Jakieś to śniadanie było... inne. Lepsze. Nie, żeby wcześniejsze śniadania były niesmaczne, tutejsza kuchnia naprawdę mi smakowała, no i co najważniejsze, dania bez mięsa nie były tutaj problemem. W poprzedniej lokacji te bezmięsne posiłki były... były. Po prostu. A tutaj pracował nad posiłkami ktoś, kto ma talent do łączenia smaków, i zastąpienie mięsa innymi składnikami. No i pracował tam Miki. Pewnie posiłki, nad którymi on pracuje, to dopiero są smaczne... niestety, nie mam za bardzo okazji ich próbować, bo jak już jem obiadokolację, no to i on kończy pracę. Ale wolę spędzić z nim ten czas, niż żeby miał mi coś przygotować. Mimo wszystko są rzeczy ważne i ważniejsze, a jego bliskość i obecność naprawdę była dla mnie ważna.
- Ale naprawdę jest przepyszna. Dawno nie jadłem tak dobrej jajecznicy – mówiłem, będąc zachwycony tak prostym posiłkiem. Mi nie trzeba było wiele. Wystarczył mi Miki, posiłek, który da się zjeść, i materac. I ja, ja mógłbym tak żyć. Przy każdym komplementowaniu tego śniadania zauważyłem, że mój Miki się delikatnie uśmiechał. I to dało mi do myślenia. - Ty jesteś autorem tego dania – powiedziałem, kiedy nagle mnie olśniło. Na pewno, w przeciwnym razie nie uśmiechałby się w ten specyficzny sposób. No i też w jego pięknych oczach mogłem dostrzec tą iskierkę dumy. Tak, zdecydowanie się nie myliłem, to on jest kucharzem. Rany, jaki on jest wspaniały. Nie tylko przyniósł mi śniadanie, on je zrobił. A ja? Aż się głupio czuję. Nic nie potrafię, a przynajmniej nic takiego, co mogłoby mu sprawić przyjemność. Śniadania nie zrobię, bo tylko zepsuję, na czekoladę nie mam składników, no i pogoda też nie odpowiadała. Zresztą, Miki tutaj za dużo nie je, bo jak twierdzi, nie musi. Czasem tak trochę głupio się z tym czuję, kiedy tylko ja jem. Że też muszę mieć aż tyle z człowieka... czy ludzie w ogóle mają jakieś dobre cechy? Bo ja nic takiego w sobie nie widzę. Jestem słaby, muszę więcej spać, muszę coś jeść... Same minusy, i to nie tylko dla mnie, ale i dla Mikleo także.
- Zgadza się. Jak się domyśliłeś? - zapytał, drapiąc się zakłopotany po karku.
- Przez ten błysk dumy w oku. I wiesz co, masz prawo być dumny. Lepszej jajecznicy to ja nigdy nie jadłem – powiedziałem zgodnie z prawdą, odsuwając pusty talerz. Zjadłem wszystko, i jajka, i bułkę, i sałatkę... i teraz nie miałem na nic ochoty. A musiałem. Wczoraj byłem w lesie i pomagałem, ścinać drewno na zimę i dostarczyć je na tył gospody, a dzisiaj musiałem to drewno porąbać na kawałki. I chyba na dzisiaj tylko tyle. Albo aż tyle. Tego drewna naprawdę było sporo, i tylko ja się mam tym zająć. Jeszcze dzisiaj już od rana jakaś taka duchota panuje... no, może być ciężko.
- Cieszy mnie, że tak uważasz. Starałem się dla ciebie – powiedział, uśmiechając się łagodnie. Też coś powinienem mu przygotować... zrobiłem mu tę bransoletkę, ale tak sobie myślę teraz, że to przecież nic takiego. A on zasługuje na wszystko, co najlepsze. Mógłby mieć wszystko, co najlepsze, tak właściwie... a wybrał sobie mnie. Coś się to nie łączy.
- I jak ja ci się teraz odwdzięczę? - westchnąłem cicho, pijąc herbatę, która także była smaczna. Tak, zdecydowanie było czuć w tym wszystkim rękę Mikleo. Że też tego na samym początku nie poznałem... jak źle to o mnie świadczy? Pewnie bardzo źle.
<Owieczko? c:>