Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 31 sierpnia 2025

|
 Przyglądałem się karcie z uwagą, starając się znaleźć coś, co odpowiadałoby mi, jemu, a jednocześnie byłoby to coś nowego. Przez te kilka dni spróbowałem chyba wszystkiego, co tu serwowali bez mięsa, a tego było sporo. Oczywiście, pozycji z mięsem było znacznie więcej, ale mięso... wiem, że to naturalne, że istoty humanoidalne są przystosowane do tego, by jeść mięso, no ale ja jakoś tak nigdy nie potrafiłem się przemóc. Dla mnie zwierzęta to jak przyjaciele. I zabijać je tylko i wyłącznie dla mięsa to jest dla mnie nie do pomyślenia, ale też nie nawracam innych. To ich wybór. Też staram się unikać korzystania rzeczy stworzonych ze skóry, z czym jest ciężej, bo to jednak podstawa wielu ubrań, akcesoriów, no ale się staram, dla własnego komfortu psychicznego. 
- Hmm... a może taki zwykły? Ziemniaczki tłuczone, jajko sadzone i mizeria? Chodzi to za mną od jakiegoś czasu – zaproponowałem, odwracając się do niego. - I do tego coś do picia... szczerze, ja to mógłbym się napić zwykłej wody z cytryną. A gdyby jeszcze była taka schłodzona... - rozmarzyłem się, ciężko wzdychając. 
- Schłodzenie ci mogę zapewnić – powiedział cicho, łagodnie się uśmiechając. - A taki obiad brzmi dobrze. Powinieneś się najeść – dodał, zabierając ode mnie kartę. - Zaraz wrócę. 
Byłem mu wdzięczny za to, że poszedł złożyć zamówienie. Ja... no cóż, byłem trochę zmęczony. Bolały mnie wszystkie mięśnie, zwłaszcza pleców, i najchętniej w tej chwili bym się rozwalił na łóżku, o niczym nie myśląc... ale on na pewno też był zmęczony. Praca na kuchni nie jest lekka, nawet jeżeli tylko się tam trochę pomaga. Tyle godzin stał... powinienem ja pójść. Może chociaż odniosę, żeby on dwa razy nie chodził. Tak, on pójdzie sobie na górę, umyje, a ja odniosę naczynia, pogadam chwilę z gospodarzem, ureguluję zaległości, jak jakieś mamy. 
- Proszę – postawił przede mną znacznie większą porcję niż dla siebie, co mi się nie spodobało. Powinniśmy mieć po równo. - Smacznego – dodał, uśmiechając się do mnie tak pięknie. On w ogóle cały był piękny. Wspaniały. Ktoś taki jak on nie zasługuje na kogoś takiego, jak ja. Nie dość, że jest piękny w środku, to jeszcze jest piękny na zewnątrz. Istotka idealna. Ja się po prostu na niego nigdy nie napatrzę, i nie zadowolę. 
- A czemu sobie tak mało wziąłeś? - zapytałem, patrząc na niego z uwagą. 
- Ja jem dla przyjemności, a ty po to, by się najeść, pamiętasz? - przypomniał mi. No tak... zapominam o tym. Wiem, że jest Serafinem, ale zapominam o tym, że nie ma takich potrzeb jak ja. Nie musi za dużo spać, nie musi jeść, pić... ale nie potrafię tego z głowy wyrzucić. Zawsze jedliśmy razem, i nigdy mi nie narzekał. Teraz faktycznie, trzeba trochę uważać na wydatki, ale... ale ja wytrzymam. Milej mi się je w towarzystwie. 
- No tak, tak. Ale tak smutno to wygląda. Aż ja się źle czuję – przyznałem zgodnie z prawdą, powoli zabierając się za swoją porcję. - Ale jeżeli będziesz miał ochotę... to wiesz, mogę ci zostawić trochę. Nie potrzebuję aż tyle jeść – dodałem, chcąc bardzo uwierzyć w to, co właśnie powiedziałem. Po dzisiejszej pracy jednak byłem straszliwie głodny, i bardzo powstrzymywałem się od tego, by nie rzucić się na ten talerz. Nie wiem, co to spowodowało, ale żołądek tak okropnie mi się zasysał. Przecież aż tak dużo dzisiaj nie zrobiłem. Ostatnio zauważyłem, że mój apetyt strasznie w ostatnich dniach wzrósł. Nic, tylko bym jadł i jadł. Sam się muszę powstrzymywać, bo jak by to wyglądało? Miałem nadzieję, że to nie żadna choroba. Może to psychika? Wiem, że zaraz nie będę miał dostępu do nieograniczonego jedzenia, dlatego chcę jeść, póki mam co? Sam nie wiem, ale wstyd mi za siebie za to, że mam taki apetyt. 

<Owieczko? C:>

Etykiety