli to jest zauroczenie... to czymże byłaby miłość? Ta jedna emocja otworzyła przede mną nowy świat... którego nigdy nie zgłębię. To, czym teraz obdarowuje mnie Haru, jest i będzie najlepsze, co dostanę. I co będę na zawsze trzymał w sercu, nawet kiedy w końcu on zorientuje się, że nie jestem wart tego wszystkiego. Zawsze będę mu wdzięczny, że mogłem być obdarzony tak czystym, bezwarunkowym, pozytywnym uczuciem. Uczucie nienawiści, czy zazdrości, znałem aż za dobrze. Najczęściej to właśnie wyczuwałem, kiedy spotykałem się z innymi ludźmi. Ale to, co oferował mi Haru... poczułem smutek na myśl, że to może się skończyć. Że on zobaczy, że tak naprawdę nie jestem go wart, że to zauroczenie mu przejdzie, a ja zostanę sam w świecie pełnym obłudy, nienawiści i zazdrości, w którym jeśli okażesz słabość zaraz cię pożrą.
Haru od razu zauważył moją zmianę nastroju, co go zmartwiło. Oczywiście, że zauważył. Ja mam swoje moce, on ma swoje zmysły. W ten sposób nic się nie ukryje ani przed nim, ani przede mną. Ale on też nigdy przede mną nic nie ukrywał, poza tym zauroczeniem, a to bardzo doceniałem. Szczerość była dla mnie bardzo ważna. Wśród tej obłudy i cwaniactwa była czymś nowym, czymś cennym. 
- Wszystko w porządku? - zapytał, poprawiając delikatnie, jakby czule jeden z moich kosmyków. 
- Mhm. W jak najlepszym – powiedziałem cicho, uśmiechając się do niego lekko. W końcu, w tej chwili wszystko było w porządku. Przyszłość tak się nie zapowiada... ale na razie skupię się na tym, co mam, korzystając z tego, póki mogę, i ile mogę. 
- A jednak coś cię zasmuciło – drążył, bardzo chcąc się dowiedzieć, o co chodzi. 
- Moja przyszłość. Ona... ona nie prezentuje się zbytnio wesoło – przyznałem, nie wchodząc w szczegóły. 
- Wiesz, każdy jest kowalem własnego losu... kiedy już będziesz pełnoletni, będziesz mógł podejmować własne decyzje, a nie to, co ci każą inni – jego słowa były tak proste, czyste i niewinnie. 
- Żebym był naprawdę wolny, to babka musiałaby mnie wydziedziczyć. Aż dziwne, że jeszcze tego nie zrobiła, skoro w ogóle jej na mnie nie zależy – powiedziałem cicho, spuszczając wzrok. 
- Może to wcale nie jest tak. Może... może inaczej została wychowana, i ma problem z pokazywaniem emocji? I uważa, że surowe wychowanie jest dla ciebie najlepsze? - próbował mnie pocieszyć, ale ja swoje wiedziałem. Nigdy nie wyczułem w niej żadnej troski. Zawsze poczucie obowiązku, a kiedy wypowiadała się o mojej mamie, nawet coś, co mogło podchodzić pod nienawiść. Nie cierpiała tego, że płynęła we mnie ludzka krew, bo sprawiała, że byłem słabszy. Ukrywała to, bo przecież byłby skandal. I kazała mi ćwiczyć, by ukryć te słabości. To jest sposób na wyrażanie miłości?
- Może – odpowiedziałem, nie chcąc się mu żalić. To były moje problemy. Moje zmartwienia. Nie chcę go tym obarczać. 
- Za to teraźniejszość jest bardzo miła. Proponuję nam skupić się właśnie na niej – powiedział, gładząc mój policzek. 
- To już brzmi lepiej – odpowiedziałem, od razu wtulając się w jego dłoń. Chociaż lubiłem planować kilka kroków na przód, nasza relacja jest niepewna. Muszę więc z niej korzystać tak długo, póki mogę, brać garściami, i po prostu cieszyć się chwilą. 

<Piesku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

sobota, 30 sierpnia 2025

|
Na kuchni nie wydarzyło się nic szczególnego ani tym bardziej wartego zapamiętania. Wszystko przebiegło raczej spokojnie, bez niespodzianek czy większych emocji, dlatego w zasadzie niewiele mogłem mu opowiedzieć. Oczywiście miałem w planie podzielić się kilkoma drobiazgami, może opisać atmosferę, wspomnieć o rozmowach czy drobnych sytuacjach, które miały miejsce, ale nie jestem pewien, czy będzie to dla niego ciekawe albo chociaż odrobinę ekscytujące. Zastanawiam się, czy warto wchodzić w szczegóły, skoro całość była tak zwyczajna, a jednak czasem nawet w prostocie dnia kryje się coś, co może kogoś ucieszyć.
- Cóż, na kuchni jest całkiem miło. Nikt nie oczekuje ode mnie niczego, czego nie potrafiłbym zrobić. Jestem tam raczej do pomocy, a nie do samodzielnej pracy, robię to, co mi każą, słucham uważnie i odpowiadam grzecznie. Nie jestem największym fanem gotowania, ale mimo to, patrząc na twoją pracę, zdecydowanie wolę swoją. U mnie jest ciepło, to prawda, ale nie muszę się z niczym szarpać. Może jednak potrzebujesz pomocy? Może byłbym w stanie cię w czymś odciążyć? - Zagadnąłem w chwili przerwy, licząc, że choć przez moment okażę się przydatny.
- Nie, Miki, dziękuję. Poradzę sobie sam. Jesteś zbyt drobny na taką pracę - Odpowiedział spokojnie.
Jego słowa lekko mnie zabolały. Zbyt drobny? Naprawdę uważa, że nie dałbym rady? Przecież jestem silny, potrafiłbym! Miałem wrażenie, że próbuje mnie specjalnie zdenerwować.
- Dziękuję, że tak bardzo we mnie wierzysz - Mruknąłem, a moje słowa wyraźnie poruszyły Soreya.
- Miki, przepraszam. Nie tak to miało zabrzmieć. Po prostu... naprawdę poradzę sobie samy - Wyjaśnił łagodnie, składając na moim czole delikatny pocałunek.
- Masz szczęście, że cię kocham. W innym wypadku naprawdę bym się obraził - Odparłem już w znacznie lepszym nastroju. Jego czułość i uwaga sprawiły, że momentalnie poczułem się dobrze. Nie wiem dlaczego, ale ten drobny gest, ten pocałunek, podobał mi się bardziej, niż chciałbym przyznać.
Sorey na moje słowa uśmiechnął się szeroko, a jego dłonie spoczęły na moich biodrach. Przez chwilę wyglądało na to, że chce przyciągnąć mnie bliżej, lecz nagle zawahał się i odsunął.
- Coś się stało? - Zapytałem zaskoczony, nie do końca rozumiejąc jego zachowanie. Czy zrobiłem coś nie tak? Czasem naprawdę mam wrażenie, że upłynie jeszcze wiele czasu, zanim zrozumiem, co siedzi w jego głowie i dlaczego potrafi zachowywać się tak nagle, wbrew moim oczekiwaniom. - Powiedziałem albo zrobiłem coś złego? - Dopytałem ostrożnie, chcąc się upewnić, czy w czymś nie zawiniłem.
- Nie, nie, nic się nie stało, spokojnie, Miki. Po prostu jestem cały spocony i... pewnie śmierdzę. Nie chcę cię przytulać, żeby cię nie obrzydzić - Wyjaśnił, a nagle wszystko stało się jasne.
Uśmiechnąłem się lekko, czując napływ ciepła do serca.
- Nie musisz się tym przejmować. Twój pot wcale mi nie przeszkadza, to przecież nic niezwykłego - Odpowiedziałem łagodnie, posyłając mu spojrzenie pełne czułości. Mówiąc prawdę i tylko prawdę. Pot to tylko pot, pracuje ciężko a więc ma prawo być spoconym, rozumiem to i nie oceniam go, nie jestem taki, zrozumie to chyba moja najlepsza cechą jaką posiadam.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
Był słodki do granic możliwości. Jego wstydliwość, ta kruchość w spojrzeniu, sprawiała, że pragnąłem go jeszcze bardziej. Wystarczyło jedno słowo, jeden dotyk, a na jego policzkach pojawiał się rumieniec, który tylko podsycał we mnie ogień. Czułem, jak bardzo się hamuje, jak trudno mu pozwolić sobie na to, by naprawdę dać się ponieść. I właśnie to mnie kusiło, chciałem, by pękły wszystkie bariery, które tak kurczowo w sobie trzymał.
Chwyciłem jego podbródek, zmuszając go, by spojrzał mi prosto w oczy. Był taki niepewny, a jednocześnie w tym spojrzeniu kryło się coś, co zdradzało jego pragnienie. Nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku, pełnym głodu i niedopowiedzeń. Na jego wargach poczułem delikatny, metaliczny posmak, krew spłynęła z drobnego skaleczenia, a ja zlizując ją, wymruczałem niskim głosem:
- Nie gryź się tak mocno… szkoda twoich pięknych warg. - Widziałem, jak drży. Jakby chciał odpowiedzieć, ale słowa więzły mu w gardle.
- Ja… - Wydusił w końcu, zbyt przejęty tym, co się z nim działo.
Uśmiechnąłem się lekko, muskając jego policzek kciukiem.
- Wiem. Wstydzisz się być głośno. Ale nie musisz… nikomu nie powiem - Wyszeptałem mu do ucha, a jego ciało zadrżało od mojego oddechu muskającego szyję.
Jego dłonie zacisnęły się mocniej na blacie, jakby potrzebował oparcia. Jego oddech przyspieszył, gardło ścisnęło się w bezgłośnym jęku. Każdy jego gest zdradzał, jak bardzo walczy ze sobą, pomiędzy wstydem a pragnieniem, pomiędzy ciszą a potrzebą, by wyrwać się w dźwięku.
Moje dłonie przesunęły się wzdłuż jego ramion aż do karku. Pochyliłem się nad nim, powoli dociskając go do chłodnej powierzchni blatu. Chciałem, żeby poczuł, że nie musi się już powstrzymywać.
- Pozwól sobie… - Szepnąłem, muskając ustami jego ucho. - Nie udawaj, że nie chcesz. Nie musisz być cichy. Chcę usłyszeć każdy twój dźwięk, każdy oddech. - Jego ciało wyginało się pod moim dotykiem, dłonie ślizgały się po krawędzi blatu, jakby już brakowało mu sił. I wtedy usłyszałem pierwszy cichy jęk, urwany i pełen zawstydzenia. Był piękny. Tak samo, jak on kruchy, zawstydzony, a jednak gotowy, by w końcu pozwolić sobie na więcej.
Czułem ogromną satysfakcję po naszym zbliżeniu, taką samą jak za pierwszym razem. Tym razem jednak wszystko było jeszcze intensywniejsze, fantastyczne w każdym szczególe. Miło było słyszeć jego ciche jęki i widzieć, jak bardzo wstydzi się własnych reakcji. Ta chwila trwała w najlepsze, aż mój piękny panicz w końcu opadł z sił. Nie miał już energii na dalszą zabawę, dlatego musiałem pozwolić mu odpocząć. Wiedziałem jednak, że bez kąpieli i tak nie zasnąłby spokojnie, więc nie miałem wyjścia, musiałem mu w tym pomóc.
Delikatnie, bez słów, umyłem go i ubrałem w swoją koszulę, która miękko otuliła jego ciało. Następnie położyłem go do łóżka i przykryłem ciepłą kołdrą, aby mógł wreszcie odpocząć.
- Śpij, dziś naprawdę byłeś cudowny - Wyszeptałem, muskając go spojrzeniem, zanim zamknął oczy.
- A ty? Dokąd się wybierasz? Dlaczego nie położysz się obok mnie? - Zapytał zmęczonym głosem, z trudem utrzymując spojrzenie w moich oczach.
- Spokojnie, niedługo do ciebie wrócę. Sam też muszę się wykąpać - Odpowiedziałem cicho, składając na jego czole delikatny pocałunek.

