Od Haru CD Daisuke

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

|
Zadowolony uśmiechnąłem się do mojego panicza, chowając go w swoich ramionach. Boże, jak on mi się podobał… miałem na niego tak wielką ochotę, że aż trudno było mi to ukryć. Trochę było mi przykro, gdy odmówił mi czułości, przecież marzyłem o tym, żeby go pocałować, dotknąć, poczuć jeszcze bliżej. A jednak rozumiałem… nie musiał być chętny na codzienne zbliżenia, przecież nie był zwierzęciem. To ja byłem tym, który chwilami zachowywał się jak zwierzę, nienasycony, spragniony, nieumiejący albo niechcący zapanować nad sobą.
Oblizałem usta, jakby mogło to przywołać na nich smak jego warg. Jakże one były słodkie… tak bardzo chciałem ich dotknąć, zagubić się w ich miękkości. Zamiast tego ucałowałem go w czoło i opadłem z westchnieniem na poduszkę, otulając nas ramionami.
- Wiesz… cieszę się, że mimo wszystko pozwoliłeś nam spróbować - Wyszeptałem cicho, błądząc dłonią po jego miękkich, aksamitnych włosach.
- Dałem nam szansę tylko dlatego, że chcę, byś sam przekonał się, iż Twój wybór nie był najlepszy - Odpowiedział spokojnie.
Nie zgadzałem się z nim. Nie mogłem. W moim sercu czułem, że to właśnie on jest tym jedynym. Nie umiałem tego wytłumaczyć, ale nie chciałem nikogo innego. To jego pragnęło moje serce, choć w żaden sposób nie miało to sensu. On, ktoś ważny, niedościgniony. Ja, nikt, cień, który w końcu skazany będzie na ból. A mimo to… wolałem cierpieć później, niż zrezygnować teraz. Chciałem być przy nim tak długo, jak długo mi na to pozwoli.
- Najważniejsze, że dałeś nam szansę - Wyszeptałem, ziewając zmęczony i zakrywając usta dłonią. - Reszta… reszta nie ma w tej chwili znaczenia. Dobranoc. - Poprawiłem kołdrę, otulając nas szczelnie.
- Dobranoc - Odpowiedział cicho, układając się wygodniej na mojej klatce piersiowej. Skrył twarz w moich ramionach, wtulił się tak, jakby szukał w nich azylu, a jego oddech zwolnił, uspokoił się. Zasypiał.
Patrzyłem na niego jeszcze chwilę, aż i moje powieki stały się ciężkie. Nie walczyłem już ze zmęczeniem. Pozwoliłem sobie odpłynąć w sen, szczęśliwy, że choć na tę jedną noc mogłem mieć go tak blisko.

Otworzyłem oczy, a pierwsze, co dostrzegłem, to brak mojego panicza przy moim boku. Serce zabiło mi szybciej, czyżby już wstał? Właściwie nie było to niczym zaskakującym. W końcu to ja zawsze byłem tym, który najchętniej wylegiwałby się bez końca. Nie ukrywałem swojej słabości do snu, wręcz przeciwnie, śmiałem się z tego, że mógłbym przespać pół dnia, a i tak wciąż czułbym się spragniony odpoczynku.
Można by powiedzieć, że jestem leniwy… i może coś w tym było. Ale jednocześnie, kiedy przychodziło co do czego, potrafiłem pracować z całych sił. Jeśli musiałem coś zrobić, oddawałem temu serce i doprowadzałem sprawę do końca. A jeśli nie było takiej potrzeby… cóż, wtedy z rozkoszą zakopywałem się w pościeli, pozwalając sobie na słodkie lenistwo.
- O proszę, nareszcie wstałeś. Dzień dobry - Powitał mnie Daisuke, wychodząc z łazienki, w której najwyraźniej doprowadził się do porządku. Uśmiechnąłem się na jego widok - Wciąż miał na sobie moją koszulę, a to sprawiało, że wyglądał tak blisko, tak swojsko… i aż trudno było oderwać od niego wzrok.
- Dzień dobry, nareszcie - Powtórzyłem, unosząc brew z udawanym oburzeniem. - Czyżbyś uważał, że spałem zbyt długo? - Zapytałem, posyłając mu głupkowaty uśmiech, w którym nie było ani krztyny wstydu.

<Paniczu? C:> 

Etykiety