Jakoś tak nie byłem pewien, że się najadł. Oczywiście nie twierdziłem, ze mnie okłamywał, ale może okłamywał sam siebie? Albo jadł tak mało, że jego żołądek się skurczył. Tak czy siak, muszę go teraz pilnować z tymi posiłkami. Chcę o niego zadbać, czuję, że tak potrzeba. Gotować nie potrafię, ale chociaż mogę mu marudzić o jedzeniu, czym go trochę zmuszam do wstania i przygotowania sobie posiłku. W naruszeniu jestem naprawdę świetny.
– To dobrze – powiedziałem krótko, popijając herbatę. Miło było wypić w końcu zwykłą, owocową herbatę, słodzoną brązowym cukrem, a nie te zioła i miód. Chociaż, jak tak teraz sobie myślę o słodkim, nabrała mnie ochota na coś niezdrowego. Z chęcią bym zjadł jakiś deser. Coś z bitą śmietaną. A może coś bardziej czekoladowego? Czekolada z wiśnią... Idealne połączenie. Ale muszę się obejść ze smakiem, i skupić na swojej sylwetce. Z powodu choroby niewiele się ruszałem, muszę wpierw zasłużyć na deser, by moje ciało miało sylwetkę idealną.
– Ale wiesz, na co mam ochotę? Na deser – tu wyszczerzył się głupio, a w jego cudnych, złotych oczach zaświeciła iskierka pożądania. No tak, teraz już mi nie odpuści. Chociaż, i ja sobie skorzystam, seks z nim był naprawdę przyjemny. Zupełnie inny od wszystkich innych moich stosunków. Ta przyjemność była wręcz uzależniająca, chciałoby się jej więcej, i więcej. A on sprawiał wrażenie kogoś, kto chce mi ją dawać.
– Deser powiadasz... może masz ochotę na coś bardziej konkretnego? – zapytałem nie winnie, posyłając mu zwodniczy uśmiech o delikatnie mrużąc oczy. Czemu by się nie pobawić? W końcu, nic nas to nie kosztuje, a coś czuję, że im dłużej odwlekam chwilę i go zwodzę, tym lepiej mi się później odpłaci.
– No jest jedna taka rzecz... takie ciasteczko – kontynuował, a ja uniosłem brew.
– Ciasteczko? – powtórzyłem, aż ciekaw, co mu tam w głowie siedzi. Tego jeszcze nie słyszałem. Porównuje mnie do jakiegoś taniego ciastka? W sumie, jeszcze nie wiem, czy do taniego, nic na ten moment nie powiedział.
– Mhm. Takie słodkie, które idzie od razu schrupać – wyjaśnił, a jego uśmiech od razu się poszerzył. Miałem wrażenie, że im głupsze rzeczy mówił, tym szerzej się uśmiechał.
– Jest tyle deserów do wyboru, a ty porównujesz mnie do zwykłego ciastka? Chyba powinienem się obrazić – odpowiedziałem, przyglądając się jego zmieszanej twarzy. Niech się wysili, i uruchomi swoją kreatywność. Ja tam mam czas poczekać. Może trochę wymagający jestem, ale myślę, że takich rzeczy mogę od niego wymagać. Gdyby tak porównałby mnie do jakiejś... Muffinki, na przykład, już byłoby lepsze. Tak, z muffinką mógłbym się utożsamić. Niepozorne, ale przepyszne, i jeszcze może tak wspaniale wyglądać, jeśli odpowiednio się przyozdobi. No i także wolę bardziej muffinki od ciastek. Ciastka są takie... nijakie.
<Piesku? c:>