<Paniczu? C:> 

Od Soreya CD Mikleo

piątek, 29 sierpnia 2025

|
 Z rana nie pracowało się najgorzej. Stwierdziłbym nawet, że było całkiem przyjemnie, było rześko, i miło, i nawet stabilnie. Gorzej było około południa, no i aż do przerwy. Im słońce wyżej, tym bardziej gorąco było, i tym ciężej mi się pracowało. Płot spływał mi i z czoła, i po plecach i... no, cały spocony byłem. Nie wiem, co chciałbym zrobić jako pierwsze, czy zjeść, czy się umyć, bo na pewno nie przytulić do Mikleo. Znaczy się, może i chcę, ale nie taki... brudny. I coś czuję, że i on by nie chciał. On zawsze taki czysty, i piękny, nieskazitelny, zawsze, w każdej sytuacji. A ja? Skoro jestem w połowie aniołem, mógłbym się pocić trochę mniej. Ale nie, wszystko, co najgorsze w ludziach ja oczywiście przejąłem. Czy w ludziach w ogóle jest coś dobrego? Coś lepszego, niż w takim aniele? Co w ogóle anioł zobaczył w człowieku, że zdecydowali się na mnie? O ile w ogóle się zdecydowali, bo jednak... jednak ich nie ma. Nigdy nie było. 
- Gospodarz poprosił, by przynieść ci wodę – usłyszałem za sobą ten słodki, tak dobrze znany mi głos. Odłożyłem siekierę i odwróciłem się w stronę mojego... chłopaka? Partnera? Dalej nie wiem, jak go nazwać. Może po prostu będę go nazywać swoją Owieczką. Tego jestem najbardziej pewien. I jemu się podoba, a to, to jest dla mnie najważniejsze. 
- Dziękuję. Potrzebuję tego – powiedziałem z ulgą, biorąc od niego bukłak z wodą. Jak to jest, że on pracował cały dzień na kuchni, gdzie też jest gorąco od tego całego ognia i parowania, a wyglądał tak cudownie? I jeszcze tak sobie uroczo związał swoje włoski w takiego małego kucyka, jeny, nie mogłem z niego. On jest fantastyczny. Przepiękny Przesłodki. Przecież ja przy nim to wyglądałem paskudnie. Jak trochę taki niedorozwinięty. - Ślicznie wyglądasz – powiedziałem, kiedy trochę już ugasiłem pragnienie. 
- Wyglądam dokładnie tak samo, jak rano – powiedział, ale też jednocześnie lekko się speszył. Delikatnie się zarumienił, popatrzył gdzieś w bok. Podobał mi się ten rumieniec. Dodawał mu uroku, którego przecież i tak miał już dużo. 
- Właśnie, że nie. Nie miałeś związanych włosów. A w takim upięciu wyglądasz naprawdę słodko – odpowiedziałem rozczulony, nie mogąc się na niego napatrzeć. Powinien częściej tak chodzić. - Nie to co ja... ta koszula nadaje się tylko do prania – mruknąłem, w końcu ją ściągając. - O ile w ogóle się ją wypierze. Mam nadzieję, że się da, uwielbiam ją – powiedziałem, siadając ciężko na drewnianej, prowizorycznej ławce w cieniu. Pięć minut przerwy... chyba więc nic się nie stanie, prawda? 
- To tylko pot, oczywiście, że się wypierze – powiedział, zerkając na mnie z uwagą, i... sam nie wiem, zainteresowaniem? Czy ja tak właściwie się mu podobam? Czy w ogóle on patrzy na takie rzeczy? Czy potrzebuje takich rzeczy? - Potrzebujesz jeszcze wody?
- Potrzebuję kąpieli. W takiej chłodnej wodzie... a jeszcze muszę zrobić drugie tyle – dodałem, ciężko wzdychając. Nie ma mowy, że dzisiaj się z tym wyrobię. Ale to może lepiej, z rana jakoś tak się lepiej pracuje, i szybciej, bo teraz im późniejsza godzina, tym mniej mi się chciało robić. Teraz jedyne, co chcę, to przetrwać jeszcze tę godzinę do obiadu i wolnego, chociaż jak ja wstanę z tej ławki, to ja nie wiem. - A jak tam w kuchni? Dajesz radę? - zapytałem, skupiając się na moim Mikim. To on tu jest najważniejszy. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Jak ja uwielbiałem, kiedy się mną zajmował. Jak traktował moje ciało; jakby robił to z czcią. Zajmował się każdym tym miejscem, które to było wrażliwe i czekało na mój dotyk. Jednocześnie też nie zapominał o tym, by mnie chwycić; nie za mocno, by nie zostawić mi siniaków, ale i nie za lekko, tak, bym mógł poczuć. Dodatkowo, był dzisiaj strasznie... powolny. Dokładny. I spokojny. Budował napięcie, oraz obietnicę, a ja nie mogłem się doczekać, aż w końcu ją spełni. 
Haru przeniósł swoje dłonie niżej, na moje pośladki, i delikatnie je ścisnął, jednocześnie pieszcząc moje obojczyki. Bardzo im dzisiaj poświęcał uwagę; podgryzał tę skórę, zasysał ją, całował, a mi się to bardzo podobało. Z niewiadomego dla mnie powodu, to miejsce było dla mnie wrażliwe, i dlatego tak bardzo pilnowałem się, by były one zakryte. Po prostu to miejsce było dla mnie intymne, i też tak je traktowałem. 
Westchnąłem cicho, głęboko, odchylając głowę jeszcze bardziej do tyłu, czując już lekkie zniecierpliwienie. Niechże już coś zrobi. Coś więcej, coś szybciej, coś mocniej. To, co robił, było przyjemne, ale potrzebowałem więcej. Mocniej. Delikatnie pociągnąłem jego włosy, co od razu zwróciło jego uwagę. Uniósł głowę, a ja od razu skorzystałem z tej chwili i ucałowałem jego usta namiętnie, wręcz żarłocznie. Chciałem dać mu znać, że mógłby trochę zacząć inaczej mnie traktować. Nie byłem taki delikatny. Znaczy się, byłem, ale nie przeszkadzało mi to, by trochę pokazał pazurki. Drugą dłoń przeniosłem na jego krocze, bez problemu wsadzając ją w spodnie i delikatnie zaczynając masować jego przyrodzenie. Może jak go tak trochę pospieszę, będzie bardziej chętny? 
- Ktoś tu jest niecierpliwy – wymruczał rozbawiony, gdzieś pomiędzy pocałunkami. 
- To powinien być dla ciebie komplement. Nie mogę się po prostu ciebie doczekać – powiedziałem, na koniec podgryzając jego dolną wargę. 
- Więc.... nie mogę dać dłużej czekać mojemu paniczowi na mnie, co? - zapytał rozbawiony, po czym sprawnie uniósł mnie do góry i usadził na blacie. Zagryzłem zadowolony wargę, oplatając nogi wokół jego bioder i przyciągając go bliżej siebie. 
- Twojemu paniczowi? - powtórzyłem rozbawiony, drażniąc paznokciami jego plecy. 
- Mojemu. Tylko mojemu, i nikogo innego – odpowiedział, a w jego głosie było coś... drapieżnego. Zazdrosnego. - I dzisiaj ci oto udowodnię – dodał, a ja poczułem przyjemny dreszcz przebiegający wzdłuż mojego kręgosłupa. Zaraz po tym Haru wszedł we mnie, co mnie trochę zaskoczyło. Jęknąłem cicho, wbijając paznokcie w jego ramię. Moja reakcja bardzo mu się spodobała, od razu to wyczułem. A ja byłem z siebie zadowolony. Powinienem lepiej nad sobą panować. - Naprawdę nie mogłeś się na mnie doczekać – dodał, podgryzając moją skórę. Był dumny z siebie, z tego, jak na mnie działa. Chciałem mu odpowiedzieć, ale zamiast tego z moich ust wydostał się kolejny, cichy jęk. Jak on był w stanie mówić? W tej chwili w mojej głowie istniała tylko przyjemność, czego się wstydziłem. Powinienem być w stanie nad sobą panować. Zawstydzony  odwróciłem wzrok czując, jak policzki płoną czerwienią. Aby powstrzymać kolejne odgłosy, zagryzłem wargę mocno, aż do krwi, byleby tylko siedzieć cicho.

