Nie było sensu martwić się o przyszłość. Nie teraz, nie w tej chwili, na to jeszcze przyjdzie czas. Dziś liczyło się tylko tu i teraz: wspólna obecność, cisza między słowami i drobne gesty, które nadawały chwilom znaczenie. Powinniśmy cieszyć się sobą, tym, że możemy być obok, że potrafimy nawzajem osładzać sobie czas.
Oczywiście nie tylko w tym jednym, najprostszy sensie tego słowa. Oprócz okazywania sobie fizycznej bliskości, równie ważne były rozmowy, spojrzenia, śmiech z byle powodu. Sama świadomość, że druga osoba oddycha tuż obok, wystarczała, by poczuć spokój.
- Wiem, czasem zdarza mi się wpaść na jakieś mądre pomysły - Stwierdziłem z lekkim uśmiechem, składając na jego czole delikatny pocałunek. Gładziłem jego ramię, jakby ten prosty gest miał zakotwiczyć mnie mocniej w tej chwili, przypomnieć, że to nie sen, że to naprawdę nasze.
- Wydaje mi się, że gdybyś był mniej leniwy, częściej miałbyś jeszcze lepsze pomysły - Odpowiedział natychmiast, unosząc głowę. Spojrzał w moje oczy z tym swoim łagodnym uśmiechem, który rozbrajał mnie za każdym razem.
No tak, kto by się tego spodziewał? Mój panicz wierzył we mnie aż za bardzo. A ja… ja przecież nie byłem żadnym mędrcem. Zwykły, trochę niemądry wilczek, który nie potrafił być tak błyskotliwy i pewny siebie jak on. Ja to ja, on to on – dwa zupełnie różne światy, a jednak splątane tak, że jedno bez drugiego wydawało się już niepełne. Może faktycznie zbyt często wątpiłem w siebie, ale on zdawał się zawsze widzieć we mnie coś, czego ja sam nie potrafiłem dostrzec.
- Ale przyznaje - Odezwał się nagle, przerywając moje rozmyślania. - Lubię twoje pomysły. Nawet te głupie. Może zwłaszcza te.
Zaśmiałem się cicho.
- To miło wiedzieć, że przynajmniej w czymś się sprawdzam.
- W czymś? - Prychnął, udając oburzenie. - Ty sprawdzasz się w całości.
Jego słowa zaskoczyły mnie tak bardzo, że przez chwilę nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Zamiast tego wtuliłem się mocniej, jakby w ten sposób mogłem ukryć zawstydzenie.
Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, w milczeniu, które wcale nie było krępujące. Wręcz przeciwnie – czułem, że to właśnie ta cisza mówiła najwięcej. O zaufaniu, o spokoju, o tym, że nie musimy niczego udowadniać, by być dla siebie ważni.
- Wiesz - Odezwałem się w końcu, nieco niepewnie - Czasami myślę, że ty wierzysz we mnie bardziej, niż ja sam w siebie.
- Bo tak jest - Odpowiedział bez zawahania. - I nie mam zamiaru tego zmieniać. Kiedyś może sam zobaczysz w sobie to, co ja widzę od dawna. - Spojrzałem na niego, a w jego oczach zobaczyłem coś, co sprawiło, że całe moje zwątpienie na moment zniknęło. Może rzeczywiście miał rację. Może kiedyś uda mi się spojrzeć na siebie jego oczami.
A na razie? Na razie wystarczył mi ten uśmiech, ta obecność, ciepło jego dłoni splecionej z moją. Reszta mogła poczekać.
Uśmiechałem się do niego, trwając przy nim tak długo, aż głód nieco pokrzyżował mi plany.
- A może chciałbyś coś zjeść? - Zapytałem, czując, że właśnie tego najbardziej potrzebuję. Mój żołądek dawał mi się we znaki, a ja musiałem jakoś zapanować nad głodem.
- Nie za bardzo jestem głodny - Stwierdził, czym mnie specjalnie nie zaskoczył. On rzadko kiedy odczuwa głód, a nawet jeśli, to nigdy nie powie tego na głos.
- No dobrze, jeśli nie jesteś głodny, nie będę cię zmuszał. Ja jednak wstanę i zrobię coś do jedzenia, bo sam już naprawdę go odczuwam - Odpowiedziałem, nie chcąc zmęczyć żołądka bardziej, niż był już zmęczony.
<Paniczu? C:>