Oczywiście, że wierzyłem w jego skrzydła, wierzyłem w niego całego, bez względu na to, jak bardzo on sam nie dostrzegał własnej siły i możliwości. Kocham go, choć wciąż uczę się rozumieć, czym tak naprawdę jest miłość i jak w pełni się objawia. Wiem jednak jedno, chcę być przy nim, chcę, aby zawsze czuł moje wsparcie i obecność. Chcę, by był blisko i nigdy mnie nie opuścił. On jest dla mnie kimś, kto sprawia, że świat nabiera sensu. Jego obecność daje mi spokój, a jego uśmiech potrafi rozświetlić nawet najciemniejszy dzień. Moja miłość do niego to nie tylko uczucie, to pragnienie wspólnej drogi, wzajemnego zaufania i budowania razem wszystkiego, co piękne.
- Wierzę w twoje skrzydła… ale jeszcze bardziej wierzę w ciebie i twoje możliwości. Wiem, że boisz się i że wciąż dręczą cię wątpliwości czy kiedykolwiek naprawdę się pojawią czy w ogóle zasługujesz, by je mieć. Ale teraz, gdy znamy prawdę o tym, kim jesteś, to już nie jest tylko marzenie. To część ciebie. Skrzydła nigdy tak naprawdę nie zniknęły, może po prostu ukryły się głębiej, czekając aż je odnajdziesz. Jesteś w połowie aniołem… a więc one muszą tam być. Może musisz podejść do tego inaczej, spojrzeć w głąb swojego wnętrza, odnaleźć siebie na nowo. Jestem pewien, że kiedy uwierzysz w siebie, one same się pojawią - Mówiłem spokojnie, a w każdym słowie była wiara, której jemu brakowało. Ale to nic. Miał mnie. A ja wierzyłem wystarczająco mocno za nas oboje.
Sorey uśmiechnął się do mnie łagodnie. Jego dłoń musnęła mój policzek, delikatna i ciepła. Przyciągnął mnie bliżej, a jego usta dotknęły mojej skóry lekkim, niemal nieśmiałym pocałunkiem. Było w nim coś krucho pięknego, jakby bał się, że jeśli zrobi to mocniej, ten moment może zniknąć.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że cię mam - Wyszeptał, a jego głos drżał nieco ze wzruszenia. - Gdyby nie ty… gdyby nie twoja obecność… chyba dawno bym się poddał i stracił wiarę w siebie. - Spojrzałem mu w oczy, a w ich głębi dostrzegłem coś, co sprawiło, że serce mocniej uderzyło – nieśmiałość, wdzięczność i delikatny blask nadziei.
- Właśnie dlatego jestem przy tobie - Odpowiedziałem cicho. - Żeby wierzyć w ciebie, kiedy ty nie potrafisz. Żeby podnosić cię wtedy, gdy upadasz. Od tego jest przyjaciel… a może właśnie na tym polega też bycie partnerem, choć tego wciąż dopiero się uczę - Przyznałem, wtulając się mocniej w jego dłoń.
W tej chwili świat poza nami przestał istnieć. Nie potrzebowałem niczego więcej, wystarczało jego ciepło, jego spojrzenie, jego bliskość. W jego obecności czułem się bezpiecznie, jakbym odnalazł swoje miejsce. Szczęście było czymś prostym, to był on.
A gdzieś głęboko w sercu miałem przeczucie, że kiedy nadejdzie odpowiedni moment, skrzydła naprawdę się pojawią. Bo przecież anioł nie potrzebuje ich, by być aniołem, wystarczyło, że był sobą. A ja byłem przy nim, gotów iść z nim tą drogą.
<Pasterzyku? C:>