<Piesku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

czwartek, 28 sierpnia 2025

|
 Cieszyłem się, że posiłek mu smakował. To było dla mnie naprawdę ważne, bo włożyłem w niego całe serce. Chciałem, aby nie tylko zaspokoił głód, ale też dał mu siłę i poczucie, że ktoś o niego dba. Widok, jak spokojnie je i jak z każdą chwilą odzyskuje energię, napełniał mnie cichą dumą. Wiedziałem, że jeśli ma przed sobą trudne zadania, musi być najedzony i pełen mocy. A przecież obaj zdajemy sobie sprawę, że przed nami jeszcze sporo pracy, zanim wreszcie będziemy mogli ruszyć w podróż, o której marzymy od tak dawna.
Ta podróż nie jest zwykłą wędrówką. To symbol czegoś więcej. Wolności, niezależności, odpowiedzi na pytania, które od dawna nosimy w sercu. Dlatego musimy przygotować się najlepiej, jak potrafimy. Praca jest tylko pierwszym krokiem. Kolejnym jest odkrycie i ujarzmienie jego mocy. Bez tego ani rusz.
Coraz częściej myślę o jego skrzydłach. Wiem, że w nim drzemią, ukryte, niepewne, czekające na moment, by się ujawnić. Wierzę, że są piękne, silne i pełne blasku, nawet jeśli jeszcze ich nie widziałem. Może dziś po pracy spróbujemy choć kilka razy przywołać ich cień. Nawet jeśli uda się tylko na krótką chwilę, będzie to ogromny krok naprzód. Każda próba przybliży nas do celu. Każdy dzień systematycznych ćwiczeń może sprawić, że pewnego poranka skrzydła rozłożą się w pełnej krasie i wtedy nie będziemy już musieli iść. Wzniesiemy się ponad ziemię, zostawiając za sobą zmęczenie i trudy drogi. Lot oszczędzi nam czasu, ale przede wszystkim da nam coś, czego nie da się porównać z niczym innym, poczucie, że naprawdę przekraczamy własne granice.
Nie ukrywam, zdaję sobie sprawę, że będzie to wymagało wysiłku. Być może czeka nas kilkanaście ciężkich dni pracy, pełnych potu, zmęczenia i chwil zwątpienia. Ale to dla mnie nie problem. Jestem gotów ponieść ten ciężar. Nie dlatego, że muszę, lecz dlatego, że chcę. Bo wiem, że robię to dla kogoś, kto jest dla mnie ważny. Dla mojego przyjaciela.
Nie ma dla mnie większej nagrody niż widok jego uśmiechu, świadomość, że idziemy razem, ramię w ramię, ku celowi, który jeszcze niedawno wydawał się odległym snem. A dziś? Dziś czuję, że jesteśmy o krok bliżej.
- Muszę już iść. Miłej pracy i do zobaczenia później - Odezwałem się cicho, podchodząc bliżej mojego partnera. W tej krótkiej chwili odważyłem się złożyć pocałunek na jego ustach, wiedząc, że teraz oboje możemy sobie na to pozwolić.
- Do zobaczenia, owieczko - Odpowiedział, przyciągając mnie niespodziewanie mocniej do siebie. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, nasze usta połączyły się w namiętnym pocałunku. Zaskoczyło mnie to, całkowicie, ale w dobry sposób. Serce zabiło mi szybciej. To był mój pierwszy raz… pierwszy tak zachłanny pocałunek. Nic dziwnego, że początkowo nie do końca wiedziałem, jak się zachować, gdzie szukać rytmu, w jaki sposób odpowiedzieć. Uczyłem się przy nim, krok po kroku, oddech po oddechu. Chciałem dać mu to, czego potrzebował, a przy okazji sam odkrywałem coś zupełnie nowego.
- Do zobaczenia - Wyszeptał, kiedy nasze usta się rozdzieliły. Złożył jeszcze krótki, czuły pocałunek na moim czole, a potem uchwycił moją dłoń. Przez moment staliśmy tak, jakby czas się zatrzymał, tylko ja i on, nasze dłonie splecione, nasze spojrzenia pełne obietnic. Dopiero po chwili ruszyliśmy razem w stronę wyjścia. Opuszczaliśmy pokój, każdy w swoją stronę, ku własnym obowiązkom, wiedząc jednak, że wieczorem znów się spotkamy. A ta myśl była dla mnie jak ciepłe światło, które rozpraszało wszelkie cienie dnia.

<Pasterzyku? C:>

Od Haru CD Daisuke

|
 Tego akurat mogłem się po nim spodziewać, ciastko to oczywiście za mało, on nigdy nie zadowoli się czymś tak prostym. Od razu trzeba wejść z czymś bardziej wyszukanym, czymś, co mogłoby w choć najmniejszym stopniu odzwierciedlać jego doskonałość.
- Hm, skoro uważasz, że ciastko to zbyt skromne porównanie, z tak pięknem paniczem… to może babeczka? - Zaproponowałem z udawaną powagą, choć w oczach błysnęło mi rozbawienie. - Uwielbiam babeczki, najlepiej czekoladowe - Dodałem, uważnie obserwując, jak jego twarz powoli zmienia wyraz. Podobało mu się to, choć starał się tego nie okazać. Wiedziałem, że to wciąż nie do końca to, czego pragnął usłyszeć. On lubił być doceniany, uwielbiał, kiedy słowa otulały go niczym jedwab. A więc musiałem sięgnąć głębiej, nadwyrężyć swój umysł i znaleźć coś jeszcze lepszego, coś, co w pełni go usatysfakcjonuje.
- A może muffinka? - Ciągnąłem z lekkim uśmiechem. - To przecież też babeczka, tylko… bardziej dopracowana. Doskonalsza. Zupełnie jak ty - Dodałem, celowo pozwalając, by te ostatnie słowa zawisły między nami, przesycone słodkim podlizywaniem się. Doskonale wiedziałem, że właśnie to chciał usłyszeć. Bo przecież w tej grze chodziło o to, by dać mu dokładnie to, czego pragnie, odrobinę próżności, podszytej obietnicą drobnych igraszek.
Mój panicz przyjrzał mi się uważnie, zakładając dłonie na pierś. Analizował, czy ten wybór jest odpowiedni dla jego łaskawości, a w jego spojrzeniu kryła się lekka, lecz wymagająca ocena.
- Czyżbyś czytał w moich myślach? - Zapytał, czym odrobinę mnie zaskoczył. Szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, co dokładnie ma na myśli, zadając to pytanie. On jednak szybko dostrzegł zdumienie malujące się na mojej twarzy i postanowił nieco ułatwić mi sytuację. - Również pomyślałem o muffince - Wyjaśnił spokojnie. - Dlatego zastanawiam się, czy aby nie czytasz w moich myślach.
To wyznanie sprawiło, że poczułem ulgę. Uśmiechnąłem się lekko i odpowiedziałem z pewnym zawahaniem:
- Wiesz… jesteś naprawdę cudowny, ale… - Zatrzymałem się na chwilę, starając się dobrać słowa tak, aby go nie urazić. - Ale przecież sam powiedziałeś, żebym wymyślił coś słodkiego i bardziej kreatywnego niż zwykłe ciasteczko. - Na jego ustach pojawił się cień zniecierpliwionego uśmiechu.
- Już nie gadaj. Mógłbyś w końcu zająć się mną - Rzucił stanowczo.
Nie musiał powtarzać dwa razy. Od razu zbliżyłem się do niego, pozwalając dłoniom spocząć na jego ciele. Jego skóra była ciepła, jakby czekała właśnie na mój dotyk. Najpierw przesunąłem palcami po jego ramieniu, potem po szyi, zatrzymując się na chwilę, by poczuć bicie jego serca.
Złożyłem na nim pierwszy pocałunek, delikatny, bardziej zapowiedź niż spełnienie. On odchylił lekko głowę, jakby zapraszał mnie dalej, jakby pragnął, żebym nie przestawał. Prowadzony tą niemą zgodą, przesuwałem ustami coraz niżej, składając krótkie pocałunki na jego obojczyku. Czułem, jak jego ciało napina się pod moimi wargami, jak każdy mój gest budzi w nim dreszcze.
Byłem czuły, ale jednocześnie bardziej stanowczy. Moje dłonie nie zatrzymywały się w jednym miejscu – wędrowały powoli, kreśląc niecierpliwe ścieżki po jego torsie. On westchnął cicho, dźwięk pełen pragnienia i zaufania.
-Właśnie tak… - Wyszeptał z lekkim uśmiechem.
Te słowa rozpaliły mnie jeszcze mocniej. Ująłem go delikatnie za biodra, przyciągając bliżej siebie. Nasze oddechy splatały się, cięższe, pełne napięcia, które narastało między nami.
Nie spieszyłem się jednak. Chciałem, by każdy gest trwał dłużej, by każda chwila pozostawiła ślad na jego ciele i w pamięci. Podgryzłem lekko jego skórę, zaraz potem łagodząc to miejscem ust, jakby równocześnie karał i nagradzał.
Jego dłonie wplątały się w moje włosy, przyciągając mnie jeszcze bliżej. Nie musiał nic mówić, wiedziałem, czego pragnie. I chciałem mu to dać.

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

środa, 27 sierpnia 2025

|
 Jakieś to śniadanie było... inne. Lepsze. Nie, żeby wcześniejsze śniadania były niesmaczne, tutejsza kuchnia naprawdę mi smakowała, no i co najważniejsze, dania bez mięsa nie były tutaj problemem. W poprzedniej lokacji te bezmięsne posiłki były... były. Po prostu. A tutaj pracował nad posiłkami ktoś, kto ma talent do łączenia smaków, i zastąpienie mięsa innymi składnikami. No i pracował tam Miki. Pewnie posiłki, nad którymi on pracuje, to dopiero są smaczne... niestety, nie mam za bardzo okazji ich próbować, bo jak już jem obiadokolację, no to i on kończy pracę. Ale wolę spędzić z nim ten czas, niż żeby miał mi coś przygotować. Mimo wszystko są rzeczy ważne i ważniejsze, a jego bliskość i obecność naprawdę była dla mnie ważna. 
- Ale naprawdę jest przepyszna. Dawno nie jadłem tak dobrej jajecznicy – mówiłem, będąc zachwycony tak prostym posiłkiem. Mi nie trzeba było wiele. Wystarczył mi Miki, posiłek, który da się zjeść, i materac. I ja, ja mógłbym tak żyć. Przy każdym komplementowaniu tego śniadania zauważyłem, że mój Miki się delikatnie uśmiechał. I to dało mi do myślenia. - Ty jesteś autorem tego dania – powiedziałem, kiedy nagle mnie olśniło. Na pewno, w przeciwnym razie nie uśmiechałby się w ten specyficzny sposób. No i też w jego pięknych oczach mogłem dostrzec tą iskierkę dumy. Tak, zdecydowanie się nie myliłem, to on jest kucharzem. Rany, jaki on jest wspaniały. Nie tylko przyniósł mi śniadanie, on je zrobił. A ja? Aż się głupio czuję. Nic nie potrafię, a przynajmniej nic takiego, co mogłoby mu sprawić przyjemność. Śniadania nie zrobię, bo tylko zepsuję, na czekoladę nie mam składników, no i pogoda też nie odpowiadała. Zresztą, Miki tutaj za dużo nie je, bo jak twierdzi, nie musi. Czasem tak trochę głupio się z tym czuję, kiedy tylko ja jem. Że też muszę mieć aż tyle z człowieka... czy ludzie w ogóle mają jakieś dobre cechy? Bo ja nic takiego w sobie nie widzę. Jestem słaby, muszę więcej spać, muszę coś jeść... Same minusy, i to nie tylko dla mnie, ale i dla Mikleo także. 
- Zgadza się. Jak się domyśliłeś? - zapytał, drapiąc się zakłopotany po karku. 
- Przez ten błysk dumy w oku. I wiesz co, masz prawo być dumny. Lepszej jajecznicy to ja nigdy nie jadłem – powiedziałem zgodnie z prawdą, odsuwając pusty talerz. Zjadłem wszystko, i jajka, i bułkę, i sałatkę... i teraz nie miałem na nic ochoty. A musiałem. Wczoraj byłem w lesie i pomagałem, ścinać drewno na zimę i dostarczyć je na tył gospody, a dzisiaj musiałem to drewno porąbać na kawałki. I chyba na dzisiaj tylko tyle. Albo aż tyle. Tego drewna naprawdę było sporo, i tylko ja się mam tym zająć. Jeszcze dzisiaj już od rana jakaś taka duchota panuje... no, może być ciężko. 
- Cieszy mnie, że tak uważasz. Starałem się dla ciebie – powiedział, uśmiechając się łagodnie. Też coś powinienem mu przygotować... zrobiłem mu tę bransoletkę, ale tak sobie myślę teraz, że to przecież nic takiego. A on zasługuje na wszystko, co najlepsze. Mógłby mieć wszystko, co najlepsze, tak właściwie... a wybrał sobie mnie. Coś się to nie łączy.
- I jak ja ci się teraz odwdzięczę? - westchnąłem cicho, pijąc herbatę, która także była smaczna. Tak, zdecydowanie było czuć w tym wszystkim rękę Mikleo. Że też tego na samym początku nie poznałem... jak źle to o mnie świadczy? Pewnie bardzo źle. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Jakoś tak nie byłem pewien, że się najadł. Oczywiście nie twierdziłem, ze mnie okłamywał, ale może okłamywał sam siebie? Albo jadł tak mało, że jego żołądek się skurczył. Tak czy siak, muszę go teraz pilnować z tymi posiłkami. Chcę o niego zadbać, czuję, że tak potrzeba. Gotować nie potrafię, ale chociaż mogę mu marudzić o jedzeniu, czym go trochę zmuszam do wstania i przygotowania sobie posiłku. W naruszeniu jestem naprawdę świetny. 
– To dobrze – powiedziałem krótko, popijając herbatę. Miło było wypić w końcu zwykłą, owocową herbatę, słodzoną brązowym cukrem, a nie te zioła i miód. Chociaż, jak tak teraz sobie myślę o słodkim, nabrała mnie ochota na coś niezdrowego. Z chęcią bym zjadł jakiś deser. Coś z bitą śmietaną. A może coś bardziej czekoladowego? Czekolada z wiśnią... Idealne połączenie. Ale muszę się obejść ze smakiem, i skupić na swojej sylwetce. Z powodu choroby niewiele się ruszałem, muszę wpierw zasłużyć na deser, by moje ciało miało sylwetkę idealną. 
– Ale wiesz, na co mam ochotę? Na deser – tu wyszczerzył się głupio, a w jego cudnych, złotych oczach zaświeciła iskierka pożądania. No tak, teraz już mi nie odpuści. Chociaż, i ja sobie skorzystam, seks z nim był naprawdę przyjemny. Zupełnie inny od wszystkich innych moich stosunków. Ta przyjemność była wręcz uzależniająca, chciałoby się jej więcej, i więcej. A on sprawiał wrażenie kogoś, kto chce mi ją dawać. 
– Deser powiadasz... może masz ochotę na coś bardziej konkretnego? – zapytałem nie winnie, posyłając mu zwodniczy uśmiech o delikatnie mrużąc oczy. Czemu by się nie pobawić? W końcu, nic nas to nie kosztuje, a coś czuję, że im dłużej odwlekam chwilę i go zwodzę, tym lepiej mi się później odpłaci. 
– No jest jedna taka rzecz... takie ciasteczko – kontynuował, a ja uniosłem brew. 
– Ciasteczko? – powtórzyłem, aż ciekaw, co mu tam w głowie siedzi. Tego jeszcze nie słyszałem. Porównuje mnie do jakiegoś taniego ciastka? W sumie, jeszcze nie wiem, czy do taniego, nic na ten moment nie powiedział. 
– Mhm. Takie słodkie, które idzie od razu schrupać – wyjaśnił, a jego uśmiech od razu się poszerzył. Miałem wrażenie, że im głupsze rzeczy mówił, tym szerzej się uśmiechał. 
– Jest tyle deserów do wyboru, a ty porównujesz mnie do zwykłego ciastka? Chyba powinienem się obrazić – odpowiedziałem, przyglądając się jego zmieszanej twarzy. Niech się wysili, i uruchomi swoją kreatywność. Ja tam mam czas poczekać. Może trochę wymagający jestem, ale myślę, że takich rzeczy mogę od niego wymagać. Gdyby tak porównałby mnie do jakiejś... Muffinki, na przykład, już byłoby lepsze. Tak, z muffinką mógłbym się utożsamić. Niepozorne, ale przepyszne, i jeszcze może tak wspaniale wyglądać, jeśli odpowiednio się przyozdobi. No i także wolę bardziej muffinki od ciastek. Ciastka są takie... nijakie. 

<Piesku? c:>

Od Mikleo CD Soreya

wtorek, 26 sierpnia 2025

|
Tak jak obiecałem, zszedłem na dół do gospodarza, aby poprosić o posiłek dla Soreya. Musiał przecież coś zjeść przed pracą, nie chciałem, by jego żołądek cierpiał, a ciało osłabło. Czekał nas długi dzień, pełen wysiłku, a siły były potrzebne od samego rana.
- Dzień dobry, Mikleo. - Gospodarz przywitał mnie z uśmiechem, rozpoznając mnie od razu. - Czyżbyś znów chciał zamówić śniadanie bez dodatku mięsa? - Znał mnie już na tyle dobrze, że nie musiał pytać dwa razy. Poznał również Soreya, choć dla niego byliśmy po prostu przyjaciółmi. I tak niech zostanie, nie musiał wiedzieć, co nas łączy. To była nasza sprawa i nie chciałem, by ktokolwiek zagłębiał się w szczegóły.
- Tak, bardzo proszę - Odpowiedziałem grzecznie, jak zawsze. Nie zwykłem sprawiać nikomu problemów. Cieszyło mnie to, że do tej pory nie zrobiłem nic, czym mógłbym zajść komuś za skórę. Wrogów nie potrzebowałem. Byłem w stanie się obronić, lecz wojny i konflikty były dla mnie jedynie stratą czasu oraz energii.
- Rozumiem. - Kiwnął głową. - Więc jajecznica ze świeżym chlebem… myślę, że mu wystarczy. A ty? Co byś zjadł?
- Ja nic, dziękuję. - Usiadłem na krześle przy barze. - Nie jestem głodny. Chętnie natomiast sam przygotuję dla niego posiłek i zaniosę mu do pokoju, jeśli pan pozwoli. Potem od razu wrócę do pracy.
- Gospodarz uniósł brwi, po chwili jednak uśmiechnął się z wyrozumiałością.
- Jeśli chcesz, proszę. Zajmij się tym. - Skinąłem głową i wszedłem do kuchni, wdzięczny, że mi zaufał. Wiedział, że niczego nie zepsuję, a ja zyskałem możliwość włożyć w posiłek dla Soreya trochę własnego serca. Mając wolną rękę, zabrałem się do pracy. Na patelni usmażyłem jajecznicę, doprawiając ją szczypiorkiem, tak by pachniała świeżością. Do tego pokroiłem chrupiący, jeszcze ciepły chleb i przygotowałem prostą sałatkę z dojrzałych pomidorów, skrapiając je odrobiną oliwy. Na koniec zaparzyłem herbatę gorącą, aromatyczną, idealną na początek dnia.
Gdy wszystko było gotowe, ostrożnie ułożyłem na tacy.
- Ile płacę? - Zapytałem, wychodząc z kuchni z gotowym już posiłkiem.
- Nic. - Gospodarz machnął ręką, jakby sprawa była oczywista. - Powiedzmy, że lubię was na tyle, że nie musicie u mnie nic płacić. Poza tym sam sobie zrobiłeś posiłek, to już odpracowane. - Byłem szczerze wdzięczny za jego dobroć. Podziękowałem mu cicho, po czym ruszyłem korytarzem do naszego pokoju. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Soreya czysty, pachnący, w pełni gotowy do rozpoczęcia nowego dnia.
- Proszę, oto twój posiłek. Smacznego. - Postawiłem talerz na stole, a obok ustawiłem kubek gorącej herbaty. Z niecierpliwością czekałem, aż podejdzie i spróbuje tego, co przygotowałem specjalnie dla niego.
- Ładnie to wygląda, kucharz dziś naprawdę się postarał - Stwierdził Sorey z uznaniem, siadając przy stole. Przez chwilę przyglądał się posiłkowi, jakby nie mógł uwierzyć, że to wszystko dla niego, a potem sięgnął po kawałek chleba i spróbował jajecznicy. - Pyszne. - Uśmiechnął się szeroko, zadowolony.
- Przekażę kucharzowi. - Odpowiedziałem, starając się zabrzmieć zwyczajnie, choć w środku aż rozpierała mnie radość. Ciepło rozlało się w mojej piersi na widok jego uśmiechu, a świadomość, że to ja przygotowałem ten posiłek, była dla mnie cenniejsza niż wszystkie pochwały.

<Przyjacielu? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Posiłek? Serio, akurat teraz? Miałem ciekawsze zajęcie niż jedzenie, zdecydowanie ciekawsze, a on z uporem potrafi przerwać w najmniej odpowiednim momencie. Mały złośnik, pomyślałem, ale pewnie po prostu jest głodny. A może… może to tylko pretekst? Może tak naprawdę chodzi mu wyłącznie o mnie? Nie, to niemożliwe, burczenie w jego brzuchu zdradziło wszystko. Tego dźwięku nie da się ani ukryć, ani zbyć.
- Teraz? Naprawdę musimy robić to teraz? - Spytałem z lekkim wyrzutem, bo szczerze mówiąc, miałem znacznie większą ochotę na niego niż na jakiekolwiek śniadanie. To przecież mogę przygotować w każdej chwili.
- Tak, teraz. Masz się umyć i zjeść śniadanie. A przy okazji zrób też coś dobrego dla mnie - Odparł tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Nie kłóciłem się. Kiwnąłem tylko głową i wstałem z łóżka szybciej, niż się spodziewałem. Może wcale nie było tak źle, że mnie pogonił. Rześka woda w łazience obudziła mnie na dobre, włosy ujarzmiłem z niemałym trudem, a gdy w końcu się ubrałem, czułem się gotowy, by stanąć do walki z… patelnią.
- Masz jakieś szczególne życzenie co do śniadania? - Zapytałem, gdy tylko wyszedłem i zobaczyłem go już stojącego w kuchni.
- Nie, nie mam wymagań. Chcę tylko, żebyś zrobił coś mięsnego. Dla siebie - Odparł spokojnie, obserwując mnie uważnie, jakby czekał na mój pierwszy ruch.
Westchnąłem w duchu. No tak mięso. Ja go potrzebuję, więc on to wykorzystuje. I pewnie zje to, co przygotuję, choć udaje, że nie ma na nic ochoty. W sumie dobrze, nie będę musiał szykować dwóch osobnych posiłków.
Nie do końca wiedząc, co właściwie powinienem nam przygotować, zdecydowałem się na coś prostego, a zarazem sycącego, omlety z dodatkiem mięsa. Czułem, że to zaspokoi nie tylko mój głód, ale i jego, a przecież to było w tej chwili najważniejsze.
- Myślisz, że na pewno się tym najesz? - Podpytał z lekkim sceptycyzmem, gdy tylko zobaczył, co postawiłem na stole.
- O to się nie martw - Odparłem pewnym tonem, podsuwając mu talerz z jednym omletem, a sobie kładąc dwa. Doskonale wiedziałem, że na jednym nigdy bym nie poprzestał. Mój wilczy apetyt nie pozwalał mi zadowolić się taką ilością, a przecież energia będzie mi potrzebna.
Spojrzałem na niego ukradkiem, obserwował mnie z rozbawieniem, jakby doskonale znał moje małe słabości. I może właśnie o to mu chodziło: żeby patrzeć, jak jem, jak się sycę, jak nabieram sił.
- I jak? Udało ci się takim posiłkiem najeść, czy może miałbyś jeszcze ochotę na coś? - Zapytał z troską, jakby naprawdę obawiał się, że wciąż jestem głodny.
Zdecydowanie za bardzo się o mnie martwił. Przecież byłem dorosły – a przynajmniej starszy od niego – i doskonale potrafiłem zadbać o siebie. Owszem, to miłe, że tak się starał i że w ogóle przejmuje się moim samopoczuciem, ale wcale tego nie potrzebowałem. Radziłem sobie sam, albo przynajmniej w to chciałem wierzyć.
- Najadłem się - Odpowiedziałem spokojnie. - Naprawdę nie potrzebuję aż tak dużych porcji. Wystarczy mi niewielka ilość, więc możesz spać spokojnie. Nie musisz się o mnie martwić, nic mi nie będzie.
Uśmiechnąłem się do niego najłagodniej i najprawdziwiej, jak tylko potrafiłem. Chciałem, żeby zobaczył w tym szczerość, a nie jedynie wymuszoną uprzejmość.

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

|
 Patrzyłem na niego zachwycony, będąc też trochę onieśmielony jego mądrością i oddaniem. Może też dlatego trochę bałem się do niego zarywać tak bardziej bezpośrednio? I tak się bawiłem, obawiając się jego reakcji. W końcu, on jest taki mądry, błyskotliwy, spostrzegawczy... wie, co powiedzieć, i chociaż mówi mi, że on to się nie zna, a tak naprawdę to się zna. Przy nim to się czuję taki głupi. Aż wstyd się odezwać. A gadam cały czas. Że on nie czuje przy mnie zażenowania... no ale właśnie, jest oddany. To też jest niesamowita cecha. Ja nie wiem, czy ja ją posiadam, a już na pewno nie w takiej mierze, jak on. On jest... idealny. I to pod każdym względem. Wygląd to ma perfekcyjny; nic przesadzonego, wszystko w odpowiednich proporcjach, a jednocześnie też ma ten swój pierwiastek, który go wyróżnia wśród tych wszystkich ludzi. No i charakter... no dobrze, mógłbym się przyczepić do jego ekspresji, która to czasem nie istnieje. Ale widzę, że się stara. Analizuje zachowanie moje, i innych, i stara się je zrozumieć. I ja to doceniam. I też się staram akceptować to, że trochę nie potrafi w emocje. Czasem się zapominam, że nie potrafi pokazać, że się cieszy. Albo smuci. Czy też złości. Mógłby mi mówić wprost, co czuje, jeżeli nie potrafi pokazać tego gestami, wyrazem twarzy. Byłoby mi po prostu łatwiej. 
- Jesteś wspaniały – powiedziałem zgodnie z prawdą, gładząc kciukiem jego policzek. Takiego wsparcia, jak w nim, nie uzyskałem chyba w nikim innym. I ja mam wierzyć w to, że nie śnię? Przecież to spełnienie moich najskrytszych marzeń, które myślałem, że nigdy nie spełnię. I dalej w to nie wierzę. I tak strasznie bałem się, że zrobię coś nie tak. Jakoś go do siebie zrażę. Zniechęcę. To... skomplikowane. Nigdy nie byłem w takim związku. Byłem w strasznie krótkich związkach. Zawsze się starałem, uważałem, i zawsze się to nie udawało. Oby teraz się to nie powtórzyło. 
- Troszkę przesadzasz chyba – powiedział zawstydzony, a jego poliki się zarumieniły delikatnie. Jak słodko teraz wyglądał... schrupać. Po prostu schrupać. - Idę po to śniadanie, a ty się ogarnij przez ten czas – powiedział, odsuwając się ode mnie, chociaż czułem, że zrobił to z niechęcią. Ktoś jednak musiał zrobić ten pierwszy krok, byśmy mogli w końcu rozpocząć normalny dzień. Ja się na to nie nadawałem, ja mógłbym to przedłużać i przedłużać, byśmy spędzili jak najwięcej czasu przed pracą. 
- Nigdzie się stąd nie ruszam, Owieczko – powiedziałem zgodnie z prawdą zauważając, jak przez jego twarz przemyka uśmiech, ciepły, rozmarzony. Podobało mu się to. To dobrze, bo zamierzam go tak nazywać coraz to częściej. Pasowało to do niego, bo nie dość, że był taki uroczy, jak owieczka, to jeszcze te jego włoski im dłuższe były, tym bardziej puchate. Owieczka moja, i tylko moja. I niech lepiej ten pajac od róży to wiedział... strasznie mnie wtedy zdenerwował, i to na tyle, że do tej pory mi z głowy nie wyparował. 
Miki poszedł na dół, a ja, tak jak chciał, ogarnąłem się. Wziąłem bardzo szybką kąpiel, umyłem buzię, przebrałem się, a nawet przeczesałem włosy. Nie wydaje mi się, aby to wiele im pomogło, no ale... Miki chciał, żebym tak robił. Więc będę tak robić. To nie było takie trudne, a przynajmniej już znacznie łatwiejsze od uwierzenia w siebie. A powinienem w siebie wierzyć, chociażby dla niego. Bo jeżeli on zobaczy, że ja w siebie wierzę, to i może inaczej zacznie siebie postrzegać? Jakżebym chciał, by patrzył na siebie tak, jak ja na niego. By zobaczył tę wspaniałość i niesamowitość, którą ja w nim dostrzegam każdego dnia. Tę siłę, która daje mi motywację, by istnieć i iść naprzód. Bez niego... nie wiem, co bym zrobił bez niego, naprawdę. Na pewno bym się stoczył, bo nie miałbym się dla kogo starać. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Uniosłem brew na jego słowa. Ja nic nie uważałem, to był fakt. Zerknąłem wymijająco na zegarek, który wskazywał godzinę za piętnaście dwunastą. Z tego, co już zdążyłem zauważyć, podczas mojego pobytu w łazience nasz opiekun po raz ostatni zostawił nam zakupy na ten dzień. Od jutra wszystko wraca do normy... W sumie, nawet lepiej. Zdecydowanie wolałem, kiedy zagląda on na koniec dnia sprawdzić, czy jesteśmy, niż żeby z rana wchodził z torbami. Łatwiej to przewidzieć. A ja nie chciałbym, by się dowiedział o tym, co tu się między nami dzieje. I to nie tak, że się wstydzę Haru, bałem się raczej tego, jak postąpiłaby moja babka. Nie dość, że nie była fanką związków jednopłciowych, delikatnie to ujmując, to jeszcze zaakceptuje jedynie dziewczynę z wyższego rodu. Haru nigdy takich wymagań nie spełni. A jeżeli przekupstwo nie zadziała... nie wiem, do czego byłaby zdolna. Nie przesadziłbym, gdybym stwierdził, że do wszystkiego. Takie miałem odczucie. 
– No dobrze, ale ty też niedawno wstałeś. Dalej jesteś w piżamie – zauważył spostrzegawczo zakładając z początku mylną tezę. 
– To, że do tej pory się nie przebrałem nie oznacza, że niedawno wstałem. Stwierdziłem, że skoro tak bardzo ci się w niej podobam... – tutaj podszedłem do niego, siadając okrakiem na jego kolanach. – To w niej zostanę. Uznałem, że jesteś godny tego, by widzieć mnie niej nieco dłużej – dodałem, uśmiechając się zawadiacko i zarzucając ręce na jego kark. To mu się spodobało. Widziałem to w jego oczach, a także czułem już dobrze znane mi podniecenie i ekscytację pod opuszkami palców, chociaż na razie trzymał swoje pragnienia na wodze.
– Nie wiem, czym sobie zasłużyłem na taką wspaniałomyślność – odpowiedział, kładąc swoje rozgrzane dłonie na moich biodrach. 
– Na szczęście pomyślałem też o tym, jak możesz się odwdzięczyć. Bo widzisz, jest jeden problem, kiedy jestem w tym stroju. Otóż... jest mi strasznie zimno. I myślę, że możesz mieć na to jakiś pomysł – powiedziałem niby to niewinnie, owijając sobie jego kosmyki wokół moich palców. Zauważyłem, że jego włosy były troszkę... zaniedbane. Suche i matowe, brakowało im nawilżenia i odżywienia. Założę się, że jedyne, co robił z nimi, to mył. Bez żadnej odżywki czy wcierki, czy serum... Chociaż wydaje mi się, że gdyby użył jakiejś odżywki porządnej to już byłaby duża różnica, nawet po pierwszym użyciu. Muszę go z tym przypilnować. Z tym, i paroma innymi rzeczami. Muszę się przyjrzeć, jak wygląda pielęgnacja jego buzi, by wiedzieć, co w niej poprawić, a na pewno coś będzie trzeba. Troszkę jest podrażniona, jakby za dużo ją tarł. No i co najważniejsze, jedzenie. Muszę go pilnować z jedzeniem, i przede wszystkim dowiedzieć się, ile powinien spożywać, by prawidłowo się rozwijać. I też mógłbym mu pokazać inne dania, z droższymi składnikami i rodzajami mięsa. Tylko, czy on by ze mną poszedł do jakiejś restauracji? Zaproponuję mu może dzisiaj, albo jakoś na dniach. Może lepiej na dniach, a dzisiaj to, co nam przyniósł opiekun, by się nie zmarnowało. A jak coś będzie się spróbował wymigać... ja jakoś go przekonam. W końcu, randki nie może mi odmówić. 
- Myślę, że coś bym wymyślił... - jego oczy zabłysnęły pożądaniem, a dłonie znalazły się na moich udach i powoli sunęły do góry. 
- Świetnie. Ale wpierw posiłek – zarządziłem, wstając z jego kolan. - Nie znam jeszcze twojego dziennego zapotrzebowania, ale nie potrzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że na co dzień powinieneś przyjmować znacznie więcej kalorii niż chociażby ja. I dieta, też powinieneś się skupiać na mięsie. Wczoraj w ogóle zjadłeś coś porządnego? - zapytałem, marszcząc brwi. Zdecydowanie muszę go pilnować. Skoro o mnie dbał, jak byłem chory, to muszę o niego dbać teraz na co dzień. 

<Piesku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

|
Oczywiście, że wierzyłem w jego skrzydła, wierzyłem w niego całego, bez względu na to, jak bardzo on sam nie dostrzegał własnej siły i możliwości. Kocham go, choć wciąż uczę się rozumieć, czym tak naprawdę jest miłość i jak w pełni się objawia. Wiem jednak jedno, chcę być przy nim, chcę, aby zawsze czuł moje wsparcie i obecność. Chcę, by był blisko i nigdy mnie nie opuścił. On jest dla mnie kimś, kto sprawia, że świat nabiera sensu. Jego obecność daje mi spokój, a jego uśmiech potrafi rozświetlić nawet najciemniejszy dzień. Moja miłość do niego to nie tylko uczucie, to pragnienie wspólnej drogi, wzajemnego zaufania i budowania razem wszystkiego, co piękne.
- Wierzę w twoje skrzydła… ale jeszcze bardziej wierzę w ciebie i twoje możliwości. Wiem, że boisz się i że wciąż dręczą cię wątpliwości czy kiedykolwiek naprawdę się pojawią czy w ogóle zasługujesz, by je mieć. Ale teraz, gdy znamy prawdę o tym, kim jesteś, to już nie jest tylko marzenie. To część ciebie. Skrzydła nigdy tak naprawdę nie zniknęły, może po prostu ukryły się głębiej, czekając aż je odnajdziesz. Jesteś w połowie aniołem… a więc one muszą tam być. Może musisz podejść do tego inaczej, spojrzeć w głąb swojego wnętrza, odnaleźć siebie na nowo. Jestem pewien, że kiedy uwierzysz w siebie, one same się pojawią - Mówiłem spokojnie, a w każdym słowie była wiara, której jemu brakowało. Ale to nic. Miał mnie. A ja wierzyłem wystarczająco mocno za nas oboje.
Sorey uśmiechnął się do mnie łagodnie. Jego dłoń musnęła mój policzek, delikatna i ciepła. Przyciągnął mnie bliżej, a jego usta dotknęły mojej skóry lekkim, niemal nieśmiałym pocałunkiem. Było w nim coś krucho pięknego, jakby bał się, że jeśli zrobi to mocniej, ten moment może zniknąć.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że cię mam - Wyszeptał, a jego głos drżał nieco ze wzruszenia. - Gdyby nie ty… gdyby nie twoja obecność… chyba dawno bym się poddał i stracił wiarę w siebie. - Spojrzałem mu w oczy, a w ich głębi dostrzegłem coś, co sprawiło, że serce mocniej uderzyło – nieśmiałość, wdzięczność i delikatny blask nadziei.
- Właśnie dlatego jestem przy tobie - Odpowiedziałem cicho. - Żeby wierzyć w ciebie, kiedy ty nie potrafisz. Żeby podnosić cię wtedy, gdy upadasz. Od tego jest przyjaciel… a może właśnie na tym polega też bycie partnerem, choć tego wciąż dopiero się uczę - Przyznałem, wtulając się mocniej w jego dłoń.
W tej chwili świat poza nami przestał istnieć. Nie potrzebowałem niczego więcej, wystarczało jego ciepło, jego spojrzenie, jego bliskość. W jego obecności czułem się bezpiecznie, jakbym odnalazł swoje miejsce. Szczęście było czymś prostym, to był on.
A gdzieś głęboko w sercu miałem przeczucie, że kiedy nadejdzie odpowiedni moment, skrzydła naprawdę się pojawią. Bo przecież anioł nie potrzebuje ich, by być aniołem, wystarczyło, że był sobą. A ja byłem przy nim, gotów iść z nim tą drogą.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
Zadowolony uśmiechnąłem się do mojego panicza, chowając go w swoich ramionach. Boże, jak on mi się podobał… miałem na niego tak wielką ochotę, że aż trudno było mi to ukryć. Trochę było mi przykro, gdy odmówił mi czułości, przecież marzyłem o tym, żeby go pocałować, dotknąć, poczuć jeszcze bliżej. A jednak rozumiałem… nie musiał być chętny na codzienne zbliżenia, przecież nie był zwierzęciem. To ja byłem tym, który chwilami zachowywał się jak zwierzę, nienasycony, spragniony, nieumiejący albo niechcący zapanować nad sobą.
Oblizałem usta, jakby mogło to przywołać na nich smak jego warg. Jakże one były słodkie… tak bardzo chciałem ich dotknąć, zagubić się w ich miękkości. Zamiast tego ucałowałem go w czoło i opadłem z westchnieniem na poduszkę, otulając nas ramionami.
- Wiesz… cieszę się, że mimo wszystko pozwoliłeś nam spróbować - Wyszeptałem cicho, błądząc dłonią po jego miękkich, aksamitnych włosach.
- Dałem nam szansę tylko dlatego, że chcę, byś sam przekonał się, iż Twój wybór nie był najlepszy - Odpowiedział spokojnie.
Nie zgadzałem się z nim. Nie mogłem. W moim sercu czułem, że to właśnie on jest tym jedynym. Nie umiałem tego wytłumaczyć, ale nie chciałem nikogo innego. To jego pragnęło moje serce, choć w żaden sposób nie miało to sensu. On, ktoś ważny, niedościgniony. Ja, nikt, cień, który w końcu skazany będzie na ból. A mimo to… wolałem cierpieć później, niż zrezygnować teraz. Chciałem być przy nim tak długo, jak długo mi na to pozwoli.
- Najważniejsze, że dałeś nam szansę - Wyszeptałem, ziewając zmęczony i zakrywając usta dłonią. - Reszta… reszta nie ma w tej chwili znaczenia. Dobranoc. - Poprawiłem kołdrę, otulając nas szczelnie.
- Dobranoc - Odpowiedział cicho, układając się wygodniej na mojej klatce piersiowej. Skrył twarz w moich ramionach, wtulił się tak, jakby szukał w nich azylu, a jego oddech zwolnił, uspokoił się. Zasypiał.
Patrzyłem na niego jeszcze chwilę, aż i moje powieki stały się ciężkie. Nie walczyłem już ze zmęczeniem. Pozwoliłem sobie odpłynąć w sen, szczęśliwy, że choć na tę jedną noc mogłem mieć go tak blisko.

Otworzyłem oczy, a pierwsze, co dostrzegłem, to brak mojego panicza przy moim boku. Serce zabiło mi szybciej, czyżby już wstał? Właściwie nie było to niczym zaskakującym. W końcu to ja zawsze byłem tym, który najchętniej wylegiwałby się bez końca. Nie ukrywałem swojej słabości do snu, wręcz przeciwnie, śmiałem się z tego, że mógłbym przespać pół dnia, a i tak wciąż czułbym się spragniony odpoczynku.
Można by powiedzieć, że jestem leniwy… i może coś w tym było. Ale jednocześnie, kiedy przychodziło co do czego, potrafiłem pracować z całych sił. Jeśli musiałem coś zrobić, oddawałem temu serce i doprowadzałem sprawę do końca. A jeśli nie było takiej potrzeby… cóż, wtedy z rozkoszą zakopywałem się w pościeli, pozwalając sobie na słodkie lenistwo.
- O proszę, nareszcie wstałeś. Dzień dobry - Powitał mnie Daisuke, wychodząc z łazienki, w której najwyraźniej doprowadził się do porządku. Uśmiechnąłem się na jego widok - Wciąż miał na sobie moją koszulę, a to sprawiało, że wyglądał tak blisko, tak swojsko… i aż trudno było oderwać od niego wzrok.
- Dzień dobry, nareszcie - Powtórzyłem, unosząc brew z udawanym oburzeniem. - Czyżbyś uważał, że spałem zbyt długo? - Zapytałem, posyłając mu głupkowaty uśmiech, w którym nie było ani krztyny wstydu.

<Paniczu? C:> 

Od Soreya CD Mikleo

|
Czemu tak późno musieliśmy okazać sobie uczucia? Nie nacieszyłem się nim. Powoli do mnie dochodzi to, że tak jakby jesteśmy teraz razem, nie tylko jak przyjaciele, ale też jako partnerzy. Albo kochankowie. Chociaż, nie kochankowie nie, bo jednak się nie kochaliśmy. I nieprędko będziemy. Ale to nic, ja mogę poczekać. Na niego zawsze. Gorzej, jak nie będzie chciał próbować. Albo jak uzna, że to nie dla niego, i że jednak nie ma takich potrzeb. Bo jednak... ja je mam. Mogę je powstrzymywać, wstrzymywać, poczekać, ale jednak one przecież mi nie znikną. Będę musiał je spełnić. Na razie jednak nie myślę o tym. Cieszę się, że go mam przy sobie, cieszę się z każdego drobnego pocałunku, przytulenia, niewinnego dotyku. Było w tym wszystkim coś takiego... intymnego. I tylko naszego. 
- No tak. Musimy za co mieć spełniać moje głupie ludzkie potrzeby – westchnąłem cicho, niepocieszony z tego faktu. Teraz to już w ogóle Mikleo mi nie odpuści żadnego, chociażby najmniejszego posiłku. W ogóle teraz będzie na mnie uważał, bo przecież ludzie są delikatni i słabi. Teraz przynajmniej wiem, skąd mi się to wzięło. 
- Nie patrz na to w ten sposób. Spróbuj znaleźć w tym coś pozytywnego – zaproponował, uśmiechając się do mnie ładnie. Tak uroczo. 
- Pozytywnego? Muszę jeść regularnie, by nie umrzeć, muszę pilnować, by zapewnić sobie odpowiednie składniki odżywcze, i idą na to i pieniądze, i czas. Chyba jedynym pozytywem jest to, że mam twoją uwagę – powiedziałem zgodnie z prawdą, tuląc go do siebie. I że czemu musimy teraz iść...? Przecież byłoby nam tu tak przyjemnie. 
- Widzisz? Coś jednak znalazłeś – uśmiechnął się szerzej, nie przestając tak miło gładzić mojego policzka. To było strasznie przyjemne. Urocze. W ogóle to, że sam tak do mnie przyszedł, na kolanach usiadł, wykonuje takie delikatne gesty. To było tak strasznie urocze. Tylko schrupać. - Trzeba się zbierać. Ogarnij się, a ja poproszę o śniadanie dla ciebie – powiedział, co już mi humor trochę pogorszyło. 
- Musisz prosić o śniadanie? Przecież aż tyle jeść nie muszę, a lepiej chyba oszczędzać pieniądze, prawda? - zaproponowałem, czując się źle z faktu, że przecież wszystkie pieniądze idą na mnie. Skoro pieniądze idą na mnie, tylko na mnie, to tylko to co ja zarobię powinno zostać wydawane. A on... on tak naprawdę nie powinien pracować. On nie musi nic. Ale już widzę, jak ja mu mówię, że ma nic nie robić, on by mnie nie posłuchał. Nie potrafi usiąść, i nic nie robić, zwłaszcza, kiedy ja coś robię. Kiedy razem nic nie robimy, już jest bardziej skory do leniuchowania. 
- Od dłuższego czasu nie płacę za twoje śniadania i kolacje. Gospodarz bardzo cię polubił. Mam nawet wrażenie, że liczy nam obiady po okazyjnej cenie, więc tym się nie przejmuj – wyjaśnił, podnosząc się z moich kolanach. - A może po pracy... byśmy się poćwiczyli przywoływanie twoich skrzydeł? - zaproponował, a ja poczułem niepewność. 
- Dalej wierzysz w to, że mam w ogóle jakiekolwiek skrzydła? - spytałem cicho, nerwowo przeczesując dłonią swoje włosy. Dobrze by było, gdybym je miał, nie byłbym w końcu dla niego takim ciężarem... ale gdybym je miał, już chyba by się ujawniły, prawda? A nie tylko to chwilowe echo. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

|
 Podobało mi się to, jakie emocje w nim budziłem. Podobała mi się ta iskierka w jego oczach, kiedy mi się przyglądał. Podobał mi się przyjemny przepływ prądu przebiegający wzdłuż mojego kręgosłupa, kiedy mnie chwycił. Takiego czegoś jeszcze nie czułem. Czegoś tak... czystego. Szczerego. A jednocześnie, wbrew pozorom, nieskomplikowanego. 
– Mam więc nadzieję, że okażesz mi swoją wdzięczność, a nie będziesz tylko o niej mówić – powiedziałem, rysując na jego ramieniu nieregularne, spiralne szlaczki. 
– Ależ oczywiście. Zadbam o to, żebyś nie pożałował – powiedział to tonem niskim i zmysłowym, że na chwilę wstrzymałem oddech. Teraz... teraz nie mogłem się doczekać, aż mi ją pokaże. Trochę wydobrzałem i znowu mi mało. Moje ciało ledwo zniosło przeziębienie, niektóre malinki czy ślady ugryzień dalej nie zeszły, a ja? A ja już myślałem o naszym następnym zbliżeniu. 
– Twoje szanse na pozytywne przemyślenie tej sprawy właśnie wzrosły – uśmiechnąłem się zawadiacko, a kiedy zbliżył swoją twarz do mojej, zakryłem jego usta swoją ręką. – To nie pora na amory, a na sen – odpowiedziałem, odsuwając się od niego. Nie chciałem, by za szybko się mną znudził, bo to wszystko, co robił dla mnie, i wokół mnie, było takie... miłe. Chciałem, żeby trwało, póki może. A jak mu będę dawał, co chce, to może się to skończyć szybciej niż przypuszczam. 
– I tak bez pocałunku na dobranoc? – spytał, robiąc minę zbitego psa, co tak niezbyt mnie przekonało. 
– Na pocałunek trzeba zasłużyć – odpowiedziałem, posyłając mu zwodniczy uśmiech i zaraz potem opuściłem łazienkę. 
Nim położyłem się do łóżka, musiałem koniecznie zobaczyć się w całej okazałości, a nie tylko w połowie, jak to miało miejsce w w łazience. Chciałem dowiedzieć się, co takiego wspaniałego widzi we mnie Haru, i... 
I tak trochę się zawiodłem. Wyglądałem całkiem przeciętnie. Nic nie było we mnie niezwykłego. A on? Patrzył na mnie takim wzrokiem, jakby odkrył kolejny cud świata. Cóż, przynajmniej zyskałem coś, co pachnie nim, naturalnym zapachem jego ciała, który był bardzo przyjemny, przynajmniej dla mnie. Trochę szkoda, że nie mam olejków z jego nutami zapachowymi, fajnie byłoby go podbić, a nie ukrywać za tym, z czego korzystam ja. 
Wyglądasz cudownie – usłyszałem i zaraz zobaczyłem mojego chłopaka za mną. Mojego chłopaka.... to tak nietypowo brzmi. Muszę się nauczyć, że to nie jest tylko mój współlokator, czy kolega. Tylko chłopak. 
- Chciałbym spojrzeć na siebie twoim okiem. Nie widzę w sobie nic cudownego. Wyglądam całkowicie normalnie – wzruszyłem ramionami, po raz ostatni się sobie przyglądając, i temu, jak wyglądam z tyłu. - Ale przyznać muszę jedno. Twoja koszulka kończy się idealnie – dodałem zadowolony zauważając, jak pięknie odkryte są moje nogi, a jednocześnie zakryte jest wszystko, co zakryte być powinno. Inna sprawa, że wystarczy tylko tak odrobinkę unieść materiał koszulki do góry... ale na moje nogi to się aż napatrzeć nie mogłem Wyglądały świetnie. 
- Tu się zgodzę – uśmiechnął się z rozmarzeniem, patrząc na moje biodra. Że i jemu nie mało bliskości...
- Chodź, zmęczony jestem. I zmarznięty – poprosiłem, kierując się w stronę jego łóżka. 
Haru zrozumiał mnie, i kiedy tylko położyłem się wygodnie, zaraz się znalazł przy mnie, tuląc do siebie. Dzięki temu, że nie miał koszulki, jakoś tak to ciepło bardziej odczuwalne dla mnie było. Zadowolony , nim się ułożyłem głowę na jego klatce piersiowej, zbliżyłem wargi do kącika jego ust, składając tam delikatny pocałunek. Tak, żeby miał ochotę na więcej.
- Na dobranoc. Zasłużyłeś sobie – odpowiedziałem cicho, uśmiechając się lekko. 

<Piesku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

|
Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego właśnie to słowo tak na mnie działało. Wiedziałem jednak, że kiedy nazywał mnie swoją *owieczką*, w moim sercu rodziło się coś niezwykle przyjemnego. To było takie małe, niby błahe zdrobnienie, a jednak niosło ze sobą ogrom ciepła. Sprawiało, że czułem się wyjątkowy, otoczony troską, jakby w tym jednym słowie kryła się cała jego czułość. Ta niepojęta radość, której nie potrafiłem do końca wyjaśnić, ogrzewała mnie od środka.
Wtulony w jego ciało, wsłuchując się w spokojny rytm jego oddechu, pozwoliłem, by sen powoli mnie ogarniał. To było jak otulenie miękkim kocem, bezpieczne, kojące. Czułem, jak ramiona Morfeusza prowadzą mnie w świat marzeń, gdzie wszystko nagle staje się łatwiejsze, prostsze, a życie pozbawione jest ciężaru codzienności. Żałowałem, że rzeczywistość nie potrafi być tak łaskawa jak sny. Gdyby życie było tak proste, pewnie byłoby o wiele piękniejsze.

Rankiem, jak zwykle, to ja obudziłem się pierwszy. Otworzyłem oczy i przez chwilę leżałem nieruchomo, ciesząc się ciszą i obecnością mojego przyjaciela u boku. Podniosłem się powoli, siadając na brzegu łóżka, i spojrzałem na niego z czułością. Jego twarz, rozluźniona przez sen, wydawała się spokojna, wręcz bezbronna. Uśmiechnąłem się mimowolnie, sam jego widok wystarczał, by dzień nabrał barw.
Nachyliłem się ku niemu, nie mogąc się powstrzymać. Musnąłem delikatnie jego usta krótkim pocałunkiem, tak lekkim, by go nie obudzić, lecz wystarczająco wyraźnym, by zostawić na jego wargach ślad mojej obecności. Dopiero wtedy wstałem, starając się zachować ciszę, by dać mu jeszcze chwilę snu. Skierowałem się do łazienki, chcąc doprowadzić się do porządku i rozpocząć dzień, który choć zwyczajny już na starcie wydawał się piękniejszy tylko dlatego, że zaczynałem go u jego boku.
Po umyciu twarzy i zębów założyłem na siebie świeże ubrania, a następnie zająłem się włosami. Z każdym dniem stawały się coraz dłuższe i, szczerze mówiąc, naprawdę podobało mi się to, jak teraz wyglądały. Ich ciężar przyjemnie opadał na ramiona, a w lustrze widziałem, że nabierały charakteru, którego wcześniej im brakowało.
Miałem delikatne rysy twarzy, tak łagodne, że nieraz można mnie było pomylić z dziewczyną. W gruncie rzeczy nie miało to dla mnie większego znaczenia. Wygląd nigdy nie odgrywał w moim życiu roli decydującej, nawet jeśli ktoś odbierał mnie inaczej, nie zmieniało to tego, kim naprawdę byłem.
Po ułożeniu włosów opuściłem łazienkę. Od razu dostrzegłem mojego przyjaciela, który właśnie uniósł się do siadu. Poruszał się powoli, jakby dopiero budził swoje ciało ze snu, przeciągając się leniwie, ale jeszcze nie rozciągając mięśni do końca.
- Dzień dobry. - Uśmiechnąłem się, podchodząc bliżej. - Wyspałeś się? Gotów na rozpoczęcie nowego dnia? - Nie czekałem na odpowiedź. Nachyliłem się i delikatnie musnąłem jego usta, pewny, że nie muszę pytać o pozwolenie. Wiedziałem, że mogę to zrobić i ta pewność była czymś naturalnym, niewymagającym wątpliwości.
- Wyspałem się - Odparł z lekkim uśmiechem, choć w jego głosie brzmiała jeszcze senna miękkość. - Ale przyznam, że wolałbym spędzić z tobą trochę więcej czasu w łóżku. Przytulić się do twojego ciała i pozwolić sobie odpłynąć jeszcze na chwilę. - Słysząc te słowa, poczułem ciepło w sercu. Bez namysłu usiadłem na jego kolanach, oplatając go spojrzeniem, a dłonie ułożyłem na jego ramionach. Był taki bliski, że przez moment sam zapragnąłem zapomnieć o całym świecie.
- Przykro mi… - Odezwałem się cicho, kładąc dłoń na jego policzku i delikatnie go głaszcząc. - Ale dziś nie możemy sobie na to pozwolić. Musimy się zebrać, popracować i zarobić, jeśli chcemy ruszyć dalej w drogę. - Patrzył na mnie z tym swoim spojrzeniem, które zawsze sprawiało, że miałem ochotę ustąpić. Wiedziałem jednak, że tym razem muszę być stanowczy, nawet jeśli serce podpowiadało mi coś innego.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

|
 Zastanowiłem się chwilę nad jego propozycją. Nie byłem pewien, czy żartował, czy mówił całkiem poważnie, ale jedno wiedziałem na pewno – naprawdę chciałbym zobaczyć go w mojej koszuli. Czułem podskórnie, że wyglądałby w niej niezwykle dobrze, może nawet lepiej niż ja sam.
- To wcale nie jest głupi pomysł - Odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. - Jeśli chcesz, mogę ci ją dać od razu, załóż ją. Chętnie zobaczyłbym cię w niej. - Zadowolony z tego, że wreszcie powiedziałem to na głos, sięgnąłem po szczoteczkę. Zacząłem myć zęby, skupiając się na każdym ruchu, jakby ta prozaiczna czynność miała mnie trochę uspokoić. Czułem jednak, że w głowie wciąż kotłuje się myśl, obraz jego sylwetki w mojej koszuli, lekko za dużej, miękko opadającej na ramiona. To wyobrażenie sprawiało, że sam uśmiechałem się do swojego odbicia w lustrze.
Po umyciu zębów opłukałem usta i, nie zastanawiając się dłużej, podałem mu moją koszulkę. Naprawdę chciałem go w niej zobaczyć. Wiedziałem, że wygląda pięknie we wszystkim, co nosił, ale nigdy jeszcze nie miałem okazji ujrzeć go w czymś moim, w koszuli, a nawet w zwykłej koszulce. Samo to wyobrażenie budziło we mnie dziwną ekscytację.
Skoro więc on sam zasugerował, że chciałby spróbować, kim byłem, żeby mu tego zabronić? Wręcz przeciwnie, pragnąłem tego równie mocno. W tej chwili to, co wydawało się zwyczajnym gestem, nabierało dla mnie zupełnie innego znaczenia.
Daisuke bez większego oporu odebrał ode mnie koszulkę, z wolna zsuwając z siebie swoje ubranie. Jego ruchy były pełne naturalnej gracji, a ja nie mogłem oderwać wzroku od tego pięknego ciała, które tak chętnie odsłaniał, by po chwili skryć je w moim ubraniu. Było w tym coś niezwykle intymnego, jakby chciał na chwilę otulić się cząstką mnie.
Z przyjemnością obserwowałem, jak zakłada moją koszulkę, a serce przyspieszało mi na widok tego, jak dobrze w niej wygląda. To zadziwiające, że zwykły, codzienny strój potrafił na nim nabrać zupełnie innego blasku. No cóż, ładnemu we wszystkim ładnie. A on był uosobieniem tej prawdy.
- I jak? Podoba ci się to, co widzisz? - Zapytał z lekkim uśmiechem, obracając się wokół własnej osi, jakby chciał zaprezentować mi się w pełnej krasie.
- Wyglądasz naprawdę zjawiskowo, nawet w mojej koszulce - Przyznałem szczerze, podchodząc do niego bliżej. Moje dłonie odnalazły jego biodra i przyciągnęły go ku mnie, a bliskość jego ciała sprawiła, że oddech na moment uwiązł mi w gardle. - Chciałbym, żebyś częściej w niej chodził - Dodałem, miękkim głosem, jakby wyrażając nie tylko prośbę, ale i ukryte marzenie.
Mój śliczny panicz uśmiechnął się do mnie figlarnie, kładąc dłonie na moich ramionach. W jego spojrzeniu kryło się zadowolenie, którego nie sposób było nie dostrzec. Wiedziałem, że właśnie tego pragnął. Chciał widzieć moje uznanie, chciał słyszeć pochwały i czuć, że dostrzegam jego piękno. W gruncie rzeczy nie musiał mnie do tego namawiać, on po prostu taki był. Piękny. I musiałbym być naprawdę ślepy albo głupi, by tego nie zauważać.
- Myślę, że mogę przemyśleć twoją prośbę - Odparł w końcu, a na jego ustach zatańczył złośliwy uśmiech. Chciał podrażnić mnie dla samej zabawy, dla tej słodkiej gry między nami.
- Tak? - Uniosłem brew, odpowiadając mu tonem udawanej powagi, choć w środku aż kipiałem od rozbawienia. – Byłbym ci bardzo wdzięczny, gdybyś to przemyślał - Dodałem, z rozmysłem wchodząc w jego grę. Skoro tak bardzo chciał się ze mną droczyć, to kimże bym był, gdybym nie podjął wyzwania i nie odpowiedział w ten sam sposób?

<Paniczu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

sobota, 23 sierpnia 2025

|
 To było tak strasznie urocze, kiedy próbował zgrywać zadziornego, a jednocześnie miał ten słodki rumieniec na polikach. Nie wiem, czy chciał pokazać, że go to nie rusza, czy o co chodziło, ale to sprawiało, że był jeszcze bardziej uroczy. I teraz, mogłem mu mówić takie rzeczy bez strachu, że je usłyszy. Bo mogłem, prawda? Podobało mu się to. Czułem to, widziałem to  po nim, i będę mu to mówił przy każdej okazji, bo na to zasługuje. I tak wygląda. Jak słodka, mała owieczka. 
- Może być ciężko, bo omijasz wzrokiem miejsce, w którym możesz ją dojrzeć – odpowiedziałem, nie przestając się uśmiechać 
- Tak? To gdzie ją zobaczę? - zapytał, odwracając głowę w moją stronę. 
- Musisz patrzeć w lustro. Tylko uważaj, jest bardzo płochliwa – odpowiedziałem, na co cicho się zaśmiał. 
- Skąd ci się w ogóle ta owieczka wzięła? - zapytał, przyglądając mi się z rozbawieniem i zaraz też zajął miejsce tuż obok mnie, wtulając się w moje ciało. 
- Jakbyś spojrzał w lustro, to byś wiedział – odpowiedziałem, gasząc świeczkę i zaraz do niego wróciłem, tuląc go do siebie. - Mogę... mogę cię pocałować? - zapytałem niepewnie, nie do końca tak wiedząc, na co sobie pozwolić mogę, na co nie. Jeszcze trochę nie za bardzo wiedziałem, na co mogę sobie pozwolić, na co nie. Nasza relacja jest trochę... niejasna. Nienazwana. Jeszcze nie wiem, jak mam postępować, by czuł się przy mnie komfortowo. Trochę tak nie do końca potrafiłem się zachować poprawnie. Z nim... z nim jest inaczej niż z każdym innym, z którym dotychczas byłem. Na pewno muszę go traktować inaczej. Delikatniej. Być cierpliwym. Nie przeszkadzało mi to,dla niego mogłem się wyrzec swoich normalnych w takich sytuacjach zachowań i poczekać na niego, by i on się przyzwyczaił do tego wszystkiego. Wolę zachować się zbyt ostrożnie, niż zrobić coś, coś mu się nie spodoba. 
- Oczywiście, że możesz. Nie musisz się nawet pytać – odpowiedział, ale ja chyba wyczułem, że mimowolnie się zarumienił. Nic nie widziałem, ale jakieś takie przeczucie miałem. Przyciągnąłem go więc bliżej siebie i złożyłem delikatny pocałunek na jego czole. - To tyle? - spytał, a ja musiałem mocno się powstrzymać od tego, by nie zaśmiać się z tego zawodu w jego głosie. 
- Jeśli chcesz, może być więcej – wymruczałem, po czym ucałowałem jego usta. Spokojnie, delikatnie, jakbym bał się go spłoszyć. A później ucałowałem kącik jego ust, jeden policzek, drugi policzek, czubek nosa... schrupałbym go całego. - Usatysfakcjonowany? - dodałem na koniec, gładząc jego policzek. 
- Mhm – mruknął, chyba zawstydzony, i schował się w moich ramionach. Zaśmiałem się cicho i ucałowałem go w czubek głowy, tak po raz ostatni. 
- Dobranoc, Owieczko – powiedziałem, opatulając się kocem. 
- Dobranoc – odpowiedział jakimś takim zadowolonym tonem. Albo rozczulonym. Ten mój pseudonim mu się spodobał, a skoro jemu się to podoba... to muszę mu tak mówić więcej. Muszę zwracać uwagę na takie drobnostki, by sprawiać mu jak najwięcej przyjemności. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

piątek, 22 sierpnia 2025

|
 Spojrzałem na zegarek, dostrzegając godzinę. Było trochę późno. O tej godzinie raczej szło się spać, nie jeść. Chociaż przyznać muszę, byłem głodny. Nic dzisiaj nie jadałem, chyba. Nie licząc tego śniadania wczesnym rankiem, ale było tak dawno, że o nim zapomniałem. Poza tą późną godziną, nie chciałbym, by teraz szedł do kuchni i coś robił, poświęcając na to swój czas i energię. Nie pora na przygotowywanie posiłków. 
- Jest późno, by teraz coś przygotowywać. Do jutra przeżyję – odpowiedziałem, nie odsuwając się od niego. Było mi tak dobrze. W końcu, i ciepło, i wygodnie... i teraz, kiedy mu zaproponowałem związek, nie ukrywał tego uczucia, które to też dawało mi przyjemność. Było ono zbyt piękne, żeby było ono skierowane na stałe do mnie. Pewnie... byłem dla niego po prostu dobry. Potraktowałem go inaczej niż reszta społeczeństwa, i to go tak do mnie przekonało. Jak znam siebie, nie zasługiwałem na to uczucie. I on pewnie też wkrótce się przekona. A później pozna jakąś wspaniałą, miłą dziewczynę, w niej ulokuje to zauroczenie, i będzie szczęśliwy. Aż zazdrościłem jego przyszłej dziewczynie. Tak czyste, wspaniałe, szczere, piękne... zdecydowanie się od niego uzależnię. Przynajmniej póki będzie je do mnie czuć. Ale nawet jeżeli przestanie, na długo je zapamiętam. 
- Chodzenie spać głodnym nie jest zdrowe. Tosty francuskie może? - zaproponował, już wchodząc w ten stan nadmiernej opieki. Opieki, do której już zacząłem się przyzwyczajać, i która to nawet mi się zaczęła podobać. 
- Wolałbym, byś się umył i położył się obok – odpowiedziałem, uśmiechając łagodnie. Tak, najbardziej chyba w tej chwili tego chciałem, zasnąć przy jego boku. Tak po prostu. 
Haru odwrócił głowę w moim kierunku, a jego usta uniosły się w łagodnym uśmiechu. Następnie uniósł dłoń i położył ją na moim policzku, gładząc go delikatnie, z czułością. Niby nic takiego, ale było w tym coś... intymnego? Miałem wrażenie, że na tę krótką chwilę czas się zatrzymał. 
Zaraz potem ją zabrał, i wstał z łóżka. 
- Mimo wszystko przygotuję ci coś lekkiego i szybkiego. Chociażby kanapkę z serkiem. Jesteś świeżo po chorobie, powinieneś teraz zbierać siły – odpowiedział i zniknął w kuchni. Pokręciłem z niedowierzaniem głową, ale też jakoś tak sam z siebie uśmiechnąłem. To, co robił, było bardzo miłe z jego strony, chociaż też czasem miło by było, gdyby mnie posłuchał, nawet jeżeli byłoby to na moją niekorzyść... Chociaż, na to by nie pozwolił. To by do niego nie pasowało. - Proszę. Smacznego, ja idę się umyć – powiedział, nachylając się do mnie, by pocałować mnie w czoło. 
Tak jak obiecał, dostałem prostą kanapkę, z serkiem twarogowym, szczypiorkiem i rzodkiewką. No tak, ja teraz jem, a on? On to powinien jeść nawet więcej, a przynajmniej tak mi się wydaje. Muszę się więcej dowiedzieć o jego rasie, by wiedzieć, jak mu pomagać, jak traktować, czego w nim pilnować. Skoro on się mną opiekuje, ja też powinienem. I to tak się porządnie nim zająć. Skoro jesteśmy w związku, tak oficjalnie i na poważnie, tak więc i ja się będę starać. To byłoby niesprawiedliwe, gdyby Haru tu tylko coś robił. 
Kiedy zjadłem, zaniosłem talerzyk do zlewu, przemyłem go i ruszyłem do łazienki. Zapukałem, a kiedy usłyszałem pozytywną odpowiedź, wszedłem do środka. Haru właśnie zakładał na swoje biodra krótkie spodenki, eksponując jednocześnie swoją klatkę piersiową. Podczas pełni wyglądała lepiej, ale teraz też nie prezentował się najgorzej. Był jeszcze młody, jego ciało się cały czas rozwija. 
- Koszulki to nie zapomniałeś? - zapytałem, podchodząc do umywalki, by umyć zęby. 
- Koszulkę zostawiłem dla ciebie – odgryzł się, stając za mną. - Myślę, że by ci pasowała. 
- Pasowała? Byłaby o dwa rozmiary za duża, jak nie więcej – zauważyłem, delikatnie marszcząc brwi. 
- I dlatego uważam, że byłaby idealna, zwłaszcza do snu – nachylił się, by złapać swoją szczoteczkę. 
- Hmm... skoro tak twierdzisz... to może bym ją wypróbował? - uśmiechnąłem się zawadiacko do jego odbicia w lustrze, nim zająłem się myciem zębów. 

<Piesku? c:>

Etykiety